Na skraju D-Day przyszłości (Na skraju jutra/Edge of Tomorrow)

Mieć taką ładną zbroje! Mieczem też nie pogardzę (bardzo ładnie zresztą w filmie wykorzystanym)
Mieć taką ładną zbroje! Mieczem też nie pogardzę (bardzo ładnie zresztą w filmie wykorzystanym)

Całkiem miłym elementem kultury masowej jest jej zdolność do adaptowania tekstów pochodzących z różnych regionów świata w taki sposób, że stają się one praktycznie uniwersalne. Okazuje się, że na pewnym poziomie bez większych problemów można sprawić, że japońska powieść stanie się podstawą do amerykańskiego filmu. Najczęściej obserwujemy to zjawisko przy okazji remake’ów. Warto zarazem od razu zaznaczyć, że dobra adaptacja nie może być ślepa na konieczność pewnych zmian, aby zuniwersalizować opowieść. To jest przykład obecnego jeszcze w naszych kinach Na skraju jutra Douga Limana. Jest to ekranizacja powieści All you need is kill! Hiroshi Sakurazaka, która o dziwo została i u nas wydana. Niestety nie miałem jeszcze okazji jej przeczytać, więc nie jestem w stanie ocenić na ile jest to wierna adaptacja.

Mogę jednak opowiedzieć o samym filmie, który jest całkiem ciekawym przypadkiem dobrej fantastyki naukowej na dużym ekranie i to w wersji militarnej. Zacznijmy może od fabuły, w niedalekiej przyszłości Ziemia została zaatakowana przez obcych. Nazywani są Mimikami i właściwie tylko tyle o nich wiadomo. Stopniowo zajęli oni całą kontynentalną Europę skutecznie pokonując ludzkość. W toku długich walk udało się ich pokonać tylko raz, pod Verdun, gdy ludzi do zwycięstwa poprowadziła Rita Vrataski zwana odtąd przez media Aniołem z Verdun, a przez innych żołnierzy nazywana Full Metal Bitch.

Pod wpływem zwycięstwa dowództwo wojsk Ziemian postanawia przypuścić generalny szturm mając nadzieje, że uda im się pokonać najeźdźców. W Wielkiej Brytanii zbierane jest wojsko do nowego lądowania w Normandii. W tym czasie do Londynu zostaje sprowadzony PRowiec major William Cage. Ma on sprzedać mieszkańcom planety inwazję, tak, aby zaakceptowali oni straty poniesione w walce, jako konieczność, a nie bezsensowne marnotrawstwo. Pomysł dobry, ale pojawia się jeden problem. Cage nastawiony jest na przeżycie, a nie na walkę. Przed wybuchem konfliktu miał własną firmę PRową i kiedy rozpoczęła się ta wojna, aby uniknąć bycia na froncie, został właśnie wojskowym PRowcem. Niestety dla niego generał Brigham chce, aby Cage wylądował wraz z nacierającymi wojskami w Normandii.

Nasz bohater chce za wszelką cenę tego uniknąć i postanawia zaszantażować generała. Jeżeli ten wyśle go na wojnę, to Cage wykorzystując swoje PRowskie umiejętności, sprawi, że odpowiedzialność za wszystkich poległych spadnie na generała. Ten plan jednak nie powodzi się, Cage zostaje zatrzymany, a jako że w trakcie aresztowania potraktowano go taserem, to budzi się ze snu na lotnisku. Jako dezerter został wcielony do oddziałów frontowych. Traktowany jako w gruncie rzeczy bardziej zagrożenie dla reszty żołnierzy. Nawet nie powiedziano mu jak odbezpieczyć broń w jego egzoszkielecie.

Tutaj od razu wyjaśnię, w armii przyszłości piechota korzysta ze wsparcia, jakie dają im specjalnie skonstruowane zbroje. Poza dodatkową ochroną żołnierze mają także do wykorzystania rozbudowany arsenał ofensywny począwszy od karabinów maszynowych, a na granatach skończywszy. Są to żołnierze przyszłości, trochę w stylu Heinleinowych Starship Troopers (gdzie brak egzoszkieletów był uznawany za jedną z poważnych wad ekranizacji przygotowanej przez Paula Verhoevena).

