Foto-kliszo-cyfra

Dzisiaj krótko, bo inne obowiązki odciągnęły od pisanie tekstów na stronę. Do tego stopnia, że odczuwam bardzo silną awersję do słowa pisanego przeze mnie. Stąd w ramach odpoczynku i relaksu napiszę krótko, o rzeczy lżejszej. Tekst będzie mocno upstrzony grafiką, przez co czytelnik może mieć wrażenie, że w rzeczywistości wpis jest dłuższy. Nie jest to prawdą, będzie on bardzo krótki.

 
 
 
 
Zima, zima, zima.
Zima, zima, zima.

Skoro czas niezbyt pomaga, to napiszę o rzeczy, która nawiązuje do jednego ze starszych wpisów, czyli o fotografii. Nie będę jednak wrzucać ulubionych zdjęć, tylko wspomnieć o kwestii czysto technicznej. W przyszłości zresztą planuje rozwinąć uwagi, które tutaj przedstawię. W każdym razie, kończąc z niezbyt przejrzystym tonem wypowiedzi wynikającym ze zmęczenia, zabierzmy się do sprawy.

Kolory!
Kolory!

Od paru lat różni ludzie piszą o tym, że film się skończył. Nie chodzi mi tutaj o kino, a o klisze fotograficzną. Podobno tak zwana cyfra nie tyle wygrała walkę o odbiorców, co doszła już do takiej technicznej doskonałości, że nic nie jest w stanie się z nią równać. Co prawda piszą to głównie amatorscy specjaliści od nowych technologii z różnych tygodników, czy miesięczników skierowanych do odbiorcy, który potrzebuje być traktowany z wyższością. Nie zmienia to jednak tego, że tego typu poglądy mocno zakorzeniły się w umysłach ludzi, do tego stopnia, że niektórzy – nierozumiejący różnicy pomiędzy kliszą, a matrycą – pewni są, że to, co ma słowa „cyfra”, czy „HD” oznacza, że jest lepszej jakości.

Więcej kolorów!
Więcej kolorów!

To samo występuje przy okazji aparatów fotograficznych. Megapiksele są tym, co się liczy. Problem pojawia się jednak, kiedy zacznie się dopytywać o szczegóły. Nieprawdziwy jest pogląd o tym, że cyfra oznacza jednoznacznie lepszą jakość, niż klisza. Tu nawet nie chodzi mi o takie rzeczy, jak uzyskiwane kolory. Znaną rzeczą jest, że porównywalne wyniki do slajdów osiąga jedynie jeden – nie produkowany już – aparat cyfrowy. Tego typu uwagi byłyby z mojej strony złośliwe. Także i wskazywanie, że dalej ziarno negatywu wypada lepiej niż wzór widoczny w zdjęciach z aparatów cyfrowych (tzw. pattern noise) jest ciosem poniżej pasa. Tym bardziej, że akurat w tej kwestii mieliśmy do czynienia z dużym postępem.

Eksperymenty, czyli kolorowy film założony odwrotnie.
Eksperymenty, czyli kolorowy film założony odwrotnie.

Są inne rzeczy, w których film wygrywa i będzie wygrywać. Chodzi o wygodę i koszty. Po pierwsze zdjęć z negatywu nie trzeba w żaden sposób obrabiać – obróbka nie jest obowiązkiem, a zwyczajnym dodatkiem. Chodzi mi tu nawet nie o robienie odbitek samemu, a o zwykłe skany. Dodajmy do tego, że negatyw zapisuje na tyle dużo informacji, że nie ma problemu z ich różnym zastosowaniem. Drugi argument może kogoś zdziwić, ale jest póki co prawdziwy. Jeżeli ktoś nie korzysta z wysokiej jakości filmów, to bez większych problemów zakupi przyzwoite „chińczyki”, albo i tańsze wersje czołowych producentów. Przy przeciętnej ilości zdjęć robionych aparatem fotograficznym koszty będą wyraźnie niższe, niż przy zakupie cyfrowej lustrzanki.

Dalsze eksperymenty, czyli kolorowy film wywołany w czarno-białej chemii.
Dalsze eksperymenty, czyli kolorowy film wywołany w czarno-białej chemii.

