Lekarz, gwiazda rocka, superbohater, czyli Buckaroo Banzai

Bohaterowie pozytywni. Dlaczego Jeff Goldblum grający postać nazywającą się New Jersey wygląda jak cowboy na rodeo? Bo tak!
Bohaterowie pozytywni. Dlaczego Jeff Goldblum grający postać nazywającą się New Jersey wygląda jak cowboy na rodeo? Bo tak!
 
 
 
 

Czasem mając kontakt z mieszkańcami innego kraju odkrywamy, że istnieje jakaś produkcja dla nich kultowa, którą wszyscy uwielbiają, a o której my nigdy nie słyszeliśmy. O ile tego typu sytuacja w kontakcie z mieszkańcem Europy, czy Azji nie dziwi, bo bardzo często filmy, czy seriale z tych regionów do nas nie docierają, to w przypadku rozmowy z mieszkańcem Stanów Zjednoczonych Ameryki musi wzbudzać przynajmniej zaciekawienie. Wynika to stąd, że istnieje bardzo silne przekonanie o dominującej roli Ameryki, jeżeli chodzi o kulturę popularną. Można powiedzieć, że wszystkie filmy i seriale, o których się mówi, przynajmniej teoretycznie stamtąd pochodzą, albo powstały za pieniądze szeroko rozumianego Hollywood. Na zagrożenie tymże kolonializmem kulturowym regularnie wskazują przedstawiciele lokalnego świata kultury i mediów. Przynajmniej raz na rok u nas ukazuje się tekst zatroskanych „ludzi kultury” domagających się, aby rząd coś zrobił z tym zagrożeniem. Okazuje się jednak, że wbrew pozorom nie ma jednoznacznego przełożenia popularności danej produkcji pomiędzy Ameryką, a resztą świata. Bardzo często dochodzi wręcz do sytuacji, że coś głośnego za oceanem, w Europie, a już szczególnie w Polsce jest kompletnie nieznane.

 
 

Przykładem na to, o czym tutaj piszę jest jeden z kultowych filmów z za Atlantyku, czyli The Adventures of Buckaroo Banzai Across the 8th Dimension. Regularnie w trakcie rozmów z różnymi fanami fantastyki z Ameryki pojawia się ten tytuł w różnych – generalnie pozytywnych – kontekstach. Jest to jeden z klasyków i filmów, które każdy szanujący się geek tamże teoretycznie powinien znać. Także i gra RPG osadzona w świecie tego filmu, która ma wyjść pod koniec tego roku jest jednym ze Świętych Grali tej formy spędzania wolnego czasu – sam pamiętam wiele dyskusji, gdzie właśnie Buckaroo Banzai podawano jako przykład idealnej licencji dla gry RPG. Czytelnik, który właśnie się dowiedział o istnieniu Adventures… może spytać, dlaczego o tym filmie nigdy nie słyszał? Odpowiedź jest dosyć prosta, jak się spojrzy na informacje ile zarobił on w kinach. Była to zdecydowanie porażka kasowa i był w kinach tylko przez krótki czas. Prowokuje to następne pytanie, dlaczego film, który na siebie nie zarobił, wzbudza tak wielkie zainteresowanie? Odpowiedź jest prosta i postaram się ją dać w miarę prostych słowach.

Głównym bohaterem filmu jest Buckaroo Banzai, syn japończyka i amerykanki. Jego rodzice byli naukowcami, którzy zginęli w wyniku wypadku, czy też jak niektórzy przypuszczają sabotażu podczas eksperymentu z samochodem napędzanym silnikiem odrzutowym. Celem owego eksperymentu było przedostanie się do innego wymiaru. Buckaroo mając taką rodzinę miał tylko jedną drogę życiową przed sobą, mógł zostać tylko wielkim bohaterem, czy wręcz herosem. Używam tego określenia, gdyż inaczej Buckaroo nie da się nazwać. Mamy do czynienia z wybitnym neurochirurgiem, który znudziwszy się pracą lekarza zaczął dorabiać jako super naukowiec, gwiazda rock’n’rolla, a także przywódca grupy bohaterów rozwiązujących rozliczne zagadki na całym świecie. Poza tym kieruje on Instytutem Banzai, który zajmuje się odkrywaniem prawdy o wszechświecie, a i posiada silną siatkę agentów rekrutujących się nie tylko spośród różnych zawadiaków, ale także i czytelników komiksów, których jest głównym bohaterem.

Bohaterowie pozytywni gotowi do walki w obcymi.
Bohaterowie pozytywni gotowi do walki w obcymi.

