Miedzy japonskimi serialami, a Terminatorem (Captain Power cz. 3 i ostatnia)

Fakt, że Captain Power opowiada o drużynie bohaterów, którym materializują się specjalne zbroje wzbudził u części widzów pewne skojarzenia. To, oraz pseudonimy przyjęte przez bohaterów skojarzyły im się z japońskimi serialami. Chodzi o produkcje z cyklu Metal Hero, które były produkowane przez Toei. Gdyby ktoś miał wątpliwości jak uplasować te seriale, to za odpowiedź będzie spokojnie wystarczyć stwierdzenie, że były one w podobny sposób, co Super Sentai wykorzystywane przez wytwórnie Saban do własnych produkcji w stylu Power Rangers. Niewątpliwie można pomiędzy Captain Power, a Metal Hero dostrzec pewne podobieństwo, to jednak wydaje się, że byłoby błędem zapominać, że jest też znacząco różnica pomiędzy nimi.

Drużyna raz
Drużyna raz

W przeciwieństwie do japońskich produkcji posiadających duże pokłady campu, Captain Power jest zaskakująco wręcz poważny. Wojna pokazana w tym serialu jest brutalna i bezwzględna. Kolejne sukcesy bohaterów okazują się w sumie nic nie warte, a w ostatecznym rachunku i tak Dread wygrywa. Ów pesymizm dodatkowo wzmacniany jest przez bardzo mroczne otoczenie. Wypalona zniszczona ziemia, zburzone miasta. Scenografia jest prosta, ale bardzo efektywna. Tak na prawdę, gdyby dodać czaszki, czy inne tego typu elementy spokojnie można by ją wykorzystać w produkcjach skierowanych do dorosłego widza.

Nie tylko jednak strona wizualna jest poważna. Także i wątki poruszane w kolejnych odcinkach raczej nie pasują do typowego w owym czasie serialu dla dzieci. Począwszy od tego, że już w pierwszym odcinku pojawia się dawna miłość i kochanka Powera, przez obecność narkotyków i uzależnień, a skończywszy na tym, że nawet bohaterowie nie mogą być pewni, czy przeżyją do następnego odcinka. To nie jest zestaw rzeczy, których oczekiwałby ówczesny rodzic od serialu, który będą oglądać jego dzieci.

Serial w oczywisty sposób ściągnął na siebie gromy zatroskanych o odpowiednie ukształtowanie się młodych umysłów. W sposób stosowany także obecnie próbowano wymusić zakończenie produkcji tej demoralizującej produkcji. Słano listy protestacyjne i głośno mówiono o źle, które szerzy się w telewizji. Jak należało się spodziewać owe działania do pewnego stopnia pomogły Captain Powerowi. Jak pokazuje rubryka listów w Starlogu wielu widzów dopiero dzięki temu dowiedziało się, że serial z tym głupim tytułem będący reklamą zabawek jest wart uwagi. Co ciekawe, Gene Siskel i Roger Ebert, czyli dwaj czołowi w owym czasie krytycy filmów w jednym ze swoich programów zachęcili widzów do włączenia telewizorów. Przyznali, że zwykle nie robią tego typu rzeczy, ale w ich mniemaniu Captain Power jest czymś ważnym i wartym uwagi. Jednakże zainteresowanie Starloga, jak też i uwagi krytyków było zdecydowanie spóźnione. Po pierwszym sezonie mającym 24 odcinki okazało się, że Mattel nie jest zainteresowany kontynuacją.

Trudno wskazać jednoznaczną przyczynę dla tej decyzji. Część osób wskazywała na protesty, inni natomiast na nie spełnienie przez serial oczekiwań w kwestii ilości sprzedanych zabawek. Problem był taki, że pojawił się on na antenie w złym momencie. Był to akurat początek kryzysu w dziale z „zabawkami dla chłopców”. Jego ofiarą były tak popularne zabawki, jak He-Man, który nagle z przeboju stał się ledwo sprzedającym się produktem. Podobny los spotkał GI Joe. Nic więc dziwnego, że Captain Power nie sprostał oczekiwań opartych nie na ówczesnej sytuacji rynkowej, a na poprzednich wielkich sukcesach. Wypada jednak zaznaczyć, że w rzeczywistości Mattel nie powinno narzekać, gdyż zabawki z Captain Powera były bardzo popularne.

