Polska młodzieżowa Czołówka

 

Skoro Siedem życzeń, to i czarny kot musi być.
Skoro Siedem życzeń, to i czarny kot musi być.

Można chyba w miarę spokojnie zaryzykować pewną hipotezę, że pierwsze lata po upadku komunizmu były wspaniałym okresem dla pewnego konkretnego gatunku produkcji telewizyjnych w Polsce. Chodzi mi tutaj o aktorskie seriale dla szeroko rozumianej młodzieży. Powstało ich bardzo wiele i były na całkiem niezłym poziomie. Korzystały one oczywiście z podbudowy w postaci produkcji schyłkowego PRL, takich jak świetnie pomyślane Siedem życzeń. Zaznaczmy od razu, że pod względem wizualnym czołówka tego serialu jest w dużej mierze od czapy i bardziej przypomina Przygody kota Filemona w wersji wzmocnionej przez odpowiednie środki rozweselająco-psychotropowe, niż to, o czym opowiada Siedem życzeń. No może te elementy egipskie coś mówią, ale to raczej nie wiele. Ja także nie będę się rozpisywać o fabule. Starczy wspomnieć: mówiący czarny kot Rademenes spełnia siedem życzeń. To jest taka klasyka, że bardziej klasycznie być już nie może.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Tym bardziej nie ma sensu rozpisywać się o Siedmiu życzeniach, bo tutaj chce mówić o tym, co powstało potem. Dlaczego twierdze, że był to bardzo dobry czas dla tych seriali? Prosta sprawa, udało nam się coś, z czego żyło i żyje całkiem wiele kinematografii środkowo europejski (i nie tylko, Brytyjska także), acz ze znacznie lepszymi rezultatami z punktu widzenia naszego przemysłu filmowego. Dzięki niskim kosztom produkcji opłacało się u nas produkować seriale telewizyjne, ale nie były to zwykłe „Zachodnie” przedsięwzięcia robione u nas, a znacznie częściej koprodukcje, gdzie rola Polski nie ograniczała się tylko do dawania tanich lokacji. Bardzo często były to nawet prawie całkowicie polskie produkcje, ale ze wsparciem finansowym z zewnątrz. W najgorszym wypadku nasi aktorzy mieli ważne, czasem główne role, a i spora część ekipy technicznej była tutejsza.

Przykładem takiej produkcji jest serial Wow. Miał on 13 półgodzinnych odcinków i wystąpiła w nim cała śmietanka polskiego aktorstwa (acz wyjątkowo zagrali oni dobrze). Opowiadał o inteligentnym wirusie komputerowym, który wydostał się z komputera i dostał do naszego świata. Chociaż od razu zaznaczę, że owa inteligencja, to tak trochę na wyrost. Jego świadomość była bliższa małemu dziecku, aniżeli Skynetowi. W każdym razie dodam na wszelki wypadek, że nie był to w żadnym razie jakikolwiek cyberpunk, ale raczej opowieść dla młodzieży, gdzie biednego tytułowego Wowa ścigali źli ludzie. Co ciekawe w czołówce się on nie pojawia, za to są w niej pewne interesujące elementy. Po pierwsze, składa się ona w dużej mierze z majestatycznych ujęć gór kręconych z powietrza. Wyglądają one niczym żywcem wzięte z Triumfu woli Leni Riefenstahl. O ironio, Wow było kręcone w koprodukcji z Niemcami. Na tym jednak nie koniec zabawnych skojarzeń, ostatnie ujęcie przedstawia tablicę fikcyjnego miasteczka, w którym dzieje się akcja serialu: Laurentine, która wygląda niczym tablica z Twin Peaks. Mamy nawet wodospad! Czyżby jakiś fan serialu Lyncha i Frosta za to odpowiadał? Warto tutaj dodać, że wszyscy bohaterowie mają amerykańsko brzmiące imiona, co każe się zastanowić, skąd ten pomysł. Czy była to próba daleko idącej internacjonalizacji opowieści, tak, aby Niemiecki odbiorca chętniej ją oglądał? Tak powstała czołówka, która jest co najmniej zaskakująca. W każdym razie Wow po dziś dzień jest chyba najlepszą Polską produkcją o komputerach…

