Z mieczem i super bronią (A Fighting Man of Mars)

Tym razem będzie okładkami czasopism. To szare coś pewnie miało być zielone i mieć dodatkową parę rąk, ale ktoś zapomniał o tym wspomnieć grafikowi.
Tym razem będzie okładkami czasopism. To szare coś pewnie miało być zielone i mieć dodatkową parę rąk, ale ktoś zapomniał o tym wspomnieć grafikowi.

Już w rok po opublikowaniu Master Mind of Mars Burroughs zabrał się do pracy nad następną książką z cyklu. Pierwsze słowa zapisał 28 lutego 1929 roku, natomiast powieść ukazała się w 6 częściach na łamach „Blue Book Magazine” w numerach od kwietnia do września roku następnego. Natomiast w 1931 ukazała się w formie książkowej. Warto zwrócić uwagę, że akurat ta część długiego cyklu o Marsie jest dosyć wyjątkowa i to z kilku powodów. Wydaje się, że Burroughs postanowił z jednej strony trochę poeksperymentować z dotychczas wytworzonym schematem fabularnym, z drugiej przedstawić opowieść z całkowicie innego punktu widzenia. Można przypuszczać, że wynikało to trochę ze zmęczenia pewną formułą, którą udało mu się wypracować na przestrzeni prawie 20 lat pracy pisarskiej. Był zarazem dosyć konserwatywny, jeżeli chodzi o formę, stąd różnice i pewna wyjątkowość tej powieści jest zrozumiała bardziej dla czytelnika całości cyklu, aniżeli dla kogoś, kto ma ledwie powierzchowną jego znajomość.

Nim jednak przejdę do omawiania fabuły A Fighting Man of Mars trzeba zaznaczyć pewną ciekawą rzecz, którą czytelnik znajdzie we wstępie do książki. Podobnie, jak miało to miejsce przy poprzednich częściach, Burroughs przedstawia opowieść, jako prawdziwą. Tym razem mamy jednak do czynienia z pewnym rozwinięciem całej historii w dosyć nieoczekiwanym kierunku. Burroughs poza cyklem Marsjańskim i Tarzanem znany był jako twórca między innymi serii książek o Pelucidar.

Tu już trochę lepiej. Thoat ma więcej nóg, ale i tak coś dziwne to to.
Tu już trochę lepiej. Thoat ma więcej nóg, ale i tak coś dziwne to to.

Były to podobne w duchu opowieści, tylko, że dziejące się we wnętrzu Ziemi. W Tanar of Pellucidar Jason Gridley, naukowiec i przyjaciel autora, eksperymentując z nową częstotliwością radia nazwaną przez niego falami Gridley’a skontaktował się z Abnerem Perrym, naukowcem, który dostał się do świata Pellucidar. A Fighting Man of Mars rozpoczyna się od stwierdzenia, że Gridley spróbował wykorzystać skonstruowane przez siebie radio do komunikacji z Marsem. Wysłał nań sygnał, ale odpowiedź nie nadchodziła. Dlatego też, kiedy wyruszył na kolejną wyprawę jego miejsce przy odbiorniku zajął Burroughs. Szczęśliwie się złożyło, że radio zbudowano w jego posiadłości Tarzana. Po wielu dniach bezowocnego nasłuchu Burroughs nagle usłyszał wiadomość z Barsoom. Połączył się z Ulyssesem Paxtonem, który opowiedział skąd wynikło opóźnienie w komunikacji. Okazało się, że w Helium odebrano sygnał, ale nieznano jego natury i dopiero, kiedy udało się sprowadzić do miasta Paxtona, odkryto, że to wiadomość z Ziemi. Paxton podczas wymiany informacji z Burroughsem opowiedział mu pewną ciekawą historię, którą ten zrelacjonował w książce.

O, tutaj mamy fragment opowieści. To się dzieje w ksiązce. Nie ma to jak spoiler na okładce! Co prawda znikomy, ale zawsze.
O, tutaj mamy fragment opowieści. To się dzieje w ksiązce. Nie ma to jak spoiler na okładce! Co prawda znikomy, ale zawsze.

