Człowiek na autostradzie (Highwayman)

 

Kiedy pisałem tekst o czołówkach seriali opowiadających o super pojazdach trafiłem na pewną produkcję, o której wcześniej nigdy nie słyszałem. Byłem tym mocno zdziwiony, gdyż wydawało mi się, że Polsat sprowadził do Polski większość seriali amerykańskich lat 80-tych. Szczególnie tych, którym nie dane było zawojować widowni. Moje zdziwienie było tym większe, że za jego produkcje odpowiadał nie kto inny, a Glen A. Larson. Nazwisko, które dla każdego fana seriali powinno znaczyć wiele. Okazuje się, że twórca wielu największych przebojów telewizji, takich jak Knight Ridder, czy też Buck Rogers, stworzył jeszcze jeden serial dotyczący szeroko rozumianej fantastyki. Ten jednak nie odniósł sukcesu, nawet w tak ograniczonym zakresie, jak skasowana po pierwszym sezonie Battlestar Galactica.

Zdziwienie jeszcze bardziej urosło, kiedy spojrzałem, kto gra główną rolę w serialu. Sam Sam J. Jones, czyli Flash Gordon. Może nie był to aktor wybitny, ale mimo wszystko ważny dla każdego fantasty. Co więcej w pilocie gra Claudia Christian, czyli kapitan Susan Ivanova z Babylon 5, jedna z ciekawszych kobiecych postaci, jaka pojawiła się w telewizji w latach 90-tych. W produkcji, o której pisze jej rola nie wykroczyła poza pilot i we właściwym serialu została zastąpiona przez postać graną przez Jane Badler… też wielkie nazwisko telewizyjnej fantastyki, bo oto mamy do czynienia z Dianą, główną złą, bezwzględną i zimnokrwistą bohaterką oryginalnego V (choć też pojawia się w istotnej roli w remake’u). Ciężko sobie wyobrazić serial, który miałby aż tyle ważnych dla fantastyki nazwisk. Oczywiście w momencie, kiedy powstawała omawiana produkcja Christian dopiero musiała poczekać na swoje unieśmiertelnienie.

 

Mad Max przeniósł się do ciężarówki

Po tym przydługim wstępie przejdźmy do właściwego tekstu. Będę tutaj pisać o serialu Highwayman. Tytuł ten nie należy do łatwych w tłumaczeniu, odnosi się on bowiem do całego spektrum przydrożnych bandytów. W przypadku naszego serialu określenie to stosowane jest względem specjalnego agenta rządu Amerykańskiego, który ma zapewnić bezpieczeństwo i porządek. Jest to tajny projekt, którego zadaniem jest zatrzymanie narastającej przemocy. Wpisuje się to bardzo dobrze w realia wymyślone dla serialu. Dzieje się on w niedalekiej przyszłości. Nie jest to jednak postapokaliptyczna wizja Mad Maxa 2, a bardziej pesymistyczna, acz bliska naszym realiom wizja Mad Maxa 1. Rząd istnieje i nawet sobie radzi ze sprawowaniem władzy, ale przestępczości jest dużo i oficjalna wykładania serialu mówi, że na autostradach źle się dzieje. Właśnie w związku z tym powstała specjalna grupa szeryfów, którzy niczym Texas Rangers grasują po autostradach szukając dla siebie ofiary, to znaczy przestępcy. Nie podróżują jednak konno, gdyż zamiast czterokopytnych mają wielokołowe maszyny. Główny bohater, zgodnie z najlepszymi tradycjami westernów, nie ma imienia, a tylko pseudonim: to jest właśnie to tytułowe Highwayman; ma on wielkiego TIRa, którego kabina ma trochę dziwny kształt, a to dlatego, że ukryty w niej jest sporych rozmiarów helikopter. Nie mamy w związku z tym do czynienia ze zmianą kształtu pojazdu, a z jego wielorakim zastosowaniem.

