Teledyskowo, acz dziwnie

Dzisiaj trochę nietypowo, zamiast pisać o książkach, filmach, czy innych tego typu rzeczach postanowiłem wrzucić trochę muzyki. Dawno o niej nie pisałem, ale tym razem będzie trochę inaczej niż przy moich poprzednich wpisach na ten temat. Zamiast przedstawiać jakieś głębsze znaczenia i inne tego typu rzeczy zapraszam do przeglądu dziwnych, czasem mniej, czasem bardziej teledysków.

 
 

Zaczynamy od białoruskiego Ляпис Трубецкой. Na początku kariery był to zespół grający parodystycznego punka, naśmiewającego się z gwiazd muzyki popularnej. Był bardzo popularny, acz w pewnym momencie muzycy zaczęli się źle czuć w swojej roli. Parodie mają to do siebie, że czasem ginie element parodystyczny i tak jak miało to miejsce z słynnym przebojem PIL (This is not a Love Song), odbiorcy zaczynają myśleć, że to na poważnie, a nie dla żartów. Stąd w pewnym momencie Ляпис Трубецкой postanowił pójść w poważniejsze, polityczne klimaty. W piosence mamy wyraźne aluzje do Igrzysk w Soczi, a i duch Lenino-Putina objawia się wprost na ekranie. Teledysk ma wyraźne odniesienia do twórczości między innymi Alice’a Coopera i innych „żartujących sobie z satanizmu”.

Inne teledyski tego zespołu także warte są uwagi, pełne są wielu zabawnych pomysłów, zresztą wystarczy spojrzeć na to:

[youtbue=https://www.youtube.com/watch?v=pLsaewo3nls]

O innym czołowym zespole charakteryzującym się dziwnymi teledyskami, czyli Die Antwoord, wszyscy chyba wiedzą. Nie ma, co przedstawiać ich inspirowanej Lynchem (i innymi) twórczości. Nim jednak powstał ten zespół jego twórcy tworzyli jako Max Normal.TV. Była to w dużej mierze parodia korporacyjnych zachowań w szybko zmieniającej się RPA i o dziwo odniosła całkiem spory sukces, choć w żadnym stopniu nie porównywalny z tym, co miało przyjść później. W każdym razie pomimo wyraźnie niskiego budżetu widać wyraźnie, że Die Antwoord ze swoimi groteskowymi teledyskami, to nie był przypadek, a raczej kontynuowanie pewnego stylu.

Skoro mieliśmy już punk rock, to warto wspomnieć o jednym z klasycznych zespołów, który w praktyce nigdy nie przebił się do masowej świadomości, ale dla wielu dalej wiąże się z miłymi uczuciami. To nie jest do końca teledysk, a bardziej film reklamowy, ale mimo wszystko warto go obejrzeć i posłuchać pięknej piosenki o astmie. Toy Dolls gra od lat 80-tych radosną i zabawną muzykę. Tak, jeżeli chodzi o robienie coverów znanych utworów, jak i o własne kompozycje. Chodzi tu nie tylko o świetną stronę muzyczną (co można usłyszeć trafiwszy na nagranie live z ich wersją znanej melodii z Poszukiwaczy zaginionej Arki), ale też i groteskowe teksty.

Jon Lajoie jest znanym internetowym komikiem. Bardzo często tworzącym na granicy dobrego smaku, a częściej, zwykle się tym nieprzejmujący. Jego skecze są agresywne wobec tego, czego widz się spodziewa. Nagrywa on też własną muzykę i jego najbardziej znanymi utworami są jego parodie rapu. Dla wielu pierwszym kontaktem z jego twórczością jest I Kill People, z teledyskiem adekwatnym do stylu muzyki. Taniej, tandetnej z niby inteligentnym tekstem.

Skoro jesteśmy przy omawianiu śmiesznych rzeczy, to warto wspomnieć o Def Con Dos. Ten rap metalowy zespół z Hiszpanii początek swojej kariery ściśle związał z początkiem twórczości Alexa de la Iglesi. Ten teraz znany i szanowany reżyser komedii zaczynał od bardzo ostrych i pełnych szaleństwa filmów. To, co teraz kręci jest znacznie złagodzone względem tego. Accion Mutante było jego debiutem kinowym, komedia s-f opowiadająca o organizacji terrorystycznej inwalidów i wyrzutków niszczących wszystko co piękne i zdrowe. Celem są kulturyści, modele i inne tego typu osoby. Teledysk jest dziwny, co raczej dosyć dobrze oddaje charakter tego fascynującego filmu.

Smack the Pony było bardzo popularnym serialem komediowym, czy też raczej zestawem skeczy. Główne role grały kobiety, stąd, kiedy wymyślono, że na końcu każdego odcinka będzie parodia piosenki (a zarazem teledysku), oczywistym wyborem ofiary do żartowania sobie były rozliczne girls bandy grające bardzo kiczowate piosenki o miłości i takich tam. W tym zespołów, które miały pokazywać „twarde i pewne siebie kobiety” w rodzaju niemieckiego Tic Tac Toe. Teledyski musiały pasować do stylistyki, stąd mamy takie coś:

Zresztą skoro jesteśmy przy serialach komediowych i muzyce, to należy wspomnieć o Not the Nine O’clock News. Pomysł mamy tutaj ten sam, acz zrobione to zostało 10 lat wcześniej, przy innej muzyce popularnej. Młody Rowan Atkinson, nim został Jasiem Fasolą, zdobywał szlify komediowe właśnie w tym programie razem z całą kolekcją później niezwykle popularnych komików. Najlepszym teledyskiem zrobionym przez tę ekipę było Nice Video, Shame about the Song. Dosyć oczywista parodia rozlicznych teledysków zespołów New Romantic, które na siłę próbowały być popisami artyzmu, a przeważnie były zwyczajnie idiotyczne. Stąd ekipa Not the Nine… miała dosyć proste zadanie.

Na koniec wspaniały Zlad! Tutaj nie trzeba żadnych słów. Jeden z klasyków internetu, którego żeby nie znać trzeba było się postarać. Chociaż dzisiaj zaczynający zabawę z siecią mogą nie kojarzyć, a warto. Zlad był podobnie jak powyższe od początku parodią muzyki elektronicznej oraz zespołów ze wschodu Anglii. Z gracją, swobodą i sztucznym akcentem wprowadza nas w świat przyszłości. Prawie na poziomie Bucka Rogersa.

 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.