Czołowki ze śmiechem

Tym razem z cyklem omawiającym czołówki seriali trafimy do bardzo nietypowego miejsca. Seriale komediowe charakteryzują się bardzo różnorodnym podejściem do tego, jak należy je rozpoczynać. Wynika to w dużej mierze z tego, że jest bardzo wiele rodzajów komedii, stąd czołówka musi być dostosowana do tego, z czego się śmiejemy. Dla pewnego uproszczenia naszej zabawy tutaj ograniczymy się do seriali Davida Crofta. Była to, spokojnie można tak powiedzieć, gwiazda brytyjskiej telewizji. Człowiek, który odpowiadał za więcej sukcesów, jeżeli chodzi o widownie, niż ktokolwiek inny w historii małego ekranu.

 
 
 
 
 
 
 
 

Tylko część z jego produkcji trafiła do naszego kraju, ale i u nas zdobyły sobie one wierną widownię. Zasługa w tym tak jego talentu, jak i umiejętnego dobierania sobie współpracowników. Seriale pisał wraz z trzema innymi autorami, z Jimmym Perrym, Jeremym Lloydem i Richardem Spendlovem. Wybór współpracowników nie wynikał tylko z potrzeby znalezienia kogoś, kto pomógłby przy wymyślaniu fabuł i dowcipów, ale wiązał się też z drastyczną zmianą stylu komedii.

Drugą cechą charakterystyczną seriali Crofta, było jego przywiązanie do aktorów. Poza pewnym wyjątkiem (o którym będzie dalej) przeważnie byli to odtwórcy ról drugoplanowych, ewentualnie aktorzy, którzy raz grali epizody, aby po kilku latach zostać odtwórcami głównych ról. Wynikało to nie tylko z pewnego wygodnictwa korzystania ze znanych już sobie aktorów, ale także opierało się na bardzo dobrej pamięci Crofta. Zapamiętując poszczególnych aktorów po kilku latach dzwonił on do nich z kolejnymi ofertami, czy też tworzył postaci pod ich charakter i cechy wyglądu.

Pierwszym serialem, o którego czołówce będę tutaj pisać jest Are You Being Served? wymyślony wraz z Jeremym Lloydem. Była to opowieść o luksusowym sklepie w stylu Harrodsa i podobnych, w którym doszło do pewnej drastycznej zmiany. Na tym samym piętrze w wyniku restrukturyzacji umiejscowiono dział z modą kobiecą i męską. Spory i konflikty pomiędzy pracownikami obydwu działów, jak i też ich współpraca w walce z właścicielem sklepu młodym panem Grace (mającym koło 90 lat) stanowiły główny punkt fabuły każdego odcinka. Dowcip jednak nie ograniczał się tylko do żartów z kupców, gdyż miał wiele elementów seksualnej dwuznaczności. Z jednej strony mieliśmy Jamesa Lucasa, który był typowym podrywaczem w stylu lat 70-tych, a z drugiej pana Humphriesa, stereotypowego zniewieściałego sprzedawcę ubrań (dla porównania patrz także odpowiedni segment Fast Show). Sama czołówka wykorzystuje charakterystyczny motyw informacji w windzie. Nagranie tłumaczy wchodzącemu klientowi, jakie działy znajdują się w sklepie. W tym czasie na ekranie widzimy ujęcia z przygotowywania działu z modą do otwarcia. Wszystko jest od razu jasne i klarowne, zarazem nie poznajemy wcale bohaterów. Są oni nam kompletnie nieznani do momentu aż zacznie się właściwa część serialu.

Are You Being Served? było wielkim sukcesem i doczekało się aż 8 sezonów. Po blisko 10 latach od ostatniego odcinka doczekał się on kontynuacji w postaci Grace and Favour. Bohaterowie przeszli w nim na emeryturę i w ramach rozliczeń z firmą pana Grace’a dostali na własność hotelo-motelik na prowincji. Pomimo pewnego uroku tej produkcji okazało się, że bohaterowie przeniesieni do innego otoczenia nie działali już tak efektywnie. Serial się podobał, ale twórcy uznali, że nie ma sensu go kontynuować.