Rozwiązuje on różne zagadki, ale tutaj pojawia się pewna różnica pomiędzy pilotem, a właściwym serialem. W serialu działa on pod kierownictwem Tani Winthrop. Postać ta grana przez Jane Badler bierze aktywny udział w niektórych wydarzeniach. Natomiast w pilocie Claudia Christian jest czymś pomiędzy dowódcą, a DJem, który puszcza muzykę dla swoich podwładnych. Jedyny jej kontakt z Highway’em odbywa się poprzez ekran zamontowany w kabinie ciężarówki. Zresztą sama ta maszyna podlega pewnej zmianie. W pilocie może on znikać dzięki jakiemuś mumbo jumbo z satelitami. W serialu, najpewniej ze względów budżetowych, zrezygnowano z tego rozwiązania. Osobną zmianą jest zniknięcie jednej z postaci, czyli narwanego i lekko napalonego japońskiego naukowca. Miał on przebadać Highway’a w celu cybernetyzacji. Wydaje się, że początkowo planowano, że główny bohater wraz z kolejnymi odcinkami będzie przechodził różne modyfikacje, to znaczy, że będzie częściowo maszyną. W serialu z tego jednak zrezygnowano i zamiast niskiego japończyka wprowadzono postać drugiego szeryfa, Jetto, granego przez Jacko – gwiazdę futbolu australijskiego znanego głównie z reklam Energizera – który miał być elementem komediowym, ale trzeba przyznać, że w swej ograniczonej mimice i twarzy wyjętej z horroru jest dosyć niepokojącą postacią.

 

Wszyscy aktorzy z właściwego serialu. W tle ciężarówka, o dziwo mniejsza niż aktorzy.

Wspomniałem o ograniczeniach budżetowych i są one wyraźnie widoczne. Przyszłość, choć niedaleka (ledwie 5/6 lat) nie wygląda przesadnie futurystycznie. Można wręcz odnieść wrażenie, że serial dzieje się tu i teraz lat 80-tych, a tylko bohater ma super pojazd. Nie jest on zresztą zbyt często używany. Nie byłoby to zbyt dużym problemem, gdyby nie to, że autorzy serialu nie mieli zbyt wielu pomysłów na scenariusze odcinków.

Szybko okazuje się w trakcie oglądania, że mamy do czynienia wręcz ze spektakularnie szybkim zużywaniem kolejnych stereotypowych tematów, tak fantastyki, jak i w ogóle popkultury końca lat 80tych. Już w drugim odcinku mamy złą japońską korporację chcącą podmienić Amerykanów na maszyny, a potem jest jeszcze lepiej. Oto na arenę wydarzeń wkraczają dobrzy Indianie prześladowani przez korporacje, albo mamy podróż w czasie do testów bomby atomowej. Znajdziemy także odcinek o skorumpowanej policji, a i niebezpieczne eksperymenty naukowców pracujących dla Armii znajdą swoje miejsce. No i należy wspomnieć, że w jednym odcinku mamy UFO. W związku z tym na swój sposób Highwayman to zabawny serial, który pozwala nam powtórzyć za jednym zamachem lata 80-te, ale niestety ma zasadniczą wadę. Generalnie odcinki nie są najlepiej napisane, a niski budżet zdecydowanie przeszkadza. Twórcy nie mieli wystarczająco dobrego pomysłu, aby przykryć mizerię finansową odpowiednio dobrze skonstruowanym światem. Prosi się tutaj o przypomnienie o innym sławnym serialu lat 80-tych, czyli Max Headroom. Tamto twórcy nie mając zbyt dużego budżetu skupili się na tworzeniu nastroju. Dzięki temu powstał jeden z nielicznych, udanych, seriali cyberpunkowych.

Highwayman jest produkcją nieudaną i to pomimo tego, że poszczególne elementy składowe są świetne. Niestety zabrakło twórcom konsekwencji. Co z tego, że strój głównego bohatera czerpie z Mad Maxa, skoro serial nie ma nastroju tego filmu. Z jednej strony mamy pesymistyczną wizje przyszłości, a z drugiej mamy wręcz męcząco schematyczne uśmiechy i dowcipy na koniec każdego odcinka. Na dodatek sama czołówka zamiast zachęcać do oglądania powoduje wręcz odwrotną reakcje u widza. Jest zwyczajnie nudna. Widać, że Glenowi A. Larsonowi skończyły się już wtedy dobre pomysły i zamiast nowego Knight Ridera dostaliśmy Street Hawka.

 

 

_

 
 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.