Pomiędzy czasem i przestrzenią Szafiru i Stali

 

 
 
 
Szafir i Stal. NIe trzeba mówić, kto jest kim. Chyba.
Szafir i Stal. NIe trzeba mówić, kto jest kim. Chyba.

Pod koniec lat 70-tych i na początku 80-tych Dr Who popadł w pewną zadyszkę. Serial miał spore problemy wynikające poniekąd z wypalenia twórców, jak i ze zmiany oczekiwań widowni. Charakterystyczna była jego spektakularna porażka z Buckiem Rogersem, który w Wielkiej Brytanii przyciągał przed telewizory w owym czasie znacznie większą widownie. Pomimo jednak pewnego, acz wyraźnego i raczej krytycznego, spojrzenia na przygody władcy czasu wśród ówczesnej krytyki, jak i widowni, sama idea takiego serialu miała dalej pewną nośność. Stąd nic dziwnego, że telewizja ITV postanowiła zrobić własną wersję Dr Who pod tytułem Sapphire&Steel.

 

Oczywiście nie chodzi tutaj o jakąś próbę ukradzenia bohatera. Zamiast tego postanowiono spróbować zrobić coś teoretycznie w stylu przygód podróżnika z Galifrey. Do tego zadania zatrudniono Petera J. Hammonda, który dotąd miał raczej doświadczenie z serialami sensacyjnymi. Pomysł na serial miał powstać po tym, jak spędził on noc w podobno nawiedzonym domu. Stąd też mamy tutaj do czynienia z trochę innym stylem opowieści, gdzie głównym tematem byłyby przygody dwójki agentów mających za zadanie porządkować czasoprzestrzeń. Zadanie jest dosyć proste, a na bohaterów wyznaczono: mężczyznę (?) o imieniu, czy też kryptonimie Stal (Steel), oraz kobietę (?) Szafir (Sapphire). Dostają oni w każdej przygotowanej historii zadanie wytłumaczenia i powstrzymania zaburzeń w ustalonym już czasie. To znaczy, mają sprawić, aby przeszłość była taka, jaka ma być, a nie podlegać zmianom. Zaburzenia mogą mieć naturę interwencji nieznanej siły, albo też złamania reguł, jakim podlegają poszczególne wydarzenia. Znak zapytania przy płciach bohaterów wynika z tego, że choć z wyglądu są ludźmi, to w rzeczy samej nimi nie są. Mamy do czynienia z parą obcych agentów, o nie do końca ustalonych wzajemnych relacjach. Może być między nimi uczucie (jeden odcinek nawet bardzo mocno to podkreśla), ale z drugiej mogą być li tylko doświadczonymi partnerami w rozwikływaniu zagadek. Stal jest zimny, małomówny, natomiast Szafir jest ciepła i miła, poza tym początkowo lubi zmieniać stroje. Posiada zdolność manipulowania czasem i w jakimś sensie materią, stąd może zmieniać ubrania w trakcie rozmowy. W porównaniu z nią Stal ma znacznie mniej mocy, właściwie ograniczają się one do zmiany temperatury, jak i jest super silny. Poza tą dwójką w serialu pojawia się jeszcze Ołów i Srebro, dwaj inni agenci, a i wyraźnie wiadomo, że w całym wszechświecie działa jeszcze kilku innych. Jednakże o charakterze samych agentów, instytucji, dla której pracowali nie wiadomo nic. Poza tym, że nie jest ona chyba tak do końca dobra.

Do tak wykoncypowanego serialu dobrano pozostałe elementy. Wyznaczono także pewien budżet, ale wydano go trochę inaczej, niż miało to miejsce w przypadku produkcji BBC. Jeżeli spojrzymy na kolejne serie Dr Who, to w rolach głównych nigdy (poza Jonem Pertwee) nie wystąpili prawdziwie znani aktorzy. Tom Baker był właściwie całkowicie anonimowy, a inni w najlepszym razie byli kojarzonymi aktorami drugoplanowymi, czy też charakterystycznymi. ITV chciało inaczej i wręcz postanowiło spróbować ściągnąć widzów poprzez wybranie do głównych ról rozpoznawalnych twarzy. Wybór padł na znanego z Man from U.N.C.L.E. Davida McCalluma. Ten szkocki aktor od pewnego czasu dzielił miejsce pracy po obydwu stronach Atlantyku i choć daleko było już mu do szczytu kariery, jaki miał miejsce w latach 60-tych, to dalej jego nazwisko było znane. Można zaryzykować, że był on wtedy gwiazdą. Do roli jego partnerki wybrano Joanne Lumley, która u nas jest chyba raczej kompletnie nieznana. W Wielkiej Brytanii natomiast było o niej głośno.

 

Co ciekawe, większość komunikacji pomiędzy bohaterami odbywa się poprzez telepatie.
Co ciekawe, większość komunikacji pomiędzy bohaterami odbywa się poprzez telepatie.

Mamy więc dwie gwiazdy, które mają szanse ściągnąć widzów. Zarazem jednak pochłaniały one lwią część budżetu, tak, że na sam serial pozostawało już niewiele pieniędzy. Stąd całość była kręcona na video, ale pomimo tego ograniczenia kosztów na resztę rzeczy pozostawało i tak niewiele pieniędzy. W przypadku produkcji opowiadającej o podróżach w czasie jest to dosyć duże utrudnienie. Zamiast jednak uciekać do sprowadzania serialu do tego, że bohater biega, twórcy postanowili wywikłać się z tej sytuacji w inny, jakże fajny sposób. Serial toczy się głównie w mniej, lub bardziej współczesnych lokacjach. Ewentualnie w takich, które można łatwo postarzyć. Drugą zasadniczą kwestią jest podejście do efektów specjalnych. W serialu prawie ich nie ma. Ograniczają się one do bardzo łatwych w wykonaniu przenikających się obiektów, tudzież do gry świateł.