Film rozpoczyna się od przygotowań do testu niezwykłego pojazdu. Jest to powtórzenie eksperymentu, w którym zginęli rodzice Banzai. Tym razem jednak się on udaje. Buckaroo kierujący samochodem dostał się do 8mego wymiaru, z którego wrócił po kilku minutach. Relacje z tego wydarzenia w szpitalu dla osób chorych psychicznie oglądał doktor Emilio Lizardo. Był to kiedyś świetny fizyk, który po nieudanej próbie dostania się do 8mego wymiaru zwariował. Okazuje się, że jego umysł został przechwycony przez Lorda Johna Whorfina, który został wygnany do 8mego wymiaru z 10 planety i przypadkowo trafił na Ziemię. Teraz, dzięki eksperymentowi Buckaroo, chce wrócić tam skąd przybył. W tym celu wykorzystuje siatkę wygnanych, podobnie jak on, Czerwonych Lectroidów, czyli właśnie mieszkańców 10 planety, którzy uniknęli wygnania do 8mego wymiaru. Wszyscy oni dostali się na Ziemię w 31 października 1938 roku. Data ta jest o tyle ważna, że jest to dzień (z błędem twórców, bo powinno być 30 października), kiedy nadawano Wojnę światów Orsona Wellesa. Owa audycja radiowa miała ukryć przed mieszkańcami Ziemi fakt, że właśnie trafiła na nią pokaźna grupa obcych, którzy dzięki użyciu specjalnego gazu ukryli się wśród populacji. Wszyscy też mają wytworzone numery Social Security tego samego dnia – 1 listopada – a i wszyscy mają na imię John. Nazwiska mają bardzo różne (np. Smallberries) Teraz na rozkaz Lord Whorfina mają oni zdobyć dla niego jedną z części samochodu Buckaroo, która jest potrzebna do przejścia do innego wymiaru i uwolnienia towarzyszy.

Obcy są źli i ubierają się w stylu biednej i żebrzącej Armii Czerwonej
Obcy są źli i ubierają się w stylu biednej i żebrzącej Armii Czerwonej

Nad Ziemią jednak zawisł statek Czarnych Lectroidów, którzy nie chcą, aby Lord Whorfin wrócił do domu. Chcą jednak, aby to sami ludzie powstrzymali go i uniemożliwili wykonanie jego planów. W tym celu informują oni Buckaroo przez swojego posłańca, który wygląda niczym Jamajczyk ery Disco, że za kilkanaście godzin wystrzelą rakietę w kierunku Związku Radzieckiego, co zostanie automatycznie uznane przez Sowietów, za wypowiedzenie wojny. W oczywisty sposób oni odpowiedzą i w ten sposób Ziemia, wraz z Lordem Whorfinem, przestanie istnieć. Buckaroo ma ledwie kilka godzin na powstrzymanie obcych, a po drodze i wyjaśnienie, kim jest spotkana przez niego w barze kobieta, Penny Priddy, która wygląda identycznie jak jego zamordowana przez Hanoi Xana, przywódcę Światowej Ligi Przestępczości, żona Peggy Banzai.

Jak widać fabuła jest mocno skomplikowana, dziwna i lekko absurdalna. Nie wypełnia to jednak wszystkich dziwactw, jakie będzie nam dane obejrzeć w Adventures… Film jest rozbudowaną opowieścią, gdzie dostajemy bardzo wiele informacji o świecie, które może i są zbędne z punktu widzenia samej fabuły, to sprawiają, że za każdym oglądaniem dostrzegamy nowe elementy. Sama opowieść wyraźnie odwołuje się do literatury lat 30-40tych z takimi bohaterami, jak Doc Savage, czy Shadow (powieściowy, a nie radiowo-komiksowy). Są to historie pełne bohaterskich czynów i szalonych naukowców. Nauka jest tutaj pewnym abstrakcyjnym pomysłem, w ramach którego można robić wszystko, na co ma się ochotę.

Co więcej, sami naukowcy wyglądają i są gwiazdami rocka, na co mamy dowód w jednej ze scen, gdzie Buckaroo Banzai śpiewa, gra na gitarze i tańczy wraz ze swoim zespołem Hong Kong Cavaliers, który składa się z jego współpracowników z instytutu. Także i wspomniani współpracownicy-agenci mają konkretną nazwę, czyli Blue Blaze Irregulars, co automatycznie powinno się kojarzyć z Baker Street Irregulars, czyli szajką dzieci pomagającą Holmesowi. O charakterze i podejściu do filmu najlepiej świadczy, że podczas ataku Lectroidów widzimy w laboratorium arbuza włożonego pomiędzy wielkie imadło-coś. Dlaczego on tam jest? A dlaczego ma tam go nie być!

Film jest lekką historią, pełną humoru i zabawy. Występuje w nim wielu aktorów, którzy właśnie od Adventures… zaczęli swoje kariery, jak Peter Weller wcielający się w tytułowego bohatera, czy Jeff Goldblum, Clancy Brown, ale też mamy Johna Lithgow w roli Lorda Whorfina i Christopher Lloyd jak jednego z Czerwonych Lectroidów imieniem John Bigbooté. Adventures… chociaż nie zarobiło na siebie, to wiele osób dobrze zapamiętało film. Stąd też popkultura pełna jest nawiązań do niego, a Star Trek wręcz jest nimi zalewany (choćby SS Buckaroo Banzai, czy też to, że w tym uniwersum istnieje Instytut Banzai!). Jeżeli ktoś chce mówić, że orientuje się w popkulturze (amerykańskiej), to powinien czym prędzej obejrzeć Adventures…, ale pamiętaj czytelniku, no matter where you go, there you are!

 

 
 
 

2 comments

Leave a Reply

Your email address will not be published.