Naga Bron Blade Runnera jako film interaktywny (Tex Murphy!!!)

Stare gry komputerowe bardzo często otoczone są swoistym kultem. Tym większym, im więcej czasu minęło od ich premiery. Dużo w tym pewnie sentymentu i swoistej tęsknoty do własnej młodości, która jest obecna także wśród graczy. Chodzi tutaj o słynne hasło, że kiedyś było lepiej. Zgodnie z tym myśleniem i gry miały być lepsze. Trochę w oparciu o to powstała nawet nazwa sklepu internetowego GoodOldGames, obecnie zmienionego w GoG.com. Jednakże nie tylko na tym polega uwielbienie do starych gier, gdyż ma ono wiele powodów. Nie wszystkie produkcje zostają zapamiętane, a właściwie spokojnie można powiedzieć, że tylko niewiele okazuje się takimi przebojami, że po latach gracze do nich wracają. W przekształcaniu zwykłego produktu, w obiekt kultu bardzo pomaga wyjątkowość. Lepiej zostanie zapamiętana gra, która już w momencie premiery wyróżnia się na tle innych. Taki jest przypadek komputerowych przygód Texa Murphy’ego. Historia tego bohatera jest długa i jest w rzeczy samej dłuższa niż same gry.

Wszystko wedle słów twórców zaczęło się od amatorskiego filmu nakręconego w odległych latach 80-tych. Gatunkowo należałoby go umieścić gdzieś pomiędzy science-fiction, a komedią. Opowiadał on o przygodach detektywa o wdzięcznym imieniu Tex Mutant, w świecie, gdzie żyją mutanci. Nie chodzi mi tutaj o żadnych X-Menowatych mutantów, a o istoty będące ofiarą promieniowania. Film był prywatną zabawą grupki przyjaciół, która miała zerowy budżet, ale dużo zabawy. Z perspektywy czasu wygląda ona bardzo pociesznie, ale warto pamiętać, że to właśnie od takich zabaw zaczęły się kariery wielu znanych twórców kina.

Zamiast podbijać Hollywood, ta grupa kolegów podbijała inną formę rozrywki. Tak się złożyło, że część z nich współtworzyła i później pracowała tworząc gry komputerowe w firmie Access Software. Została ona założona przez trzy osoby, ale najważniejszą tutaj dla nas jest Chris Jones. Początkowo zajmował się on finansami, co raczej nie brzmi, jako miejsce pracy osoby kreatywnej (a przynajmniej taką należy mieć nadzieje). Z czasem zakres jego obowiązków się powiększył i zaczął też odpowiadać za scenariusze gier i opiekować się samą ich produkcją. Wiele osób kojarzy go z symulatorem golfa Links, który zyskał mu uznanie tak amatorów, jak i profesjonalistów. Choć dzisiaj ta forma komputerowej rozrywki nie jest aż tak modna, to pewna profesjonalizacja sprawiła, że całkiem dobrym biznesem jest sprzedawanie wirtualnych pól golfowych składających się z sieci czujników i specjalnej maty. Chociaż Links już nie jest wydawane, to Chris Jones kontynuuje zabawę z golfem będąc współwłaścicielem jednej z firm dostarczających profesjonalne rozwiązania w tej dziedzinie. Na tym jednak nie koniec jego kariery związanej z grami.

Jeżeli czytelniki widząc okładke tej gry nie widzisz, z czego ona czerpie garściami tak głęboko, że jest na granicy zżynania, to ja dziękuje.
Jeżeli czytelniki widząc okładke tej gry nie widzisz, z czego ona czerpie garściami tak głęboko, że jest na granicy zżynania, to ja dziękuje.

W 1989 roku na ekrany komputerów trafiła przygodówka mocno inspirowana Blade Runnerem, pod tytułem Mean Streets. Gra powstała w wyniku połączenia pomysłów ze wspomnianego wyżej filmu z myślą o zrobieniu kolejnego w dorobku Access symulatora lotu. Firma ta dopiero odniosła duży sukces tego typu grą i chciała skorzystać z okazji i wydać kolejny tytuł w tym gatunku. Tym razem miał on być bardziej nastawiony na historię. W ten sposób w trakcie pracy nad grą doszło do sytuacji, że z symulatora lotu powstała przygodówka, gdzie głównym bohaterem był detektyw Tex Murphy, który ma do rozwikłania zagadkę.