Jednakże niewątpliwie największym sukcesem Crofta i Lloyda było Allo! Allo! Niezwykle popularna opowieść o właścicielu pewnej cafe w małym francuskim miasteczku znajdującym się pod niemiecką okupacją w czasie wojny światowej numer 2. Gordon Kaye, który grał główną rolę Rene, wcześniej pojawił się w Are You Being Served? aż dwukrotnie. Raz jako Szkot kupujący spodnie, a drugim razem jako reżyser ekipy filmowej. Serialu nie trzeba przedstawiać, więc zamiast tego skupie się na czołówce, która jest bardzo krótka. Wynika to nie tylko z tego, że każdy odcinek posiada dosyć długie podsumowanie fabuły całego Allo! Allo!, ale wynika z zastosowania podobnego schematu, co w Are You Being Served?. Mianowicie mamy do czynienia w jej trakcie z prezentacją przygotowań do otwarcia kawiarni. Są pewne wyjątki pokazujące inne wydarzenia – co zawsze wynika z fabuły: Rene w jakiś sposób został wyrwany ze swojej kawiarni -ale generalnie jest to prezentacja ostatnich chwil przed początkiem opowieści.

Całkowicie inaczej zaczynały się seriale stworzone z Jimmym Perrym. Hi-de-hi! opowiadał o obozie wakacyjnym w Anglii w latach 1959-1960. Na początku głównym bohaterem był Jeffrey Fairbrother, profesor archeologii, który znudzony pracą postanowił zatrudnić się jako kierownik obozu wakacyjnego. Wielkim dla niego problemem było to, że kompletnie nie posiadał poczucia humoru, ani też nie potrafił się zachowywać odpowiednio względem kochającej się w nim sekretarki. Humor opiera się na interakcji pomiędzy pracownikami obozu, którzy na różne sposoby próbują wyjść na swoje. Zarobić, albo wykorzystać finansowo turystów. Zarazem serial w gruncie rzeczy jest dosyć smutny. Bohaterowie w jakimś stopniu przegrali swoje życie, gdyż, choć niektórzy z nich byli uznanymi artystami, to teraz muszą brać udział w uwłaczających rewiach i zabawach. Dowcip jest raczej refleksyjny i smutny. Czołówka odmiennie, radosna, ma podkreślać, że opowieść dzieje się w innej epoce. Sam serial powstał w latach 80-tych i poprzez odpowiedni dobór tak melodii, jak i obrazów, pozwala stworzyć wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie. Pomaga w tym charakterystyczna czcionka wykorzystana w czołówce.

