Na tajnych misjach dawno temu w odległej galaktyce (Dark Forces)

Tak zaczyna się przygoda.
Tak zaczyna się przygoda.

Jakiś czas temu w trakcie sesji Star Wars RPG wyszło na jaw, że jeden z graczy – fan Gwiezdnych wojen – nigdy nie grał w grę komputerową Dark Forces. Lekko zaskoczony i w gruncie rzeczy dosyć wzburzony siadam w związku z tym do pisania tekstu o tej starej już grze. Wyobraźmy sobie, że cofnęliśmy się w czasie o 20 lat. Wtedy to na rynku pojawił się Doom, jedna z najbardziej rewolucyjnych gier komputerowych. Nie dlatego, że rzeczywiście była innowacyjna, ale dlatego, że w sposób idealny skompilowała wszystkie elementy, które stały się zaczynem gatunku FPS, czyli First-person shooter. Początkowo zresztą wszystkie gry tego typu nazywano Doomopodobnymi, tudzież mówiono o klonach Dooma. Oto mamy grę, dzięki której przez wiele lat ulubioną rozrywką ludzi było bieganie po korytarzach i strzelanie do przeciwników.

Szturmowiec i jego blaster.
Szturmowiec i jego blaster.

Z dzisiejszej perspektywy gra ta wygląda niezbyt zachęcająco. Fani oczywiście zakrzykną z oburzenia, ale osobiście muszę powiedzieć, że o wiele chętniej i milej wracam do Wolfenstein 3D, pierwszej gry ID Software tego typu. Pomimo ograniczeń sprzętowych, była to gra pod wieloma względami znacznie bardziej przyjemna i dająca więcej satysfakcji. Trzeba jednak przyznać, że dopiero w wyniku sukcesu Dooma wiele firm rozpoczęło prace nad podobnymi grami. Jedną z nich było Lucas Arts, znane wtedy jeszcze głównie z produkcji przygodówek i wielkiego sukcesu, jakim był X-Wing.

Garmoreania są jak zawsze głupi i toporni.
Garmoreania są jak zawsze głupi i toporni.

Jednakże ich podejście do gatunku było inne niż to, którym kierowała się większość imitatorów Dooma. O ile taki Duke Nukem 3D poszedł w humor i groteskową zabawę, to Lucas Arts postanowiło zrobić grę znacznie bliższą ich tradycyjnym produkcjom. Pod wieloma względami, jeżeli chodzi o rozgrywkę, w przypadku Dark Forces, mamy do czynienia z duża ilością elementów zaczerpniętych z przygodówek. Nie chodzi tu tylko o używanie odpowiednich kluczy do otwierania zamków, bo to było też w wielu innych grach. W Dark Forces twórcy położyli zdecydowanie większy nacisk na różnego rodzaju zagadki, czy potrzebę zdobywania kodów do drzwi. W jednej z plansz należy odpowiednio ustawić windy, tak, aby móc przebiec po ich dachach. Sprawia to, że gra jest znacznie trudniejsza, a i ciekawsza.

Dark Trooper w wersji pierwszej. Szybki i morderczy.
Dark Trooper w wersji pierwszej. Szybki i morderczy.

Ważnym elementem, który usprawniał grę, był także odpowiednio zaprogramowany silnik. Trzeba bezwzględnie docenić programistów Lucas Arts, gdyż udało im się stworzyć jeden z najlepszych silników używanych w grach FPS. Ilość jego możliwości robi wrażenie. Zresztą był on jeszcze potem wykorzystywany przez Lucas Arts do Outlaws, jak i jego elementy pojawiły się w Grim Fandango. Na czym opiera się to wyróżnienie technologii? Silnik Dark Forces umożliwiał rzeczy wtedy rzadko spotykane, jak skakanie, pływanie, czy patrzenie w górę i w dół. Część młodszych czytelników zapewne się zdziwi słysząc te rzeczy, ale to była duża innowacja. W Doomie tego nie było! Poza tym silnik pozwalał tworzyć rozległe i wielopoziomowe mapy. Plansze są na tyle duże, iż nie jest niczym nie zwykłym, że pokonanie jednej może zając ponad godzinę.