Trochę rozbijając dalszą narrację, przedstawmy teraz naszego bohatera. Tex Murphy jest osobą, która stylizuje się na detektywa z filmów z lat 30-tych i 40-tych. Ubiera się niczym Bogart, oraz tak się zachowuje. Jednakże w przeciwieństwie do swoich idoli, nie można powiedzieć, aby dobrze sobie radził w życiu. Jest fajtłapą i gry regularnie robią sobie żarty z jego inteligencji. W jednej z gier cyklu traci broń, bo w trakcie zabawy w rozmowę z wyimaginowanymi przestępcami zbyt szybkim ruchem wyjmuje ją z kabury i zamiast skierować ją w stronę przeciwnika wyrzuca ją za okno. Przy czym zaznaczmy, że nie mamy do czynienia z typem Franka Drebina, gdyż mimo wszystko Tex rozwiązuje zagadki dzięki inteligencji.

Dodatkowo, co zawsze jest miłe, Tex kiedy opisuje świat przedstawiony pozwala sobie na dużo dowcipów i humoru. To właśnie z jego komentarzy pochodzą główne elementy komediowe, podczas gdy cała reszta tworzona jest w miarę poważnie. Otaczający gracza świat odwołuje się zatem wizualnie, ale też i jeżeli chodzi o pomysły do Blade Runnera, starych kryminałów i należy go zaliczyć do szeroko rozumianej konwencji futurenoir. W podobny sposób kreślone są inne postaci pojawiające się w grze, które przypominają nam poszczególne pomysły i kreacje w innych tekstów. Stąd też bohaterowie i świat, to daleko idąca zabawa konwencją.

Pierwsza okładka, to był Blade Runner, teraz pora na coś bardziej standardowego, a i tajemnicza kobieta w negliżu musi się pojawić.
Pierwsza okładka, to był Blade Runner, teraz pora na coś bardziej standardowego, a i tajemnicza kobieta w pseudo-negliżu musi się pojawić.

W każdym razie Mean Streets było sukcesem na tyle dużym, że już po dwóch latach przyszła pora na kontynuację. Martian Memorandum odeszło od wielu rozwiązań znanych z Mean Streets. Tym razem mieliśmy do czynienia już z dużo bardziej klasyczną przygodówką, jakich wtedy było wiele. Spośród dużej konkurenci wyróżniało ją jednak to, że posiadała relatywnie dużo nagrań video, które były puszczane w czasie rozmów gracza z poszczególnymi postaciami. Gra zdobyła sobie pewną popularność i to pomimo tego, że miała dużą konkurencję. Jednakże dalej mieliśmy do czynienia z tytułem, choć ciekawym, to jednak niewyróżniającym się na tle innych gier.

Gra przełomowa, a okładka nijaka. Ten pan z kapeluszem stał się logo gry i będzie już na stałe z nią związany.
Gra przełomowa, a okładka nijaka. Ten pan z kapeluszem stał się logo gry i będzie już na stałe z nią związany.

Wkrótce jednak miało się to zmienić i Tex Murphy z jednego z wielu przekształcić się w bohatera wyjątkowego. Oto w 1994 roku na ekrany komputerów zawitało Under a Killing Moon. Minał ledwie rok od premiery Dooma. Wspominam o tym nie bez powodu. Under a Killing Moon było unikalnym połączeniem trójwymiarowej przygodówki z widokiem z oczu bohatera i filmu interaktywnego. Gracz nie tylko obserwował wydarzenia z pierwszej osoby, ale też mógł swobodnie poruszać się po okolicy patrząc w dowolnym kierunku i to bez oszukaństw, które stosowali twórcy Dooma. Nasze ruchy i działania także miały wpływ na to, jak wyglądała otaczająca nas okolica. Koncepcja i konstrukcja gry była niezwykle nietypowa i choć bywały wcześniej i później przygodówki z widokiem z pierwszej osoby, to ograniczały one możliwość poruszania się gracza do określonych zaprogramowanych ścieżek. Tutaj gracz mógł iść gdzie chciał.

