Falkon 2012 (relacja)

Falkon, czyli konwent organizowany przez Cytadelę Syriusza w Lublinie, doczekał się 13tej edycji. W związku z tym konwencja całości konwentu została podporządkowana szeroko rozumianemu pechowi, a na maskotkę wyznaczony został uroczy kot Licho. Grasował on w internecie na długo przed konwentem w postaci grafik i dziwnych komentarzy. Wraz z tegoroczną edycją Falkonu mieliśmy do czynienia z kilkoma, rewolucyjnymi wręcz zamianami. O tym jednak za chwile. Na początku musimy bowiem wspomnieć o pewnej drobnej kwestii: ze względu na tegoroczny brak długiego weekendu związanego z Dniem Niepodległości, organizatorzy byli zmuszeni wybrać inny termin niż już niejako tradycyjny drugi weekend listopada. Efektem tego był wyjątkowo krótki Falkon: zamiast zwyczajowych 4 mieliśmy jedynie 3 dni zabawy, od piątku do niedzieli.

W Japonii, kiedy skończą się pałeczki ludzie jedzą paluszkami.

W tym roku, jak wspomniałem, mieliśmy do czynienia z prawdziwymi rewolucjami. Pierwszą była zmiana miejsca odbywania się konwentu: zamiast znanej wszystkim bywalcom Wyspy, czyli jednej z tamtejszych uczelni wyższych, przenieśliśmy się do Targów Lublin i pobliskiej szkoły. Wyspa charakteryzowała się bardzo dobrym barkiem, do którego wzdychają zapewne wszyscy, którzy kiedykolwiek byli na Falkonie, jako że tamtejsze naleśniki zawsze były dobrym początkiem dnia. Jednakże wraz z coraz większą liczbą uczestników stawała się ona zbyt ciasna i niefunkcjonalna. W zatłoczonych korytarzach ciężko było się przebić pomiędzy stoiskami do poszczególnych sal. Miało to swoje zalety, gdyż cały czas spotykało się znajomych, bądź znajome twarze, ale na dłuższą metę było bardzo męczące. Teraz już nie było tego problemu, gdyż konwentowicze mieli do dyspozycji duże hale i kilka przyjemnej wielkości sal.

Drugą rewolucją było zapewnienie prysznicy. Były one oczekiwane przez, mam nadzieję, większość uczestników konwentu i wreszcie w tym roku, po wielu obietnicach, udało się je zagwarantować. Co prawda przez to, że konwent trwał o dzień krócej, nie dało się ocenić, na ile one były wykorzystywane, ale na pewno nie stały puste.

Póki jesteśmy przy kwestiach organizacyjnych, trzeba bardzo mocno pochwalić tempo wydawania wejściówek. Zapewne byłoby ono pewnie szybsze, gdyby od początku okienka z przedpłatami były odpowiednio opisane, ale konwent bez problemów przy akredytacji to nie jest konwent. Dodajmy też, że początkowo był problem z mapą okolicy, ale są to drobne szczegóły. Byłem pod na prawdę dużym wrażeniem, jak szybko przesuwała się ogromna kolejka . Wszyscy dostali swoje opaski oraz plakietki i mogli ruszać na teren Falkonu.

Tegoroczny konwent, o czym pisałem, był podzielony na dwa budynki: Targi, gdzie znajdowały się trzy sale z prelekcjami i hala dla turniejów planszówkowo – figurkowych, oraz wystawców. Poza tym w budynku były podobno warsztaty i turnieje gier komputerowych, ale do nich się nie zbliżałem, więc nie wiem nawet, jak działały. Poza tym część punktów programu, mianowicie bloki RPGowe, konkursy i blok filmowo-komiksowy odbywał się na terenie pobliskiej szkoły. Rozwiązanie takowe nie było idealne, ale na szczęście obie lokacje były na tyle blisko, że na dłuższą metę nie stanowiło to problemu.

Rebelia jak zwykle dała d…

Targi Lublin to przyjemny budynek, w którym zmieściło się naprawdę dużo ludzi. Można było dzięki temu obserwować z antresoli prawdziwe tłumy graczy i innych istot. Niestety, ma i wady, mianowicie barek był wyraźnie droższy niż Wyspy i jednak zdecydowanie słabszy, poza tym zamykał się zdecydowanie za wcześnie. Tradycyjnie również nikt w lokalu nie pomyślał i stosunkowo szybko skończyła się większość pozycji z menu. Na szczęście była jeszcze konwentowa pizzeria, która szybko i sprawnie dowoziła zamówione placki.