Jej bohaterem jest Tan Hadron z Hastor, padwar na służbie Helium. Hastor jest jednym z wielu miast

podległych Helium. Natomiast padwar to jeden z pierwszych stopni wojskowych. Tan Hadron, choć nie pochodzi z jakiejś wyjątkowo biednej rodziny, to nie jest też przedstawicielem elity Helium. Wynikają stąd pewne komplikacje życiowe bohatera. Nasz młody padwar zakochał się w Sanomie Torze, której ojcem jest Tor Hatan. Bardzo bogaty arystokrata, który co prawda nie pochodzi z wybijającego się rodu, ale ma zdecydowanie spore ambicje. Niestety dla bohatera nie dość, że Tor Hatan patrzy na niego z góry, to i Sanoma jest raczej próżną kobietą. Jeżeli zgadza się z nim spotykać, to tylko, dlatego, że może on ją wprowadzić do pałacu Cartera, gdyż ze względu na czyny ojca ma tam pewien posłuch. Prawdopodobnie mielibyśmy dalej do czynienia z opowieścią o nieszczęśliwej miłości, gdyby nie to, że Sanoma została porwana przez nieznanych sprawców. Co więcej w pobliżu znaleziono resztki statku Helium, na którym nie zachowały się żadne metalowe elementy.

Na tym nie koniec nieszczęść. Nie dość, że Tan Hadron jest załamany stratą ukochanej, to jeszcze na

Będzie walka, okładka zapowiada
Będzie walka, okładka zapowiada

dodatek jest oskarżany przez jej rodziców, o to, że był zamieszany w porwanie. Nie trudno zgadnąć, że czuje się on w obowiązku, aby oczyścić się z zarzutów, odnaleźć ukochaną i dzięki temu zdobyć jej serce. Dzięki informacji niewolnika z pałacu Tor Hatana jest on w stanie ustalić, że porywaczami są najpewniej ludzie Tul Axtara jeddaka Jahar. Udaje się w związku z tym w tym kierunku. Po drodze czekają go różne przygody. Między innymi uratuje z rąk Zielonych Marsjan Tavię, dziewczynę, która była niewolnicą Tul Axtara. Nie dość, że zna ona dobrze Jahar, to wyróżnia się tym, że doskonale posługuje się bronią. Mamy do czynienia z najbardziej waleczną z bohaterek Burroughsa, która w niczym nie ustępuje na polu walki Hadronowi. Razem udają się do Tjanath, gdzie liczą, że dostaną pomoc w dostaniu się do Jahar. Niestety dla nich jeddak tego miasta jest wyjątkowo nieufny i wtrąca Hadrona do lochów, a Tavię do wieży, aby tam czekała na jego dalsze decyzje. Tak jednak powieść nie mogłaby się skończyć i Hadron razem ze spotkanym w lochach Nur Anem pochodzącym z Jahar buntownikiem przeciwko Tul Axtarowi, postanawiają uciec. Niestety zostają porwani i skazania na Śmierć!

A tu mała niespodzianka. Na Marsie nie ma Świętego Mikołaja i austryjackiego żołnierza/żandarma. Ot, na okładkę trafiła inna historia z tego numeru czasopisma.
A tu mała niespodzianka. Na Marsie nie ma Świętego Mikołaja i austryjackiego żołnierza/żandarma. Ot, na okładkę trafiła inna historia z tego numeru czasopisma.

Okazuje się szybko, że Śmiercią jest jaszczurka żyjąca głęboko w podziemiach miasta. Tam płynie rzeka, o której nie wie nikt na powierzchni, a dzięki której po zabiciu Śmierci nasi dwaj bohaterowie postanawiają uciekać. W trakcie ucieczki napotykają na przedziwne potwory, jedzą, prawdopodobnie jako jedyni Marsjanie, ryby, które żyją w rzece w podziemiach Tjanach, a także napotykają na przedziwne miasto Ghasta, gdzie jedem jest Ghron. Wygląda on niczym czarna włochata małpa, czym wyróżnia się zdecydowanie spośród innych ludzi. Jest strasznym sadystą, który torturuje swoich poddanych i czyni z nich kaleki dla swej uciechy.

Więzi on Tana i Nura chcąc, aby zaczęli mu służyć. Ci jednak dzięki swojemu sprytowi uciekają, skonstruowawszy prosty balon i napełniwszy go gorącym powietrzem. Trafiają jednak z deszczu pod rynnę, gdyż docierają do opuszczonego miasta, które ma jednak pewnych nietypowych mieszkańców. Przebywa tam szalony naukowca, który uciekł z Jahar, Phor Tak, wraz ze swoim otoczeniem. Jest on, jak wyraźnie zaznaczono w tekście, geniuszem, który powtarza, co drugie słowo „Hej Ho”. Stworzył między innymi płyn – farbę – dający niewidzialność. Największym jednak jego odkryciem jest stworzenie niezwykle potężnego promienia, który potrafi niszczyć wybrany typ materii. Metale, drewno, albo tkankę organiczną. Wielka flota Jaharu jest wyposażona właśnie w taki promień, który niszczy metale. Przygotowuje się ona do podboju całego Barsoom. Jest jednak pewne zabezpieczenie, metal pomalowany na jaskrawo niebieski jest chroniony przed działaniem promieni. Prawdopodobnie stąd twórcy ekranizacji Księżniczki (tzn. filmu John Carter) wzięli potężną broń, którą Thernowie dają Zodandze. Na tym jednak nie koniec odkryć Phor Taka. Stworzył on także torpedy, które kierują się ku wybranym obiektom. Wszystko opiera się na założeniu, że każdy obiekt ma pewne przypisane sobie wibracje i mechanizm celowniczy komputera torpedy opiera się na wyborze odpowiedniej częstotliwości. Przy użyciu takich torped, na dodatek pomalowanych farbą dającą niewidzialność, Phor Tak chce zemścić się na Tul Axtarze, a także podbić całe Barsoom.

