Czas apokalipsy niezwykłych żołnierzy (Universal Soldier: Day of Reckoning)

Wszyscy kiedyś byliśmy młodzi. Tak JCVD i Lundgren wyglądali na początku lat 90tych.
Wszyscy kiedyś byliśmy młodzi. Tak JCVD i Lundgren wyglądali na początku lat 90tych.
 
 

Pochodzący z 1992 roku Universal Soldier, choć nie był wielkim przebojem kasowym, zarobił wystarczająco dużo pieniędzy, aby zadowolić producentów. Dzięki niemu także zaczęła się Hollywoodzka kariera Rolanda Emmericha, co zapewne u wielu ludzi powoduje wielki smutek. Jednakże prawdziwie wielkim sukcesem był tak na prawdę dla aktorów występujących w tym filmie, czyli Jean Claude Van Damma i Dolpha Lundgrena. Obydwaj należą do bardzo specyficznej kategorii gwiazd kina. Przez całe swoje kariery nigdy nie wyszli poza zaplecze dla prawdziwych gwiazd kina akcji. Nigdy nie udało im się przebić, aby zarabiać tyle, co Stallone i inni, ale nazwiska ich stały się na tyle rozpoznawalne, że mogą regularnie grać w filmach, co patrząc na kariery innych aktorów należy uznać za duży sukces. Jednakże ich filmografię wypełnione są raczej słabymi filmami, aniżeli ciekawymi produkcjami.

W popularnej opinii od wielu już lat gwiazdy obydwu tych aktorów mocno przygasły. Mało kto już o nich pamięta i gdyby nie występ w Expendables najpewniej zostaliby całkowicie zapomniani. Jest to o tyle niesprawiedliwe stwierdzenie, że Van Damme wystąpił w bardzo dobrym JCVD, który zdecydowanie warto obejrzeć. Pojawienie się w Expendables, tak dla Lundgrena, jak i Van Damma było jednak wyjątkiem w karierze i teraz nastał czas na powrót do poprzedniej roli, czyli gwiazdy kina kopanego klasy B i ewentualnie mniejszych produkcji.

Universal Soldier opowiada o ożywionych martwych żołnierzach z Wietnamu wykorzystywanych w tajnych akcjach przez rząd amerykański. Z fabuły i z tego, że zbuntowany żołnierz, Luc Deveraux (czyli JCVD), skutecznie niszczy cały program, wynika jednoznacznie, że od początku historia była pomyślana jako jednorazowa produkcja. Zresztą bohater grany przez Lundgrena ginie dosyć spektakularnie.

Universal Soldier doczekał się kilku kontynuacji. Generalnie źle przyjętych przez wszystkich. Były one typowym wyciąganiem pieniędzy od widzów. Nagle 4 lata temu John Hyams, syn znanego wyrobnika Hollywoodzkiego Petera, przywrócił kinu tę serię. Ponownie w roli Luca Deveraux obsadził Van Damme’a, a i na ekran powrócił Dolph Lundgren, choć jego bohater nie miał prawa przeżyć. Rozwiązaniem było jednak klonowanie. Pomimo dosyć specyficznego charakteru produkcji, okazało się, że spodobał się on wystarczająco wielu widzom.

Tak Lundgren wygląda teraz.
Tak Lundgren wygląda teraz.

Zaskakujący dla wszystkich sukces nakręconego w Bułgarii filmu sprawił, że Hyams dostał pieniądze na kolejny film z serii. W ten sposób powstało Universal Soldier: Day of Reckoning. Tym razem głównym bohaterem jest John grany przez Scotta Adkinsa. Ten aktor, a zarazem kaskader powoli wyrasta na następcę Van Damme’a i Seagala. Jest sprawny fizycznie, ma działające mięśnie twarzy i raczej nigdy nie zostanie prawdziwą gwiazdą, dzięki czemu będzie mógł być zatrudniany w filmach kopanych klasy B, ewentualnie w serialach, takich jak Metal Hurlant Chronicles.

Początek filmu to brutalna scena ataku tajemniczych zamaskowanych mężczyzn na Johna i jego rodzinę. W sposób metodyczny pokazano jak główny bohater jest katowany, a następnie tajemniczy łysy mężczyzna, w którym po chwili każdy dostrzeże Deveraux, morduje z zimną krwią morduje jego żonę i córkę. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że wszystko jest pokazane bardzo dosłownie i wyraźnie.

