Podkayne of Mars

Okładka Podkayne of Mars według amerykańskiego wydania z 1987 roku.

W latach 50-tych Heinlein był coraz bardziej zmęczony pisaniem powieści dla młodzieży. Dawały mu one utrzymanie, ale widać było wyraźnie, że nie mógł się on wyżyć i zaprezentować w pełni swoich pomysłów w ściśle skrojonych ramach takowej literatury. Warto tutaj zaznaczyć, że wydawcy bardzo często dawali specyficzne wymogi odnośnie książek kierowanych do młodych chłopców i poza brakiem jakichkolwiek wątpliwości moralnych jednym z elementów był brak odpowiednio mocno zarysowanych postaci kobiecych, że już o miłości nie wspomnę.
Heinlein dosyć szybko zaczął tworzyć książki, które łamały owo tabu, ale w żadnej nie zrobił tego tak mocno, jak w opisywanej tutaj Podkayne of Mars. Mamy tutaj do czynienia z powieścią, której nie dość, że główną bohaterką jest dziewczyna w wieku 15 lat, to na dodatek, choć nigdy nie jest to napisane wprost, nie jest ona biała. Jest ona w pewnym stopniu potomkinią Maorysów stąd też ma ciemniejszą karnację skóry. Teraz wydawać się to może niczym specjalnym, ale w latach 60-tych w Stanach Zjednoczonych z dalej istniejącą i silną segregacją wspieraną przez partię Demokratyczną, było czymś. Tym bardziej, że książka była skierowana do młodego czytelnika, a ta literatura podlegała surowym rygorom wydawniczym. O wiele łatwiej było napisać powieść dla dorosłych z podobnymi bohaterami, aniżeli utwór skierowany do młodych chłopców.
Pierwszy raz tekst Heinleina została zaprezentowana w kilku numerach Worlds of If, mniej znanenym, ale mającym swoje zasługi czasopiśmie poświęconym fantastyce. W 1963 opublikowano powieść w formie książkowej. Narracja ma formę pamiętnika głównej bohaterki, wspomnianej Podkayne of Mars, choć jej pełne imię to Podkayne Fries. Jej ojcem był weteran wojny o niepodległość Marsa, a matką inżynierem zasłużonym w różnych pracach, które miały na celu odbudowe planety i jej księżyców, po walkach z Ziemią. Dodajmy tutaj, że Mars posiada tubylców, dosyć tajemniczych, małomównych i trudnych w kontaktach. Sama planeta zaś służyła Ziemi za rodzaj Australii, to znaczy wysyłano tam więźniów i trudnych ludzi. Powstała w ten sposób dosyć silna społeczność, która po pewnym czasie postanowiła wybić się na niezależność. Jednak po paru latach od wojny pojawił się pomysł stworzenia wielkiej Federacji obejmującej wszystkie planety układu słonecznego.
Dodajmy, że Podkayne ma młodszego 11 letniego brata imieniem Clark. O ile nasza bohaterka jest ostoją rozsądku i logiki, to on, choć jest geniuszem, charakteryzuje się raczej złym charakterem. Potrafi kłamać, oszukiwać i raczej jest typem „niegrzecznego szczeniaka”, aniżeli typowym bohaterem książek dla młodzieży.

Na wyspach mają ciekawe wyobrażenie tego, jak powinna wyglądać dobra okładka ksiażki dla młodzieży z bardzo silną i wyemancypowaną główną bohaterką...

