Słowem w obraz, czyli MST3K i Para-męt Pikczers

Ekran potrzebuje dwóch rzeczy - projektora i widza.
Ekran potrzebuje dwóch rzeczy – projektora i widza.

W polskiej telewizji przez lata sztandarowym programem były Perły z lamusa, prowadzone przez Zygmunta Kałużyńskiego, znanego z dużej swobody w opowiadaniu historii (które nie zawsze utrzymywały zgodność z rzeczywistością, faktami i innymi tego typu rzeczami – uczciwość w opowiadaniu historii jest chyba problemem rodzinny Kałużyńskich, patrz tu i tu) i Tomasza Raczka, jako pokornego ucznia. Dwaj panowie rozmawiali sobie w niedzielne poranki o kolejnych wybitnych produkcjach zapraszając na seans widzów już odpowiednio przygotowanych do uznania nadchodzącego filmu, za wybitny. Wypada zaznaczyć, że nie tylko u nas w telewizji rozmawiano o kinie. Robiono to jednak w trochę inny sposób.

Dla sporego grona telewidzów za oceanem jedną z najważniejszych produkcji amerykańskiej telewizji lat 90-tych było Mystery Science Theatre 3000, skrótowo nazywane MST3K. Pomysł za tym czymś nie był nowy. Oto puszczamy złe i bardzo złe filmy z odpowiednim komentarzem. Nie chodzi tutaj o dogrywanie nowych ścieżek dialogowych, jak to robiono choćby w latach 60-tych, a zwykłe komentowanie opowieści. Grupa osób siedzi w kinie i dopowiada dialogi naśmiewając się z fabuły. Rzecz częsta w kinie, bądź też podczas grupowego oglądania jakiejś produkcji na telewizorze. Wtedy bardzo często ktoś rzuci uwagę, czy żart odnośnie filmu, czasem sprawiając, że dalszy seans jest, jeżeli nie niemożliwy, to znacząco utrudniony.

Stąd też nie było niczym dziwnym, że w końcu ktoś postanowił wykorzystać ten koncept i zrobić z tego właściwą produkcję. Zaznaczę tutaj, że MST3K nie było pierwsze, ale jako jedyne odniosło prawdziwy sukces objawiający się tym, że przez tyle lat było obecne w telewizji. W przypadku Pereł widzowie oglądali klasykę kina. Jednak ci, którzy trafili na MST3K mieli przed sobą bardzo szczególny seans. Twórcy tej drugiej produkcji wybierali na, że tak powiem, ofiary, filmy o dosyć specyficznej ocenie. Były to nisko budżetowe, bardzo często słusznie zapomniane produkcje już nie tyle klasy B, co czasem i Z. Część z nich była tak zła, że aż wstyd było ich nie przypomnieć szerokiemu gronu widzów. Na czele z potencjalnie najgorszym filmem w historii kina z USA (acz i tak lepszego niż większość dorobku Polskiej szkoły), czyli Manos the Hands of Fate. Poza tym na widzów czekały horrory robione za grosze i filmy akcji bez akcji. Cały koszmarny przekrój kina złego, ale nie w duchu Tromy, czy innych specjalnie złych produkcji. Celem były filmy, które miały być w założeniu dobre, ale po drodze wszystko nie wyszło.

Zarazem twórcy MST3K byli świadomi, że samo naśmiewanie się z czyjegoś nieszczęścia nie da im sukcesu. Z tego też powodu stworzyli pewną fabułę łączącą kolejne odcinki. Oto w niedalekiej przyszłości szalony naukowiec postanawia przeprowadzić eksperymenty naukowe na człowieku. Wysyła mu bardzo złe filmy i bada stan jego psychiki. Człowiek ten (Joel) dla towarzystwa ma trzy roboty, Crow T. Robot, Tom Servo i Gypsy. Razem z pierwszymi dwoma człowiek regularnie zasiada oglądać kolejne produkcje (ich sylwetki widoczne są na ekranie). Pomiędzy kolejnymi fragmentami filmów oglądamy rozmowy, czy też skecze z udziałem poszczególnych bohaterów.