Po kilku miesiącach John budzi się w szpitalu i podejmuje decyzje o tym, że odnajdzie człowieka, który zniszczył mu życie. Oficer FBI, który przyszedł do niego podczas przesłuchania daje mu zdjęcie pokazujące podejrzanego sprawcę. Po powrocie do domu nasz bohater dostaje telefon od nieznanego człowieka, który ma pewne informacje. Kiedy John dociera na umówione spotkanie w hotelu okazuje się, że się spóźnił. Ktoś w bardzo brutalny sposób zabił osobę, która do niego dzwoniła. Na miejscu znajduje jednak wskazówkę, co do dalszych poszukiwań w postaci paczki zapałek z klubu ze striptizem. Tam się okazuje, że jedna z tancerek go zna, choć John jej nie pamięta.

Jeżeli powyższy opis fabuły wydaje się chaotyczny, to zapewniam, nie bardziej niż sam film. Hyams postanowił zrobić coś bardzo dziwnego z Universal Soldier. Nie chciał robić kolejnego filmu akcji, a zamiast tego zrobił wariacje na temat Czasu apokalipsy Coppoli. Rolę Kurtza ma tutaj Luc Deveraux, a zamiast Benjamina L. Willarda mamy właśnie Johna. Są oczywiście pomiędzy obydwoma filmami wręcz ogromne różnice, ale sama konstrukcja hipnotycznej drogi, na której bohater spotyka różne postaci, jest bardzo podobna. Także strona wizualna filmu ma wiele wspólnego z Czasem. Czasem jest to wręcz bardzo dosłowne nawiązanie. W Universal Soldier jest scena podróży łodzią, która jest wyraźnie skopiowana z filmu Coppoli.

Trzeba wyraźnie powiedzieć, że Universal Soldier jest pięknym filmem. Jest to jeden z ładniejszych filmów akcji ostatnich lat. Co prawda poszczególne ujęcia częstokroć mają więcej wspólnego z obrazami, aniżeli z fabułą, ale ogląda się je wspaniale. Budują one miejscami magiczny klimat i na swój sposób przypominają twórczość Nicholasa Windinga Refna. Podobnie zresztą jak Refn Hyams lubi pokazywać przemoc w sposób brutalnie dosłowny, ale zarazem piękny. Krwi mamy tutaj dużo, przy czym jest ona „naturalna”, a nie z dodanymi komputerowo wytryskami czerwonej farby.

Natomiast JCVD tak. Dlaczego ma farbę na twarzy? Bo fajnie wygląda!
Natomiast JCVD tak. Dlaczego ma farbę na twarzy? Bo fajnie wygląda!

Jest to zresztą ciekawa i warta pochwały rzecz. Hyams nie lubi efektów komputerowych. Ma do nich dystans wynikający z doświadczeń ojca, któremu się zdarzało, że po nakręceniu filmu, studio nie miało odpowiedniej ilości pieniędzy na stworzenie odpowiednich efektów komputerowych. Stąd Hyams operujący dosyć skromnym budżetem nie chce ryzykować. Oznacza to, że film wygląda bardzo realistycznie i dosłownie. W połączeniu z dużą brutalnością poszczególnych scen sprawia, to, że nie jest to produkcja dla wszystkich. Zarazem nie jest to pornografia przemocy w rozumieniu filmów gore, czy podobnych produkcji. Tutaj przemoc nie jest sama w sobie istotna, a jest paliwem napędzającym opowieść.

Czy nowy Universal Soldier jest dobrym filmem? Trudno w gruncie rzeczy powiedzieć. Nie jest to zwyczajna produkcja, a raczej zlepek niezwykłości. Dobrze zagrany, zgrabnie pomyślany i wizualnie starannie przygotowany. Fabuła, choć nie ma w gruncie rzeczy wiele wspólnego z pierwszym filmem z cyklu. UniSole, czyli ci ożywieni żołnierze są tutaj klonami wyhodowanymi w laboratorium. Ich ciała się same leczą, łącznie z tym, że kończyny potrafią im odrosnąć. Nie zmienia to tego, że historie się dobrze ogląda i warto docenić twórców, że udało im się zrobić coś nietypowego.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.