W dużej mierze z tymi samymi aktorami, po zakończeniu produkcji Hi-de-hi!, Perry i Croft ponownie stworzyli serial historyczno-komediowy. Tym razem całość dzieje się w latach 20-tych, tuż przed Wielkim kryzysem. Pan wzywał milordzie? (You Rang M’Lord?) jest inteligentną parodią seriali brytyjskich opowiadających o relacjach pomiędzy służbą, a państwem. Można tutaj wskazać na Downstairs Upstairs, czy modne teraz Downtown Abbey. Powstał serial ironiczny, z dystansem opowiadający rozbudowaną historię konfliktu pomiędzy różnymi charakterami. Nie ma tutaj wyraźnie określonych dobrych i złych osób, każda jest pełnokrwistą postacią o różnych stronach. Jest córka pana domu, lesbijka (co jest dosyć ważnym elementem fabularnym pierwszego sezonu, potem znacznie mniej podkreślanym), socjalista-rewolucjonistka, żyjąca na koszt rodziny i korzystająca w gruncie rzeczy ze swojej pozycji społecznej. Jest brat pana, ranny na wojnie, który nie przepuści żadnej służącej (uwielbia zapach taniego mydła), ale też i sam pan domu poza swoją w gruncie rzeczy niekompetencją w sprawach firmy, której jest właścicielem, utrzymuje romans z zamężną kobietą. Jest jeszcze trzpiotka, dla której liczą się tylko pieniądze i przyjemności i zwariowana babcia, która pije dużo alkoholu i rzuca przedmiotami. Jakby ktoś myślał, że wśród służby jest lepiej, to się zdziwi. Mamy kamerdynera złodzieja i byłego artystę wodewilowego, innego będącego dosyć nadętym służbistą, kucharkę, która na wszystko reaguje emocjonalnie, czy niezbyt inteligentną służącą (w rzeczywistości córkę kamerdynera-złodzieja) podkochującą się w służbiście. Zbieraninę dopełnia młody chłopak – sierota – pracujący w domu, oraz biedna sprzątaczka, której nie dość, że nikt nie może widzieć, to i sama nie może liczyć na niczyją pomoc, gdyż jak mówi to kucharka: powinna ona znać swoje miejsce. Pomimo tego wszyscy bohaterowie są sympatyczni i w gruncie rzeczy żal nam ich nieporadności, czy też nieudanych planów zmiany smętnej sytuacji.

Czołówka jest podobnie rozbudowana, jak miało to miejsce w Hi-de-hi! Poznajemy bohaterów, ale nie ogranicza się to tylko do ich twarzy, ale też i charakterów – przy czym skupia się teoretycznie na piątce najważniejszych postaci. To przedstawienie zrobione jest poprzez animację, osadzoną, jeżeli chodzi o kreskę, w stylu popularnym w epoce. Muzyka także dostosowana do tego, co było modne w tamtym czasie.

Później razem z Richardem Spendlovem Croft nakręcił Oh, Doctor Beeching! (jak zwróciła mi uwagę Pani Recydywa, serial ten nadawano w Polsce pod tytułem: Stacyjka Hatley) o prowincjonalnej stacji kolejowej. Serial wykorzystywał aktorów znanych nam z dwu poprzednio omówionych produkcji. Czołówka była już jednak znacznie inna, krótsza i ograniczająca się właściwie tylko do ujęcia wjeżdżającego pociągu. Bliżej temu do tego, jak zaczynało się Allo! Allo!, co jest o tyle dziwne, że sam serial swoim charakterem – sentymentalnej opowieści o czasach minionych, tym razem 1963 roku i o nadchodzącej potem reformie brytyjskiej kolei, którą ofiarą było wiele lokalnych stacji – nawiązuje wprost do Hi-de-hi! Serial nie dorównuje swoim poprzednikom i widać, że Croft miał już swoje lata, kiedy go tworzył. Brakowało mu tej iskry, która sprawiała, że inne seriale tego twórcy zdobywały sobie dużą popularność.

Widzieliśmy przed chwilą różne czołówki. Dostosowane do żartu i humoru poszczególnych seriali, ale także i ich fabuły. Zamiast ograniczenia się do prostego przedstawienia aktorów miały one dodatkową pewną myśl. Były wprowadzeniem do historii, ale nie do samej opowieści, a do jej osadzenia w świecie. Ważniejsze były w nich realia, niż to, jak będzie się właściwie toczyć opowieść.

 
 
 
 

2 comments

  1. rob says:

    pozycje 2 i 4 oglądałem co do 1 i 3 nie mam pewności ale allo allo i pan wzywał milordzie to prawdziwe perełki zresztą brytyjczycy umieją robić seriale komediowe od new statesman przez jasia fasole czy czarną żmije po benny hilla czy moonthy pythona kolejna długaaa lista by z tego wyszła 🙂

    • hihnttheadmin says:

      Dodajmy do tego cala mase rzeczy, ktora nigdy do nas nie dotarla, takich jak Not the Nine o’clock News, Smith and Jones, Moricombe and Wise, czy tworczosc Frankiego Howerda. Duzo tego byloby 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.