Długość przechodzenia poszczególnych plansz jest o tyle ważna, że gra miała dosyć specyficzne rozwiązane zapisywanie stanu gry. Mianowicie nie dało się zapisać go w trakcie rozgrywki, a dopiero po przejściu misji było to robione automatycznie. Stąd gracz, jeżeli uruchomił plansze, to musiał ją przejść do końca. Nie było wyjścia. Rozwiązanie takie jest dosyć denerwujące, ale z drugiej strony jest to mała cena za tak przyjemną rozgrywkę.

Na podwieczorku w statku Jabby.
Na podwieczorku w statku Jabby.

Gry częstokroć szybko się starzeją, grafika już nie taka ładna, muzyka w formacie midi nie wzbudza emocji. Dark Forces ma jednak pewne elementy, które sprawiają, że dalej przyjemnie się w nie gra. Wspominałem już o wielkości poziomów, ale na tym nie koniec. Są one bardzo logicznie zaprojektowane. Każdy, kto czasem kręcił się po korytarzach labiryntu jakiejś dziwnej gry FPS wie, że potrafi to być denerwujące, kiedy okazuje się, że nie ma w nim żadnej myśli. Twórcom Dark Forces udało się stworzyć plansze, które zarazem są rozbudowane i różnorodne, ale po pewnym namyśle stają się logiczne. Trzeba też przyznać, że nie ograniczają się one do powtarzających się korytarzy, a mamy do czynienia z wieloma różniącymi się lokacjami i planetami. Począwszy od tajnego laboratorium, przez górskie kaniony, skończywszy na Coruscant, stolicy Imperium. W przerwach pomiędzy poszczególnymi misjami będziemy mogli oglądać proste animacje, opierające się w dużej mierze na statycznych, starannie wykonanych rysunkach.

Fabuła gry jest dosyć prosta i opiera się na modnym w Lucas Arts schemacie poszukiwań super broni. Imperium zgodziło się na projekt Moffa Mohca, który postanowił stworzyć super żołnierza. Dark Trooperzy początkowo są bardziej maszynami – zabójcami, z czasem przerodziły się w wielkie kombinezony bojowe, które mogły dać żołnierzom wielką przewagę nad dowolnym przeciwnikiem. Rebelia postanawia powstrzymać zagrożenie i w tym celu wysyła jednego ze swoich agentów, Kyle’a Katarna, aby powstrzymał on wykonanie projektu. Wraz z towarzyszącą mu Jan Ors, która opiekuje się jego statkiem, wyrusza on w kolejnych misjach, wśród których spotka wiele znanych ze świata Gwiezdnych wojen postaci, takich jak Crix Madine.

P

Pierwsza misja jest łącznikiem z filmami.
Pierwsza misja jest łącznikiem z filmami.

rzeciwników mamy różnorodnych. Począwszy od szturmowców i oficerów imperium, przez różnych obcych, skończywszy na dianogach. Pomimo nie najlepszej sztucznej inteligencji potrafią oni sprawić trochę kłopotu. Walka z nimi się nie nudzi. Także i Dark Trooperzy są całkiem ładnie zaprojektowani. W pierwszej walce z nimi potrafią zaskoczyć i wzbudzić panikę, nawet, jeżeli wiemy, że tam na nas czekają.

Dark Forces jest grą trudną, wymagającą, ale przyjemną. Pomimo wielu lat dalej jest nadzwyczaj wciągająca i nie trudno zrozumieć, dlaczego była to jedna z najlepiej sprzedających się gier Lucas Arts. Po dziś dzień pojawiają się nowe, wykonane przez fanów plansze. Gra pomimo braku trybu wieloosobowego – był on planowany, ale w trakcie produkcji z niego zrezygnowano (zostały pewne jego elementy w kodzie gry) – dalej żyje, choć oczywiście tylko wśród zagorzałych fanów. Tych nie musze zresztą zachęcać do wspominania Dark Forces, natomiast, jeżeli ktoś nie miał z tą grą do czynienia, to powinien szybko nadrobić te zaległości.

 

One comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.