Komedia dłuższa niż wszystko inne (Fibber McGee & Molly, czyli OTR w praktyce komediowej)

Pisząc o tak zwanych OTRach wspomniałem o serialu radiowym pod tytułem Fibber McGee and Molly. Teraz chciałbym przybliżyć tę produkcje, bo jest to niezwykle ciekawy przykład udanego sitcomu. Kiedy czasem mówi się o telewizyjnych komediach, które nie mają końca, to podnoszone jest hasło o wypaleniu tematu. Trudno nie przyznać racji tego typu stwierdzeniom patrząc na dalsze sezony M*A*S*Ha, który trwał znacznie dłużej niż sama wojna w Korei. Podobnie i Allo! Allo!, który miał o kilka sezonów więcej niż trwał udział Francji w Drugiej wojence światowej. Nie wspominając już o całej masie innych seriali, które po dwóch, czy trzech sezonach nie nadawały się do oglądania. Trudno bowiem utrzymać jakość produkcji, kiedy trwa ona tak długo. W pewnym momencie muszą się skończyć pomysły. Trochę inaczej sytuacja wygląda w przypadku programów komediowych opartych na jednym komiku. Stąd Benny Hill, czy Dean Martin mogli opowiadać dowcipy i odgrywać skecze przez wiele lat, gdyż można było w nich dużo zmieniać. Jedynym wspólnym elementem był humor i aktor, a nie bohaterowie, którzy ograniczali dostępne środki. Nawet jednak wtedy, albo były to bardzo krótkie sezony, czy wręcz programy specjalne, albo też w pewnym momencie aktor miał dość i rezygnował z kontynuowania przygody. Stąd też, kiedy jest mowa o 10 sezonach jakiegoś serialu, to widz może ze zrozumiałych względów wątpić, czy jest sens go oglądać. Przecież dobre będzie tylko kilka pierwszych sezonów, a reszta w najlepszym wypadku nadawać będzie się do oglądania. Jak jednak ocenić serial komediowy, który był nadawany od 1935 roku aż do 1959? Przez 24 lata śmieszył słuchaczy, którzy w gruncie rzeczy dorastali wraz z bohaterami produkcji. To jest właśnie przypadek Fibber McGee and Molly.

 
 
Karykatura z 1947
Karykatura z 1947

Może zacznijmy od początku, czyli jak powstał ten swego rodzaju fenomen radiowy. W główne role wcielało się prawdziwe małżeństwo James Jordan i Marian Driscoll. Od młodości chcieli oni być gwiazdami showbuisnessu, stąd rodzice Marian bardzo niechętnie widzieli ich małżeństwo. Zresztą zgodzili się na nie dopiero, gdy James po kolejnej porażce, jako śpiewak, zatrudnił się na poczcie. Liczyli, że wreszcie się ustatkuje i nie będzie ciągnąć ich córki w jakieś miraże sławy. Niestety, albo na szczęście, powołanie do wojska w ostatnich miesiącach pierwszej wojny światowej sprawiło, że ponownie zainteresował się śpiewaniem. Nie walczył na froncie, a zamiast tego śpiewał dla żołnierzy. Po zwolnieniu z wojska kontynuował karierę razem z żoną. Wspólnie występowali z przerwami na czas dwóch ciąż Marian, kiedy to James był solistą. W końcu jednak musieli się poddać, gdyż nie byli w stanie utrzymać rodziny tylko ze śpiewania.

