Replikanci na Marsie (Synthetic Men of Mars)

Wielki ptak na Marsie.
Wielki ptak na Marsie.
 
 
 

Edgar Rice Burroughs zabrał nas, czytelników, ponownie na Marsa w 1939 roku. Opublikowana wtedy powieść Synthetic Men of Mars była już 9 książka z cyklu. Podczas lektury w wielu miejscach widać, że świat i opowieść o przygodach Cartera rozrosły się on na tyle, że Burroughs mógł bez problemu w trakcie prowadzenia historii podpierać się swoimi wcześniejszymi pomysłami. Trzeba dodać, że w 1939 roku ten starzejący się już autor nie miał aż tak silnego nazwiska, jak kiedyś. Dopiero trzecie z kolei czasopismo – „Argosy” – zgodziło się od niego kupić książkę i opublikować w 6 częściach. Nie należy tego wiązać z jakością Synthetic Men of Mars, a raczej z dosyć naturalnym wśród pisarzy obniżeniem zainteresowania wraz z mijającymi latami. To już nie było to samo „gorące” nazwisko, co w szczytowym okresie popularności Burroughsa, czyli w latach 20-tych. W formie książkowej tekst ukazał się w 1940 roku.

 

Podobnie jak miało to miejsce w poprzednich powieściach z cyklu na początku książki otrzymujemy wprowadzenie wraz z informacją, że historia, która zostanie opowiedziana została przesłana na Ziemię dzięki opisywanym już tutaj falom Gridley’a. Tłumaczem opowieści na angielski miał być także znany nam Ulysses Paxton. Wprowadzenie to różni się jednak od tych, które mogliśmy przeczytać w poprzednich powieściach z cyklu. Tam mieliśmy do czynienia z mniej lub bardziej fabularnym przedstawieniem, w jaki sposób treść utworu dotarła w ręce Burroughsa. Tym razem wprowadzenie skupia się na opisie pewnego wycinku planety, to jest Mokradeł Toonol, które poznaliśmy wcześniej w The Mastermind of Mars. Taki sposób rozpoczęcia powieści ma sens, gdyż jak się szybko okaże Ras Tavas, główny zły tamtej książki, odgrywa bardzo ważną rolę w fabule Synthetic Men of Mars.

Okładka z Wielkiej Brytanii. NIe trzeba nic już dodawać. Pisałem o tym tutaj wielokrotnie.
Okładka z Wielkiej Brytanii. NIe trzeba nic już dodawać. Pisałem o tym tutaj wielokrotnie.

Okazało się, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Wspaniała Dejah Thoris ucierpiała w wyniku zderzenia dwóch statków powietrznych i jej życiu zagraża ogromne niebezpieczeństwo. Żaden lekarz Helium nie jest w stanie jej pomóc, a czas ucieka. John Carter nie mogąc się z tym pogodzić zaczął szukać ratunku i wtedy też przypomniał sobie o tajemniczym naukowcu Ras Tavasie i jego eksperymentach. Ten niewątpliwie genialny umysł mógłby uratować ukochaną Cartera od pewnego i tragicznego losu. Nikt jednak nie wie, gdzie Tavas przebywa. Dlatego też Carter postanowił potajemnie udać się do Duhor, gdzie znajdował się pozytywny bohater Mastermind…: Vad Varo, czyli Ulysses Paxton. Nasz bohater liczył, że może on wiedzieć, gdzie przebywa Tavas, gdyż wcześniej u niego pracował i dosyć dobrze go poznał.

Carterowi w jego wyprawie towarzyszy Vor Daj, jeden z jego gwardzistów. Jest on zarazem narratorem całej powieści, co jest o tyle ciekawe, że po raz pierwszy w tak dużym stopniu możemy obserwować Cartera oczami innego mieszkańca Barsoom. Poprzednie tego typu przypadki ograniczały się do ledwie epizodycznych scen. W każdym razie ta dwójka razem udała się do Duhor, lecz tam nie dotarła. Okazało się, że w wyniku błędu nawigacyjnego minęli to miasto. Nie załamywali jednak rąk i zdecydowali się zmienić cel wyprawy kierując się do Phundahl. Także i tam nie udało im się jednak dostać. Zostali bowiem pojmani przez tajemniczych przybyszów z nikąd latających na dawno wymarłych wielkich ptakach Barsoom, które nazywano Malagorami. Już samo pojawienie się tych zwierząt powinno dziwić, ale na tym nie koniec. Tymi tajemniczymi przybyszami byli: jeden czerwony Marsjanin i grupa istot wyglądających jakby pochodziły z jakiegoś koszmaru. Stanowią oni jeden z głównych elementów opowieści, są efektem eksperymentów Ras Tavasa. Postanowił on stworzyć armię przy pomocy, której będzie mógł odbić swoje laboratorium z rąk jeddaka Toonol Vobisa Kana. Odkrył, jak może pobudzać komórki do replikowania się i w ten sposób powstali Hormadzi. Byli to sztuczni ludzie hodowani w wielkich zbiornikach. Proces ten nie jest jednak doskonały i istoty te są w przeważającej większości szkaradnymi parodiami ludzi. Ich poszczególne kończyny znajdują się nie w tym miejscu, co trzeba. Ucho może zajmować miejsce nosa. W dużej mierze są to potwory niczym z Futuramy.

O dziwo w Japonii też lubią sztucznych mężczyzn. Lubią też dziwne okładki książek.
O dziwo w Japonii też lubią sztucznych mężczyzn. Lubią też dziwne okładki książek.