W kolejnych sezonach zmieniały się postaci (po jednym bardzo złym filmie Joel’owi udało się uciec, ale na jego miejsce ofiarą eksperymentów stał się niejaki Mike. W trakcie trwania serialu, czyli 10 sezonów, było jeszcze wiele innych zmian. Stałym elementem pozostała jednak koncepcja naśmiewania się z filmów i ich błędów.

Jak wspominałem, pomysł nie był nowy i nawet na naszym podwórku mieliśmy podobny program. W ramach radiowego cyklu/programu 60 minut na godzinę Andrzej Zaorski do spółki z Marianem Kociniakiem prowadził Para-męt pikczers, czyli kulisy srebrnego ekranu. Była to seria skeczy zaczynająca się od dialogu:

– Fajny film wczoraj widziałem…

– Momenty były?

Cały pomysł opierał się na rozmowie dwóch osób o filmie. Andrzej Zaorski opowiadał koledze wspomniany fajny film, natomiast ten drugi dorzucał swoje komentarze. Humor tutaj opierał się na zderzaniu właśnie tej opowieści na temat filmu, lecz prowadzonej w sposób nie do końca przejrzysty, z uwagami i komentarzami drugiej osoby. Dowcip i żart wynikał tutaj z mieszania wątków i fabuły. Żart mógł dotyczyć imion bohaterów filmu, które źle usłyszał drugi dyskutant, albo też i samego tytułu (Planeta małp jest tutaj świetnym przykładem wymyślonych problemów bohaterów).

Parament Pikczers istniało nie tylko w formie radiowej. Przynajmniej jedna opowieść została przerobiona do wersji pełnometrażowej pod postacią kasety magnetofonowej. Chodziło tutaj o niezwykle popularny swego czasu australijski serial Powrót do Edenu. Nie trudno zrozumieć, czemu akurat ta produkcja trafiła na warsztat Zaorskiego. Oto mamy Dynastię w wersji bardziej absurdalnej, gdzie bohaterka cudem unika śmierci po tym, jak jej mąż wrzuca ją do rzeki pełnej aligatorów. Ze zmienioną twarzą zrobioną przez lokalnego chirurga plastycznego (a konkretnie byłego chirurga, a teraz pijaczka żyjącego w brudnej chacie) wraca się zemścić. Serial był na tyle niezwykły, że choć kręcony na poważnie bardzo szybko zyskał sobie popularność jako niezamierzona parodia telenowel o bogatych ludziach.

Poczucie humoru twórców Parament Pikczers nie zawsze jest wysokich lotów, ale, co warto zaznaczyć, najczęściej jest skierowane względem samych siebie. Nie chodzi o wyśmiewanie się z filmów, a o naśmiewanie się z opowieści na ich temat. Stąd też hasła o tym, czy aktorka „miała czym oddychać” nie odwołują się do niej, a do mentalności tytułowej „pary mętów”.

Niestety, jak wiele tego typu programów radiowych, w jakimś sensie Parament Pikczers zostało zapomniane. Tytuł kojarzą nieliczni, a szkoda, bo jest to świetny przykład umiejętnego parodiowania kina. Pełen humoru i dobrze trafionych szpil w filmową konwencję, ale także w sposób opowiadania o kinie.

Tak jak MST3K, tak i Parament Pikczers, to pod wieloma względami unikatowy przykład, jak należy podchodzić do tekstów kultury. Z humorem i złośliwymi żartami.

ps: a tak ogólnie, to zapraszam do Kota Nakrecacza.

2 comments

  1. Pani Recydywa says:

    Akurat “Fajny film wczoraj widziałem” parę lat temu przypominali w trójce, był też konkurs o ile dobrze pamiętam, że słuchacze zgadywali, o jaki film chodzi. A i program 60 minut na godzinę jest czasem wspominany w różnych audycjach, nie tylko w powtórce z rozrywki.

Leave a Reply

Your email address will not be published.