Konwenty to jednak nie tylko jedzenie i stoiska, ale także prelekcje. Skoro w tym roku cały konwent był pod hasłem pecha, to w programie mieliśmy w związku z tym kilka punktów z nim związanych. Zaznaczmy jednak, że były też i inne propozycje skierowane do zwolenników bardziej szczęśliwych dni. W programie były też opisane przeze mnie tydzień temu prelekcje mojego autorstwa. Nie będę oceniać swojego gadulstwa, wspomnę tylko, że na każdej trochę ludzi było i chyba tylko na jednej uśpiłem widownie. Zainteresowani mogą zobaczyć spory fragment jednej z prelekcji (Licha fantastycznego) w dostępnej relacji video(od 48 minuty).

 

 Mój udział w konwencie nie ograniczył się tylko do wypełnienia własnych punktów programu. Byłem na jeszcze kilku prelekcjach. Posłuchałem trochę Cathiowego gadania o Deadlandsach, czyli bardzo fajnej grze RPG osadzonej w realiach Dziwnego Zachodu. Słuchałem także We need to go deeper, czyli dogłębna analiza “Incepcji” Grzegorza Olifirowicza. Jak sam tytuł wskazuje była to próbie analizy filmu Nolana, niestety wstęp zajął na tyle dużo czasu, że sama analiza była mocno skrócona. Moje zdziwienie wzbudziło także bardzo zwięzłe odniesienie się do Josepha Campbella, tym bardziej, że nie jestem do końca przekonany, co do jego słuszności. Pomysły tego amerykańskiego antropologa są bardzo ciekawe i jeżeli się bierze go na warsztat, to chciałbym usłyszeć coś więcej. Poza tym wyjątkowo drażniąca była maniera używania przez prelegenta określenia „producent egzekutywny”. Mamy w języku polskim producenta wykonawczego. Szkoda także, że zabrakło czasu na dyskusje, tym bardziej, że było wiele spraw wartych przedyskutowania. Mimo wszystko było kilka ciekawych uwag i nie uważam godziny spędzonej na sali za straconą.

Jawa od przodu i od tyłu

Inną prelekcją, na której byłem było Dwa kina science fiction albo dlaczego (prawie) wszyscy nie umieją oglądać „Prometeusza. Prelegent, Paweł Frelik, jest jednym z redaktorów „Science Fiction Studies”, czyli nie byle kim. Swój wykład zaczął nawet ciekawie, wskazał, że ciężko jest mówić o jednym kinie fantastyczno naukowym. Ten truizm warto jest jednak podkreślać, gdyż regularnie słychać próby tworzenia jakiegoś ogólnego gatunku filmowego, tak ze strony krytyków, jak i niektórych widzów. Potem Frelik przeszedł do analizowania poszczególnych składników filmu. W tym momencie niestety odezwało się moje zmęczenie i byłem zmuszony uciec z dosyć jednak dusznej sali na świeże powietrze. Na moje szczęście pozostawiłem na sali szpiega, który zrelacjonował mi tok prelekcji. Musze przyznać, że może i dobrze, że wyszedłem, bo bym się bardzo mocno denerwował. Od razu może zaznaczę, że kiedyś zgłoszę na jakiś konwent prelekcję, gdzie udowodnię, że Prometeusz jest bardzo dobrym filmem, a jego krytycy oglądają go po prostu nieuważnie. Wbrew wyrażonej podobno przez prelegenta opinii, nie musimy czekać do wersji reżyserskiej Prometeusza, aby dowiedzieć się, o czym jest ten film. Scott to dosyć wyraźnie pokazał. Zresztą napisałem na ten temat trzy dosyć długie teksty (1, 2, 3). Podobnie i uwaga Frelika o pozytywnym obrazie świata przedstawionego w nowym Dreddzie musi dziwić.

Na koniec odwiedzania innych prelekcji zjawiłem się także na Cathiowym Supernaturalu. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że serial ten, choć bardzo niszowy, ma więcej fanów niż nie jedna czołowa produkcja telewizyjna. Sala była pełna, a większość słuchaczy dosyć dobrze znała serial.

W tym stroju można palić heretyków.

W związku z tym uznaję, że prelekcyjnie Falkon był całkiem udany. Wiele dobrego słyszałem o kilku prelekcjach, na których nie byłem, kilka zostało też odwołanych, ale w żaden sposób program konwentu się nie posypał. Było bardzo fajnie i miło, a w przyszłym roku także się wybiorę, choć mam nadzieje, że konwent będzie dłuższy. Prelekcje były całkiem ciekawe, ludzie dopisali. Trochę żałuję, że nie miałem tyle okazji do robienia zdjęć, co na kilku poprzednich konwentach, ale czasem tak po prostu wychodzi. No i największy mój smutek: na jednej z loterii skończyły się figurki Rei!

Za rok następny Falkon. Szkoda, że dopiero za rok…

Na osłodę, większa galeria zdjęć z tegorocznego Falkonu.

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.