 

Dobra gra w karty jest dobra nawet, gdy świat się wali.
Dobra gra w karty jest dobra nawet, gdy świat się wali.

Nie zatrudniano też zbyt wielu aktorów do ról drugoplanowych. Większość historii toczy się w bardzo kameralnym środowisku. Mała scenografia ograniczająca się do jednego budynku, a do tego kilku aktorów. Z pozoru taka formuła opowieści mogłaby dostarczyć materiału jedynie na krótkie historyjki, tak jednak nie jest. Twórcy idą dosyć tradycyjną formułą, znaną nam z Dr Who, że dzielą właściwą opowieść na krótkie, 20 minutowe, odcinki. W całości narracja toczy się przez ponad godzinę. Czasem nawet i prawie trzy. W wyniku przyjęcia takiej formuły mamy w przypadku tego serialu do czynienia z de facto zbiorem sześciu filmów telewizyjnych. Każdy na tyle długi, aby odpowiednio wyzyskać całą historię.

Różnic w stosunku do Dr Who jest więcej niż tylko dobór aktorów i mimo wszystko budżet. Zasadniczą jest nastrój opowieści. O ile w serialu BBC zawsze mieliśmy do czynienia z odcinkami horrowatymi, czy też bliskimi temu gatunkowi, to ITV poszło na całość. Chociaż formalnie Sapphire and Steel to serial dla dzieci, czy też kierowany do młodszego odbiorcy, same opowieści są nad wyraz dorosłe. Właściwie w pełni pasujące do poetyki horroru i jedynie brak krwi sprawia, że przeciętny widz może nie zaliczyć go wprost do tego gatunku.

W budowaniu atmosfery grozy niewątpliwie pomaga umiar z wykorzystywaniem efektów specjalnych i skupienie się na wymyślaniu historii, która odpowiednio zaskoczy widzów. Co więcej sami bohaterowie nie zawsze zachowują się w sposób potocznie uznawany za pozytywny. Mają swoje zadania i w ich ramach są w stanie poświęcić dobro normalnych ludzi. Nie zawsze także pomagają tym, którzy na to w pełni zasługują. Zdarza się, że na końcu widz właściwie ma wrażenie, że wszystko poszło strasznie nie tak. Szafir i Stal nie ratują za wszelką cenę innych osób, są w stanie uznać swoją porażkę, a nawet poświęcić osoby, które im pomagają.

 

Podaj rękę, a powiem, kiedy umrzesz.
Podaj rękę, a powiem, kiedy umrzesz.

Same historie są stosunkowo proste. W pierwszym odcinku bohaterowie przybywają do domu, z którego zniknęli rodzice, a zostały ich dzieci. W następnym próbują rozwikłać zagadkę nawiedzonej stacji kolejowej. Mamy jeszcze historie mieszkańców domu, którzy są podróżnikami w czasie robiącymi badania naukowe, jak i opowieść o tajemniczym domu, w którym pojawiają się dzieci w sepii, a coś dziwnego dzieje się ze wszystkimi zdjęciami w nim znajdującymi się. Potem mamy także przygodę na balu rocznicowym, który jest odtworzeniem swojego pierwowzoru sprzed 50 lat i trochę jak w późniejszym polskim filmie Medium, czas w jakimś sensie zawraca. Na końcu mamy historię pary, która jadąc samochodem wpadła w dziurę w czasie i przestrzeni.

Pod wieloma względami Sapphire&Steel jest serialem wartym uwagi. W dużej mierze dzięki świetnemu nastrojowi. Przy czym wypada zaznaczyć, że cała opowieść kończy się cliffhangerem. Niestety nie wiemy, jak potoczyłyby się dalsze losy bohaterów. Serial stał się ofiarą zmian na rynku telewizji prywatnych, które zresztą działały dosyć dziwnie do lat 90-tych. Poza tym McCallum i Lumley wyrazili chęć zakończenia produkcji serialu. Tak Sapphire&Steel zniknął z anteny, ale pozostawił za sobą kilka godzin świetnej rozrywki.

ps: tekst w dużej mierze powstał po dyskusji z robem przy okazji rocznicowego odcinka Dr Who.

 
 
 
 

4 comments

  1. rob says:

    o dzięki cisze się że zainspirowałem do napisania artykułu 😉 a serial całkiem udany przyjemnie się ogląda nawiasem to panna lumey też miała wtedy status gwiazdy po grze w innym kultowym serialu czyli rewolwer i melonik który nawiasem sam w sobie też miał sporo wstawek SF pozdrawiam

    • hihnttheadmin says:

      Grala akurat w “new” Rewolwerze, ktory nie byl tak duzym przebojem (gdzie jej i jej karierze zreszta do Diany Rigg?), acz ja pamietam ja z Satanic Rites of Dracula, gdzie grala corke Cushinga 🙂

      • rob says:

        no ale grała zawsze zostaje to w CV zresztą lubie starego i nowego melonika(dzięki niech będą za niemieckie kanały w kablówce w l90 bo tam te klasyki oglądałem;-) ) no i w przeciwieństwie do diany czas obszedł się z nią ciut łagodniej 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published.