O dyskusji 2, czyli o różnicy między tym, co było (IRC), a tym, co jest (portale społecznościowe). Z małą dygresją o tym, jak ludzie zmienili podejście do rozmowy, kontaktowania się i znajomości. ps. to chyba najdłuższy tytuł tekstu na tym blogu.

Pisałem tutaj już o tym, że w dawnym internecie były mechanizmy prowadzenia dyskusji, które pozwalały uniknąć znanych nam z czasów obecnych problemów. Kiedyś się rozmawiało na – mimo wszystko – wyższym poziomie, nawet, jeżeli temat był bardzo niski. Teraz chciałbym spojrzeć na inną rzecz, czy też inny kanał nas interesujący, który pokazuje różnice pomiędzy tym, co było i tym, co jest.

W internecie zawsze ktoś ciebie obserwuje. Także, gdy IRCujesz.
W internecie zawsze ktoś ciebie obserwuje. Także, gdy IRCujesz.

Nim nastała dominacja facebooka i innych portali społecznościowych, ludzie korzystali z internetu dokładnie tak samo jak teraz. Poznawali ludzi, a wiele z tych znajomości nie tylko trwało latami, ale także przemieniło się w znacznie ściślejsze związki. Oczywiście, słusznie, ktoś zapyta, a jak ludzie się poznawali w czasach, kiedy nie można było zalajkować czyjejś wypowiedzi? Odpowiedź jest dosyć prosta, technologia bardzo do tego zachęcała. Nie chodzi mi tu tylko o omawiane już tutaj listy dyskusyjne, ale o inny środek komunikacji bardzo popularny kiedyś.

Nim powstał facebook, czy – o zgrozo- komunikatory internetowe zdobyły sobie popularność, ludzie rozmawiali. Komunikacja „na żywo” w czasach modemów telefonicznych odbywała się głównie poprzez narzędzie zwane IRC. Internet Relay Chat, bo tak brzmi pełna nazwa tej formuły komunikacji, polegał na logowaniu się do jednego z wybranych serwerów i zalogowaniu się do odpowiedniego kanału (pokoju). Tam można było natrafić na zbieraninę ludzi o podobnych zainteresowaniach i hobby. Ewentualnie na osoby mieszkające w tym samym mieście, lub studiujące na tej samej uczelni. Rozmowy dzieliły się na dwie grupy, publiczne i prywatne. Jak sama nazwa wskazuje, te pierwsze były widoczne dla wszystkich osób w kanale.

Osoby dołączały do kanałów z różnych powodów. Czasem poprzez znajomego były wciągane, bo: „tam są fajni ludzie”. Kiedy indziej decydowała tematyka: „szukam kogoś, kto może wiedzieć coś na temat Galaxy Guide 5 i gdzie można go skserować”. Czasem, wydaje się, że to była chyba jedna z najbardziej popularnych sytuacji, człowiek wchodził przez przypadek. Odpowiednie kliknięcie i nagle było się w miejscu gdzie ludzie rozmawiali, wymieniali się linkami, zabawnymi historiami i życiowymi problemami. Zbiorowisko ludzi było bardzo różnorodne i częstokroć można było spotkać osoby normalne, jak i niezrównoważone (w wielu znaczeniach tego słowa).

Poprzez swoją strukturę, gdzie główna rozmowa toczyła się publicznie, IRC wymuszał poznawanie ludzi. Nawet, jeżeli przyszliśmy porozmawiać z jedną osobą, to niejako z automatu orientowaliśmy się, że osoba kryjąca się pod pseudonimem X jest doktorantem na SGH, a pod Y jest jego dziewczyna, która zresztą wcześniej była z Z. Niestety Z odszedł potem z kanału, ale W cały czas utrzymuje z nim kontakt, więc pojawia się on na spotkaniach na żywo.

Wspomniane spotkania na żywo były w dużej mierze wynikiem nie tyle zaprzyjaźnienia się ludzi poprzez kanał, co też próbą tańszej komunikacji internetowej. Zamiast płacić za telefon można było spotkać się na żywo. Zobaczyć jak wygląda pewny siebie redaktor jednej z gazet i natychmiast spotulnieć orientując się, że wygląda jeszcze pewniej siebie, niż pisze.

Kanały IRCowe dotyczyły, jak już pisałem różnych rzeczy. Z czasem większość z nich zmieniała się w grupy znajomych, gdzie początkowy temat – choć obecny – był drugorzędny względem tego, że rozmawia się z dobrym przyjacielem. Pozwalało to tworzyć niezwykle rozbudowane wewnętrzne gry słowne, czy też rytuały przyjęcia nowych. Zwraca uwagę także niezwykle duża ilość zabawnych komentarzy i żartów, które pojawiały się na kanale. Dzięki nim powstały portale typu bash, które dalej funkcjonują i się rozwijają, chociaż IRC już nie jest tak popularny jak kiedyś. Skromnie powiem, że można i mnie tam znaleźć (za tekst wypowiedziany na #starwars-pl).