Cała rodzina Friesów ma wyruszyć na wymarzoną podróż turystyczną na Ziemie. Wyprawa taka, choć z naszej perspektywy nie jest niczym specjalnym, dla Podkayne ma ogromne znaczenie. Jest to całkowicie inny świat w porównaniu z czerwonym pustynnym i nieprzyjemnym Marsem. Niestety w ostatnich chwili dochodzi do nieszczęścia. Na Czerwonej planecie istnieję kontrola urodzin, każda rodzina dostaje prawo do konkretnej liczby dzieci. Rodzice Podkayne mieli prawo do pięciorga i w związku z tym tyle spłodzili. Czytelnik dziwi się, że pisze o piątce, a wymieniłem tylko dwoje z imienia? Sprawa jest następująca, po urodzeniu zostały one zamrożone, tak, aby nie przeszkadzały w prowadzeniu normalnego życia. Jedynie Podkayne, a parę lat później Clark zostali odmrożeni, pozostała trójka czekała na odpowiedni moment. Okazało się, że w wyniku błędu w klinice, gdzie czekały na swój czas zostały one wybudzone i przez to nie można było odbyć podróży na Ziemie. Małe dzieci nie są w stanie jej przeżyć.
Choć początkowo wydaje się, że oznacza to koniec marzeń Podkayne o morzu śródziemnym, to ku jej wielkiej radości z problemów ratują ją wujek: Tom Fries. Jest on bardzo szanowanym obywatelem Marsa, który bardzo zasłużył się w trakcie wojny o niepodległość. Oferuje on rodzicom Podkayne, że zabierze ich dzieci na wyprawę na Ziemię, na co oni przystają. Podróż od początku obfituje w różne problemy, przykładowo Clark w trakcie kontroli celnej mówi, że ma w bagażu pył szczęścia (happy dust), czyli bardzo silny i niebezpieczny narkotyk przerabiający tubylczych mieszkańców Venus w krwiożercze bestie. Jest to o tyle istotna informacja, że w drodze na Ziemie podróżnicy muszą zatrzymać się na kilka dni właśnie na tej planecie.
Poza tym droga na statku pozwala Heinleinowi na opisanie technicznej strony podróży, włącznie z ochroną przed promieniowaniem kosmicznym, ale także poświęca dużo czasu na opisanie różnych pasażerów na statku. Tak pozytywnych, jak niejaka Girdie Fitz-Snugglie, która choć powszechnie uważana była za bardzo bogatą, nie okazywała wyższości wobec Podkayne i jej brata, który, co dodajmy, wyraźnie się w niej podkochiwał. Przy czym Girdie była wyraźnie starsza od naszej bohaterki. Po kilku różnych przygodach cała ekipa trafiła na Venus. Tam zaczyna się właściwa opowieść, bowiem po kilku dniach pobytu na planecie Clark zniknął. Wkrótce okazało się, że został porwany przez ludzi, którzy chcieli wpłynąć na Toma Friesa, gdyż w rzeczywistości był on wysłannikiem rządu Marsa, który miał powstrzymać powstanie Federacji.

Francuzi natomiast wiedzą jak straszyć okładkami dzieci i młodzież

Dalszej fabuły nie będę opisywać, aby nie psuć przyjemności. Dodam jedynie, że istnieją dwie wersje zakończenia, jedno radosne, a drugie smutne. Oryginalne było to drugie, ale wydawca wymusił na Heinleinie zmianę na to pierwsze. Obecnie można znaleźć wydanie zawierające obydwie wersje i wydaje się, że to autor miał racje. Książka jest bardzo przyjemna i pomysłowa. Pod wieloma względami także ważna dla gatunku, gdyż pokazuje bardzo dobrze opracowaną bohaterkę kobiecą. Nie jest to, ani słaba osoba cały czas potrzebująca pomocy, ani superbohaterka, która jedną ręką ratuje świat. Mamy zamiast tego normalną osobę, która musi sobie radzić z przeciwnościami losu. Może całej książce brakuje ostrych dialogów, czy dobrych powiedzonek, ale mimo wszystko jest ona przyjemna w lekturze, a i zakończenie pozostawia wiele do myślenia odnośnie tego, o czym należy pamiętać w życiu i co ma nas prowadzić do celu.

137 words, 769 letters

Okładki pochodzą z bardzo fajnej strony-muzeum okładek książek Roberta A. Heinleina

One comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.