Rzecz o drużynie, czyli Expendables

Jakiś czas temu na ekrany kin weszła druga część Expendables (będę tutaj używać tytułu oryginalnego, tytuł wymyślony przez polskiego dystrybutora jest bardzo głupi i tyle można o nim powiedzieć). Zdążył on nawet już zejść z ekranów, a i zapewne część widzów zdążyła o nim zapomnieć. Przypomnijmy w związku z tym, że mamy do czynienia z filmem, który był ostatecznym powrotem do statusu gwiazdy Sylvestra Stallone. Warto w tym miejscu przypomnieć sobie, że wydawało się, iż aktor ten na zawsze spadł z Hollywoodzkiego panteonu. Po wielkich sukcesach lat 80-tych i początku 90-tych dosyć nagle przyszło załamanie kariery. Właściwie trudno powiedzieć, kiedy z gwiazdora, który zapewniał producentom duże pieniądze, zamienił się on w upadłego aktora grającego w filmach, które od razu kierowano na DVD. Przy tym trzeba zaznaczyć, że był to o wiele bardziej spektakularne zejście ze statusu gwiazdora, niż miało to miejsce w przypadku innych gwiazd kina lat 80-tych. Żadna z nich nie gwarantowała takich przychodów, jak Stallone. Jedyny porównywalny przypadek, czyli Arnold Schwarzenegger, sam się wycofał u szczytu popularności. Oto po kilku latach, kiedy nawet portale i pisma plotkarskie się już Stallonem nie interesowały, powrócił on w kontynuacjach swoich starych przebojów. Co ciekawe dla wielu było to ostateczne przyznanie się do porażki tego aktora. Miał już nie być zdolnym do osiągania sukcesów inaczej, niż poprzez odcinanie kuponów od przebrzmiałej sławy.

Drużyna

W tym momencie na ekranach kin pojawił się Expendables. Też podnosiły się głosy, że to li tylko wykorzystywanie sentymentu za nazwiskami. Stallone upakował bowiem w jednym filmie wiele gwiazd kina akcji, które już są stosunkowo zapomniane. Krytycy oczywiście dorzucili swoje wyćwiczone zarzuty, że fabuła prosta, a dialogi pretensjonalne. Widzowie jednak wiedzieli swoje i gremialnie poszli oglądać film, gdzie grupa Hollywoodzkich emerytów z dodatkiem kilku młodszych gwiazdek dokonuje małej zagłady populacji karaibskiej wysepki.

Sukces filmu nie opiera się jednak na aktorach, czy też na prostym sentymencie do kina lat 80-tych. Stallone kręcąc obydwie części filmu zaczerpnął głęboko z zestawu schematów kulturowych. Mamy oto drużynę wojowników, którzy potrafią tylko zabijać i walczyć. Potrafią się wysławiać, ale tylko wtedy, gdy mają mówić o wojnie. W innych dziedzinach życia są natomiast niepełnosprawni niczym Walter z eposów rycerskich. Widać to bardzo dobrze w drugiej części filmu. W niej to Gunnara, który doskonale sobie radzi z mordowaniem zastępów przeciwników i jest do tego całkiem inteligentnym człowiekiem, próbuje poderwać towarzyszącą drużynie kobietę, czyli Maggie. Okazuje się nagle, że ten wspaniały wojownik nie jest w stanie wypowiedzieć składnego zdania do kobiety. Jego zdolności ograniczają się do walki, a nie normalnego życia. Zresztą i życie uczuciowe innych bohaterów przypomina komedie. Barney Ross, czyli teoretycznie główny bohater filmów, ilekroć jest w sytuacji romantycznej, to od niej ucieka. Warto pamiętać, że miłość nie służy wojownikowi, może on mieć miłostki, niczym Tool, ale nie prawdziwą miłość, gdyż ta go zniszczy i sprowadzi nań słabość. Tutaj można wskazać na inny film o tym, jak uczucia prowadzą do upadku i klęski, czyli Drive. Tamto bohater miał wszystko, czego chciał i jego przyszłość rysowała się w radosnych barwach. Niestety zakochał się i musiał za to zapłacić cenę. Pewnym wyjątkiem w Expendables jest Lee Christmas, który ma swoją ukochaną i to raczej długoterminową. Ma on jednak z nią wiele kłopotów, a towarzysze podśmiewają się z jego zachowań i emocji skierowanych do dziewczyny. Zresztą bardzo dobrze tę samotność bohaterów widać w scenach, gdzie w tle mamy więcej kobiet – oni natomiast sami siedzą i piją piwo wspominając swe bohaterskie czyny. Nie ma wtedy siedzących im na kolanach dziewczyn słuchających opowieści o ich sukcesach.