Koniec! Koniec! Na końcu będą kamienie!
Koniec! Koniec! Na końcu będą kamienie!

Tan i Nur przekonują jednak Phor Taka, że nim podbije całą planetę, to trzeba zrobić rekonesans. Udaje im się zbudować specjalny statek, cały pokryty farbą dającą niewidzialność i Tan wyrusza na przeszpiegi. Tak na prawdę chce on uratować Torę i poinformować Helium o niebezpieczeństwie. Wszystko się jednak kombinuje, a Tan powoli odkrywa, że wybranką jego serca nie jest Tora, a inna dziewczyna. Po drodze będzie jeszcze wiele przygód i zdrad. Sanoma pokaże jak bardzo jest próżna, a Tavia, że wojownicza księżniczka potrafi sobie radzić samemu na Barsoom.

A Fighting Man of Mars jest pierwszą powieścią, gdzie bohaterem nie jest ktoś z Ziemi, albo z rodziny Cartera, ale co wyraźnie widać w narracji, jest to historia relacjonowana przez mieszkańca Jasoon (tzn., naszej błękitnej planety). Eksperyment okazał się udany i był potem kontynuowany, ale w powieści najciekawsze jest to, że Burroughs dosyć wyraźnie podkreśla coś, co wielu ludzi pomija. Księżniczka do ratowania, owa damsel in distress, musi być tego warta. W sytuacji, kiedy Tan ma do wyboru dwie kobiety, to w końcu zamiast owej damsel, wybiera tę, która zdecydowanie potrafi sobie sama radzić. Nie wiem, czy Jane Goodall czytała cykl o Marsie, ale wiem, że była zła, że Tarzan wybrał „Jane” książkowa, podczas gdy ona sama była znacznie lepszą i ciekawszą dziewczyną (Goodall była wtedy młoda, ale dzięki temu potem została znaną badaczką szympansów). Na pewno była by ona bardziej wyrozumiała dla Tana. Zaznaczę może, że używam tutaj słowa wybór, ale nie oznacza to, że kobiety na Marsie głosu nie mają. W rzeczywistości bowiem, to tak naprawdę kobieca bohaterka wybrała sobie ukochanego, a nie on ją.

Nie mogę się powstrzymać. To znowu jest NEL (New English Library)... Nie wiem, co robi tam ta biała małpa, ale ma coś nie tak z ustami.
Nie mogę się powstrzymać. To znowu jest NEL (New English Library)… Nie wiem, co robi tam ta biała małpa, ale ma coś nie tak z ustami.

A Fighting Man of Mars jest zabawną i przyjemną książką. Do pewnego stopnia aż przeraża ona ilością pomysłów, jak choćby stworzenie całej krainy kanibali, gdzie wynędzniali Czerwoni Marsjanie szukają jakiegokolwiek pożywienia. Opisy jej przyprawiają o dreszcze, jak i przywodzą na myśl całe tabuny późniejszych książek i filmów, szczególnie postapokaliptycznych, gdzie wykreowano podobne lokacje. Powieść czyta się sprawnie, a i Tan, chociaż jest ledwie namiastką Johna Cartera, to jest wystarczająco interesujący. W rzeczywistości jednak, akurat ta powieść, jest zdecydowanie bardziej oparta na wyrazistych, do pewnego stopnia wpadających w określone stereotypy, bohaterkach kobiecych. Ich schematyczność nie przeszkadza, gdyż doskonale wpisuje się w konstrukcje całości świata Barsoom. Jeżeli miałbym stworzyć ranking powieści z cyklu do przeczytania, to A Fighting Man of Mars znalazłoby się na piątym miejscu (po pierwszej trylogii i Chessmen). Zdecydowanie warto zajrzeć i przeczytać.

 

Książkę można ściągnąć z Gutenberg Australia.

Grafiki znowuż za cudownym ERBZine i równie fajnym Holendrami.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.