Młot na horror, czyli wytwórnia Hammer

Już kiedyś wspominałem tutaj o karierze Petera Cushinga, jednego z największych brytyjskich aktorów XX wieku. Teraz mam zamiar napisać coś więcej o filmach, z których jest najbardziej znany. Może nie tyle o samych filmach, co o wytwórni, która je wyprodukowała. Jeżeli patrzymy na kino pochodzące z Wysp po wojnie światowej numer 2, to możemy zobaczyć, że były tam dwa główne gatunki, w których produkowano filmy. Pierwszy to wszelakie komedie, od znanej nawet u nas serii Carry on…, po już zdecydowanie mniej znane produkcje, takie jak różne filmy z cyklu Doctor…. Były one relatywnie tanie w produkcji, stąd gwarantowały producentom odpowiednie zyski. Drugim gatunkiem filmowym, z którego słynęła Brytania w tamtym czasie były horrory.

 
 

W gruncie rzeczy nie jest to specjalnie dziwne biorąc pod uwagę, że największy reżyser, jakiego w tamtym czasie wydała z siebie Brytania był Alfred Hitchcock. Znany on jest z tego, że wielokrotnie bawił się straszeniem widzów. Co prawda nie kręcił on horrorów, ale napięcie i strach były bardzo ważnym elementem jego twórczości. Natomiast w jego ojczyźnie wytwórnia, która zasmakowała w horrorach, miała bardzo prostą nazwę: Hammer. Powstała ona jeszcze w latach 30-tych, acz nie mogła poszczycić się wielkimi sukcesami. Udawało jej się jednak utrzymać na powierzchni i to pomimo tego, że miała w swoim dorobku bankructwo.

X marks the spot
X marks the spot

Elementem, któremu podporządkowana była cała działalność tej firmy, było cięcie kosztów. Produkowano możliwie tanio, a wraz z podpisywaniem kolejnych umów z Amerykańskimi dystrybutorami gwarantowano sobie całkiem duży rynek zbytu. Początkowo Hammer wypuszczał nisko budżetowe adaptacje seriali BBC, aż jedna z nich osiągnęła zaskakująco duży sukces. Quatermass Experiment (czy też Xperiment – żart, czy też aluzja do oznaczania przez British Board of Film Classification horrorów jako „X”) oparty był na bardzo popularnym serialu telewizyjnym pod tym samym tytułem. Sukces tego filmu, w pełni zresztą zasłużony, zaskoczył wszystkich. W tym także samych producentów. Efektem tego było podjęcie decyzji o produkcji kolejnych horrorów i filmów niesamowitych.

W tym czasie jeden z amerykańskich kontrahentów Hammera dostał scenariusz nowej adaptacji Frankensteina Mary Shelley. Nie był to, jak wszyscy zaznaczają, najlepszy scenariusz i do tego miał zbyt wiele elementów niebezpiecznie bliskich kolejnym filmom pochodzącym z wytwórni Universal – czyli tym z Borisem Karloffem. Wytwórnia jednak zdecydowała, że warto spróbować zrobić film na jego podstawie. Po wielu przeróbkach i zmianach narodził się Curse of Frankenstein. Scenariusz daleko odbiegał od początkowej propozycji. Była to w gruncie rzeczy bardzo oryginalna wersja opowieści o szalonym naukowcu, gdzie szaleństwo przybrało dodatkowe wymiary. W roli głównej – barona Wiktora – obsadzono utalentowanego aktora, Petera Cushinga, a do roli monstrum wybrano weterana wojny, odpowiednio wysokiego, Chirstophera Lee. Muzykę skomponował James Bernard, który choć pod wieloma względami pozostawał wierny bardzo tradycyjnym kompozycjom, potrafił dodać do nich odpowiednio dużą dozę dramatyzmu, jak i hałasu burząc utarte schematy. Reżyserem zaś został Terence Fisher, który już wcześniej pracował dla Hammera umiejętnie przygotowując dobrze wyglądające filmy za bardzo niewielkie pieniądze.

