Fantasy pełnymi piersiami (Warrior and the Sorceress)

Spokojnie można powiedzieć, że David Carradine w latach 70-tych był gwiazdą. Niesamowity sukces serialu Kung Fu sprawił, że stał się on prawie z dnia na dzień jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów w Ameryce. Miał on jednakże większe ambicje niż tylko mały ekran i po kilku sezonach grania mnicha shaolin podróżującego po Dzikim Zachodzie, postanowił rozpocząć karierę w kinie. Wystąpił w kilku popularnych filmach, ale tak na prawdę głównie pojawiał się w filmach klasy B. Często współpracował z producentem Rogerem Cormanem. W ten sposób powstał Death Race i wiele innych produkcji charakteryzujących się odpowiednią ilością przemocy i kiczu.

 
 

Kariera Carradine’a w latach 80-tych wyraźnie przystopowała. Mógł jeszcze polegać na pamięci ludzi odnośnie Kung Fu, ale filmy, w których występował, były coraz gorsze. Pomimo tego grał regularnie, a i był doceniany przez producentów, jako odpowiedzialny i pewny aktor. Stąd też, kiedy w latach 80-tych na fali filmów fantasy Roger Corman postanowił zrobić własną wersję Conana, to zgłosił się do niego, jako do potencjalnego odtwórcy głównej roli. Scenariusz, jaki mu przedstawiono, był wedle samego Carradine’a, bardzo ciekawy i dobrze napisany. Miał jednak jedną wadę. Była to kopia Yojimbo Kurosawy. Film znany u nas pod tytułem Straż przyboczna, jest jednym z najbardziej popularnych dzieł tego japońskiego reżysera. Doczekał on się zresztą już wcześniej plagiatu, w postaci pierwszego filmu z dolarowej trylogii Sergio Leone, czyli Za garść dolarów. Stąd film fantasy Cormana nie byłby pierwszym przypadkiem żerowania na twórczości Kurosawy. Trzeba jednak dodać, że i odnośnie oryginalności Yojimbo nie ma dużej pewności.

Zeg ma klimatyczną siedzibę. Jak wiadomo każdy chce mieszkać z dużą czaszką na ścianie.
Zeg ma klimatyczną siedzibę. Jak wiadomo każdy chce mieszkać z dużą czaszką na ścianie.

Film, o którym tutaj chce mówić, to rodzaj trochę dziwnego fantasy. Na planecie Ura doszło do wielkiej wojny, którą ewidentnie siły dobra przegrały. Jeden ze świętych wojowników – Kain (co wcale nie brzmi, jak imię bohatera Carradaine’a z Kung Fu: Kwai Chang Caine) podróżuje po pustkowiach w poszukiwaniu zajęcia. Ubrany w czarny płaszcz i noszący na plecach półtoraręczny miecz, przybywa do małej osady, gdzie dwóch warlordów prowadzi spór. Na planecie woda jest rzadkim dobrem i kontrola nad jej źródłami gwarantuje siłę i pieniądze. W osadzie jest jedna studnia, którą kontroluje Zeg. Jest on bezwzględnym człowiekiem, który więzi czarodziejkę imieniem Naja. Chce, aby stworzyła mu ona miecz Ury, który jest w stanie przebić się przez kamień. Ma on bezwzględnego pomocnika imieniem Kief, który przez połowę filmu chodzi bez koszuli. Gra go Anthony De Longis, który grał także w omawianym tutaj Jaguarze!

Bal Caz i jego doradca. Ach ta przyjemna twarz i godny zaufania uśmiech.
Bal Caz i jego doradca. Ach ta przyjemna twarz i godny zaufania uśmiech.

