Duck Dodgers, tfu, Buck Rogers in the 25th Century!

(Tekst oparty na materiałach zebranych na potrzeby prelekcji na Polconie i Falkonie w 2011 roku)

Koniec lat 70-tych XX wieku, to czas zmiany w amerykańskim kinie. Pojawienie się na ekranach Gwiezdnych wojen było szokiem tak dla widzów, jak i producentów. Sukces tego filmu zmienił w dużej mierze to, jak od tego czasu pokazywano fantastykę na ekranach kin i telewizorów. Odtąd oczekiwano szybkich i dynamicznych bitw w kosmosie, bo można było je zrealizować. O ile jeszcze kilka lat wcześniej szczytem technologicznych możliwości, jeżeli chodzi o efekty specjalne były produkcje w stylu Silent Running, gdzie statki majestatycznie poruszały się w gwiezdnej przestrzeni zmierzając do swojego celu, to teraz nagle okazało się, że mogą one latać szybko, zmieniać kurs i prowadzić walki podobne do tych kojarzonych z filmami o pojedynkach pilotów z czasów Wojny Światowej numer 2. Szybki montaż oraz pojawienie się nowych firm zajmujących się efektami dopełniło zmiany.
Sukces kasowy Gwiezdnych wojen sprawił, że producent telewizyjny Glen A. Larson postanowił dołączyć się i zarobić własną porcję pieniędzy korzystając z mody na produkcje s-f. Przedstawił on wtedy i uzyskał pieniądze na przygotowanie serialu Battlestar Galactica, który jak sam twierdził wymyślił znacznie wcześniej niż Lucas powołał do życia Tatooine (jeszcze niby w latach 60-tych). Kto chce wierzyć, ten niech wierzy. Ja jednak pozostanę sceptyczny odnośnie dorabianej legendy Battlestara. Serial odniósł początkowo sukces, ale Larson miał jednak pewną pod wieloma względami niepokojącą cechę charakteru. Tworzył on mianowicie kolejne produkcje telewizyjne, poczym, kiedy wszystko zostało wprawione w ruch zostawiał je i zajmował się przygotowaniem kolejnego serialu.
Stąd też mniej więcej równocześnie z Battlestarem ruszyły prace nad adaptacją przygód Bucka Rogersa na potrzeby telewizji. Nie był to nowy bohater stworzony przez Larsona, lecz już istniejący, który odgrywał ważną rolę w historii amerykańskiej popkultury. Po raz pierwszy pojawił się on na kartach powieści Philipa Nowlana Armageddon 2419 AD wydanej w 1928 roku. Wtedy nazywał się on jeszcze Anthony Rogers. Kiedy jednak opowieść Nowlana została przerobiona na komiks zmieniono imię naszego bohatera na bardziej westernowe: Buck. O ile powieść cieszyła się w miarę umiarkowanym sukcesem, to komiks był wielkim przebojem. Na jego motywach jeszcze przed wojną powstał serial kinowy, który konkurował z Flashem Gordonem o popularność wśród młodzieży. Co ciekawe, chociaż bardziej obecnie znany Flash powstał na fali popularności przygód Bucka, to, jeżeli chodzi o seriale kinowe kolejność jest odwrotna. Najpierw powstały produkcje o Gordonie, a dopiero potem – z tym samym aktorem w roli głównej: Busterem Crabbem – Rogers. W latach 1950-1 telewizja ABC nadawał jeszcze serial telewizyjny o Bucku, który niestety się nie zachował.

Zapowiedź filmu, który powstał z połączenia poszczególnych odcinków serialu o Bucku Rogersie, który ponownie trafił do kin na fali popularności Gwiezdnych Wojen

Kim jednak jest nasz bohater? Pomysł na niego nie jest specjalnie odkrywczy, mamy bowiem do czynienia z przeniesieniem nam współczesnego człowieka w przyszłość. W tym wypadku Nowlan opisał jak to jego bohater w wyniku wypadku został poddany hibernacji. Budzi się on już w innym świecie, minęły 492 lata i w Ameryce toczy się wielka wojna pomiędzy tubylcami, a wyraźnie azjatyckim najeźdźcami nazywanymi Hanami. Ów konflikt przywodzi na myśl panujący w tamtych latach dosyć negatywny obraz mieszkańców Dalekiego Wschodu (a szczególnie Japończyków) i reprezentuje mocno rasistowskie poglądy, jakie wtedy były dość powszechne. Rogers widząc, że Ameryka jest w niebezpieczeństwie skwapliwie przyłącza się do wojny i dzięki męstwu oraz sprytowi doprowadza do zwycięstwa sił dobra nad przeciwnikiem.