Ktoś może powiedzieć, że nie jest amatorem, że jest profesjonalistą. Wtedy jednak, jeżeli wybierze taki średni format, to tym bardziej jego filmowa wersja będzie o wiele bardziej ekonomiczna, niż cyfra. Nie wspominając już o tym, że duży format dalej pozostaje de facto wyłącznie filmowy. Jeżeli komuś wydaje się, że robienie zdjęć średnim, czy dużym formatem, to fanaberia, to zapewniam, że tak nie jest. Jeżeli zaś czytelnik nie wierzy, to niech poszuka różnych kursów fotograficznych i zobaczy, jak bardzo świat się zmienia poprzez patrzenie na szkło pod czarną chustą.

Zdjęcie kompaktem średnioformatowym produkcji brytyjskiej. Stąd słaba jakość - większość aparatów fotograficznych, które nie były efektem rabunków po Wojnie, była bardzo słaba.
Zdjęcie kompaktem średnioformatowym produkcji brytyjskiej. Stąd słaba jakość – większość aparatów fotograficznych, które nie były efektem rabunków po Wojnie, była bardzo słaba.

Jest także jeszcze jedna zasadnicza przewaga filmu, nad cyfrą. Jest nią trwałość. Nie chodzi o takie przypadki, jak odkryta Vivian Maier, której ogromny dorobek składał się także z niewywołanych filmów. Czy też o „meksykańską walizkę” Roberta Capy. Chodzi o takie zwykłe codzienne posiadanie zdjęć. Płyty CD po paru latach przestają działać w napędach. Twarde dyski czasem padają zabierając ze sobą wszystkie zgromadzone materiały. Co gorsza, czasem też poszczególne typy plików przestają być obsługiwane i nagle znika kontakt z czyimś dorobkiem, bo pliki już się nie otwierają. To zresztą widać świetnie na przykładzie gier, z których większość już nie będzie działać (dotyczy to głównie produkcji na konsole, ale także niektóre gry stworzone na komputery, ze względu na pewne szczególne wymagania sprzętowe, odmawia współpracy).

Zdjęcie wykonane najmniejszym aparatem z wymiennymi obiektywami. Tak, to dalej jest aparat na klisze i w tym wypadku film 16mm (tzn. "110", niestety lomo, czyli słaba jakość obrazu, ale potem można do kasetki schować coś lepszego).
Zdjęcie wykonane najmniejszym aparatem z wymiennymi obiektywami. Tak, to dalej jest aparat na klisze i w tym wypadku film 16mm (tzn. “110”, niestety lomo, czyli słaba jakość obrazu, ale potem można do kasetki schować coś lepszego).

Natomiast zbiór negatywów, zajmujący średniej wielkości skoroszyt, będzie z nami zawsze. Jeżeli nie będziemy zalewać go wodą, trzymać w wilgotnym klimacie, to zostanie z nami na znacznie dłużej niż wszystkie nasze cyfrowe zdjęcia.

Moim zamysłem tutaj nie jest wywoływanie, już nudnego sporu o wyższość jednej technologii, nad drugą. Zamiast tego chcę po prostu zwrócić uwagę przynajmniej części czytelników, że film nie jest martwą technologią. Wbrew pozorom dalej warto jest robić zdjęcia na kliszy i to nie dlatego, aby być „hipsterem”, a dlatego, że film ma swoje zalety.

 

ps: plan pisania zwięźle i krótko nie wyszedł.

ps2: tak, wiem, że bardzo upraszczam i ustawiam sobie przeciwnika, ale tak jest przyjemniej.

ps3: jeśli ktoś jest z Warszawy i mu się nudzi, to w Centralnej Bibliotece Rolniczej (Krakowskie Przedmieście 66) w holu głównym wisi sobie wystawa. W trzech ramach schowanych z boku kryje się 9 zdjęć wykonanych przeze mnie. Wystawa będzie wisieć do “po świętach”.

3680857099_82eca9980d_n
A i zwykłym filmem można robić zdjęcia nocą, w niesprzyjających warunkach i osiągnąć zamierzone rezultaty.

 

 
 

2 comments

  1. cyryl says:

    Jest spora szansa na wydanie w przyszłym roku przez wydawnictwo Solaris pana Wojtka Sedeńki książek E.R.B o Barsoomie i Pellucidarze:
    http://www.sedenko.pl/?p=5618
    Mają wyjśc po trzy tomy początkowych trylogii cyklu. Nie wierzyłem, że doczekam wydania na polskim rynku. Wielkie brawa dla Solaris, oni w ogóle wydają świetne, klasyczne pozycje z starej s-f i nie tylko.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *