Wampiry, muzyka i cyberpunk (Dzieci nocy)

Nathan Never powrócił u nas na łamach 8 kolejnych po Vampyrus albumów. Teoretycznie wszystkie były tłumaczone z włoskiego, jednak wybór zeszytów niebezpiecznie wskazywał, że źródłem mógł być tak na prawdę angielski przekład tychże. Wszystkie wydane u nas części przygód tego detektywa pokrywają się z podobnie jak u nas nieudaną próbą podbicia przez ten komiks Ameryki via Dark Horse Comics. Nie byłby to pierwszy przypadek, kiedy dany tekst pojawiał się w tłumaczeniu nie wprost. Zawsze podoba mi się to, że Księga Inkwizytora Bernarda Gui wydana u nas została, jako tłumaczenie z niemieckiego tłumaczenia z łaciny. Na dodatek takiego, w którym wycięto tak na prawdę najciekawsze rzeczy. W każdym razie wybór kolejnego do omówienia tomu przygód Never nasuwa się automatycznie. Po adaptacji Draculi na modłę cyberpunkową następnym krokiem mogło być zajęcie się kontynuacją opowieści.

 
 
 
 

Dzieci nocy z jednej strony kontynuują przygody Miny Harker i Lucy Seward, z drugiej rozwijają pewne wątki w trochę innym kierunku. Opowieść tym razem nie posiada wyraźnego literackiego pierwowzoru, ale są pewne elementy, można powiedzieć, popkulturowej zabawy. Jakiś czas po zakończeniu wydarzeń z Vampyrusa Mina Harker przeniosła się na Ziemię. Tam podjęła pracę w zakładzie pogrzebowym zajmując się wizażem zmarłych. Jest w tej pracy bardzo dobra i chwalona, ale odczuwa wewnętrzną pustkę. Nie tyle przez kontakt ze zmarłymi, co przez doświadczenie spotkania ze Shrekiem. Jego twarz dalej ją prześladuje. Pewnego dnia poznaje grupę ludzi nazywającą siebie Wampyr Ensemble. Jest to, jak się sam określa, fanklub popularnego muzyka rockowego nazywającego się Tadeusz. Nikt nie wie, kim on tak na prawdę jest. Jego koncerty, to holograficzne widowiska, na których wokalista jest tylko projekcją. Ta aura tajemniczości wraz z piosenkami o śmierci i mroku sprawia, że stał się on gwiazdą. Głosem pewnego pokolenia, które wierzy, że Tadeusz jest jednym z nich.

Pod wpływem Wampyr Ensemble, a szczególnie jego przywódcy przezwiskiem Santo, Mina postanawia wyruszyć w ślad za trasą koncertową Tadeusza. W odpowiednio przystrojonym minivanie będą jeździć po miastach kupując specjalne (pirackie) chipy pozwalające logować się do koncertów. Zdobywają je od George’a ‘Speedo’ Spectora. To nazwisko, to nie jedyne nawiązanie do znanych symboli muzyki. Santo nosi koszulkę ze znaczkiem Einstürzende Neubauten, a i mamy także mechanika przezwiskiem Elvis, który jest fanem Króla. W jednym miejscu pojawia się także plakat promujący Heroes Davida Bowiego.

Santo opętany jest przez pytanie o tożsamość Tadeusza. Cały Wampy Ensemble traktujący dosłownie jego piosenki jest zafascynowany śmiercią. Mówią i myślą o niej. Określają siebie mianem żywych trupów, a resztę społeczeństwa określają mianem potworów. Wszyscy są bogatymi i rozpieszczonymi dziećmi. Przekonani o swojej wyjątkowości nurzają się w mrocznej atmosferze, a nawet przerabiają sobie zęby, aby te przypominały wampirów. Te ich fascynacje powoli stają się niebezpieczne. W trakcie trasy koncertowej włamują się na teren budowy, na której odkryto stary cmentarz. Prace zostały zatrzymane aż odpowiednie służby podejmą decyzję, co czynić dalej. Nasz grupka w tym czasie postanawia zabawić się na cmentarzu. Zostają jednak nakryci przez policje, ale koniec nie jest taki, jakiego należałoby się spodziewać. Zamiast przetransportowania na posterunek dwaj policjanci zostają brutalnie zabici. Choć Lucy jest zaszokowana tym widokiem, nie robi nic, aby powstrzymać swoich towarzyszy.

Tadeusz służy tutaj dla fabuły, jako katalizator negatywnych emocji młodych ludzi. Jest on postacią wyraźnie inspirowaną osobą Ziggy Stardusta. Mroczny, tajemniczy piosenkarz, którego prawdziwa tożsamość jest ukryta. Nawet niektóre piosenki Tadeusza, których tekst jest cytowany w komiksie, przywodzą na myśl twórczość Davida Bowie. Także i fabuła komiksu, wraz z decyzją Santo o konfrontacji z Tadeuszem, przywodzą na myśl choćby tekst piosenki Ziggy Stardust.

Fabularnie historia jest bardzo starannie skonstruowana. Wszystkie elementy wynikają z poprzednich i całość dosyć dobrze dopełnia Wampyrusa. Mamy tutaj do czynienia z bardzo ciekawie rozpisaną historią. Także zwraca uwagę większa liczba cyberpunkowych motywów, które są rozrzucone w różnych miejscach opowieści. Ciekawym pomysłem jest to, jak może przetrwać trasa koncertowa w świecie przyszłości. Jest on oczywiście mocno osadzony w bardzo optymistycznej odnośnie rozwoju technologii wizji lat 90-tych. Zamiast jednak logować się, hologramowi muzycy występują na normalnych scenach. Co ważne jednak, tak jak w Japonii, ale też i w reszcie świata, nieistniejący muzycy są bardzo popularni. Wystarczy wspomnieć o Gorillaz.

Pomimo róznych ciekawych rozwiązań, sama historia operuje oczywiście pewnym znanym schematem. Poszczególne postaci, sekwencje i pomysły jesteśmy w stanie bez problemu przypisać do różnych motywów występujących w rozlicznych tekstach kultury. Dla niektórych może to być wada, ale dla innych jest przyjemną konstrukcją.

Rysunki w komiksie, jak to zwykle w tej serii, są proste i niczym się nie wyróżniają. Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że nie przeszkadzają w lekturze. Dosyć dobrze pokazywana jest historia, a bohaterowie są łatwi do rozróżnienia. To ostatnie jest o tyle ważne, że w historii przewija się cała plejada różnych postaci, a komiksy o podobnie prostej kresce mają tendencje do gubienia cech charakterystycznych i lektura staje się czasem kryminałem nie ze względu na fabułę, a problem z rozpoznaniem, kto kim jest. Warto też dodać, że poza wymienionymi już w komiksie jest wiele aluzji i nawiązań do zespołów muzycznych i są one bardzo sprawnie wykonane. Pod wieloma względami to jest najciekawszy element komiks.

Polecam osobom lubiącym zabawy wampirami.

 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.