Konwent wbrew organizatorom, Polcon 2013

Chociaż 501 ma w zwyczaju sprawdzać zdjęcia, na których się pojawia, to jednak jej brak na Polconie 2013 był dziwny. Szkoda, że plastiki się nie pojawiły.
Chociaż 501 ma w zwyczaju sprawdzać zdjęcia, na których się pojawia, to jednak jej brak na Polconie 2013 był dziwny. Szkoda, że plastiki się nie pojawiły.

Spóźniony wpis, ale za to dosyć długi.

Polcon to konwent z jednej strony mający swoją renomę, a z drugiej o bardzo losowym charakterze. To drugie wynika ze zmieniania za każdym razem organizatorów. Dwa lata temu za Polcon odpowiadali ludzie robiący Pyrkon, rok temu konwent odbył się we Wrocławiu, a w tym roku miał mieć miejsce w Toruniu. Po drodze doszło jednak do zmiany planów. Organizacja z miasta pierników, która miała stać za Polconem, poddała się. Zamiast niej, na rezerwowych organizatorów, zgłosiło się i zostało zaakceptowane Stowarzyszenie Avangarda. Od początku zaznaczali oni, że tak na prawdę planowali organizować Polcon w 2015, a tegoroczna impreza była niejako przypadkowa. W związku z tym, że mieli oni relatywnie mało czasu, to rokrocznie organizowana przez nich Avangarda została w tym roku zawieszona i wszystkie siły skierowano na przygotowywanie Polconu.

 

Wkrótce po wybraniu organizatorów można było słyszeć jednak różne złośliwe głosy i krytyczne uwagi. Nie przejmowałem się przesadnie nimi, gdyż wszyscy wiemy, że spory i kłótnie są regułą, jeżeli chodzi o jakiekolwiek organizacje. Ot, niektórzy ludzie się nie lubią i tyle. W czerwcu zapłaciłem dosyć duże pieniądze za akredytacje (biorąc pod uwagę, że była to przedpłata z dużymi zniżkami) i zgłosiłem dwa punkty programu. Średnio wtedy podobał mi się pomysł – jak się potem okazało słusznie – aby osoby prowadzące prelekcje zamiast dostawać zniżki do akredytacji, dostawały walutę konwentową, ale taka była wola organizatorów.

Pierwsze wątpliwości, czy wszystko dobrze idzie pojawiły się u mnie, kiedy nie dostałem żadnego potwierdzenia, czy pieniądze dotarły na konto. Może bym się tym nie przejmował, gdyby nie to, że na stronie była informacja, że takowa będzie. Druga wątpliwość pojawiła się, kiedy, po zgłoszeniu punktów programu, od strony organizatorów zapadła cisza. Teoretycznie wiedziałem, że jeden punkt został przyjęty, ale czym innym rzucona luźno uwaga, a czym innym oficjalne potwierdzenie. Mijały tygodnie i organizatorzy na facebooku głównie milczeli.

Mam miecz i nie boje się go użyć
Mam miecz i nie boje się go użyć

Była to zresztą moja druga lampka alarmowa. Każdą organizację, czy instytucję, która przekazuje informacje tylko za pomocą facebooka uważam, za co najmniej nie poważną. Przypominam wszystkim, że nie ma obowiązku posiadania konta na tym serwisie społecznościowym. W końcu jednak dostałem informacje o terminie pierwszej prelekcji. Potem dostałem telefon, że jest pewna zmiana i zamiast mieć ją w piątek o 21, to odbędzie się ona w czwartek o tej samej godzinie, a na jej miejsce będzie moja druga prelekcja. Miałem też dostać potwierdzenie mailowe. Rzeczywiście przyszło ono po kilku dniach, ale i tak pozostały u mnie pewne wątpliwości odnośnie tego, co będzie się działo na konwencie. Wiadomość o tym, jakie będę miał prelekcje, dostałem na początku sierpnia. Odliczając powrót z wakacji miałem trzy tygodnie na ich przygotowanie. O ile w przypadku moich punktów programu nie było to specjalnie ciężkie zadanie, to jestem w stanie sobie wyobrazić, że były osoby, dla których było to zdecydowanie za mało czasu.