Poza koszmarnym wyglądem należy ich zdecydowanie uznać także za niezbyt rozgarniętych. Mają oni jednak niesamowitą przewagę w postaci liczby. Jest ich prawdziwe multum, tak, iż są w stanie pokonać każdego przeciwnika. W praktyce nic nie jest w stanie ich powstrzymać. Nawet i brak żywności na podbitych terenach ich nie osłabi, gdyż żywią się oni mięsem hodowanym (podobnie jak i oni sami) w wielkich zbiornikach. Poza tym w praktyce nie da się ich zabić. Odcięcie głowy nie sprawia, że ciało umiera, zamiast tego porusza się ono samodzielnie, a głowa krzyczy i denerwuje się. Podobnie jest i z kończynami.

Stąd też nie dziwi, że w przypadku przewagi liczebnej John Carter i Vor Daj zostają pojmani i przetransferowani do miasta Morbus. Tam okazuje się, że Ras Tavas już nie jest tym głównym złym. Został on obalony przez siedmiu nadzwyczaj dobrze rozwiniętych Hormadów, którzy przyjęli tytuły Jedów. Zdołali oni siłę przekonać Tavasa do przeniesienia ich umysłów do ciał dobrze wyglądających pojmanych Czerwonych Marsjan. Na tym jednak nie koniec ich planów, gdyż chcą oni przy pomocy wyprodukowanej przez niego potężnej armii podbić całe Barsoom.

Carter w związku z tym musi znaleźć sposób, aby nie tylko uciec Hormadom, ale także, aby uratować Ras Tavasa. Jest to tym pilniejsze, że nie wiadomo ile będzie w stanie przeżyć Dejah. Sytuacja komplikuje się tym bardziej, że Vor Daj natrafia wśród pojmanych jeńców na dziewczynę Janai z Amhor. Jest ona, jak można łatwo przewidzieć, piękna, ale co gorsza znajduje się w niezwykłej opresji. Trafi ona najpewniej do haremu któregoś z Jedów. Nie trudno przewidzieć, że Vor Daj uzna, że musi ją uratować i w tym celu poprosi Ras Tavasa, aby dopóki nie będą oni w stanie uciec przeniósł go do ciała jednego z Hormadów. Wybór pada na Tor-dur-bara, który był jedną z przyjaźniejszych istot. Naszym bohaterom udało się z nim niejako zaprzyjaźnić i kiedy nadarzyła się okazja zaoferowali mu oni ciało jeńca – złego i krwiożerczego zabójcy. Stąd też jego okropne, ale niezwykle silne ciało było wolne i zostało właśnie przejęte przez Vor Daja.

Nasz bohater w ciele Hormada i jego własne "lepsze" czekające na stole operacyjnym.
Nasz bohater w ciele Hormada i jego własne “lepsze” czekające na stole operacyjnym.

Wspomniana siła stała się dla niego przepustką do pałacu Jedów, wtedy też wtrąca się w konflikt pomiędzy poszczególnymi Jedami. Dochodzi do wojny domowej, ale zawczasu Vor Dajowi udaje się ukryć Janai w pałacu, tak, iż jest ona bezpieczna. Po dłuższych walkach władze w Morbus przejmuje trzeci Jed, który nazywa siebie Ay-madem, Jeddakiem Morbus. Jednak po zwycięstwie okazuje się, że Ras Tavas, jak i John Carter zniknęli. Vor Daj jest uwięziony w ciele Hormada i musi ze wszystkich sił chronić ukochaną Janai. Sprawę komplikuje też to, że wstydzi się on przyznać, że w tym okropnym ciele znajduje się umysł zakochanego w niej Czerwonego Marsjanina.

To wszystko jest ledwie wstępem do bardzo rozbudowanej powieści. Na jej stronnicach Burroughs umieścił opisy niezwykłych ludów zamieszkujących bagna Toonol, ale też historie o potwornie nieudanych eksperymentach. Wystarczy powiedzieć, że w wyniku błędu z jednego ze zbiorników wyszła coś, co można nazwać masą kończyn i szczęk. To coś cały czas rośnie i jeżeli nie zostanie powstrzymane, to pokryje swym cielskiem całą planetę.

Janai i Vor Daj. Mimo wszystko patrząc na tę ilustrację mozna trochę zrozumieć wątpliwości bohatera.
Janai i Vor Daj. Mimo wszystko patrząc na tę ilustrację mozna trochę zrozumieć wątpliwości bohatera.

Synthetic Men czyta się dobrze i szybko, choć trzeba przyznać, że główny bohater nie należy do zbyt inteligentnych. Jego wątpliwości, czy będzie mógł zostać pokochany przez Janai, jeżeli ona dowie się, co uczynił sprawiają, że czytelnik ma ochotę uderzyć go po głowie. Nie jest przy tym osamotniony, a i zostanie on słusznie pokarany za swoje zachowanie. Hormadzi są pod wieloma względami śmieszną kreacją, ale trzeba przyznać, że są dosyć starannie wykorzystani przez Burroughsa. Podobnie i zmiana ciała Vor Daja dodaje powieści pewnego uroku i pozwala prowadzić narracje w dosyć nietypowe regiony. Chociaż cała książka dzieje się na dosyć ograniczonym terytorium, to Burroughsowi udało się je zapełnić ciekawymi istotami. Jest to zdecydowanie przyjemna powieść, która doskonale pokazuje, że Barsoom jest światem ciekawym i rozległym.

 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.