Drużyna dwa
Drużyna dwa

Nic jednak nie mogło uratować serialu i w ten sposób, choć był planowany na 3 sezony, został nagle przerwany. Drugi sezon został przynajmniej w części napisany. Producenci zapowiadanego remake’u twierdzą, że posiadają scenariusze wszystkich odcinków, jednakże to, co mówią na temat ich fabuły w żadnym stopniu nie wychodzi poza informacje przedstawione przez DiTillio w Starlogu w numerze po oficjalnym zakończeniu produkcji. Wiadomo, że następne odcinki serialu miały być mroczniejsze, na co też wskazują opisy niezekranizowanych scenariuszy, które można znaleźć na wikipedii, acz nie jest pewne, czy są one prawdziwe. Wiadomo jednak na pewno, że na swój sposób JMS i DiTillio kierowali fabułę serialu na tory znane nam choćby z Blake’s 7, gdzie bohater rewolucji powoli traci kontakt z rzeczywistością. Miało też być więcej bohaterek kobiecych. Dodajmy do tego niezniszczalne białe kule, które są nową bronią Dreada. W oczywisty sposób nawiązują one do Prisonera, co tylko po raz kolejny pokazuje rolę i znaczenie w kształtowaniu się pomysłów JMS przez brytyjskie seriale. Dość wspomnieć, że gest powitania stosowany przez spiskowców w pierwszym sezonie Babylon 5 także ma źródło w Prisonerze.

Captain Power to ciekawy serial, który cierpi przez nie zawsze potrzebne, a najczęściej niezbyt ciekawe sceny akcji. Widać, że były one podporządkowane wymogom interaktywnych zabawek. Sama fabuła jest jednak ciekawa i to nie tylko dzięki mrocznej, trochę Terminatorowej aurze świata. Zresztą mamy w serialu wiele więcej odniesień do kultury popularnej lat 80-tych. Wspomnijmy choćby, że Dread pod wieloma względami przypomina Dartha Vadera (z pewnym dodatkiem oryginalnego Baltara z Battlestar Galactica). Napisy końcowe zaś są wyraźnym nawiązaniem do ataku na Gwiazdę śmierci. W serialu znajdzie się także wyraźne odniesienie do cyberpunka, co nie dziwi biorąc pod uwagę wykorzystaną stylistykę. Czasem zresztą, błędnie, niektórzy przyjmują, że to właśnie Captain Power był pierwszym serialowym cyberpunkiem. Nie ulega jednak wątpliwości, że był to chyba najbardziej zaskakujący cyberpunk na małym ekranie, którego nikt się nie spodziewał.

Dzisiaj Captain Power musi wydawać się trochę przestarzały. Uważny widz znajdzie w nim także odpowiednio dużo błędów i nielogiczności pomiędzy kolejnymi odcinkami. Nie przeszkadza to jednak docenić niezwykle ambitnego pomysłu i generalnie sprawnego wykonania. Serial spróbował być czymś odważnym i nowym, co nie należy do częstych rzeczy w telewizji. Co więcej, traktował swojego odbiorcę na odpowiednio dorosłego, który zrozumie mrok i pesymizm beznadziejnej walki z silniejszym wrogiem, a także zrozumie, że wiążą się z nią rozliczne ofiary. Tego typu działanie jest teraz szczególnie niepopularne w produkcjach skierowanych do młodego widza, ale warto pamiętać, że jednak można i te mniej przyjemne wątki poruszać, nawet wtedy, gdy odbiorca będzie bardzo młody. Trzeba tylko umieć je napisać.

W pisaniu tekstu pomocne były archiwalne numery Starloga dostępne na archive.org (konkretnie 128, 129 138), oraz oficjalna strona Captain Powera.

Leave a Reply

Your email address will not be published.