Zeg jednak nie może być pewny swojej władzy, gdyż naprzeciwko jego twierdzy pełnej najemników jest i druga warownia, która należy do niejakiego Bal Caza. Ten gruby hedonista otaczający się jedzeniem, nagimi kobietami i jaszczurko-humanoidem będącym jego doradcą i powiernikiem, chce zdobyć kontrolę nad studnią. Dodajmy do tego, że regularnie do miejscowości przybywają handlarze niewolników sprzedać swój towar, a na czas ich pobytu zawierany jest rozejm pomiędzy dwoma walczącymi stronami. Kain postanawia wmieszać się w konflikt, do czego możliwe, że przyczyniło się to, że zobaczył na murze twierdzy Zega stojącą dumnie i nago Naję. Zabiwszy w pokazowej walce kilku żołnierzy Zega chroniących studnię najmuje się u Bal Caza. Wkrótce i jego zdradzi, aby zacząć pomagać jego przeciwnikowi. Schemat jest znany i nie ma potrzeby go specjalnie tłumaczyć. Trzyma się on dość wierni tego z Yojimbo, przy czym nie mamy tutaj pijaczka, który jest jedynym sojusznikiem bohatera. Zamiast niego jest ubierający się na biało kapłan i przy okazji ojciec Naji.

Potworny potwór wart Oscara!
Potworny potwór wart Oscara!

Wspomniałem, że jest to dziwne fantasy. Jego specyfika wynika trochę z nastroju filmu, w którym do końca nie wiadomo, czy mamy do czynienia z tradycyjną opowieścią inspirowaną Conanem, czy też może chodzi tutaj o jakiś świat post-apokaliptyczny. Dziwny wygląd zwykłych mieszkańców osady, którzy przypominają skrzyżowanie Jawów z ofiarami choroby popromiennej dodatkowo wzmacnia to wrażenie. Na pewno w tym wszystkim nie pomagają pojawiające się od czasu do czasu dziwne potwory. Jeden z nich ma macki, którymi ma teoretycznie uniemożliwić Naji ucieczkę z lochu Zega.

Sam film jest bardzo nisko budżetowy. Nakręcony w Argentynie może się poszczycić w najlepszym wypadku wątpliwymi efektami specjalnymi. Najlepiej widać to po jaszczurko-doradcy. Wygląda on strasznie sztucznie, a kiedy w jednej scenie biega, to widz musi wybuchnąć śmiechem. Jest to zresztą ciekawa postać, która miejscami robi wrażenie, jakby to ona w rzeczywistości kierowała poczynaniami Bal Caza. Niestety scenarzystom nie przyszło do głowy rozwinąć tego wątku i w pewnym momencie ona znika.

Nie napisałem jeszcze, jaki jest tytuł tej produkcji Rogera Cormana. Wymyślono, że opowieść o Kainie będzie się nazywać Warrior and the Sorceress, czyli w wolnym tłumaczeniu Wojownik i czarodziejka. Tytuł chwytliwy, ale czytelnik już po lekturze tego opisu powinien się zorientować, że nigdzie nie pisze o magii. Prawda jest taka, że o ile mamy tutaj wojownika, to z Naji bardzo marna czarodziejka. Jedyne, co potrafi zrobić, to magiczny miecz. Chociaż jest może jedno zaklęcie, które stosuje przez cały czas.

Jedna z owych dwóch scen bez nagości ze strony Naji.
Jedna z owych dwóch scen bez nagości ze strony Naji.

Corman doskonale wiedział, co może sprawić, że nisko budżetowa produkcja zwróci uwagę widzów: najtańsze efekty specjalne, czyli nagie kobiece piersi (choć jak wspomniałem, są tutaj też i nagie męskie, a Kain cały czas pokazuje swoje ogolone nogi). Warrior and the Sorceress ma taką ilość nagich piersi, że można odnieść wrażenie oglądania reportażu z plaży nudystów. Wydaje się, że producenci wręcz przesadzili z ilością nagości, tak, iż staje się ona wręcz nudna i widz zwraca większą uwagę na nieliczne ubrane postaci, aniżeli te pokazujące swoje ciało. Naja przez cały film ma na sobie tylko stringi. Tylko w dwóch scenach coś na nią narzucono, raz płaszcz Kaina, a drugim razem kompletnie jej nieosłaniające futro. Wszystkie kobiety, które pojawiają się na ekranie, są albo całkowicie nagie, albo, chociaż toples. Poza nielicznymi przypadkami owa nagość jest całkowicie bezsensowna. Wystarczy wspomnieć, że Naja nago siedzi w zimnym i wilgotnym lochu. Widać na Urze są zaklęcia chroniące przed przeziębieniem.