Powrócili do miasta rodzinnego, o wdzięcznej nazwie Peoria w stanie Illinois, gdzie tylko co pewien czas odzywała się ich artystyczna dusza i gnała do vaudevillu. Wszystko wskazywało na to, że już do końca życia będą niespełnionymi artystami. Przełom w ich karierze nastąpił dosyć niespodziewanie. W 1924 roku byli w Chicago podczas kolejnej próby zostania gwiazdami estrady. Usłyszawszy wtedy w radio śpiewaków Jim założył się ze swoim bratem, że on i jego żona byliby lepsi niż to, co było słychać. Zakład został przyjęty, Jordanowie poszli do jednej ze stacji radiowych, zaśpiewali i po programie dostali ofertę stałego kontraktu. Historia niczym z filmu, acz jak widać, czasem rzeczywiście tego typu rzeczy mają miejsce. Stopniowo kariera Jordanów się rozwijała i w końcu dostali własny program pod tytułem Smackout, z którego zachował się bodaj jeden odcinek. W tamtym czasie Jordanowie nie tylko śpiewali, ale także opowiadali dowcipy i odgrywali różne skecze. W nim to Jordan wcielał się w sklepikarza, który miał różne problemy z prowadzeniem biznesu. Te lata, były także czasem, kiedy Jordanowie poznali Donalda Quinna. Jak się okazało potem bardzo ważną postać dla ich kariery. Był to scenarzysta, który, co rzadkie w tamtych czasach, zdobył sobie tak duże uznanie Jordanów, że stał się de facto równie dobrze opłacany, co oni.

Pewnego dnia jedna ze współwłaścicielek S. C. Johnson zaproponowała kierownictwu, aby zatrudnić Jordanów do reklamowania produktu Johnson’s Wax (Glo-Coat – wosk do polerowania linoleum). Dosyć szybko zapadła decyzja, aby złożyć im propozycję, która szybko została przyjęta. Wraz z kontraktem zmieniło się wiele, po pierwsze nazwa, która teraz brzmiała The Johnson Wax Program. Bohaterami było małżeństwo Fibber i Molly McGee. Początkowo podróżowali po Ameryce samochodem nie mogąc sobie znaleźć miejsca, a potem wygrali w losowaniu dom w nowo wybudowanej dzielnicy miasta Wistful Vista.

Nigdy w serialu nie pojawiały się problemy z pieniędzmi, czy pracą. Wszystko było zawieszone w jakimś fantastycznym świecie bez prawdziwych zmartwień. Zamiast tego były dziwne pomysły Fibbera. Był on typem niezbyt przystającego do świata bohatera, który cały czas ma wielkie plany i szalone pomysły. Cierpi na megalomanie i do tego ma w zwyczaju opowiadać różne, całkowicie nierealne, historie. Jest on też typem majsterkowicza, który zawsze wszystko naprawia, wszystko musi otworzyć i sprawdzić. Niczego nie zostawi swojemu losowi, czym sprowadza na całą okolice problemy. A to spali radio, innym razem popsuje odkurzacz. Co więcej, nie ma granic w jego działaniach i gdy w okolicy odbywają się ćwiczenia wojskowe, to idzie do dowództwa i przedstawia się, jako geniusz militarny. Przez cały serial, regularnie, próbuje on zdobyć wielki majątek. Wymyśla niesamowite wynalazki, które nijak nie mają szans się sprzedać.

Molly natomiast jest siłą spokoju i pewności siebie. To jej rozsądek ratuje na końcu sytuacje. Cały czas zdaje sobie sprawę z tego, że jej małżonek jest zagrożeniem dla otoczenia, ale stoi przy nim wiernie. Chociaż to ona potem musi sprzątać mieszkanie (z bardzo racjonalnych powodów nie może pozwolić, aby Fibber to robił; po jego porządkach dom nadaje się do remontu). Przy czym Molly nie występowała we wszystkich odcinkach. Niestety pani Jordan cierpiała na chorobę alkoholową i przez całe życia męczyła się z tym problemem.

Poza małżeństwem McGee miasto zaludniało wiele różnych osób i osobowości. Podstawowym i najważniejszym bohaterem drugoplanowym był Harlow Wilcox, czyli przedstawiciel firmy Johnson’s Wax. Odpowiadał on za reklamę produktu, która była wpisana w scenariusz odcinka. Najczęściej przychodził on do McGee i sprowadzał każdą rozmowę na temat wosku. Od pewnego momentu McGee i Molly sami zaczęli zwracać na to uwagę zwracając się do widowni, czy też czasem nawet narzekając, że mają już dość tej reklamy. No, bo ile można słuchać, że to taki świetny produkt jest.