Rok przed Wowem powstała znacznie ambitniejsza produkcja, lecz tutaj nasz udział był raczej ograniczony. Chodzi o Tajną misję, którą spokojnie można nazwać serialem sensacyjnym dla młodszej młodzieży. Mamy tam międzynarodową sieć agentów, wynalazki godne Jamesa Bonda, wiele podróży (serial kręcono w szerokiej koprodukcji, dzięki czemu bohaterowie latali pomiędzy Australią, Polską, Francją i Niemcami). Było dużo akcji i w gruncie rzeczy o wiele lepiej ten serial sprawował się w gatunku sensacyjnym niż wszystkie późniejsze polskie produkcje telewizyjne. Tajna misja miała dwa sezony i niestety przy drugiej TVP już nie współpracowała. Stąd nigdy nie została u nas pokazana, co jest tym bardziej drażniące, że cały serial miał raczej rozbudowaną fabułę i o ile pamięć mnie nie myli, to pierwszy sezon nie wyjaśnił wszystkich spraw. Sama czołówka doskonale wpisuje się w różne produkcje typu sensacyjnego i gdyby nie młody wiek bohaterów widz mógłby być zwiedziony, że ma do czynienia z produkcją dla dorosłego widza. Dużo szybkich ujęć akcji (w postaci na przykład modelu samochodu) i przebitek na dzieci siadające do komputerów. Takie Acapulco H.E.A.T. dla młodszego widza.

Idąc dalej przypomnijmy, że w latach 90-tych Włosi mieli Fanthagiro, która dzielnie walczyła i pokazywała na długo przed Xeną odpowiedni wzór postępowania dla dziewczyn. My i Australijczycy nie byliśmy gorsi, jeżeli chodzi o produkcje fantasy i razem przygotowaliśmy serial Dwa światy (Spellbinder). Jego bohaterem był akurat chłopak Paul, który przez przypadek przeszedł przez portal łączący nasz świat z tajemniczym i magicznym światem równoległym. Ludzie tam żyją w realiach niby-średniowiecza (przy czym takiego bardziej wioskowo-Robin Hoodowego z Praedem). Rządzą nimi mistrzowie magii (po angielsku tytułowi spellbinders), którzy pilnują, aby był porządek, a ludzie mało wiedzieli. W rzeczywistości ich magia jest bardziej zaawansowaną technologią, którą wykorzystują do kreowania rzeczy odbieranych przez ludzi jako magię, dzięki czemu trzymają społeczeństwo w ryzach. Paul razem z dziewczyną z tamtego świata imieniem Riana przeżyje wiele przygód próbując wrócić do swojego świata, Równocześnie będą próbowali powstrzymać niejaką Ashkę, mistrzynię magii, która trafiła do nas i chce wykorzystać naszą technologię do podbicia swojej ojczyzny. Serial był całkiem dużym przebojem i doczekał się sequela w postaci W krainie Władcy Smoków. Mieliśmy tam więcej światów i więcej wszystkiego, a zamiast Paula była dziewczyna Kathy. Czołówka Dwóch światów to jest ona w miarę typowo prezentacyjna, poznajemy aktorów grających poszczególne postaci, natomiast świat jest gdzieś daleko w tle.

Dodajmy na koniec, że Jerzy Łukasiewicz, który był reżyserem Wowa odpowiadał także za kilka innych seriali młodzieżowych, w tym Tajemnicę Sagali, o której jednak, jak się zorientowałem, nie jestem w stanie nic powiedzieć. Coś widziałem, ale w gruncie rzeczy pamiętam tylko czołówkę przywodzącą na myśl niemieckie dokumenty historyczne. W każdym razie patrząc po fragmentach późniejszych produkcji Łukasiewicza, takich jak Gwiezdny pirat, to najlepiej widać, że kino młodzieżowe w Polsce nie skorzystało z okazji, jaką miało. Fabularnie poszło ku daleko idącej infantylizacji, a wizualnie dostosowało się do produkcji dla dorosłych. Trudno właściwie powiedzieć, dlaczego to wszystko tak wyszło, a już sposób traktowania widza we wspomnianym Gwiezdnym piracie woła o pomstę do nieba. Kto chętny może poszukać w sieci tego czegoś. The horror! Horror!

 
 

4 comments

  1. rob says:

    był jeszcze serial ale nie pamiętam czy z naszym udziałem tytuł coś mi świta tajemnica syriusza ale głowy za to niedam a i był jeszcze serial tytułu nie pamiętam gdzie mieli taki portal w piwnicy gdzie można było przejść do jakiejś szkoły dla dziewczyn w australi 😉 ale co by nie mówić to było de facto jedyne SF realizowane w polsce coś czego w starszym wydaniu nigdy nie mieliśmy

    • hihnttheadmin says:

      Cos kojarze ten serial o dziewczynie, natomiast tajemnicy syriusza nijak (no chyba, ze chodzi o Screamers 😉 ). Niestety nasza telewizja nie byla chetna, aby kontynuowac zabawe :/

Leave a Reply

Your email address will not be published.