Dracula stanowi śmiertelne zagrożenie dla kobiet o wzrtoście około 15 centymetrów.
Dracula stanowi śmiertelne zagrożenie dla kobiet o wzrtoście około 15 centymetrów.

Curse of Frankenstein wyróżniał się na tle innych horrorów tamtych lat tym, że wyprodukowano go w kolorze. Dzięki temu krew nabrała w nim nowego znaczenia. Rzecz z dzisiejszej perspektywy może się wydawać śmieszna, ale warto pamiętać, że wcześniej na ekranie nie było tyle czerwonej krwi. Filmowi dodatkowo pomagało to, że przepracowany scenariusz był bardzo dobry. Znana opowieść dostała nowe oblicze, które zaskoczyło widzów. Film jednak sukces zawdzięczał głównie kombinacji i współpracy dwójki aktorów, reżysera i kompozytora muzyki. Cała czwórka wkrótce znowu się spotkała przy Horror of Dracula, a potem remake’u Universalowej Mumii. Każda z tych produkcji okazała się ogromnym sukcesem skutecznie ustawiając Hammer na pozycji czołowego studia Wielkiej Brytanii. Cała czwórka stała się zaś wręcz symbolami brytyjskiego horroru. Oczywiście najlepiej pamiętani są Lee i Cushing, ale bez Fischera filmy te nie byłyby takim sukcesem.

Czym, poza kolorem, charakteryzowały się te filmy? Niezwykłym dynamizmem. Fischer bardzo starannie komponował ujęcia, częstokroć poświęcając logikę, dla nadania odpowiedniego tempa całemu filmowi. Dawał też dużo miejsca czołowym aktorom, tak, że ich talent mógł spokojnie błyszczeć na ekranie. Szybkie ujęcia i częste cięcia pozwalały w znacznym stopniu ukryć fakt, że nie wydano przy tych filmach zbyt wiele pieniędzy na scenografię. Do tego należy dodać bardzo mocną erotyzację opowieści. Tak Dracula, jak i Mumia nie zostały obdarte z wyraźnie erotycznych aspektów opowieści, a wręcz je uwypuklono, choć w warstwie wizualnej filmy nie pozwalały sobie na zbyt wiele. Ot parę ujęć głębokich dekoltów, ale zawsze bez nagości. Widzom taka formuła się bardzo spodobała i wydawali oni pieniądze na bilety na kolejne filmy. Hammer bowiem postanowił skorzystać z okazji i od razu zaczął wypuszczać kontynuacje swoich przebojów. W większości z nich grali ci sami aktorzy.

Przez wiele lat taka formuła wydawała się kopalnią pieniędzy i to pomimo tego, że na rynku pojawili się różni konkurenci, tacy jak wytwórnia Amicus. Zresztą obie wytwórnie korzystały z tych samych aktorów. Dodajmy do tego amerykańską konkurencję w postaci filmów Rogera Cormana, który zwietrzył okazje i zaczął masowo produkować swoje własne nisko budżetowe horrory. Z czasem jednak widzom znudziła się formuła zaproponowana przez Hammera. Eskalacja krwi i przemocy była skuteczna tylko do pewnego momentu, tym bardziej, że efekty specjalne i charakteryzacja raczej szwankowała w tych filmach. Szczególnie, że taka Dzika banda Peckinpaha była w gruncie rzeczy znacznie bardziej krwawa i brutalna niż dowolny film Hammera. Stąd w latach 70-tych postanowiono sięgnąć do bogatego i pewnego sposobu budzenia zainteresowania widzów.

Hammer produkował nie tylko horrory. Były tam robione także komedie, filmy sensacyjne, jak i filmach bardziej nietypowych. Milion lat przed naszą erą był przykładem tego typu produkcji. Rozbudowane efekty specjalne pokazywały społeczeństwo pierwotne walczące z dinozaurami. To co jednak głównie zapamiętano, to Raquel Wlech w futrzanym bikini. Zdjęcie powyżej w formie plakatu było wielkim przebojem, jak i stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych "pin upow" tamtych lat.
Hammer produkował nie tylko horrory. Były tam robione także komedie, filmy sensacyjne, jak i filmach bardziej nietypowych. Milion lat przed naszą erą był przykładem tego typu produkcji. Rozbudowane efekty specjalne pokazywały społeczeństwo pierwotne walczące z dinozaurami. To co jednak głównie zapamiętano, to Raquel Wlech w futrzanym bikini. Zdjęcie powyżej w formie plakatu było wielkim przebojem, jak i stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych “pin upow” tamtych lat.

