Krew i flaki wszędzie (Hotline Miami)

Wielki kurczak mówi: zabij.
Wielki kurczak mówi: zabij.
 
 

Lata 80-te są czasem kolorów i krwi. Pewien styl, który wtedy dominował w popkulturze jest łatwo rozpoznawalny. Warto tutaj wspomnieć Cobrę z Sylvestrem Stallone. Ta niesłusznie zapomniana produkcja jest chyba jednym z ładniejszych filmów lat 80-tych. Przemoc i strzelaniny wpisane są w bardzo starannie przemyślaną kolorystykę. Zarazem dochodzi do tego świadome mieszanie gatunków opowieści. Ostatnio do tej stylistyki odwoływał się Nicholas Winding Refn w Drive. Jednakże popularność tych motywów, jak i kolorów sprawia, że wychodzą także i inne teksty kultury odwołujące się do tej stylistyki, którą najczęściej wiąże się jednak z Miami Vice.

Tytuł omawianej tutaj gry wprost zresztą nawiązuje do serialu Michaela Manna. Hotline Miami jest grą pełnymi garściami sięgającą ku wizjom i wyobrażeniom lat 80-tych. Jest to produkcja w pełni świadomie pogrążona w stylistyce tamtych czasów. Nawiązania na pierwszy rzut oka są proste, mamy podobną paletę barw wykorzystywaną w opowieści, która zresztą na dokładkę osadzona jest w tamtych latach. Dodatkowo ważnym elementem owego odwoływania się do przeszłości jest także bardzo staroświecki typ rozgrywki. Nie mamy tutaj do czynienia z rozbudowaną grą, jakie były modne niedawno. Zamiast tego mamy bardzo klasyczną konstrukcje, która pod wieloma względami sięga do Who Dares Wins, czy też Alien Breed. Kamera, przez którą obserwujemy pole gry ustawiona jest ponad bohaterem sterowanym przez gracza.

Mała masakra.
Mała masakra.

Naszym zadaniem jest zabicie wszystkich przeciwników na planszy. Wykonanie tego nie wymaga od gracza zbyt wiele wysiłku, tak, jeżeli chodzi o zręczność, jak i intelekt. Wystarczy naciskać klawisz myszki i się odpowiednio ustawić. Pod tym względem gra jest bardzo uproszczona, nawet względem wielu starszych produkcji. Trzeba dodać, że podczas pokonywania kolejnych plansz nie spotkamy zbyt wielu typów przeciwników. Jeden, to zwykli gangsterzy, których można zabić jednym uderzeniem łomu, drugim są grubsi gangsterzy, który trzeba zastrzelić, no i trzecim są psy. Jeżeli spotykamy policję, to chociaż teoretycznie mamy do czynienia z inną frakcją, to oprócz zmienionej grafiki, niczym się nie różnią od gangsterów.

Dodajmy jeszcze, że plansze nie są przesadnie rozbudowane. Ot, kilka pomieszczeń, które można oczyścić stosunkowo szybko. Rzadko kiedy trzeba specjalnie myśleć na temat tego, w jaki sposób iść po planszy, gdyż w większości wypadków mamy tylko jedną ścieżkę postępowania. Tak na prawdę jedynie, jeżeli chodzi o broń, to mamy do czynienia z dużym wyborem, począwszy od pięści, a skończywszy na karabinach maszynowych. Pomiędzy mamy kije bejsbolowe, łomy, patelnie i wiele innych. Nic dziwnego w związku z tym, że sama gra należy raczej do tych krótszych. Jej przejście zajmie może 2, czy 3 dni nieintensywnej gry. Wydłużana ona jest jedynie poprzez próby sprawdzenia, jak zachowa się ciało przeciwnika w kontakcie z innymi broniami.

Pod względem technicznym Hotline Miami także specjalnie się nie wyróżnia na plus. Grafika nie należy do najładniejszych. Swoim poziomem przywodzi na myśl pierwsze GTA. W pewnym sensie jest to zaskakujące, ale też pokazuje, że w pewnych kategoriach gier gracze przestają się przejmować tym, że nie mają do czynienia z wysokiej jakości modelami 3D. Wystarczy im plama z pikseli, byle tylko przyjemnie się grało. Podczas rozgrywki muzyka gra w tle, ale należy ona raczej do tej, której się nie zapamiętuje. Przyznam nawet, że spodziewałem się lepszej muzyki biorąc pod uwagę osadzenie gry w latach 80-tych, jak i wyraźne inspiracje filmem Refna. Ten reżyser bowiem bardzo starannie podchodzi do doboru muzyki do swoich produkcji.

