Dubbingując świat

Od paru już lat regularnie pojawia się u nas dyskusja odnośnie sporu o dubbing w kinie i telewizji. Dyskusja ta łączy się też ściśle z wyborem pomiędzy lektorem, a napisami. Pierwszy większy wybuch tego sporu łączyć chyba należy z premierą w Polsce Mrocznego widma. Film Lucasa początkowo miał być dostępny tylko w wersji z dubbingiem, ale zdecydowany protest fanów sprawił, że dystrybutor zdecydował się wprowadzić do kin kopie z napisami. Zaznaczmy, że nie był to pierwszy przypadek dubbingowania filmów nie dla dzieci w Polsce. W czasach PRL z tego, co wiem zdarzało się, że próbowano dubbingować filmy w telewizji. Także i Canal+ jak zaczynał swoją działalność, to także stosował dubbing niektórych seriali.

 
 
 
 

Pomimo tego, że dyskusja ma już swoje lata, to ogranicza się ona wciąż do kilku, tych samych argumentów. W praktyce za każdym razem jak gdzieś w przestrzeni publicznej pojawi się pytanie, o to czy dubbingować filmy, to jesteśmy świadkami ponownego odtworzenia tej samej rozmowy, jaka miała miejsce już wiele razy. Zamiast powtarzać ponownie te same wyświechtane frazesy chciałbym tutaj zwrócić uwagę na parę kwestii, które jakoś umykają w tym sporze.

Bardzo często jako argument przeciwko stosowaniu dubbingu w filmach podnosi się zdanie, że odbiera się w ten sposób aktorom ich własny głos. Mówi się, słusznie, że wraz z podłożeniem innego głosu zmienia się bardzo wiele elementów w odbiorze produkcji. Mamy sytuacje, że czasem aktorzy znani ze swojego charakterystycznego głosu są całkowicie inaczej odbierani przez widownie, gdyż nikt z dubbingujących nie potrafi odpowiednio podłożyć głosu. Przypomina się historia aktorów z brytyjskiego Primeaval, którzy zaskakiwali niemiecką widownie, gdyż nie mówili z amerykańskim akcentem. Był on przez nich oczekiwany, bo tak były podłożone głosy. Argument o problemie odpowiedniego oddania głosu aktorów zyskuje bardzo dużo na znaczeniu, jeżeli się spojrzy na to, że u nas w praktyce nie ma osób, o których możemy powiedzieć, że mają „głos”. Stąd straszność zdubbingowanych Gwiezdnych wojen nie wynika tylko z tego, że poddano je temu procesowi, ale wręcz głównie, dlatego, że poszczególne głosy są żenująco wręcz słabe.

Jest jednak mimo wszystko pewien problem z tym argumentem. Mamy oto kinematografie włoską. Bardzo często i to od dawien dawna korzysta ona z aktorów, którzy nie znają języka włoskiego. Wystarczy wspomnieć, że Clint Eastwood zawdzięcza swoją karierę grze we włoskich westernach. Kiedy trafiały one do kin, to widzowie w kraju produkcji słyszeli aktorów mówiących swoimi głosami i jednego zdubbingowanego Eastwooda. Natomiast na rynek anglojęzyczny przygotowano inną wersje filmu. Tam Eastwood mówił swoim głosem, natomiast innych aktorów zdubbingowano. Podobny los był Lamparta/Geparda/Serwala Viscontiego na podstawie powieści Lampedusy. Widz mógł na ekranie oglądać Burta Lancastera, który zresztą zdobył bardzo dobre recenzje za swoją role. Jednakże nie mówił on tam swoim głosem. Czy w związku z tym przestała to być dobra rola? Ewentualnie, wybitna rola w jednej, skierowanej na kraje anglojęzyczne, wersji filmu? Czy też może to dalej wybitna kreacja tego aktora, choć głos – ten jakże ważny element produkcji – nie jest jego?

Ktoś może powiedzieć, że filmy powinno się oglądać w tej wersji językowej, która jest zgodna z głównymi aktorami. Co począć jednak z taką Nirvaną Gabirele Salvatore? Mamy tam w roli głównej Christophera Lamberta. Role drugoplanowe, to głównie włosi, ale znajdzie się też miejsce dla Emmanuelle Seigner. Czyli jaką wersje filmu powinien wybrać potencjalny widz? Wersje włoską (czyli w języku większości aktorów), francuską (język, którym posługują się aktorzy grający dwie główne role), czy może angielską (bo Lambert jest tak na prawdę Amerykaninem i francuski jest jego drugim językiem)?

Okazuje się w tej sytuacji, że argument, który miał być decydujący w dyskusji sprawia w rzeczywistości więcej kłopotów, niż by się wydawało. Widać bowiem, że może być wybitna kreacja aktorska, której nie przeszkadza zmieniony – zdubbingowany – głos. Niestety nie jest to jedyna niekonsekwencja wojowników przeciwko dubbingowi. Innym przykładem są filmy animowane. Bardzo często owi obrońcy czystości filmu nie krytykują dubbingowania filmów animowanych. Mają na to obronę w stwierdzeniu, że film animowany jakoby nie ma tak silnego związku pomiędzy aktorem, a postacią.

