Czołowka, która ma 50 lat

 

 

Zaczynamy podróż. Szkoda, że nie można już od samego rana...

Kiedy w 1963 roku prowadzono prace nad nowym serialem młodzieżowym produkowanym przez BBC o pewnym Doktorze jednym z elementów, który zajmował twórców był wybór muzyki. Bardzo często kwestia wyboru odpowiedniej melodii zajmowała wiele miesięcy, a i tak, nawet wtedy, kiedy cały proces produkcji był bardzo starannie prowadzony, to czasem seriale otrzymywały czołówkę w dużej mierze przez przypadek. Jednakże w przypadku Doctora Who cały proces trwał na tyle długo, że można było wybierać spośród wielu różnych propozycji. Co ciekawe od początku producenci zdecydowanie byli na dosyć awangardową elektronikę. Stąd też nie można mówić w przypadku tego serialu o jakimkolwiek przypadku jeżeli chodzi o wybór muzyki.

Zaznaczmy tutaj, że mówimy o bardzo wczesnych syntezatorach, niektóre z nich wielkości sporych rozmiarów pokoju. Ówczesna muzyka elektroniczna bardzo mocno odbiegała od tego, co dzisiaj rozumie się pod tym terminem. Zresztą jedną z głównych w owym czasie metod tworzenia takiej muzyki było przetwarzanie taśmy – nagrywanie i odgrywanie jej w różnych prędkościach, tudzież mechaniczne zmienianie jej właściwości. Taśma stawała się tutaj niejako dodatkowym instrumentem. Stąd zresztą do dzisiaj istnieją symfonię na orkiestrę i magnetofon bardzo popularne wśród twórców muzyki elektroakustycznej (zainteresowanym polecam na przykład kompozycje Macieja Żółtowskiego na skrzypce i kasete, którą można znaleźć na płycie: Panorama Nowej Muzyki Polskiej V).

Wśród kandydatów do przygotowania muzyki do czołówki serialu był między innymi Tristram Cary, ale też i Les Structures Sonores. Chociaż prawdopodobnie większość czytelników tego bloga, a i fanów Doctora Who nigdy nie słyszała o tych twórcach, to zapewniam, że nie są oni nieznani wśród osób zainteresowanych tego typu dźwiękami. Jednakże koniec końców producenci serialu zamiast do tych uznanych kompozytorów trafili do Radiophonic Workshop – jednostki BBC odpowiedzialnej za tworzenie efektów dźwiękowych na potrzeby różnych produkcji tej korporacji. Nie tam jednak należy szukać autora kompozycji, gdyż Radiophonic Workshop jedynie odpowiadało za jej nagranie. Kompozytorem muzyki był ktoś spoza tej instytucji: Ron Grainer. Współpracował on kilkukrotnie z warsztatem, ale sam był bliższy muzyce tradycyjnej. Kim był Grainer nie trzeba mówić osobom zorientowanym w angielskiej telewizji, był on autorem wielu sławnych melodii, takich jak legendarna czołówka serialu The Prisoner z najlepszym aktorem, który nie został Bondem, Patrickiem McGoohanem, ale też i wcześniejszy Danger Man.

Przygotował on jedną stronę zapisaną nutami, która następnie trafiła do Warsztatu. Osoby tam pracujące miały wymyślić sposób na nagranie skomponowanego prze niego utworu przy użyciu dostępnych im technik. Zgodnie z zaleceniem producenta Verity Lambert utwór miał być przyjazny lecz dziwny (familiar yet different). Materiał ten trafił w ręce Delia’i Derbyshire, jednej z najzdolniejszych osób pracujących w Warsztacie. Na podstawie kompozycji Grainera przygotowała ona utwór nagrany tylko i wyłącznie przy użyciu sprzętu będącego w posiadaniu Warsztatu.

Jak tworzono muzykę? Nagrywano każdą nutę osobno korzystając z różnych urządzeń znajdujących się w dyspozycji Warsztatu. Następnie przetwarzano je poprze wielokrotne przegrywanie, aż powstał pożądany dźwięk. Kolejnym etapem było wycinanie i sklejanie taśm tak aby powstała linia melodyjna dla każdego „instrumentu”. Na końcu komponowano całość uruchamiając jednocześnie odtwarzanie na kilku magnetofonach, a na jednym nagrywanie. Dzisiaj, to brzmi niczym fantastyka, ale tak kiedyś tworzono muzykę. Stworzony przez Derbyshire utwór zachwycił wszystkich i po dziś dzień robi wrażenie.

