Przed Diuną, czyli nim powstał film Lyncha i co z tego ciekawego wynikło

Już kiedyś pisałem o filmowej adaptacji Diuny Franka Herberta. Tak powieść, jak i jej kinowa wersja przygotowana przez Davida Lyncha jest już klasykiem. Każdy fan fantastyki prędzej, czy później zetknie się z jednym, albo drugim utworem. O ile odnośnie ekranizacji filmu zdania są dosyć mocno podzielone, to sama powieść pomimo lat dalej ma dobrą opinie i nie jest traktowana li tylko jako klasyczna książka, ale też po prostu jako dalej bardzo ciekawa lektura. Zarazem trzeba dodać, że na temat produkcji Lyncha narodziło się wiele legend i opowieści. Wystarczy wspomnieć, że bardzo długo utrzymywała się historia o jakiejś dłuższej, kilku godzinnej wersji filmu. Pojawiały się plotki nawet o wersji trwającej 9 godzin! Wiara w te opowieści została jeszcze wzmocniona przez telewizje, która nadała 3 godzinną wersję Diuny. Jednakowoż trzeba zaznaczyć, że odbyło się to wbrew woli reżysera. Okazuje się bowiem, że na potrzeby filmu nakręcono wiele scen, które na różnym etapie produkcji usunięto i z nich zrezygnowano. Wiele powstało jedynie w wersji ujęć testowych, stąd na przykład aktorzy grający Freemenów nie zawsze mieli założone soczewki kontaktowe. Obiektywnie rzecz biorąc, jeżeli obejrzy się poszczególne sceny, które składają się na tę dłuższą wersję, to szybko okazuje się, że nie są one potrzebne filmowi. Oczywiście każda minuta dłużej z tą wersją Diuny, to tylko więcej przyjemności. Nie wiążą się one jednak z czymś nowym, czy nieznanym. Nie cofają zmian w opowieści a jedynie dopełniają pewne elementy.

Swego rodzaju legenda Diuny jest jednak znacznie starsza niż produkcja Lyncha. Jeżeli przeniesiemy się 10 lat wstecz względem premiery filmu Lyncha, czyli do lat 70-tych natrafimy na wcześniejszą próbę ekranizacji powieści Herberta. Historia tej produkcji jest pod wieloma względami zabawna i dziwna. Arthur P. Jacobs, amerykański producent, który osiągnął niebywały sukces finansowy ekranizując Planetę Małp Pierre Boulle, postanowił iść za ciosem i nakręcić kolejny film science-fiction. Z wielu różnych powieści, które mógł zekranizować wybrał właśnie Diunę Herberta.

Zaznaczmy, że wybór był całkiem ciekawy, gdyż obydwie powieści należy uznać za dosyć ambitne i pod wieloma względami trudne do adaptacji. Także w przypadku Planety Małp produkcja była dosyć skomplikowana i wiązała się z wieloma zmianami i problemami. W tym wymianą jednego z głównych aktorów, czyli Edwarda G. Robinsona, który wycofał się ze względu na wiek. Uznał on, że nie będzie wstanie wytrzymać długotrwałego procesu charakteryzacji, która sama w sobie sprawiała problemy. Skomplikowanie masek i konieczność przygotowania ogromnej ich ilości kosztowało tak czas, jak i pieniądze. Także były duże problemy z wyborem reżysera i Jacobs po wielu poszukiwaniach zdecydował się na Franklina J. Schaffnera. Przypuszczam, że wiele osób wzruszy ramionami słysząc to nazwisko, ale wbrew pozorom nie jest to byle kto. Przed Planetą nakręcił on kilka filmów, a zaraz po niej dostał Oscara z Pattona. Potem jeszcze nakręcił między innymi Papillon ze Stevenem McQueenem. Mamy oto dobrego i sprawnego reżysera, który raczej zajmuje się tak zwanymi ambitniejszymi, co nie znaczy, że nie spektakularnymi filmami.