W związku z tym Cage z uzbrojeniem, z którego nie potrafi korzystać trafia wprost w krwawą jatkę, jaką stanowi lądowanie. Okazuje się, że Mimiki doskonale wiedzą, że oto rusza inwazja i bez problemu są w stanie pokonać nacierających ludzi. Stąd też nic dziwnego, że Cage dosyć szybko ginie. To nie jest jednak koniec filmu. W trakcie walki bohater dosyć przypadkowo zabija jednego nietypowego Mimika, o ile większość to metalowe potwory z mackami, tak ten był świecący i o kształtach bardziej konkretnych. Spryskany krwią tegoż Cage zamiast umrzeć ostatecznie budzi się ponownie na lotnisku. Nie będę wdawał się w tłumaczenie mechanizmu, na jakiej zasadzie to działa, wystarczy powiedzieć, że jest całkiem przemyślany i spójny. Ten schemat, śmierć i obudzenie się kilka godzin wcześniej na lotnisku będzie się powtarzał. Okazuje się po pewnym czasie, że Cage nie był jedyną osobą, która miała efektywną nieśmiertelność. W trakcie bitwy pod Verdun w podobny sposób zdobyła ją Rita, acz w wyniku pewnego wydarzenia nie mogła już z tego korzystać.

Jeden z żołnierzy Rity. Twarzowy rzekłbym.
Jeden z żołnierzy Rity. Twarzowy rzekłbym.

Na skraju jutraodwołuje się w wielu miejscach do znanych wszystkim odniesień historycznych. Korzysta z nich umiejętnie (white cliffs of Dover) i trzeba przyznać, że na przykład sama scena lądowania dosyć ładnie wpisuje się w obrazy znane nam choćby z Najdłuższego dnia, czy wielu innych starych (tzn., z lat 60-tych) filmów o wojnie. Jest to z jednej strony wizja krwawej rzezi, ale z drugiej kręcona bez tego koszmarnego filtra wypromowanego przez Spielberga/Kamińskiego.

W warstwie fabularnej natomiast zamiast odwoływać się do oklepanego Dnia świstaka, wypada wskazać klasyczną Amerykanizację Emily Arthura Hillera z Jamesem Garnerem i Julią Andrews. Ten popularny i swego czasu bardzo kontrowersyjny film opowiadał o wiodącym radosne życie amerykańskim oficerze, który korzystając ze swojej funkcji mógł bawić się w wojennym Londynie. Bohater, w gruncie rzeczy niezbyt miła postać, korzysta z tego, że ma znacznie większe racje żywnościowe i dostęp do luksusowych towarów, dzięki czemu może uwodzić (a raczej kupować) kobiety. Tenże unikający wszelkich problemów człowiek dostaje w pewnym momencie rozkaz: ma sprowadzić do Anglii ciało pierwszego poległego żołnierza w trakcie inwazji w Normandii. Jego dowódca, Admirał, chce w ten sposób pokazać, że marynarka też zasługuje na pochwały, gdyż ma nadzieje, że pierwszym poległym będzie właśnie marynarz. Ten niezwykle urokliwy film zawsze warto przypomnieć, szczególnie w sytuacji, gdy mowa o innej produkcji odwołującej się do podobnej koncepcji fabularnej.

Na skraju jutraumiejętnie wykorzystuje schematy, tak, aby opowiedzieć własną i ciekawą historię. Stąd też Cage jest osobą, która chce przeżyć. Zwykłym człowiekiem rzuconym w wir wydarzeń, które go przerastają. Jego drogą bohatera nie jest przemiana, a poznawanie samego siebie. Nie staje się on lepszym człowiekiem, a po prostu lepiej wykorzystuje to, co umie robić. Podobnie i Rita, która jest bardzo dobrze napisaną postacią kobiecą, ma określone zadania, którym podporządkowuje swoje życie. Chce wygrać wojnę i pomścić osoby, które straciła. Jest sumienną i dobrze wyćwiczoną żołnierką, która doskonale radzi sobie na polu bitwy.

Ich wzajemne relacje, gdyż połączy ich wspólna próba zniszczenia Mimików, oparte są na zaufaniu i wspieraniu. Tego typu podejście do postaci kobiecej przywodzi na myśl choćby Tylko dla orłów, czy inne przykłady klasycznego kina wojennego, gdzie często kobiety, choć traktowane jako postaci drugoplanowe, były równie silne i zdolne, co mężczyźni. Warto tutaj zaznaczyć, że tak Rita, jak i wiele owych typowych bohaterek kobiecych czasów wojny spokojnie mogłoby być postaciami męskimi, jednakże ta sama zasada odnosi się także do bohaterów płci męskiej, którym bez większej zmiany fabularnej można zmienić płeć (acz z oczywistych powodów w przypadku filmów o konfliktach z przeszłości jest to utrudnione poprzez kontekst historyczny). Spowodowane jest to tym, że ich charaktery i zachowania są uniwersalne dla każdego człowieka. Można oczywiście mieć inne zdanie, ale chyba tylko w sytuacji, gdy ktoś nie uważa kobiet za przedstawicielki gatunku homo sapiens

A tu wewnątrz filmowa propaganda. Można zrozumieć, czemu Rita była Aniołem.
A tu wewnątrz filmowa propaganda. Można zrozumieć, czemu Rita była Aniołem.