 

Pierwsza wersja regularnej czołówki Doctora Who

Utwór musiał jednak zostać zmieniony i dopasowany do video czołówki, która także powstała w dosyć ciekawy sposób. Jest to mianowicie nagranie taśmy, która sama się nagrywa. Efekt tych wszystkich prac znamy wszyscy z odcinków serialu. Jednakże, to nie jest koniec przygód czołówki, gdyż wraz z kolejnymi zmianami w fabule, poprawiano melodie początkową. Najpierw w 1967 dodano pare efektów dźwiękowych, potem w 1970 poprawiono kilka dalszych elementów.

 

Czołówka nadawana od 2

Ta ostatnia wersja była z serialem przez 10 lat. Bardzo długi czas jeżeli chodzi o telewizje i chociaż wprowadzano wtedy różne zmiany jeżeli chodzi o stronę wizualną czołówki, to pozostawiano dźwięk. Właściwa rewolucja miała miejsce dopiero w 1980 roku wraz z wymianą ekipy producenckiej. John Nathan-Turner, osoba dość kontrowersyjna wśród fanów, postanowił odcisnąć swoje piętno na serialu zmieniając między innymi całkowicie czołówkę.

To, co zaproponowano nie było drobną poprawką, dodaniem efektu echa, czy czegoś w tym stylu. Wprowadzono prawdziwą rewolucję: użyto syntezatorów, a konkretnie autor muzyki Peter Howell wykorzystał kilka różnych modeli syntezatorów, ale i technik manipulacji taśmą. Punktem wyjścia była dla niego oryginalna kompozycja Grainera, a nie poprzednie inkarnacje melodii przygotowane przez Derbyshire. Pomimo tej radykalnej zmiany Howell pozostał w duchu pracownikiem Radiophonic Workshop i bardzo mocno eksperymentował z dźwiękami, tak, aby stworzyć utwór będący godnym następcą pierwszej czołówki. W latach 80-tych pojawiły się jeszcze dwie wersje utworu: Dominica Glynna i Keffa McCullocha. Były to jednak jedynie narracje na temat kompozycji i nie przynosiły daleko idących zmian.

Wszystko zmieniło się wraz z filmem z 1996 roku, wtedy to znany kompozytor John Debney dostał zadanie przygotowania nowej wersji melodii. W pewnym momencie, z różnych powodów, rozważano nawet możliwość stworzenia od podstaw nowej czołówki. Nie miałaby ona wtedy nic wspólnego z kompozycją Grainera, jednak  koniec końców postanowiono z niej skorzystać. W wyniku prac Debney’a powstała melodia, która odtwarza dosyć wiernie oryginalną kompozycję, tylko, że tym razem w wersji dla orkiestry. Nie trzeba mówić, że dla każdego fana Doctora, jak i dla osób zainteresowanych muzyką decyzja producentów była dosyć dziwna.

O ile jednak w przypadku 1996 roku mamy do czynienia z dosyć konsekwentną zmianą, to „nowy Doctor Who” przygotował raczej nie miłą niespodziankę. Otrzymaliśmy bowiem niezbyt strawną mieszankę niezwykłej melodii, z orkiestrą symfoniczną. Problem jest tutaj zasadniczy, Derbyshire i Howell tworząc swoje wersję kompozycji Grainera starali się tworzyć dźwięki tak, aby nie dało się rozróżnić skąd się one wzięły. Powstałe melodie zachwycają niezwykłym pietyzmem i słyszalną ciężką pracą włożoną w komponowanie utwrou. Murray Gold, który odpowiada za muzykę w nowym serialu, pobawił się przed komputerem i tak na prawdę zrobił marnej jakości remiks kompozycji Derbyshire. Pod wieloma względami utwór ten oddaje różnicę pomiędzy starym i nowym Doctorem: pomiędzy oryginalną i niezwykłą opowieścią, a zmoderniozowanym, ale pozbawionym niezwykłości utworem, który jedynie wykorzystuje elementy oryginału.

Skoro omówiliśmy muzykę warto jeszcze się przyjrzeć stronie graficznej. Dla wielu współczesnych widzów Doctor Who wiąże się z widokiem tunelu w czasoprzestrzeni. Efekt ten w formie jaka większości kojarzy sie z serialem pojawił się dopiero w 1970 roku i to w wersji dalekiej od tego, do czego widz współczesny jest przyzwyczajony. Jest on wielokolorowy i raczej statyczny. Jest jednakże znacznie wyraźniejszy pod tym względem niż poprzednie czołówki, które także miały przedstawiać „time vortex”.

Pertwee i kolor, dużo koloru

Efekt ten jednak szybko zwrócił na siebie uwagę i już kolejna czołówka, która była przygotowana dla ostatnich odcinków z Trzecim Doktorem, była oparta na rozwinięciu tego pomysłu. Wykonanie pozostawiało jeszcze wiele do życzenia, ale warto pamiętać, że to były dopiero początki.