Była jednakże jedna rzecz, która przyczyniła się do problemów IRCa, a która sprawiła, że najpierw komunikatory, a potem portale społecznościowe przejęły jego rolę. IRC wymagał, aby lubiło się osoby, z którymi było się na kanale. Ewentualnie potrafiło ignorować ich wypowiedzi. Jedna antagonizująca osoba potrafiła sprawić, że kanał mający już długą tradycję rozpadał się. Facebook, czy też gadu-gadu mają taką zaletę, że wśród znajomych można mieć osoby, których się nie lubi. Takie, za którymi się nie przepada, ale nie trzeba mówić tego wprost. Te formy komunikacji pozwalają markować pewne społeczne zachowania, których nie dało się unikać na IRCu. Można żartobliwie powiedzieć, że gg i faceo-podobne służą komunikacji z ludźmi, których się nie lubi.

Oczywiście ma to pewne zalety, bo łatwo można się zorientować, że zostało się uznanym za niegodnego „bycia w czyimś gronie” poprzez to, że przeczytało się odpowiednie uwagi na tak zwanej ścianie. Imprezy, na które już się nie jest zapraszanym, czy też spotkania, z których zostało się skreślonym. Wszystko jest zarazem robione w sposób bardziej cywilizowany, gdyż po prostu robi się prywatny „event”, a tylko potem robi delikatne aluzje w komentarzach, że spotkanie będzie świetne. W dawnych, IRCowych, czasach tego typu „żaluzje” byłyby znacznie trudniejsze do przekazania. Koniec końców padłoby jakieś stwierdzenie, wprost, że „już ciebie nie lubię”.

Na szczęście jest facebook, gdzie można markować znajomości i w razie czego ustawić „ignoruj”, wobec złych osób. Postęp technologiczny, który idzie z hasłem reklamowym Nokii „connecting people” ma to do siebie, że wspaniale pozwala unikać tego kontaktu, jeżeli z jakichś powodów uznajemy, że jest on niechciany.

Co natomiast z IRCem? Tym złym narzędziem, gdzie trzeba było rozmawiać? Trwa dalej, choć już nie w takiej wspaniałej formie, jak kiedyś. Wiele kanałów zamarło, czy też wprost odeszło w niebyt. Wiele serwerów przestało działać. Dalej jednak trwa niczym pewnego rodzaju pomnik, jak kiedyś wszyscy – trochę naiwnie – myśleli, że Internet służy do komunikacji międzyludzkiej. Dalej wisi moja sesja i choć bardziej przypominam bota, aniżeli człowieka, to pozostaje, z myślami o tym, jak kiedyś było miło. Jak kiedyś było fajnie, a teraz tylko wall z głupimi obrazkami i kolejne nic nieznaczące lajki zastępujące „cześć”. Powstaje tylko jedno pytanie, czy to wszystko oznacza, że jestem starym zgredem?

 
 

7 comments

    • hihnttheadmin says:

      Patrzac na to, jak blogosfera systematycznie sie zamyka (chocby przez Disqusa, ktory mocno ogranicza przechodzenie z blogu na blog), to jeszcze dlugo bedziemy miec do czynienia z bardzo zamknietymi grupami typu facebookowego.

      • Borys says:

        Mógłbyś rozwinąć, o co chodzi z Disqusem? Mnie synteza komentarzy z różnych blogów i serwisów wydaje się dużo lepszym pomysłem niż społecznościówki.

        • hihnttheadmin says:

          Disqus ma jedna zasadnicza wade, ktora wedlug mnie wiaze sie z zamykaniem blogosfery. Nie ma przy nim mozliwosci (albo tez nie jest to latwe) polaczenia “wypowiedzi” ze strona jej autra. W “tradycyjnym” blogu, czy to na wordpressie, czy blogspotcie wystarczy kliknac na nicka komentujacego i jezeli ma strone wlasna, to mozna ja obejrzec. Stad tez powstaje dodatkowy ruch wynikajacy z komentarzy, ale tez i z ich “jakosci”. Disqus (podobnie zreszta jak i inne spolecznosciowe wtyczki) ogranicza dyskusje do jednej strony, a dodatkowo sprawia, ze tak na prawde nie wiemy kim sa owi dyskutanci.

          • Borys says:

            Ale funkcja, o której piszesz, w Disqusie istnieje! Jeżeli klikniesz na avatara komentującego wyświetlą Ci się w ramce informacje o nim i na samej górze, pod aliasem, będzie widoczny adres strony (jeżeli oczywiście dana osoba ją uprzednio wprowadziła).

          • hihnttheadmin says:

            Sprawdzilem komentarze pod jednym z wpisow u Zwierza Popkulturalnego, ani razu nie wyswietlil mi sie adres strony, a przejscie do pelnego profilu takze tego nie pokazalo. Dopiero jak dorwalem sie do niektorych pelnych profili, to pokazywal mi sie adres strony.

  1. Hayley Mae says:

    Hi

    Keep everyone safe during the pandemic in the office

    Sanitize all your computer and office equipment with UV light handheld sanitizer

    UV light is a proven way to kill all germs & viruses

    Great for hard to reach places like keyboards and office equipment

    Its also great for in the car and at home, its super quick and mess free, unlike wipes and sprays

    right now its 50% off here while stocks last

    http://wp-genius.com/uvsanitizer

    Have a great day 🙂

    Hayley Mae

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *