Gdzieś pomiędzy podbojami, a robieniem wędki z marchwi i pająka (KGB 6: Płcie i gry)

Wiedźma zaproponowała nowy temat dla KGB, którego nazwa w wyniku ostatnich wydarzeń w Europie pokazuje, że pewne skróty zawsze zachowają aktualność kontrowersji. W każdym razie tym tematem są płcie i gry. Rzecz niezwykle modna ostatnimi laty i wiążąca się z całą masą różnych, czasem niezwykle krytycznych opinii i komentarzy odnośnie relacji pomiędzy płciami i rozrywką. Niektórzy autorzy wręcz wyrobili sobie markę na pisaniu, częstokroć niezbyt starannie przygotowanych, tekstów i wypowiedzi na temat seksizmu w grach i tego, w jaki sposób mamy do czynienia z opresją w przypadku kolejnych tytułów wydawanych przez wielkie firmy.

 
 

W tych wypowiedziach najczęściej obecny jest jeszcze cały zestaw klisz, które mają uzasadnić całe zło przemysłu. Nie chodzi tutaj nawet o „heteronormatywność”, ale też i krzyczenie o rasizmie. Pojawiają się także pojęcia takie jak, „kultura graczy”. Przeważnie nie zdefiniowane, bo to ułatwia używanie ich jak maczugi. Zastanawiam się, jaka byłaby reakcja na hasło „kultura fanów kina karate”, które to określenie ma mniej więcej takie samo znaczenie i przekazuje tyle samo treści. Jednakże, co ciekawe, w większości artykułów, które można przypisać do tej grupy – bardzo często niezwykle wręcz emocjonalnie napisanych – można zauważyć bardzo zabawną niekonsekwencję.

Jednym z haseł podnoszonych w dyskusjach jest to, że kobiety też są graczami i stąd należy oczekiwać, że gry będą robione z uwzględnieniem tego niezwykle ważnego założenia. Na chwile nie wdając się w rozważania odnośnie charakteru partycypacji kobiet w tym przemyśle, chce zwrócić uwagę, że częstokroć ci sami autorzy piszą bardzo popularne teksty o chamstwie w grach online. Czytamy, jak to w Battlefieldzie gracze się wyzywają w sposób seksistowsko-homofobiczno-rasistowski. Zarazem w tych tekstach przebija się jeden zaskakujący element. Otóż zawsze podkreśla się tam, że autorami tych wyzwisk są mężczyźni. Dodaje się też, jak autor jest złośliwy, że pewnie sobie oni coś tam kompensują obrażając innych i że wszystko wychodzi z Freuda. Czyli, na spokojnie interpretując tego typu sformułowania, skoro owe zachowania są tak powszechne, że autorzy tekstów czują się w obowiązku bić na alarm, to albo kobiety nie grają w te gry – czyli spora ilość argumentacji o potrzebach kobiet-graczy jest bezpodstawna – albo kobiety nie przeklinają i nie wyzywają innych od najgorszych. Znaczy się, mamy do czynienia z taką wizją kobiet, jako istot świętych, niezniżających się do kalania swych ust jakimkolwiek przekleństwem.

W takich chwilach uśmiecham się szeroko, bo bojownicy walki ze złymi izmami w grach sami pokazują swój seksizm. Bowiem za takie zachowanie uznać należy nie tylko poniżanie kobiet, ale też i tworzenie nieprawdziwych stereotypów o doskonałości. Większość autorów tych tekstów w szaleńczym ataku nie zauważa, że popełniają spektakularną auto-kompromitacje. Przy czym wynika ona ze stosowania rzeczywistości, jako narzędzia do bicia przeciwników.

Zresztą zarzuty odnośnie chamstwa w grach, gdzie walczy się z przeciwnikiem, to jest opartych na konfrontacji, są co najmniej śmieszne. Polecam przejść się na dowolne wydarzenie sportowe, gdzie mamy do czynienia ze starciem dwóch lub więcej osób. Tam szybko dostrzeżemy, że wszyscy wyzywają się od najgorszych, a agresja i brutalność jest stałym elementem nawet tak osadzonych w silnych regułach odnośnie dystansu i spokoju, grach jak krykiet (patrz Arjun Appadurai choćby). Stąd narzekania na jakąś specyfikę gier są dosyć dziwne. Co więcej, choćby minimalne obeznanie z historią i kulturą pokazuje, że owe wyzwiska to w rzeczy samej bardzo ważny element spektaklu. Odsyłam do Islandii, gdzie tego typu zachowania zastępowały nawet samą walkę (flyting, cf. między innymi H. R. E. Davidson, Myths and symbols in pagan Europe: early Scandinavian and Celtic religions, Syracuse NY 1988, s. 88; patrz także R. E. Kellett, Single combat and warfare in German literature of the high Middle Ages: Stricker’s ‘Karl der Grosse’ and ‘Daniel von dem Blühenden Tal’, London 2008, s. 11, 35, 37-8; o Dawidzie i Goliacie, cf. S. Niditch, War in the Hebrew Bible: a study in the ethics of violence, New York 1983, s. 93-4; cf. o Iliadzie G. S. Kirk, The Iliad: A Commentary, Books 5-8, Cambridge 2000, s. 265).

Dlatego osobom krzyczącym, że to straszna rzecz się dzieje, że gracze się wyzywają polecam przejść się na dowolny stadion i pokrzyczeć z oburzeniem na sportowców obojga płci obrażające się jak leci. Zwracam uwagę na to, że mówię tutaj także o kobietach. Kto nie wierzy, ten niech poogląda choćby kobiecą piłkę nożną. Niektóre zachowania sprawiają, że nawet Eric Cantona wydaje się miłym chłopcem.

Wracając jeszcze do stosowania rzeczywistości, jako narzędzia, to warto podkreślić, że ma to wiele dodatkowych zastosowań. Jednym z nich jest konsekwentna hipokryzja polegająca na przypisywaniu negatywnych „obiektywnych” cech produkcjom, których się nie lubi, a pozytywnych lubianym. Widać to w całości popkultury, gdzie choćby nowy Dr Who, czy Sherlock są wychwalane pod niebiosa, a ich skrajny seksizm jest zamiatany pod dywan, a innym produkcjom wypomina się, że mają za mało kobiet, tudzież, że one często giną. W jednym przypadku, bo nie podoba nam się produkcja, to widzimy wszelkie zło całego świata, ale jak nam się spodobała, to nie dostrzeżemy, że kobiety sprowadzane są tam do zestawu najgorszych cech.

Stąd też Tomb Raider może uchodzić za grę seksistowską, jak i grę pełną pozytywnych przykładów. Jeżeli jednak gry nie można sprowadzić do dwóch wymiarów, to najlepiej ją w takich dyskusjach zignorować, czego przykładem jest Mysteries of the Sith. Teoretycznie dodatek, a w rzeczywistości samodzielna gra będąca kontynuacją Jedi Knighta, gdzie (po pierwszej misji) wcielamy się w postać Mary Jade. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku poprzednika mamy tutaj do czynienia z bardzo dobrą produkcją. Duże, rozbudowane plansze, jak i przemyślana ich architektura doskonale komponowały się z pomysłowymi zagadkami. Skąd się wzięła bohaterka tej gry? Po raz pierwszy pojawiła się ona na kartach powieści Timothy’ego Zahna, które były kontynuacją filmowych przygód bohaterów Gwiezdnych wojen. Szybko też Mara Jade stała się jedną z najbardziej popularnych postaci nawet nie tylko Expanded Universe, ale w ogóle całej sagi Lucasa. Pod wieloma względami bije ona popularnością bohaterów filmów.

Seksistowska gra, bo kobieta jest ponizej wielkiej bestii (Rancora), zapewne płci męskiej!
Seksistowska gra, bo kobieta jest ponizej wielkiej bestii (Rancora), zapewne płci męskiej!

Co więcej, akurat w jej przypadku nie możemy mówić, że jej popularność wynika z dużych piersi i tali, która sprawiałaby, że osy czułyby się zawstydzone. Jej popularność nie wynika z wyzywających strojów, czy innych zachowań, które zwyczajowo wzbudzają oburzenie wśród walczących z seksizmem. Dodajmy, że w samej grze także nie mamy do czynienia z przerabianiem bohaterki na stereotypowy symbol seksu. Jest to sprawna i zdolna zabójczyni, a nie lalka Barbie na wojnie. Może zresztą stąd jakoś ta gra nie wzbudza zainteresowania krytyków piszących na tematy pozycji kobiet w grach. Nie da się bowiem sprowadzić Mysteries of the Sith do łatwego schematu, który pozwala szybko napisać tekst: „seksizm”. Zaznaczmy od razu, że takie lenistwo i dziwne podejście do tematu, to nie tylko domena tematu kobiet w grach komputerowych. Ostatnio słuchałem wypowiedzi jednego człowieka, który na poważnie mówił, że Cywilizacją jest złą grą, bo upowszechnia złe stereotypy walki i ma takie element jak „wojna kulturowa”. Autor tekstu najwyraźniej uznał, że światem rządzą troskliwe misie.