Dla Larsona jednak fabuła powieści, jak i późniejszych seriali nie miała większego znaczenia. Zamiast adaptować to, co było, od podstaw stworzył nową opowieści opierając się na kilku tylko motywach. Tym razem bohaterem jest William ‘Buck” Rogers, który jest pilotem pracującym dla NASA. Jest on oblatywaczem i bierze udział w misjach eksperymentalnych. W trakcie jednej z nich, która ma miejsce w 1987 roku, dochodzi do wypadku. Jego statek zostaje zamrożony, a on sam poddany jest procesowi hibernacji. Budzi się dopiero w 2491 roku. W trakcie tych 504 lat świat trochę się zmienił. Ziemia w dużej mierze została zniszczona w czasie kolejnej wojny, która wybuchła wkrótce po wyruszeniu przez Bucka w misję. To, co pozostało z ludzkości nie jest już podzielone na państwa, zamiast tego istnieje coś o nazwie „Earth Defense Directorate” (Dyrektoriat Obrony Ziemi?). Broni on Ziemi i jej mieszkańców. Planeta jest jednak zagrożona przez agresywnych Draconian. Mamy tutaj do czynienia z bardzo ludzkim państwem, a dokładnej Cesarstwem bardzo mocno wzorowanym na Mongołach Temudżyna. Otrzymujemy w związku z tym dziwne orientalno-podobne zbroje i lekko azjatyckie rysy twarzy. Przywodzi to w jakimś stopniu na myśl Hanów, ale nie ma to tak silnego aspektu rasistowskiego. Draconianami rządzi Cesarz, ale nie widzimy go na ekranach za dużo. Mamy lata 70-te i zamiast Fu Manchu, jako głównego złego otrzymujemy księżniczkę Ardalę, która wypełnia tę rolę z pełnym poświęceniem. W założeniach miała to być seksowną femme fatale ubrana w mocno wyzywający sposób. Trochę twórcom nie wyszło, bo jest ona głównie śmieszna ze względu na mocno udziwnione stroje kompletnie nie pasujące do fizjonomii aktorki.

Jeden z pierwszych plakatów filmu i trzeba powiedzieć, że nadwyraz udany. Ładny, w stylu retro i oryginalny.

W każdym razie podobnie jak miało to miejsce w książce Nowlana Buck bez problemu pokonuje wrogów, a na dodatek jest najlepszym pilotem w galaktyce i nikt nie jest w stanie się z nim równać. Wzór, ideał, który na dodatek bez problemu podrywa kobiety. Taki James T. Kirk, tylko bez kolorowych wdzianek i równie kolorowych kobiet. Sam film jest pełen mniej lub bardziej udanych żartów i należy raczej uznać go za komedię, aniżeli coś poważnego i to nawet w porównaniu do Gwiezdnych Wojen. Przywodzi pod wieloma względami na myśl ostatnią kinową inkarnację Flasha Gordona, tylko jest mniej kolorowy i nie ma tak znanych aktorów.

Jeżeli czytelnik widzi podobieństwa między tymi plakatami, to zapewniam - jest ono li tylko przypadkowe! Na pewno producenci nie chcieli się wzorować na Gwiezdnych Wojnach!

Produkcja Bucka miała trochę przygód, gdyż początkowo planowano miniserial, lecz w wyniku rozliczeń między NBC, a Universalem doszło do tego, że gotowy pilot zamiast na ekrany telewizorów trafił do kin. To, co miało miejsce potem najlepiej scharakteryzował jeden z dyrektorów Universalu w rozmowie z Larsonem: w kinach jest tyle dobrych filmów, czemu ludzie idą na twój? Zdziwienie to jest dosyć uzasadnione. Mamy bowiem do czynienia z dosyć jawnym plagiatem Gwiezdnych wojen począwszy od podobieństw w stylistyce (co prawda nie tak drastycznych jak w przypadku Battlestara), skończywszy na plakatach reklamowych. Wydawać by się mogło, że nikt nie będzie zainteresowany oglądaniem tego na dużym ekranie. Jak się skończyło? Buck miał większa ilość kopii niż Żądło i 20 milionów dolarów z kas, co wtedy było bardzo dużą sumą pieniędzy. Szczególnie jak na film telewizyjny, którego budżet za odcinek wynosił około 800 000 dolarów. Nic dziwnego w związku z tym, że serial szybko znalazł swoje miejsce na małym ekranie, o czym będzie za tydzień. W poniedziałek natomiast pojawi się tutaj tekst o innym serialu. Będzie krwawo i z dużą ilością alkoholu.

Oto czołówka filmu, niestety nie moge jej umiescić bezpośrednio na blogu, ale zdecydowanie warto ją zobaczyć. Widać bardzo mocne inspiracje filmami o Bondzie.

Ponownie niestety link, a nie zamieszczone video, ale proszę usilnie: objerzyjcie to! Jeden z najwspanialszych momentów w historii fantastyki naukowej, czyli jak twórcy filmu widzieli przyszłość pewnej bardzo popularnej zabawy.

Leave a Reply

Your email address will not be published.