Plakat jest wystarczająco szalony, aby wzbudzić zainteresowanie widzów
Plakat jest wystarczająco szalony, aby wzbudzić zainteresowanie widzów

Diuna także wymagała reżysera, którego można byłoby uznać za wizjonera. Wybór tym razem padł na Davida Leana, twórcę Lawrenca z Arabii, czyli człowieka zdecydowanie znającego się na piasku i dobrym pokazywaniu go. Innym branym pod uwagę reżyserem był Charles Jarrott. Scenariusz przygotowywał między innymi Rospo Pallenberg, który zasłyną z niezrealizowanego scenariusza do Władcy pierścieni John Boormana. Wykupili oni prawa do ekranizacji powieści Herberta od spadkobierców Jacobsa i na reżysera namaszczony został Alexandro Jodorowsky. Ten urodzony w Chile potomek ukraińskich Żydów szybko wmieszał się w artystyczne kręgi i żył pomiędzy Paryżem, a Mexico City, które wtedy tętniło życiem. Było pełne malarzy, artystów i tej swego rodzaju bohemy To moje wyliczenie „etniczno – krajowe” nie jest bezpodstawne. Jodorowsky jest człowiekiem, który nie bardzo pasuje do swojego otoczenia. Jest zawsze człowiekiem z zewnątrz, który nie ma dla siebie miejsca. Od początku swojej kariery żył on skandalami i obrazoburczymi zachowaniami będąc trochę mniej przekorną i płytszą wersją Louisa Bunuela, czy Salvadora Dali. Podobnie jak ten drugi doskonale wiedział, jak zarobić na byciu awangardowym artystą.

Bohaterowie na planie.
Bohaterowie na planie.

Zawsze dobrze zyskać sławę kręcąc film, który oburzy, zaszokuje i zdenerwuje. Stąd też od filmu zaczęła się wielka kariera Jodorowsky’ego. Wyraża on do pewnego stopnia ducha tamtej epoki. W owym czasie narkotyki były powszechne, a Buddyzm bardzo popularny. Efektem takiej mieszanki był kuriozalny film El Topo będący buddyjskim westernem. Pod wieloma względami przypomina on nakręcony przez Davida Carradine’a Żelazny krąg (Circle of Iron). Tam też mieliśmy do czynienia z głębokimi filozoficznymi przemyśleniami włożonymi w strukturę filmu karate wymieszanego z fantasy. Jodorowsky podobne rozważania włożył w western i podobnie jak Carradine efektem była produkcja zwyczajnie nudna i słaba, ale kultowa zarazem. Okazało się, że tak skonstruowaną opowieścią można zdobyć serca przynajmniej części widzów. Im bardziej produkcja była ona niejasna, kiczowata i dziwna, tym więcej głębokich myśli można było do niej włożyć.

Tłusty i obrzydliwy... to może być tylko Harkonen.
Tłusty i obrzydliwy… to może być tylko Harkonen.

W ten oto sposób twórca kina awangardowego dostał do ręki wysoko budżetową ekranizację jednej z klasycznych powieści science-fiction. Tym razem korzystając z dużej ilości pieniędzy chciał stworzyć film wielki. Kawalkada szalonych pomysłów układała się w przedziwną produkcję, która mogła wzbudzić tylko szok i przerażenie. Według różnych informacji muzykę miało robić Pink Floyd, w filmie grać mieli między innymi Orson Welles, ale też i syn Jodorowsky’ego Brontis. Sam Jodorowsky początkowo chciał zagrać Paula Atrydę, ale z tego pomysłu zrezygnował pod wpływem ogromu obowiązków związanych z przygotowaniem filmu. Najbardziej spektakularnym było jednak obsadzenie Salvadora Dali w roli Cesarza. Ten jednak zaczął szybko domagać się coraz większych pieniędzy i w końcu zakontraktowano go na godzinę obecności na planie w zamian za 100.000$. Cały proces przygotowania produkcji pochłonął 2 lata i 2 miliony dolarów. Szalone pomysły reżysera nie poprawiały sytuacji, gdyż dla producentów oczywistym musiało się stać, że film nigdy nie powstanie, a nawet, jeżeli się uda go zrealizować, to nie zwróci nakładów finansowych. Pierwszy przygotowany scenariusz zakładał 15 godzinny film, choć Jodorowsky był zobowiązany do realizacji 3 godzinnego filmu i 6 odcinkowego serialu.