Co ciekawe, po pierwszych opóźnieniach, program miał zostać zamknięty do końca pierwszej dekady sierpnia. Wtedy też miał zostać ustalony ostateczny harmonogram prelekcji. Minął 10 sierpnia i nastała długa cisza, przerywana jedynie przez kolejne odwołane wizyty zagranicznych autorów. Już wtedy pojawiła się wyraźnie myśl, że Polcon przerósł organizatorów, ale zarazem zaznaczałem dalej w dyskusjach, że mieli oni tylko jeden rok na przygotowanie konwentu. Pewne problemy mają prawo mieć miejsce zawsze. Potem jednak nastąpił słynny wypadek z cosplay’em, gdzie organizatorzy na kilka dni przed zakończeniem przyjmowania zgłoszeń odwołali go. Uzasadnienie było jednym z największych kuriozów, jakie czytałem: za mało zgłoszeń, choć nie upłynął jeszcze termin ich nadsyłania. Jeżeli mieli mało czasu na dopięcie pokazu organizacyjnie, to mogli przecież skrócić czas przyjmowania zgłoszeń. Krzyk wściekłości na facebooku sprawił, że po kilku dziwnych wypowiedziach organizatorów cofnęli oni swoją decyzję. Duży niesmak jednak pozostał.

Kolejkon 2013
Kolejkon 2013

Potem wreszcie, na tydzień przed konwentem, ujawniono tabele programową. Może i nie byłoby z oczekiwaniem na nią problemu, gdyby nie od paru dni przed tym wydarzeniem nie powtarzały się zapewnienia, że „już dzisiaj będzie”. Co gorsza, przygotowany plik był kompletnie bezużyteczny. Zapowiadano jednak, że problemy z jego czytelnością wynikają z tego, że robiony był on pod inny, większy, format wydruku niż standardowe A4. Już w trakcie konwentu okazało się, że nie do końca z tego pliku skorzystano drukując broszurę zawierającą harmonogram. Stąd też dziwnym jest, że dostarczono tylko taki, koszmarny, plik pdf tabeli, skoro organizatorzy posiadali też inne jego wersje. Poza tym już w dniu ogłoszenia tabeli okazało się, że jest ona nieaktualna, o czym nie wspominano na stronie konwentu. Dodajmy do tego rozliczne błędy (np. brak niektórych osób wymienionych wśród autorów punktu programu), oraz sztuczne rozdęcie całej siatki, co razem sprawiało, że całość wyglądała dziwnie. Widać wyraźnie, że organizatorzy za wszelką cenę chcieli zrobić wrażenie, że konwent jest ogromny. Ucierpiała na tym czytelność informacji. Tabela programowa byłaby o wiele bardziej przejrzysta, gdyby przeniesiono na przykład LARPy do osobnej tabeli.

RPGi, system brzmiał z dwóch usłyszanych przeze mnie zdań, jak skrzyżowanie Dzikich pól z elfami. Pola elfów?
RPGi, system brzmiał, według dwóch usłyszanych przeze mnie zdań, jak skrzyżowanie Dzikich pól z elfami. Pola elfów?

Na tym jednak nie koniec problemów, jakie pojawiły się jeszcze przed Polconem. Wraz z publikacją tabeli ogłoszono, że następnego dnia, to jest w poniedziałek przed konwentem, na stronie pojawi się pdf z książeczką zawierającą opisy punktów programu i inne przydatne informacje. Nie pojawił się on nigdy. Już w tym momencie nie powinno być wątpliwości, że wszystko wygląda nie ciekawie. Co gorsza, organizatorzy nie potrafili zrobić własnej mapki terenu konwentu, którą umieściliby na stronie.

O tym, że organizacja leży było jednak już dla wszystkich jasne w czwartek, w pierwszy dzień konwentu. Ogromna kolejka, ogromny chaos i organizatorzy, którzy zaczynają panikować. Najbardziej fascynujące jest to, że to oni sami sprowadzili sobie na głowę problemy. Sposób ustawienia akredytacji i wymieszane kolejki dla twórców, mediów, osób z przedpłatami i bez, sprawiały, że w tłumie nikt nie wiedział, gdzie powinien iść. Zbyt mała ilość stoisk sprawiała, że ludzie się tylko przepychali siłą do odpowiedniego okienka. Brakowało pieniędzy na wydanie reszty, a torebki z materiałami nie były przygotowane. Z tym zresztą wiązał się problem tego, że nie we wszystkich zestawach były karty do głosowania na Zajdle, a i ludzie w akredytacji nie wiedzieli, do kogo powinien trafić zbiór opowiadań nominowanych. Chaosu i bałaganu nie udało się rozładować do końca pierwszego dnia, stąd wiele prelekcji w ogóle się nie odbyło, a na innych frekwencja była dosyć mała. Na szczęście dla stojących w kolejce, część osób szybko się zorganizowała i można było dostrzec na przykład grupy grające w RPGi. W następne dni było już lepiej, ale i tak poza niedzielą zawsze rano była dosyć duża kolejka.

Kolejka na koniec dnia
Kolejka na koniec dnia

Gdyby jednak ograniczać się tylko do problemów z akredytacją, to nie tłumaczyłoby to ogólnego zdenerwowania i zniechęcenia odnośnie organizacji konwentu. Różne wpadki się zdarzają, czasem pewne rzeczy zwyczajnie nie działają. Tak to jest na konwentach, choć rzadko kiedy aż tak spektakularnie i to z winy ewidentnie organizatorów. Tutaj nie było mowy o tym, że właściciel budynku robiłby jakieś problemy w ostatniej chwili. Co więcej, ze względu na pogodę spokojnie można było wyciągnąć akredytację na zewnątrz budynku, co zdecydowanie rozładowałoby problemy. Zresztą już w sobotę okazało się, że akredytacje były niepotrzebne, bo nie było problemu, aby wejść na teren konwentu bez opaski.

Na tym jednak nie koniec porażek organizacyjnych. Dalszymi były mapy konwentu. Począwszy od tego, że nie było porządnej mapy terenu konwentu w materiałach wydanych uczestnikom i wiele osób gubiło się pomiędzy niezbyt wyraźnie zaznaczonymi budynkami. Kiedy jednak udawało im się dotrzeć do tego właściwego, to jeszcze nie znaczyło, że wejdą na zamierzony punkt programu. Sala konkursowa nie była w ogóle oznaczona, a sale wchodzące w skład Dni Nauki na Targach były tak zaznaczone, że co chwila ktoś szukał jak dotrzeć do którejś z nich. Sam niejako byłem ofiarą tego, gdyż wiem o paru osobach, które chciały dotrzeć na Seks, przemoc i średniowieczne kroniki, a poległy w walce z mapką i układem budynku. Teoretycznie powinna być osoba od informacji umieszczona tuż za drzwiami do budynku, ale akurat w czwartek nie zawsze była na miejscu. W gruncie rzeczy bardzo mnie fascynuje jak można było zrobić tak nieczytelne mapki. Co gorsza, jak można było tak słabo oznaczyć już poszczególne sale? Nie zawsze było widać na drzwiach, która to lit 3, a która lit 4 – szczególnie w tłoku i zamieszaniu. Dodajmy do tego w gruncie rzeczy ukryty blok dziecięcy, który umieszczono w stojącym na uboczu Kotle. Był tam też games room i parę innych atrakcji, do których już jedynie nieliczni dotarli.

Nawet psy były smutne i odmawiały szczekać
Nawet psy były smutne i odmawiały szczekać

Zbliżając się do końca narzekań wspomniałem o wynagrodzeniu za prelekcje. Za każdy punkt programu dostawało się 15 „PLN”. Pomijając już to, że wielu twórców nawet nie wiedziało o tym wynagrodzeniu, to już jedna wizyta w sklepiku konwentowym sprawiała, że ręce opadały. Za owe 15 „PLN” można było kupić li tylko 3 przypinki, albo książkę z antykwariatu. Większość książek kosztowała już 30 PLN, a i tak wybór był bardzo słaby. W porównaniu do innych konwentów, to ten sklepik był chyba najsłabszym, jaki widziałem (słabszy nawet niż stare Krakony!). Człowiek musiał dużo kombinować jak się pozbyć owej waluty konwentowej! Dodajmy, że bardzo pomysłowo pierwotną godziną zamknięcia w niedziele sklepiku była 14, choć ostatnie konkursy kończyły się po 16. W każdym razie wszyscy twórcy programu, z którymi rozmawiałem, zgodnie stwierdzali, że zdecydowanie bardziej woleliby zniżki, aniżeli kombinacje ze sklepikiem.

Niektóre punkty programu wzmagały apetyt.
Niektóre punkty programu wzmagały apetyt.

Zresztą twórcy programu mieli jeszcze problem z całkowitym zignorowaniem przez orgów uwag, które poczynili w zgłoszeniach. Sytuacja, w której zgłaszało się zapotrzebowanie na komputer lub głośniki, a potem ich nie było, jest dosyć niemiła. Co gorsza okazało się, że na cały budynek główny był tylko jeden laptop dostępny prelegentom. Na szczęście dostarczono mi komputer z akredytacji (piątek 21), ale w takim razie, po co była możliwość zgłaszania się o te rzeczy? Nie lepiej było napisać od razu: nie mamy laptopów, proszę przynieść własne?

Możliwe, że ocena tych wszystkich błędów byłaby trochę łagodniejsza, gdyby nie to, że organizatorzy na facebooku po chwili pokory i przeprosinach, zaczęli udawać, że wszystko było dobrze. Sprowadzali też całą krytykę tylko do kolejek, ale ich błędy i niekompetencja dotyczyły, jak widać, także innych spraw. Także tłumaczenie się tym, że zostali zaskoczeni ilością osób nie jest zbyt poważne biorąc pod uwagę, jak sami nakręcali atmosferę nastawiania się na rekord i tym podobnych.