(Ocenzoruowane) cztery piersi!
(Ocenzoruowane) cztery piersi!

Zresztą Corman tutaj idzie na całość. Total Recall Paula Verhoevena zasłynęło sceną, gdy marsjańska prostytutka pokazuje swoje trzy nagie piersi. Warrior to przebija. W filmie tym mamy scenę, kiedy Zeg podejmuje Kaina na uczcie. W ramach przedstawienia, aby uhonorować gościa, w sali bankietowej pojawia się tancerka w zwiewnym czerwonym ubraniu. W trakcie tańca pozbywa się ubrania i pokazuje swoje cztery piersi… mamy wtedy przebitki na twarz Kaina, który patrzy na to wszystko strasznie znudzonym wzrokiem. Popełnia on błąd, gdyż Zeg podejrzewa go o zdradę i owa tancerka jest tak na prawdę zabójczynią. Kiedy zaczyna go głaskać po twarzy i uwodzić (Kain jest cały czas znudzony!), nagle z jej waginy wyskakuje macka zakończona żądłem. Tak czytelniku, nie pomyliłeś się. Macka.

Rekacja w pełni zrozumiała na widok tancerki z czterema piersiami.
Rekacja w pełni zrozumiała na widok tancerki z czterema piersiami.

Za zaskakujące należy jednak uznać, że przy tej ilości nagości w tym filmie nie ma nawet jednej sceny erotycznej! Wracając jednak do efektów specjalnych, trzeba dodać, że twórców nie stać było na zbyt dużo sztucznej krwi. Wydaje się, że Kain częściej mieczem łamie kości i zadaje inne tego typu obrażenia, aniżeli przecina skórę. Walki są zresztą pod względem choreograficznym dosyć proste i przewidywalne.

Rzecz do przewidzenia. Tancerki mają swoje sztuczki (i macki).
Rzecz do przewidzenia. Tancerki mają swoje sztuczki (i macki).

Oglądanie Warrior, to specyficzne doznanie. Nie ulega wątpliwości, że to nie jest dobry film. Jest to jednak zarazem produkcja niezwykle zabawna i przyjemna. Możemy się pośmiać z dziwnych pomysłów, średnio udanych strojów, marnych efektów specjalnych. Nawet i z tego, że Carradine wygląda i gra jakby cały czas palił marry-who-wanna (by zacytować nieśmiertelnego M*A*S*Ha). Jako taka przypadkowo zabawna produkcja Warrior jest bardzo przyjemnym filmem. Jednak przerażające byłoby, gdyby ktoś brał te produkcje na poważnie. Mamy tutaj do czynienia z kwintesencją kina fantasy klasy B przesuniętą aż do ekstremum. To jest tak trochę jak z zespołem Thor. Niby wszystko jest na poważnie, nagość i przemoc, ale to w gruncie rzeczy niezamierzona parodia całej stylistyki.

Zapowiedź ma sceny, które nie pojawiają sie w filmie (pochodzą one z innych produkcji Cormana, ewentualnie pokazuje alternatywne ujęcia niewykorzystane w ostatecznej wersji filmu, albo zrobione tylko na potrzeby zapowiedzi). Jest też pełna cudownie kuriozalnych i kretyńskich haseł (battle for the fate of entire dynasty???). Oglądając ją człowiek tęskni do starych zapowiedzi filmów. Były one nieraz lepsze niż ostateczna produkcja!

 

ps, pozostając przy nagości i latach 80-tych, w bardzo miłym lokalu Winny Przystanek w Warszawie jest wystawa zdjęć 3d Marka Saenderskiego. Obiecałem autorowi, że wspomne o tym na stronie i niniejszym to czynie. Zdjęcia na ścianach są zrobione techniką wymagającą tych uroczych czerwono-zielonych okularów (są na miejscu) i można sobie przypomnieć, jak to w młodości oglądało się różne rysunki (np. dinozaurów) w cudownym 3d. Na samych ścianach niczego zdrożnego nie ma, ale z tego co wiem w albumie, który jest dostępny do obejrzenia w lokalu są też akty zrobione przez Saenderskiego.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.