Skoro jesteśmy przy postaciach, to należy też dodać, że pozostali bohaterowie także wpisani są w schemat, przez co poprzez dosyć proste elementy charakteryzacji i krótkie sceny poznajemy ich charakter i wiemy, z kim mamy do czynienia. Oddział J, do którego przypisany został Cage składa się z doświadczonych żołnierzy, którzy wiedzą jak należy walczyć. Są opryskliwi i niemili dla siebie, ale jest to element pewnego wojennego folkloru. Scena w baraku przywodzi na myśl z jednej strony klasyka wojennego kina, czyli Wzgórze złamanych serc, jak też i jeden z nielicznych filmowych military s-f, czyli Aliens. W obydwu tych filmach żołnierze zachowują się tak, jak powinni zachowywać się ludzie idący na śmierć, żyją szybko i ostro, bo nie wiadomo, kiedy przyjdzie koniec. Nie są wściekli, są natomiast przygotowani na zbliżający się ich los. Podobnie ich dowódca sierżant Farell jest po prostu umiejętnym wykorzystaniem nawet nie tyle stereotypu, co prawdziwego sposobu dowodzenia w amerykańskiej armii. Każdy, kto ma choćby liche pojęcie o tym, jak funkcjonuje w niej sierżant, ten wie, że ma on za zadanie przygotować żołnierzy do działania w ekstremalnych warunkach. Stąd też musi ich gnębić (w dopuszczonym przez prawo zakresie), krzyczeć na nich i odpowiednio karać, tak, aby oni sami nie ukarali się chwilowym zawahaniem, czy jakimś głupim błędem w trakcie walki. Stworzenie postaci miłego sierżanta świadczyłoby nie tylko o ignorancji twórców, ale też o ich braku wyobraźni.

Pisałem sporo o schematach, ale dzięki ich zastosowaniu ten trwający 113 minut film jest w stanie nie tylko pokazać wiele bardzo ładnych scen walki, ale też, co ważniejsze, opowiedzieć historię. Jest to niezwykle odświeżające, kiedy oglądamy nie tylko sekwencje walki, ale też rozmowy, w trakcie, których dane jest nam poznać elementy świata, jak i sposoby myślenia samych bohaterów. Jest to piękny przykład dobrze rozplanowanej opowieści, a ostatnio rzadko mamy z czymś takim do czynienia.

Warto także wspomnieć, że Mimiki są dobrze pomyślanym zagrożeniem dla ludzkości. Przywodzą na myśl trochę obcych z opowiadania Roberta M. Wegnera Jeszcze jeden bohater. Ta nagrodzona Zajdlem opowieść o beznadziejnej wojnie z obcymi manipulującymi rzeczywistością odwołuje się do zaskakująco wielu podobnych elementów i haseł, co film. Można też wskazać i kilka innych military s-f, które korzystają z podobnego zagrożenia (Dominium Solarne Kołodziejczyka), co pokazuje, że koncepcja Mimików jest zaskakująco wręcz uniwersalna. Ich prezentacja doskonale pasuje tak do Japońskiej myśli (złośliwie chce się powiedzieć, że stąd macki), jak i do imaginarium Zachodniego odbiorcy.

Film Limana zdecydowanie warto obejrzeć. Jak wspominałem powyżej fabularnie i konstrukcyjnie jest bardzo dobry. Dodajmy też, że jest i bardzo dobrze zagrany. Tak Cruise, jak i Emily Blunt, czy Bill Paxton i wielu innych doskonale wcielili się w swoje role. Na skraju jutra bywa zabawne, bywa też i bardzo poważne, czyli jest właśnie takie, jaki powinien być dobrze skrojony film wojenny. Ma oczywiście pewne wady (jedną z nich jest ostatnia minuta filmu, acz da się ją fabularnie wyjaśnić), ale pomimo tego jest to zaskakująco miły przykład bardzo dobrego kina fantastyczno naukowego. Można właściwie tylko zakrzyknąć: „chcemy więcej”.

ps: w związku z obowiązkami “zawodowymi” następny wpis dopiero 14 lipca.

2 comments

Leave a Reply

Your email address will not be published.