Sentymentalna łyżka dziegciu (Magia i Miecz; Secret Service)

Coś dziwnego się ostatnio dzieje na rynku prasy. Oto z martwych powstają dwa czasopisma, które kiedyś posiadały bardzo dużo czytelników, aby z czasem upaść i to nie zawsze w sposób przejrzysty. Dzięki zbiórce pieniędzy „Magia i Miecz”, czasopismo o grach RPG i nie tylko, uzyskało takie finansowanie, że ma zagwarantowane wydanie ośmiu numerów (biorąc pod uwagę, że ma to być kwartalnik, daje to dwa lata istnienia na rynku). Jest to ogromny sukces. Z drugiej strony, poza tego typu systemem zbierania funduszy, część redaktorów „Secret Service” postanowiła ożywić tytuł. Zapewniwszy sobie wydanie kilku numerów ogłosili oni zbiórkę pieniędzy na zwiększenie częstotliwości ukazywania się pisma, jak też i wielkości. Bardzo szybko pobili oni wszelkie rekordy polskich platform zbierania pieniędzy.

W momencie ogłoszenia powrotu obydwu czasopism posypały się radosne okrzyki i „facebookowe lajki”. Zarazem pojawiło się całe multum komentarzy i pytań, ale zaskakująco mało wątpliwości. Wydaje się, że mało, kto pamięta o tym, że obydwa te pisma swego czasu upadły. Co więcej, nie były to przypadki „Top Secret”, czy innych ofiar niefunkcjonującego rynku bankowo-prasowego. Zwyczajnie okazało się, że miały zbyt małą sprzedaż, aby utrzymać się na rynku. O ile w przypadku SSa można było mówić o konkurencji, która była na tyle silna, że doprowadziła do upadku przez pewien czas najlepiej sprzedającego się magazynu o grach komputerowych w Europie, to już MiM w praktyce nie posiadał rywali. Jego upadek wynikał w praktyce wyłącznie ze zmian związanych z rynkiem gier RPGie.

Okładka w sam raz na fantasy. Klasyka typowych okładek powieści o magicznych strojach kobiecych.
Okładka w sam raz na fantasy. Klasyka typowych okładek powieści o magicznych strojach kobiecych.

Przypomnijmy, że gorsza sprzedaż MiMa poniekąd łączyła się z upowszechnieniem internetu, w związku, z czym przestał on być dla czytelników oknem na świat. Co więcej, czytelnicy zwyczajnie przestali potrzebować pisma o grach w sytuacji, gdy właściwie porównywalne materiały mogli znaleźć bez większego problemu za darmo w sieci. Dodajmy też, że był to okres dosyć dużych przetasowań na rynku RPGów. Dotychczasowi potentaci zamykali podwoje, natomiast MiM, wydawany przez MAGa, niezbyt chętnym okiem patrzył na gry od innych wydawców. To był zresztą problem i innych czasopism o RPGach, gdyż były one w gruncie rzeczy sposobem na promocje danego wydawnictwa. Nie chodziło w nich o zajmowanie się rynkiem, a o zapewnianie sprzedaży własnych produktów. Prowadziło to do sytuacji, że w bardzo podzielonym światku RPGowców, gdzie każdy miał swój ulubiony system, pismo to nie miało sporej jego części niczego do zaoferowania.

Do końca swojej egzystencji MiM raczej nie zachwycał okładkami.
Do końca swojej egzystencji MiM raczej nie zachwycał okładkami.

MiM upadał długo, ale i tak, w momencie, gdy zaprzestano wydawania pisma, rynek był w o wiele lepszej sytuacji niż teraz. Nie tylko, jeżeli chodzi sprzedaż czasopism, ale też i o sytuacje samych gier RPG. Obecnie, w dużej mierze przez przejęcie dominującej roli przez sklepy internetowe, gry zniknęły z księgarskich półek. Równocześnie spadły nakłady, a spore grono graczy przerzuciło się na kupowanie oryginalnych wydań gier, których ceny przestały być zbyt wysokie na polską kieszeń. Lokalnie pisane RPGi natomiast, choć regularnie powstają nowe, to dalej jest to raczej pasja fanów.

Upadek SSa był mimo wszystko bardziej spektakularny. Pismo to zabiło wiele rzeczy. Jego śmierć była powolna, ale i tak wszystkich zaskoczyła. Tym bardziej, że po kilku latach słabszych właśnie zaczynało ono podnosić się z kolan. To się jednak nie udało. Konkurencja na rynku była zbyt silna, a i tak SS utrzymał się zaskakująco długo. Przy czym SS nie był sam, w pewnym momencie okazało się, że kurczący się rynek czasopism o grach komputerowych (z podobnych powodów, jak ten RPGowy) nie był wystarczająco duży, aby utrzymać tyle gazet. Żadna natomiast nie mogła się równać sile CD Action wspieranego przez potężnego inwestora z za naszej zachodniej granicy.

Secret Service powstał w wyniku ucieczki redakcji Top Secret do własnego wydawnictwa. Zarazem już od pierwszego numeru udało im się stworzyć wizualny schemat okładek, który przetrwał do samego końca pisma.
Secret Service powstał w wyniku ucieczki redakcji Top Secret do własnego wydawnictwa. Zarazem już od pierwszego numeru udało im się stworzyć wizualny schemat okładek, który przetrwał do samego końca pisma.

