Onanizm nad reklamami

Mój tekst zatytułowany dosyć prowokacyjnie związany jest z szalonym wręcz podniecaniem się reklamami filmu Prometeusz. Dziwna produkcja, która nie jest jakąś formą prequelu Aliena wzbudza zrozumiałe zainteresowanie. Sam jestem ciekaw jak Ridley Scott poradzi sobie z tym zadaniem, choć bardzo mnie dziwi jego ostatnia fascynacja z robieniem kontynuacji jego własnych filmów. Na razie jednak zamiast zastanawiać się nad tym, z czym właściwie będziemy mieć do czynienia w kinie, gdyż w Polsce poczekamy sobie na premierę trochę czasu. Dotychczas większość tekstów, które pojawiają się w przestrzeni publicznej dotyczą kampanii reklamowej tego filmu, która dosyć jednogłośnie nazywana jest niesamowicie oryginalną.

Przyznam, że jak czytałem tego typu wypowiedzi, to dochodzę do wniosku, że posiadanie dobrej pamięci jest straszną wadą. Przemysł rozrywkowy od wielu lat próbuje przebić się ze swoimi produktami do masowej wyobraźni i robi to na różne sposoby. Najpierw wspomnę o najprostszej metodzie, czyli plakatach. Niby wiem, że do obejrzenia filmu zachęcają obrazki przedstawiające bohaterów. Kiedy na ekrany amerykańskich telewizorów zawitał serial V poprzedzono go staranną kampanią reklamową. W różnych miejscach porozwieszano plakaty informujące, że „Goście są naszymi przyjaciółmi” (The Visitors Are Our Friends). Dokładnie takie same pojawiają się w serialu i tak samo jak tam, na kilka dni przed premierą namalowano na nich farbą w spray’u wielkie V. Walka przeszła z ekranów telewizorów na amerykańskie ulice.

Twórca V Kenneth Johnson obok “ostatecznej wersji” billboardu reklamujacego miniserial. Jak czytelnik kliknie, to może przeczytać bardziej rozbudowany opis, jak powstał pomysł na taką reklamę.

 

Mamy tutaj jednak dosyć stary przykład, bo z lat 80-tych. Całkiem niedawno natomiast mieliśmy i inne produkcje, którzy mogą nam posłużyć do wytłumaczenie, o co nam tutaj chodzi. Przekraczają one granicę pomiędzy tym co się ogląda na ekranie, a tym, co jest rzeczywiste. Bardzo dobrze pokazuje to A.I. Spielberga. Film, którego swoją drogą nie trawię, był reklamowany między innymi poprzez Augmented Reality Game (grę poprawionej rzeczywistości?), której elementem było założenie przez twórców kilkudziesięciu stron internetowych osadzonych w świecie filmu. Na chwilę korzystając z internetu przenosiliśmy się w sam środek produkcji Spielberga. Tamże gracze mogli niejako na żywo odkrywać sekrety filmu. Trwało to ponad rok, w tym czasie na każdej ze stron pojawiały się nowe informacje, a fabuła powoli się rozwijała. Nie jest to jedna jedyna tego typu kampania reklamowa. Podobnie stronę internetową założyli twórcy Eternal Sunshine of the Spotless Mind. Tam na potrzeby reklamy nie ograniczono się tylko do zrobienie portalu firmy Lacuna, ale także zamiast typowej zapowiedzi filmu nakręcono po prostu reklamę usług tejże. Co prawda był to jedynie fragment właściwej zapowiedzi, ale i tak przez chwile widz nie był pewien, czy ma do czynienia z rzeczywistością, czy z fikcją.

Może koś chce skorzystać z usług firmy Lacuna?

Jeśli czytelnik myśli, że na tym koniec, to przypomne jeszcze jedną produkcję o rozbudowanej kampanii reklamowej. W ramach przygotowań do premiery Mrocznego rycerza powstała cała gama stron internetowych poświęconych wyborom, w których startował Harvey Dent, w tym takie dosyć niesamowite i dziwne. Całość nie ograniczała się jedynie do stron internetowych, ale także przygotowano plakietki z hasłem: I Believe in Harvey Deny. Mogliśmy także otrzymać gazetę z Gotham informującą o ostatnich wydarzeniach w mieście. Nawet relatywnie niskobudżetowe seriale takie jak Supernatural miały wynajęty numer telefonu, gdzie można było zadzwonić do bohaterów i usłyszeć od nich parę słów.