Jednakże ta opinia oparta jest ponownie na pewnych przeinaczeniach i wydaje się, celowej ignorancji. Nie zarzucam tym osobom, że nie wiedzą, ale że podświadomie (co zdarza się każdemu z nas) tworzą pewien zafałszowany obraz rzeczywistości. Czym bowiem, jak nie ścisłym połączeniem obrazu i głosu są filmy typu Antz? Nie chodzi o to, że w wersji oryginalnej mieliśmy do czynienia z filmem, gdzie grali Woody Allen, czy Sylvester Stallone. Role tych i wielu innych aktorów nie ograniczały się tylko do dawania głosu postaciom, ale też wpływały na cechy ich charakteru. Sposób poruszania, czy też gestykulacje. Widząc postać Z widzimy w rzeczywistości Woody’ego Allena, tyle, że pod postacią mrówki. Odbieranie tym postaciom głosu jest równoznaczne z dubbingowaniem dowolnego innego filmu Allena. Jeżeli nie wolno zdubbingować Annie Hall, to równie dobrze i Antz powinno być poza dyskusja.

Zaznaczmy, że wbrew pozorom Antz nie jest wyjątkiem, jeżeli chodzi o rolę i wpływ aktorów odtwarzających poszczególne postaci. Nie będę próbować robić dłuższego ekskursu w stronę anime, ale napomknę tylko o jednej drobnej sprawie. To, że Konata Izumi z Lucky Star i Haruhi Suzumiya z The Melancholy of Haruhi Suzumiya to ta sama seiyū – Aya Hirano – nie jest przypadkiem. To jest bardzo wyraźny zabieg artystyczny i w sytuacji zmiany głosu wiele żartów i dowcipów ginie.

Tego problemu nie wolno ograniczać tylko do Japonii. Także i w naszym kręgu kulturowym mamy inne niż Antz przykłady dużej roli głosu w animacji. Jeżeli oglądamy Batmany Paula Diniego, czyli serial animowany i filmy powstałe pod jego kierownictwem, to szybko zauważymy, że są to produkcje bardzo mocno opierające się na starannym doborze aktorów podkładających poszczególne głosy. Ta staranność widoczna jest zresztą przez bardzo specyficzny sposób nagrywania ich. Wszyscy aktorzy, niczym w słuchowisku radiowym, byli obecni w studio i siedząc przy stole odgrywali swoje role. Był tylko jeden, który miał prawo chodzić, biegać i skakać. Był to Mark Hamill, który podkładał głos pod Jokera i który stworzył prawdopodobnie najlepszą wersje tej postaci w kinie. To świetna interakcja pomiędzy Hamillem i Kevinem Conroy’em grającym Bruce’a Wayne’a/Batmana sprawia, że serial ten jest nie tylko ucztą dla oczu, ale i wspaniałym popisem aktorskim. O tym, jak bardzo głos Hamilla zrósł się z Jokerem świadczy nie tylko to, że gra on w różnych grach opartych na uniwersum Batmana, ale także i to, że kiedy powstał serial Birds of Prey, to zaproszono go do współpracy. Ta krótkotrwała produkcja telewizyjna, aktorska, oparta była na serii komiksów DC opowiadających o kobietach super bohaterkach. W pierwszym odcinku pojawia się Joker, ale chociaż nie widzimy w tej roli Hamilla, to właśnie jego słyszymy. To on był głosem tego dowcipnego psychopaty.

Zresztą o tym, że animowany głos się liczy świadczą dobrze kontrowersje odnośnie aktorskich Transformerów. Tamto fani poniekąd wymusili uwzględnienie aktorów podkładających głosy w kreskówce z lat 80-tych i dzięki temu Optimus Prime mówi głosem Petera Cullena.

Celem moim tutaj nie było i nie jest udowadnianie, że dubbing jest dobry. Osobiście go nie trawie i raczej staram się, jeżeli to możliwe, oglądać filmy w wersji oryginalnej. Jestem jednak świadomy tego, że czasem nie jest to tak proste, jakby różni fundamentaliści chcieli. Jestem także i zdania, że filmy animowane, a nawet produkcje dla dzieci, które już są w wieku, że powinny umieć czytać nie powinny być dubbingowane. Z pełną świadomością różnych konsekwencji takiego podejścia. Nie chce tutaj jednak nikogo namawiać do zmiany zdania, czy opowiedzenia się po którejkolwiek ze stron sporu. Zamiast tego chcę, aby jeżeli już ma się dyskutować na ten temat, to niech będzie to na jakimś poziomie. Powtarzające się wadliwe argumenty są już trochę nudne.

 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.