Wtedy na ekranie w horrorach Hammera zaroiło się od nagich piersi, a Ingrid Pitt wyrosła na nową gwiazdę kina. Nie tylko dzięki talentowi aktorskiemu, ale także i chętnie pokazywanej urodzie. Hammer nawet w owym czasie zaczął także zatrudniać modelki Playboya do swoich filmów, stąd w Twins of Evil mogliśmy zobaczyć Mary i Madeleine Collinson, które zasłynęły z tego, że były pierwszymi bliźniaczkami, które rozebrały się dla tego pisma. Choć kolejne filmy, takie jak Countess Dracula były pod pewnymi względami sukcesami finansowymi, to nie były w stanie podtrzymać działalności studia. Z czasem i owa nagość się znudziła, tym bardziej, że choć Hammer posuwał się bardzo daleko w pokazywaniu swoich aktorek bez ubrania, to jednak daleki był od przekraczania pewnych granic. W końcu, pod koniec lat 70-tych Hammer się wypalił. Przemoc, o wiele brutalniejsza, była dostępna w dowolnym filmie sensacyjnym. Seks w znacznie większych ilościach był dostępny w produkcjach rodzącego się wtedy w Brytanii przemysłu pornograficznego.

Hammer spróbował jeszcze raz podnieść głowę, korzystając z popularności telewizji. W ten sposób powstała antologia Hammer House of Horrors, która chyba jest najlepszym przykładem tego, co było dobre w filmach tej wytwórni. Dużo dynamiki, dobre aktorstwo, pewna przewrotność i umiejętność operowania napięciem erotycznym. Godne wspomnienia są takie odcinki, jak Rude Awaking, opowiadający o mężczyźnie, który ma powtarzające się sny o tym, że morduje swoją żonę, czy też The Silent Scream z Peterem Cushingiem w roli demonicznego (w przenośni) właściciela sklepu ze zwierzętami.

Jednak nie pomogło to na długo i Hammer zniknął z areny dziejów. Co ciekawe od lat 80-tych regularnie pojawiali się fanatycy, którzy próbowali przebudzić tę wytwórnie i przywrócić Wielką Brytanię do miana krainy horroru. Każda próba była jednak porażką i kończyła się na wydawaniu starych filmów na DVD. Dopiero niedawno Hammer znowu podniósł głowę i znowu osiągnął spory sukces finansowy. Film Kobieta w czerni z Danielem Radclifem nie tylko spotkał się z całkiem dobrym przyjęciem krytyki, ale też okazał się sukcesem komercyjnym. Zaskakująco wręcz dużym.

Horror wciąż żyje, w czym zresztą duża zasługa pamięci o filmach Fischera i spółki. Były one nie tylko bardzo dobrze zrobione, ale też i inspirowały wielu późniejszych filmowców.

 
 
 

2 comments

  1. Jerry says:

    Filmy Hammera z cyklów o monstrach to absolutny top moich ulubionych dzieł. I co ciekawe starzeją się naprawdę dobrze, a przez swą stylizację wcale nie rzuca się w oczy ich mały budżet. Cieszy też zmartwychwastnie Hammera. “Kobieta w czerni” sporo namieszała, ale moim zdaniem ich pierwszy film po reaktywacji czyli “Wake wood” jest dużo lepszy. Niby to powtórka z “Smętarza dla zwięrząt”, ale mi podoba się zdecydowanie bardziej niż pierwowzór Kinga. Surowy, gęsty klimat opatrzony naprawdę mocnym finałem powodują, że film nieźle daje po łbie.

Leave a Reply

Your email address will not be published.