Odznaka Szeryfa, tzn. Władcy czasu

 

Wkrótce jednak wraz z nadejściem Toma Bakera poprawiono efekt i powstała najbardziej znana wersja czołówki:

Podróżujemy przez sól wraz z długim szalikiem. Szalikiem, a nie Szarikiem.

 

Lata 80-te jak wspomniałem przyniosły zmianę czołówki serialu i muzyki. Zamiast pełnoprawnego efektu tunelu wprowadzonego za Trzeciego mieliśmy teraz rozgwieżdżone niebo. Związane to było w dużej mierze z próbą dostosowania serialu do zmieniających się czasów. Okazało się nagle, że pojawienie się nowych seriali s-f, takich jak Buck Rogers wymusiło na twórcach Doctora Who zaaktualizowanie ich własnej produkcji. Efektem tego było właśnie owo rozgwieżdżone niebo. Pokazuje to zarazem dosyć chaotyczną naturę lat 80-tych dla Doktora, dużo zmian i niepewności oraz ciągłych prób konkurowania z produkcjami z za wielkiej wody.

Peter Davison:

5tka

 

Colin Baker:

6tka

 

Dla ostatniego sezonu z Collinem Bakerem przygotowano nową wersję czołówki z mocno zmienioną melodią początkową. Na szczęście była ona tylko krótkotrwałą wersją:

Aaaaaaaargh

 

O ile czas Colina Bakera uznawany jest za najsłabszy w historii oryginalnej inkarnacji Doctora Who (nie wnikamy, czy słusznie), to w dosyć powszechnej opinii Sylvester McCoy przywrócił serialowi potrzebny sznyt. Nie powrócono jednak do starej czołówki, a zaproponowano całkowicie nową. Muszę jednak powiedzieć, że w mojej opinii jest ona pomimo tego zdecydowanym krokiem do przodu w porównaniu do wszystkich wersji z lat 80-tych pod względem wizualnym, a muzycznym wobec dziwoląga stworzonego dla ostatnich odcinków z Bakerem. Nowa czołówka pasuje do klimatu odcinków, dosyć tajemniczych i próbujących przywrócić niezwykły charatker Doktora. McCoy był mrocznym, pełnym tajemnic graczem, który wykorzystywał innych.

 

Może czołówka nie jest specjalnie mroczna, ale 7my był prawdziwym Doktorem, znaczy się kiedy powiedziałby

 

Po latach stagnacji i nie istnienia Doctora Who na ekranach telewizorów przyszedł czas na 1996 rok i pojawienie się filmu Paulem McGannem. Wyjątkowo pechowym aktorem, któremu role gwarantujące wielką karierę uciekały w najróżniejsze sposoby (złamana noga w trakcie koleżeńskiego meczu w piłkę nożną zabrała mu Sharpe’a!). Czołówka, jak pisałem, zawiera całkowicie nową wersję melodii początkowej w całości zagraną przez orkiestrę. Na tym nie koniec, mamy bowiem nową wersję napisów początkowych i widać wyraźnie skąd skopiowano pomysł na czołówkę dla najnowszej wersji Doctora Who:

A teraz symfonia

 

I na koniec “potworek”:

Jak łatwo zgadnąć, nie lubie nowego Dr Who

Na właściwy koniec tego odrobinę chaotycznego tekstu proponuje posłuchać przecudnej wersji czołówki przyogotwanej przez Billa Bailey’a:

 

Pisząc tekst poza materiałami dodanymi do Doctor Who at the BBC Radiophonic Workshop vol 1 i 2 wykorzystałem także stronę autora tych kompilacji:

http://markayres.rwsprojects.co.uk/DWTheme.htm  (polecam tam zajrzeć, można znaleźć wiele bardzo ciekawych informacji na temat muzyki elektroaukustycznej).

Chapman, J. Inside the Tardis: The Worlds of Doctor Who : a Cultural History. I.B. Tauris, 2006. http://books.google.pl/books?id=znJkigd6PIQC.

 ps:  strasznie dużo tutaj linków do youtube’a. Mam nadzieje, że już więcej nie będę musiał tworzyć takich “potworków”, ale na wszelki wypadek poszukam jakiegoś plugina do wordpressa.

 

 

 
 
1 words, 1 letters
 
 
 
 
 
 
 

3 comments

  1. Joanna says:

    Małe ale – Peter Davison, nie Davidson.

    A tak, to tekst przyjemny, na pewno będę tu regularnie zaglądać.

  2. hihnttheadmin says:

    Ups, poprawione. Mam nadzieje, ze za kare nie dostane selerem po glowie. Dziekuje takze za mile slowa.

Leave a Reply

Your email address will not be published.