Jak jednak wspomniałem mieliśmy tutaj do czynienia także z filmem interaktywnym. Stąd też nic dziwnego, że drugim elementem wyróżniającym ją na tle innych produkcji tamtych czasów było kilka godzin nagrań video. Stąd też w grze pojawiają się mniej lub bardziej znani aktorzy drugoplanowi tacy jak Margot Kidder (która grała Lois Lane w Supermanie), Brian Keith, czy Russell Means, który był jednym z etatowych Indian w filmach, czy serialach telewizyjnych. Poza tym narratorem opowieści, przedstawianym jako „Wielki Detektyw Wszechświata” był James Earl Jones. W rolę Texa Murphy’ego wcielił się natomiast twórca i pomysłodawca serii: Chris Jones i pozostał tej roli wierny.

Stać na było na aktorów i na nową czcionkę.
Stać na było na aktorów i na nową czcionkę.

Gra przy całkiem dużym jak na owe czasy budżecie 2 milionów dolarów okazała się wielkim sukcesem. Stąd nic dziwnego, że po dwóch latach na rynku pojawiła się kontynuacja, czyli Pandora Directive. Gra tym razem była znacznie dłuższa, posiadała jeszcze więcej zagadek i więcej filmów, przy znacznie lepszej jakości grafiki. Twórcy starali się, aby ich gry nie odbiegały od tego, co było widać w innych produkcjach tamtych czasów i trzeba przyznać, że ich dokonania wyglądały i wyglądają lepiej niż przykładowo Phantasmagoria 1 i 2. Jednakże w tych grach nie chodziło nigdy tylko o grafikę, ale też o samą rozgrywkę i tu trzeba przyznać, że Access poszło na całość. Grę można było zakończyć na różne sposoby i to w zależności od tego, co i jak gracz robił. Mogliśmy mieć happy end, gdzie Tex zdobywał miłość i ratował świat, ale były też i sytuacje, że dziewczyna wybierała kogoś innego. Wszystko nagrane na video do oglądania z popcornem.

Tutaj budżet pozwolił jeszcze na miasto poza Yorkiem.
Tutaj budżet pozwolił jeszcze na miasto poza Yorkiem.

Dwa lata później na rynku pojawił się Tex Murphy: Overseer. Był to teoretyczny remake Mean Streets, gdzie usunięto wiele słabych dowcipów. Gra powstała w dużej mierze dzięki porozumieniu Access Software z Intelem, który szukał gry do sprzedawania razem z nowym procesorem. Kiedy umowa nie wyszła, Access rozwinął projekt i na rynek trafił Overseer, który miał wprowadzać gracza do właściwej kontynuacji Pandora Directive. Niestety Access został kupiony przez Microsoft. Korporacja, jak to korporacja, uznała, że nie ma rynku dla filmów interaktywnych. O dziwo Microsoft miał trochę racji, gdyż koniec lat 90-tych, to czas, kiedy gracze odwracali się od tej formy rozrywki. Wynikała to w dużej mierze z tego, że na rynku zagościło całe multum bardzo złych gier z tego gatunku, charakteryzujących się fatalnym aktorstwem i jeszcze gorszym scenariuszem. Gatunek wydawał się martwy. Aż do roku 2014. Teraz po 16 latach Chris Jones ponownie zagrał Texa Murphy’ego. Gra powstała w dużej mierze dzięki pieniądzom zebranym przez kickstartera, ale w przeciwieństwie do innych projektów, twórcy wykonali dużo pracy nim ogłosili zbiórkę. Gra będzie miała premierę 7 maja tego roku. Na podstawie dema można spokojnie powiedzieć, że będzie to na pewno fajna zabawa. Aktorzy są już starsi, ale dalej potrafią grać. Opowieść czeka na zakończenie i wytłumaczenie, co się stało przez te wszystkie lata.

2 comments

  1. rob says:

    na grach się nieznam grałem w życiu w sumie w 20-25 z czego 2/3 w końcu lat 80 na takich słynnych komputerach jak zk spectrum czy comodore o polskim bajtku??nie wspomnę ;)ale za to na okładce widze pare znajomych z filmów twarzy ;)musze zobaczyć są gdzieś te wideo na YT 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.