SSowi nie pomogła seria błędów w polityce pisma, takich jak utrzymywanie jako osobnego periodyku płyt CD (co bardzo wyraźnie podnosiło ogólną cenę pisma), jak też od pewnego momentu wyraźne spory wewnętrzne. Przebijały się one potem do czytelników, acz najbardziej spektakularnym był konflikt o nazwę. Jeden z założycieli pisma próbował przejąć prawa do tytułu, co skończyło się długotrwałym procesem sądowym. SSowi na pewno nie pomagały problemy z prawem autorskim (recenzje gier spisane z zagranicznych czasopism, czy też granie na piratach). Cała masa różnych tego typu kwestii doprowadziła w końcu do nagłego zamknięcia pisma. Ostatni numer był złożony, ale już nigdy nie wydrukowany.

Obydwa te czasopisma teraz wracają i automatycznie muszą pojawić się pytania odnośnie ich szans rynkowych. MiM ponownie będzie wydawany przez wydawnictwo robiące na rynku gier RPG, stąd jestem gotów się założyć, że zaraz po tym, jak minie początkowy entuzjazm pojawią się odpowiednie insynuujące komentarze. Poza tym dalej aktualna będzie kwestia słabości rynku gier RPG. Skoro w czasach o wiele lepszych do wydawania czasopism nie udało się MiMowi utrzymać, to czy można liczyć, że teraz będzie lepiej? Raczej nie.

Podobnie i sytuacja SSa będzie ciężka. Dalej zresztą nie wiadomo, jakie dokładnie będzie to czasopismo, poza tym, że będą w nim elementy sentymentalne w postaci recenzji retro-gier. Tego typu pisma utrzymują się na innych rynkach prasowych, więc teoretycznie jest dla niego miejsce i u nas. Warto jednak przypomnieć, jak inna próba grania na sentymencie graczy się kiedyś skończyła. Parę lat temu Axel Springer próbowało przywrócić na rynek „Top Secret” projekt padł po kilku numerach. Poza pewną nieudolnością wydawnictwa jednym z problemów był brak klimatu starego pisma. Redakcja była pełna weteranów (zaryzykowałbym stwierdzenie, że była to grupa nawet bardziej „weterańska”, aniżeli zapowiadana ekipa stojąca za SSem – acz część nazwisk jest wspólnych dla obu projektów), ale wpisani w biurokratyczną wizję Axelowej gazety, dla odbiorcy stracili swój urok. Były próby ratowania sytuacji, wtyczka została wyjęta, nim udało się „Top Secretowi” zaczepić na rynku.

SS miał blisko 100 numerów, MiM też całkiem sporo. Czy reinkarnacje obu pism dorównają im popularnością?
SS miał blisko 100 numerów, MiM też całkiem sporo. Czy reinkarnacje obu pism dorównają im popularnością?

Stąd też wcale nie jestem optymistą, jeżeli chodzi o obydwa rynkowe powroty. Będę się bardzo cieszyć w sytuacji, gdy zakończą się one sukcesem, ale sytuacja wcale nie jest dla nich aż tak optymistyczna. Walka o przetrwanie będzie ciężka. O ile przez pierwszych kilka numerów będzie działać sentyment, to on z czasem przeminie. Co więcej, rynek wcale nie wita nowych pism z otwartymi ramionami. Nawet znalezienie dogodnej niszy nie gwarantuje przetrwania. Oczywiście trzymam kciuki za obydwa projekty, ale zamiast szaleńczego optymizmu warto pamiętać, że czasopism raczej ubywa, niźli przybywa. Także i czytelników.

2 comments

  1. Jerry says:

    Mam podobne wątpliwości. Z jednej strony kibicuję obu redakcjom, z drugiej znaki zapytania muszą się pojawić. Nie udało się kiedyś, kiedy mimo wszystko rynek prasy papierowej był moim zdaniem przyjaźniejszy niż teraz (co nie znaczny przyjazny) to dlaczego miałoby się udać dziś? Tym bardziej, że sentyment (który jest głównym motorem napędowym obu reaktywacji) sprzedaje się tylko krótkoterminowo. SS działał w innej epoce, kiedy internet tak naprawdę raczkował i w czasach kiedy kolejne czasopisma growe padają jak muchy nie wiem co musieliby zrobić aby przetrwać. Tym bardziej, że widać mocno po wielu czasopismach (i tych świętej pamięci i tych działających obecnie vide “Lśnienie”, “Coś na progu”, “Click” itd.), że wydać parę numerów to nie sztuka. Utrzymać się na rynku to już jednak zupełnie inna bajka. Ale obym się mylił, bo dobrej prasy nigdy nie za dużo.

    • hihnttheadmin says:

      Zeby sie utrzymac SS musi zaproponowac cos, czego nie ma w internecie, czyli jakosc. Obawiam sie, ze z tym w obecnej prasie moze byc klopot…

Leave a Reply

Your email address will not be published.