Śmierć jest częstym wypadkiem przy pracy psychopatycznego mordercy.
Śmierć jest częstym wypadkiem przy pracy psychopatycznego mordercy.

Pomimo tych wad, tego, że mamy do czynienia z jedną z bardziej banalnych gier, to Hotline Miami okazało się wielkim przebojem. Wynika to z tego, że jest to niezwykle przyjemna gra. Duża zasługa w tym wielu różnorodnych broni, przy użyciu których można w finezyjny sposób zabijać przeciwników. Ciąć kataną na kawałki, rozsadzać przy użyciu celnego strzału z shotguna. Oglądając pomieszczenia wypełnione trupami przypominamy sobie właściwie niegrzeczne gry z lat 90-tych, gdzie nikt nie przejmował się hektolitrami krwi na ekranie. Hotline Miami jest radosną masakrą wszystkiego, co się rusza. Samo zabijanie nie jest jednak najważniejsze, liczy się także to, że jest ono dobrze zrobione. Nie mamy sytuacji, gdzie gracz jest skazany na przeklinanie twórców, bo danego poziomu nie da się przejść, bo twórcy przesadzili z wymaganiami. Zarazem nie denerwujemy się, że wszystko idze nam zbyt łatwo, bo zawsze możemy spróbować cięższej metody przejścia planszy. Na przykład tylko przy użyciu pięści.

Także elementem dodatkowo uprzyjemniającym grę jest dobrze skonstruowana fabuła. Powiedzmy sobie szczerze, mało kto gra w tego typu gry, aby przeżywać rozterki emocjonalne. Służą one tylko do robienia efektownej krwawej jatki. Hotline Miami jest tutaj wyjątkiem. Fabuła jest zaskakująco ważnym elementem gry. Nasz bohater dostaje telefony, w których dostaje różnego rodzaju polecenia. Choć są one formułowane niewinnie, tak na prawdę naszym celem jest zawsze morderstwo na masową skalę. Wszystko jest jednak robione w atmosferze koszmaru, gdzie granica pomiędzy tym, co rzeczywiste, a tym, co nie, jest bardzo płynna. Dopiero z czasem wyjaśnia się, o co chodzi w grze. Nawet wtedy, gdy wszystko odkryjemy, to pewne pytania pozostają. Doskonale wpisuje się to w konwencje, gdzie sztandarowym przykładem jest To Live and Die in L.A. Williama Friedkina, gdzie zakończenie nie jest tak na prawdę końcem.

Hotline Miami jest dobrą grą, choć niepozbawioną wad. Nie do końca jestem przekonany, ze względu na jej długość, czy warta jest ona swoją cenę okładkową. Gdyby nadarzyła się pomimo tego okazja, to warto na pewno zagrać i pomachać tasakiem w ciasnym pomieszczeniu wypełnionym innymi ludźmi. Od tego w końcu są takie gry. Potem można jeszcze zakląć szpetnie, jak się gracz dowie, po co zabijał tabuny przeciwników.

 

3 comments

  1. Jerry says:

    Małe votum separatum. Muzyka jest rewelacyjna i po prostu “robi” rozgrywkę. Ten transowy i psychodeliczny klimat ścieżki dźwiękowej idealnie współgra z tym co i jak dzieje się na ekranie. Grę dawno odstawiłem, a od soundtracku nadal nie mogę się uwolnić.

  2. Czesiek_PL says:

    Zgadzam się z Jerrym – muzyka jest rewelacyjna i pasuje do tego onirycznego świata pełnego niedomówień. Do tego gra w niezwykle ciekawy sposób porusza tematyka brutalności.
    Łatwa mówisz? 🙂 Ja nie przypominam sobie w jakiej innej grze tak często ginąłem. I co ważne tutaj działa to w sposób mobilizujący, a nie irytujący

    • hihnttheadmin says:

      Jak widac jestem w mniejszosci, jezeli chodzi o muzyke 🙂
      Odnosnie poziomu trudnosci, tez ginalem regularnie, ale w tej grze smierc nie stanowi zadnego problemu, a sama gre pokonuje sie zywo i zwawo.

Leave a Reply

Your email address will not be published.