Boskie hau
Boskie hau

Z tego opisu wyłania się bardzo negatywny opis konwentu. Były jednak pozytywy, a tymi okazali się uczestnicy, którzy zrobili, co mogli, aby było fajnie. Prelekcje stały na całkiem przyjemnym poziomie, a uczestników przeważnie było całkiem sporo. Jeszcze w czwartek zajrzałem na chwilę na Podteksty w baśniach prowadzone przez kot teofil. Nie było to może niezwykle odkrywcze, ale prowadząca potrafiła zainteresować słuchaczy i przyjemnie się jej słuchało do chwili, gdy musiałem udać się na swoją prelekcje. Siebie oceniać nie będę, ale Polcon był bardzo pruderyjny w tym roku.

Następnego dnia posłuchałem sobie o aktorze o twarzy budyniu, czyli Marku Sheppardzie. Jest on jednym z tych przypadków, gdzie zmarszczki tylko ratują sytuacje! Było fajnie i miło, a Cathia, jak Cathia, szybko schwytała publiczność w swoje łapska i już jej nie wypuściła. Potem udałem się posłuchać o małżeństwach w średniowieczu. Następny punkt programu, który odwiedziłem, to konkurs Retro gamingowy organizowany przez retrogralnia.pl. Trzeba przyznać, że pytania były fajne, odpowiedzi czasem jeszcze lepsze (już nigdy nie zagram bez uśmiechu w Hansa Klossa). Prowadzącym udało się zainteresować uczestników i widownie, a i przekazywali swoją dobrą zabawę innym. Nawet osoby niemające pojęcia, że było coś takiego jak spektrumna mogły się dobrze bawić.

Steampunko-fantasy w jednym
Steampunko-fantasy w jednym

Po przerwie obiadowej posłuchałem sobie na Dniach Nauki o starożytności w fantastyce i może kiedyś coś sam w tym temacie napisze. Było kilka uwag, kilka sporów, a i mało brakowało, a bylibyśmy świadkami linczu! Kiedy uciekłem od Gibbona przyszła pora dowiedzieć się, że istnieje taki film Disney’a, jak Lis i pies i co gorsza, miał więcej niż jedną część. Potem posłuchałem sobie jeszcze całkiem przyjemnego opowiadania o Hannibalu w ramach prelekcji LittleLadyPunk. Może i podobnie, jak miało to miejsce w przypadku baśni, nie dowiedziałem się niczego, czego wcześniej nie wiedziałem, ale słuchało się tego bardzo przyjemnie i prowadząca niejako iskrzyła charyzmą. Musiałem jednak zniknąć mniej więcej w połowie, aby poopowiadać o Johnie Carterze i pokazywać sprośne obrazki z mackami. Pomimo starań udało mi się uśpić tylko jedną osobę, ale jak już pisałem – nie będę oceniać swoich prelekcji.

W sobotę zobaczywszy tabun kobiet na fangirlach udałem się pogadać o wodzie, kanalizacji i rurach w różnych miastach Polski. Następnie wziąłem udział w konkursie o Supernaturalu, aby zakończyć dzień słuchając spoilerów do Galactici 1980. Kiedy już tostery zostały zakończone razem ze wszystkimi uczestnikami, zostałem usunięty z terenu budynku głównego i po krótkiej wizycie na targach spędziłem miły wieczór z piwem i pizzą.

Ci od Crowley'a
Ci od Crowley’a

Niedziela, czyli pierwszy dzień bez kolejek, była zdecydowanie luźniejsza. Gdzieś tam w tle majaczyli twórcy Dziedzictwa Imperium, obejrzałem sobie całkiem ładnie wydaną polską wersję Apocalypse World. Wziąłem jeszcze udział w konkursie wszechserialowym, a potem posłuchałem wymieniania genealogii poszczególnych rodów Gry o Tron w ramach konkursu o świecie wymyślonym przez G. R. R. Martina.

Czytając powyższe uwagi widać wyraźne przełamanie. Z jednej strony organizacja fatalna, a z drugiej fajne i ciekawe prelekcje, czy konkursy. To jest chyba największy pechy tegorocznego Polconu, to mógłby być bardzo dobry konwent. Niestety kompletna niekompetencja organizatorów sprawiła, że zamiast pochwalnych ocen dominować będą negatywne. Błędem byłoby sprowadzanie nieudolności organizatorów tylko do kolejki, to była cała seria porażek, których nie tłumaczy to, że mieli tylko rok na zorganizowanie konwentu. Zrobienie mapek nie wymaga więcej niż 12 miesięcy, a stworzenie pdfa z tabelą programową nie jest trudne (no chyba, że autorzy korzystali tylko z programu typu Scribus, ale w to nie wierze). Upraszczając, Polcon był fajnym konwentem, ale w gruncie rzeczy wbrew działaniom Stowarzyszenia Avangarda, które robiło wszystko, aby ocena była inna.

Krótka fotorelacja jest tutaj.

 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.