Teraz spójrzmy na to, czym podniecają się internety. Kampania reklamowa Prometeusza poza zwykłymi zapowiedziami składa się ze strony internetowej korporacji Weyland, reklam ich produktu, czyli David 8, oraz przemówienia Petera Weylanda na konferencji TED. Widz może ze zdziwieniem zapytać: to tyle? Tylko tyle wystarczy, żeby internety zaszalały i zaczęły krzyczeć? Trochę mało rzekłbym. Ukryte zapowiedzi też już były, choćby dosłownie parę miesięcy wcześniej mieliśmy zdjęcie Bane’a, które należało samemu odkryć. Charakterystyczne jest zresztą to, że o całej kampanii reklamowej można napisać właściwie jeden akapit i to wystarczy.

Nie twierdze, że film Scotta jest źle reklamowany, natomiast nie widzę niczego, co można w jakimkolwiek stopniu nazwać „oryginalnym”. Jest to sprawnie przeprowadzona kampania, z wieloma „smaczkami” dla fanów serii łącznie z pytaniem: gdzie Yutani? Nie jest to jednak nic nowego, czego już nie wdzieliśmy. Nie przeczę, reklamy Prometeusza świetnie spełniają swoje zadanie, ale nie mamy tutaj do czynienia z czymś niesamowitym.

 

ps: we wtorek zmarł Ray Bradbury, ostatni z wielkich twórców fantastyki. Skończyła się pewna epoka. Na fanpajdżu bloga będę umieszczał linki do słuchowisk radiowych będących adaptacjami jego twórczości.

 
 
 
 
 
 
 
 
 

5 comments

  1. Rusty Angel says:

    Hm, moim zdaniem zdecydowanie łatwiej założyć strony www (tak robi np. serial HIMYM), nawet w sporej ilości, niż nawiązać współpracę z TED. To raz.

    Dwa, to fakt, iż kampania Prometeusza jest bardzo ładnie osadzona w świecie i pasuje do niej klimatem. Twórcy świetnie wyczuli target filmu i do niego skierowali cały profil kampanii.

    I może faktycznie nie jest to super oryginalny pomysł, ale wykonanie jest bardzo dobre.

    • hihnttheadmin says:

      Tyle, ze dla reklamy AI stworzono cala grę opartą na stronach internetowych, a to już jest trudniejsze do zrobienia niż prosty 4 minutowy filmik. Zresztą nie wiemy, jak ciężkie było nawiązanie współpracy z TED i mi tutaj chodzi nie tyle o samo wykonanie, co pomysł za nim stojący. Przyznaje przecież, że Prometeusz się bardzo ładnie reklamuje i brawa dla autorów kampanii, ale właśnie – to wszystko już było, więc piszmy jak dobrze zrobili reklamy, a nie, że stworzyli coś nowego, bo to już nie jest prawdą.

  2. zwierz says:

    Moim zdaniem nie chodzi o ilość tylko o jakość. Ci którzy Prometeusza już widzieli wskazują, że kampania reklamowa jest lepsza niż sam film. Reklama Davida jest po prostu bardzo dobrym kawałkiem kinematografii. Z kolei wydaje się przemówienie Petera Wylanda spodobało się nie tylko tym, którzy czekają na Prometeusza ale i wszystkim fanom Aliena jako takiego. Poza tym jednak troche czasu minęło od promocji A.I dziś wiralem zostaje wszystko w dużo szybciej i intensywniej.

    • hihnttheadmin says:

      Milo mi Zwierzu, ze de facto potwierdzasz wszystko, co napisałem w poscie. Odnośnie tego, że w czasach AI “czas był wolniejszy”, to nieśmiało zwracam uwagę, że wtedy internet działał inaczej. Nie było portali społecznościowych, ludzie dyskutowali na mailowych listach dyskusyjnych – to był inny świat i tym większym osiągnięciem było dzieło ludzi od reklamy filmu Spielberga.

Leave a Reply

Your email address will not be published.