Poza tym w programie przewijały się postaci Tini, czyli małej drażniącej się dziewczynki, która zawsze pokonywała w dyskusjach Fibbera (grana przy okazji przez Molly). Tudzież pani Carstairs, majętna kobieta mieszkająca w Wistful Vista, która, choć teraz jest wyjątkową snobką, kiedyś trudniła się różnymi pracami, jak praca w cyrku, aby się utrzymać. Jest też znany złodziej i oszust Horatio K. Boomer, który ma tak wypchane kieszenie, że znajdzie w nich wszystko, poza tym, czego szuka. Jest lokalny Staruszek, który wiedzie nadzwyczaj aktywne życie, burmistrz miasta imieniem LaTrivia, czy też Throckmorton P. Gildersleeve (P, to skrót od Philharmonic), który był jednym z najpopularniejszych bohaterów. Był on sąsiadem McGee i charakteryzował się mocno ambiwalentnymi relacjami z Fibberem. Z jednej strony główny wróg, a z drugiej najlepszy przyjaciel. Ich kłótnie zawsze gwarantowały, że znajdzie się temat do odcinka. Przy czym Gildersleeve był na tyle popularny, że wkrótce doczekał się własnego, równie żywotnego, programu i wyemigrował z Wistful Vista.

Promocyjne zdjęcie z szafą i rzeczami z niej. Patrząc po różnych szafkach doskonale rozumiem idee, acz wątpie, aby w domu mógł słyszeć widownie...
Promocyjne zdjęcie z szafą i rzeczami z niej. Patrząc po różnych szafkach doskonale rozumiem idee, acz wątpie, aby w domu mógł słyszeć widownie…

Bohaterowie, których była bardzo wielu i którzy pojawiali się i znikali, to nie było wszystko, co gwarantowało sukces programu. Za tym stały bardzo dobre scenariusze, jak i umiejętne wykorzystanie powracających dowcipów. Jednym z nich była szafa McGee, którą zawsze ktoś otworzył. Problemem było to, że zawszy była ona wypełniona różnymi rzeczami, tak, iż jej otwarcie powodowało, że wszystkie one wylatywały ku ogromnemu hałasowi. Żart ten pojawił się w prawie każdym odcinku i jak Fibber na pytanie, ile jeszcze razy ma zamiar go wykorzystać, odpowiedział: póki ludzi śmieszy. Były także i słowne żarty, które wracały, jak to nie jest śmieszne McGee (T’aint funny, McGee!) wypowiadane przez Molly po kolejnym, specjalnie nie śmiesznym dowcipie.

Serial był sponsorowany przez Johnson’s Wax do 1950 roku i dzięki tej firmie większość nagrań z tego okresu się zachowała (poza pierwszymi latami). Potem sponsorami byli Pet Milk i Reynolds Aluminum (Wilcox, którego dotąd Fibber nazywał Waxy, był wtedy odpowiednio Milky i Harpo). Od 1953 roku zdrowie Molly podupadło, lecz nie chciała ona zrezygnować z pracy. Programy zaczęto nagrywać nie w studio, a w domu i w skróconej długości. Zamiast 30 minutowych raz na tydzień były 15 minutowe nadawane codziennie. W ten sposób program funkcjonował do 1956, potem była seria krótkich nagrań nadawana do 1959. Wszystko wskazywało na to, że Fibber i Molly wrócą na antenę w tej, czy innej formie, lecz w 1961 roku Molly przegrała z rakiem. W ten sposób, po wielu latach sławy zniknął jeden z najpopularniejszych programów. Nigdy nie stracił słuchaczy, lecz życia nie można pokonać.

Zachowane audycje można słuchać na www.archive.org.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.