W każdym razie, czy pozycja kobiet w grach jest dobra, czy też może są one seksistowskie? Odpowiedź na takie pytanie jest dosyć prosta: różnie. Każda gra jest różna, a i zastosowane w niej rozwiązania zależne są od jej tematyki. Do tego należy dodać uwarunkowania kulturowe kraju, skąd dana gra pochodzi. Pewne zachowania, czy wizje pochodzące z Japonii, tam mogą należeć do nowoczesnego i pozytywnego patrzenia na kobiety, podczas, gdy w Europie mogą być odbierane jako uprzedmiotowienie kobiet. Poza tym w tych rozważaniach należy uwzględnić całą poetykę gier, jak i sposób kreowania w nich postaci, tak jak i szersze tło kulturowe. Przypominam, że Kyle Katarn pomiędzy grami z serii Dark Forces został odchudzony i zdecydowanie zrobiono go na „przystojnego”. Nie przypominam sobie w tej sprawie zbyt wielu protestów, co najwyżej żartobliwe komentarze. Rzadko się zdarza, aby bohater płci męskiej nie był przystojny, a jeżeli natura poskąpiła mu urody, to jest to elementem tworzenia konkretnego typu postaci, najczęściej kolejnej inkarnacji Larry’ego.

 

Gra pokazująca pozytywny obraz kobiety. Z mieczem w ręku radzi sobie z rozlicznymi zagrożeniami i niebezpieczeństwami. W tym z wielkimi bestiami typu Rancor.
Gra pokazująca pozytywny obraz kobiety. Z mieczem w ręku radzi sobie z rozlicznymi zagrożeniami i niebezpieczeństwami. W tym z wielkimi bestiami typu Rancor.

Gry mają swoje, różne, konwencje i jeżeli nie umieszczamy ich w kontekście, to tracimy możliwość ich sensownego opisania. Tak też jest z motywami, które ostatnio zastąpiły niektórym zdolność pisania. Rzuca się „damsel in distress” i wszyscy wiedzą, że mamy tutaj do czynienia z seksizmem i złem. Problem jest taki, że ten motyw, jak i wiele innych, jest podporządkowany opowieści. To ona sprawia, jakie będzie miał on znaczenie. Sam, obdarty z kontekstu, nic nam nie mówi o tym, czy gdzieś tam mamy do czynienia z seksizmem, czy nie.

Czy twierdze, że wszystkie gry dobrze przedstawiają kobiety? Nie. Wiele z nich ma różnego rodzaju problemy. Omawianie ich wymaga jednak większego dystansu niż mają zapaleni krytycy (jak i, przyznajmy, zapaleni wielbiciele), gdyż interpretacje mają zasadniczą wadę. Są oparte na spojrzeniu z zewnątrz i nierzadko więcej mówią o interpretatorze, niż o temacie. Może w związku z tym, zamiast rzucać kamienie, obejrzeć parę filmów, poczytać parę książek i pochodzić po realnym świecie, a dopiero z pewnym bagażem doświadczeń i dystansu do świata siadać do pytań o seksizm w grach.

 
 
 

5 comments

    • hihnttheadmin says:

      Hm, bylem pewien, ze podlinkowalem… :/ dodatkowo zapomnialem dodac odpowiednie linki w samym tekscie :/

  1. Pandora says:

    Z częścią tekstu się nie zgadzam, ale zdecydowanie – wielki plus za Marę Jade. I wielki za ten tekst: “Widać to w całości popkultury, gdzie choćby nowy Dr Who, czy Sherlock są wychwalane pod niebiosa, a ich skrajny seksizm jest zamiatany pod dywan, a innym produkcjom wypomina się, że mają za mało kobiet, tudzież, że one często giną.”
    Totalnie tak! Oczywiście, mogę być niegrzeczna, bo nie lubię Doktora, a i Sherlock (jeszcze ten z powieści) nigdy nie był moim ulubionym psychopatą tygodnia, ale masz rację. Dodatkowo jest jeszcze coś – produkcjom niższej klasy (ale NIE indykom, indyków to nigdy nie dotyczy, ponieważ zdaje się indyki są dobre z założenia), np. filmom seksizm i zło wszelakie zarzuca się na starcie. Problem w tym, że ostatnio oglądając hity Hollywood versus kicze Hollywood, to w kiczach często babki mają więcej do powiedzenia i zdecydowanie nie gadają o sukienkach/facetach. A co do “damsel in distress”, to jest to zwyczajnie motyw wyświechtany i zwykle dość nudny (oczywiście, są piękne wyjątki). *BTW, znowu zUy i sekistowski film niższej klasy, czyli nowy Sędzia Dredd – zaczupiste odwrócenie tego wątku do góry nogami*

    • hihnttheadmin says:

      Dziekuje za komentarz. Jezeli chodzi o filmy, to dodalbym, ze takze “artystyczne kino” ma raczej stosunek do kobiet “watpliwy”. Moim zdaniem zreszta obecne problemy z postaciami kobiecymi w kinie wynikaja z upadku kina klasy B, ktore bylo zdecydowanie chetniejsze do odpowiedniego ich kreowania. Co prawda bardzo czesto wiazalo sie to z obowiazkowa scena nagosci, ale przynajmniej owe nagie bohaterki mialy psychike i charakter.
      BTW, takze i Dredd ze Stallonem mial bardzo fajne postaci kobiece, a i ich sceny walki byly bardzo fajne 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.