 

Drużyna 2

Zaznaczmy tutaj, że ważnym pozytywnym elementem kreowania bohaterów w filmie Stallone’a był brak sztucznych (i de facto szowinistycznych) postaci „kobiecych Rambo”. Bardzo często we współczesnym kinie widzimy bohaterki, które są robione jako silne i samodzielne kobiety, ale tak na prawdę jest to fantazja erotyczna scenarzysty-reżysera na punkcie Xeno-podobnej postaci. Nie chodzi o to, że w filmie nie powinno być silnych i wyrazistych postaci kobiecych, bo mamy choćby w pierwszej części postać Sandry (rewolucjonistki). Trzeba jednak tego typu bohaterki tworzyć z myślą o tym, aby nie były one złą autoparodią. Powiedzmy sobie wprost, nie widzę możliwości, aby odpowiednio poważnie odebrać film, w którym postać grana przez Jennifer Anniston pokonuje w podnoszeniu ciężarów Dolpha Lundgrena, a patrząc na niektóre produkcje współczesne niedługo coś takiego nas czeka. Expendables ominęli tego typu karykatury. Także i w drugie części filmu, gdzie jak wspomniałem wprowadzono do drużyny postać kobiecą, została ona zaprezentowana w sposób wiarygodny. Takie stwierdzenie może brzmieć dziwnie w przypadku filmu akcji, ale chodzi tu o wewnętrzną spójność w konwencji. Taki efekt osiągnięto w dosyć prosty sposób, po pierwsze stworzono z niej pełnokrwistą bohaterkę, a po drugie prowadzono jej wątek w ten sposób, że nie było wątpliwości, że nie jest to tylko zestawem piersi, czy też komputerowo podrasowanych kopniaków, a po prostu ciekawą postacią i dobrze zagraną. Jej romans z Barney’em jest pokazany poprzez 3 sceny i od początku wiadomo, że nie skończy się on kiczowato tandetnym pocałunkiem na tle wybuchającej bomby atomowej. Co więcej, jest on poprowadzony jako świadomy wybór obydwu postaci, a i w ten sposób przedstawione jest jego zakończenie. Dwoje bohaterów spotkało się i poszło w innych kierunkach zgodnie z potrzebami ich drogi, aby nawiązać do książki Heinleina.

Wypada także stwierdzić, że bohaterowie często mówią o umieraniu i śmierci, a ich walka wedle rozmów polegała głównie na taplaniu się we własnej krwi w Nigerii, albo na Bałkanach. Pomimo tego potrafią oni dalej walczyć i to nie stając się berserkami. W pełni kontrolują oni swoje emocje i działania. Charakterystyczne jest także to, że w sytuacji kontaktu z biednymi stają się oni automatycznie ich opiekunami. Przywodzi to na myśl bardzo dobrze osadzoną w kulturze scenę karmienia dzieci w Siedmiu wspaniałych. Dlatego też, kiedy trafiają do nękanej wioski stają w jej obronie.

 

Expendables w wersji średniowiecznej

Gdyby ktoś wątpił, czy w tych wszystkich scenach mamy do czynienia z bardzo głęboko osadzoną w kulturze koncepcją prowadzenia historii, to mam jeszcze jeden dobry argument. Jak wiadomo w pierwszej części Expendables Gunnar próbował zabić Yin Yanga. Ich pojedynek był jedną z głównych scen akcji filmu. Bardzo starannie zaplanowany kończył się strzałem Barney’a Rossa, który w ten sposób uratował postać graną przez Jeta Li. Na końcu filmu mamy natomiast scenę radosnej zabawy po wykonaniu zadania. Razem z bawiącymi się jest Gunnar, któremu bez problemu wybaczono wcześniejszą próbę zabicia towarzysza broni, jak i ich zdradę. Nic to jednak, bowiem jest on wojownikiem i jako taki zasługuje nie tylko na szacunek, ale i pominięcie wszystkich przewin. W jednym z wariantów eposu o Walterze, gdzie ucieka on wraz z ukochaną Helgundą z dworu Attyli, dochodzi do jego pojedynku z lokalnym władcą i jego towarzyszem Hagenem. Wywiązuje się długi pojedynek, w trakcie którego wszyscy otrzymują rany, tracą kończyny. W pewnym jednak momencie postanawiają zakończyć oni spór, dochodzi między nimi do porozumienia, po czym na uczcie razem naśmiewają się ze swoich ran, wśród których należy wymienić utratę prawej dłoni. Nic to, że jeden z nich otrzymał bardzo haniebną ranę, skoro zapomnieliśmy o swoich przewinach, to możemy się bawić, a nawet musimy.

Jak widać Expendables korzystają z wielu schematów kulturowych. W tym w dużej mierze tkwi siła filmu, gdyż doskonale wpisuje się on w nasze powszechne rozumienie opowieści. Od razu zaznaczę, że wątpię, aby Stallone tworząc scenariusz czytał prace antropologów kultury, czy korzystał z ich rad. Bardziej prawdopodobne wydaje się stwierdzenie, że kino akcji, jako stosunkowo najbardziej konserwatywny gatunek filmowy, najlepiej oddaje głęboko osadzone w kulturze konstrukcje fabularne. Jest on bowiem nierozerwalnie związany z długą tradycją opowieści o bohaterach i ich krwawych czynach.

Na zakończenie chciałbym dodać, że kiedyś przeczytałem stwierdzenie, że aż dziwnym jest, iż można napisać coś „głębokiego” o Hollywoodzkim filmie. Wydaje mi się, że tym tekstem pokazałem, że nie stanowi to problemu i można to uczynić nawet w stosunku do kina bardzo masowego.

 
 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.