Leto jako szalony rycerz w złotej zbroi...
Leto jako szalony rycerz w złotej zbroi…

Kiedy na horyzoncie pojawił się Dino de Laurentis francuscy producenci skorzystali z okazji i sprzedali mu prawa do ekranizacji powieści. Może i trochę stracili na tym, ale było to i tak mniej pieniędzy niż musieliby wydać na film Jodorowsky’ego. Wystarczy wspomnieć, że on sam w wywiadach po latach stwierdzał, że jego celem było stworzenie filmu, który powodowałby efekty podobne do LSD bez zażywania tego narkotyku. Taka produkcja nie miała szans na powodzenie. Jednakże była pewna korzyść z całego tego zamieszania. W przygotowania i produkcję Diuny zaangażowany był Dan O’Bannon, jako spec od efektów specjalnych. Napisał on później między innymi scenariusz pierwszego Obcego. Także i HR Giger był zaangażowany do produkcji Diuny, a potem płynnie przeszedł do sztabu Ridley’a Scotta i stworzył ukochanego przez wszystkich Xenomorfa. Co ciekawe Scott przez pewien czas był typowany na kolejną osobę, która powołałaby Arrakis na duży ekran, lecz ze względów osobistych postanowił zrezygnować się z angażowania się w tę produkcję. Trudno powiedzieć coś więcej na temat tej wersji filmu poza tym, że jednym z grafików pracujących nad nią był ponownie Giger.

Czerwie w wydaniu Gigera o dziwo nie przypominają penisów. Prawdopodobnie podczas pracy nad tym rysunkiem był on w złej formie.
Czerwie w wydaniu Gigera o dziwo nie przypominają penisów. Prawdopodobnie podczas pracy nad tym rysunkiem był on w złej formie.

Co się działo z samym Jodorowskym po totalnej porażce jego produkcji? Nawiązał współpracę z poznanym przy pracy nad Diuną rysownikiem. Razem postanowili tworzyć komiksy, które okazały się największym sukcesem Jodorowsky’ego i jego prawdziwą przepustką do sławy. Rysownikiem tym był zmarły niedawno Jean Giraud znanym także pod pseudonimem Mœbius. W ich wspólnej twórczości przez pewien czas przewijały się szalone pomysły stworzone na potrzeby Diuny, jak Paul Atryda, jako hermafrodyta, czy inne przedziwne szaleństwa. O ile jednak na ekranie byłyby one niestrawne, to dzięki wielkiemu talentowi Girauda powstał jeden z największych i najbardziej znanych komiksów, czyli Incal.

Grafiki podaje głównie za i  stroną. Szcególnie ta druga jest warta uwagi i każdy zainteresowany tematem znajdzie tam multum informacji o nieudanych ekranizacjach Diuny. Na koniec wypada wspomnieć, że od pewnego czasu zapowiadany jest dokumentalny film na temat Diuny Jodorowsky’ego.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

8 comments

    • hihnttheadmin says:

      Jackson, ewentualnie ktos, kto robi dobrze filmy, gdzie jest glownie dyskusja, a nie akcja – taki, na przyklad, David Cronenberg.

  1. Czesiek_PL says:

    To, że Jodorowsky miał nakręcić Diunę przed Linchem wiedziałem, ale nie miałem pojęcia, że prace były tak dalece posunięte. I jeszcze ten Dali jako Imperator. Z pewnością byłaby to oryginalna wizja.
    Kto dzisiaj mógłby nakręcić nową wersję? Raczej nie chciałbym żeby był to Jackson. Może Darren Aronofsky?

    • hihnttheadmin says:

      Bylaby to mocno szalona wizja, ale o tym licze wspomniec, kiedy w koncu napisze na temat komiksow Jodorowsky’ego.
      Aronofsky’ego nie widze jako rezysera Diuny. Bardzo mi podpadl Czarnym labodziem i wolalbym kogos, kto jest mniej napuszony. Moze lepiej Rian Johnson?

      • Czesiek_PL says:

        Myślałem o nim, ale jak na razie zrobił jednego pożądnego Loopera i chciałbym zobaczyć więcej jego filmów zanim dostanie coś tak kultowego jak Diuna.
        Black Swan może i nie jest najlepszym filmem Darrena, ale po tym co pokazał choćby w Źródle czy Requiem myślę że idealnie by uchwycił pustynną planetę i dość specyficzny nastrój.

        • hihnttheadmin says:

          Johnson nie nakrecil tylko jednego pozadnego Loopera. Wczesniej (o czym zreszta w swojej recenzji Loopera wspominalem) zrobil fenomenalny Brick.
          Do wad Arfonofsky’ego zaliczylbym poza Labodziem (blad specjalny) takze jego, hm, uciekanie od wymagajacych produkcji. Batman Year One, czy tez Robocop dobrze pokazuja, ze nawet gdyby dano mu robic Diune, to po roku pracy nad nia nagle oglosilby, ze musi zrezygnowac i chce robic inny film.

Leave a Reply

Your email address will not be published.