Mad Max i jego Chłopiec z psem (inspiracje)

Hasło reklamowe, jak przyznaje tak Ellison, jak też i rezyser filmu, było dziwacznym pomysłem zdesperowanych ludzi od marketingu, którzy nie mieli żadnego pomysłu, jak zareklamować taki dziwny smutny film. Żadnego elementu "kinky" w nim nie ma.
Hasło reklamowe, jak przyznaje tak Ellison, jak też i rezyser filmu, było dziwacznym pomysłem zdesperowanych ludzi od marketingu, którzy nie mieli żadnego pomysłu, jak zareklamować taki dziwny smutny film. Żadnego elementu “kinky” w nim nie ma.

W miarę często można znaleźć wypowiedzi w Internecie sugerujące, czy też wprost stwierdzające, że George Miller, reżyser Mad Maxa zainspirował się, czy też wręcz kopiował w swoim najsłynniejszym dziele film, a zarazem i opowiadanie Chłopiec i jego pies. Autorem opowiadania jest znany i nie zawsze lubiany Harlan Ellison. Niechęć do Ellisona w dużej mierze wynika z jego dosyć nieobliczalnego charakteru. Ma on w zwyczaju mówić, to, co myśli, co zawsze jest zbrodnią. Na domiar złego ma problemy z zachowywaniem się odpowiednio w ramach kontaktów międzyludzkich. Stąd różne jego zachowania, czy też żarty kończą się wielkimi aferami. Drugim jednak powodem, dla którego wielu ludzi nie przepada za Ellisonem jest jego lekka ręka do procesów sądowych. Dość powiedzieć, że wbrew Jamesowi Cameronowi w napisach do Terminatora dodano uwagę, że filmy był inspirowany scenariuszem Ellisona do serialu Outer Limits (odcinek Soldier, a nie jak czasem błędnie się przywołuje Demon with a Glass Hand).

Nie jest to zresztą jedyny przypadek, kiedy rzucił się on z procesem na studio filmowe. Przynajmniej równie często rzuca on też oskarżenia, za którymi już jednak nie idą działania sądowe. Przykładem mogą być jego słowa skierowane pod adresem Cormaca McCarthy’ego, którego Droga miała być przetworzeniem wspominanego Chłopca i jego psa.

W przypadku Mad Maxa dodatkowym wzmocnieniem owego stwierdzenia o inspiracjach są słowa Ellisona, że sam Miller miał do niego zadzwonić i to powiedzieć. Prawdopodobnie to od Ellisona usłyszał o tym reżyser ekranizacji opowiadania L. Q. Jones. Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że w publicznych wypowiedziach sam Miller temu zaprzecza. Co więcej, co dobrze mówi o charakterze tej informacji, różne filmy z cyklu o Mad Maxie wskazuje się, jako te rzekomo oparte na Chłopcu. Stąd wypada na początku opowiedzieć co nieco o opowiadaniu, o którym tutaj mowa.

Ehhh Francja.
Ehhh Francja.

Mamy tutaj opowieść o chłopcu imieniem Vic (Vincent), który żyje w świecie post-apokaliptycznym. Miasta zostały w dużej mierze zniszczone przez eksplozje bomb jądrowych. Ludzkość jednak przetrwała, ale nie we wspaniałej formie. Część osób, najczęściej szeroko rozumianych konserwatywnych fundamentalistów, skryła się w podziemnych bunkrach. Na powierzchni grasują natomiast gangi, które niby odtwarzają cywilizację, ale jest to raczej jej namiastka. Niby bowiem mamy grupy opiekujące się w jednym z miast elektrownią, ale jest to raczej podtrzymywanie resztek funkcjonowania świata, aniżeli coś więcej. Większość powierzchni planety jest pustynią z przerwami na samotne osiedla ludzkie.

Świat, w jakim przyszło żyć Vicowi nie należy do miłych. Większość populacji to samotni mężczyźni, stąd też losy kobiet nie są najlepsze. Stwierdzić, że dochodzi do przemocy seksualnej, to daleko idące uproszczenie i złagodzenie tak wymowy opowiadania, jak też i świata przedstawionego. Dość powiedzieć, że opowieść Ellisona należy do bardzo rzadkiej grupy tekstów, w których główny bohater – któremu czytelnik odruchowo chce kibicować – nie należy do kategorii dobrych ludzi. Wraz ze swoim psem poza szukaniem jedzenia głównie zajmuje się szukaniem kobiet, które gwałci (i nie ma tu mowy o szukaniu eufemizmów, także jeżeli chodzi o słowa samego bohatera).

Ehhh Ameryka lat 70-tych. Już wtedy modne były głowo-plakaty.
Ehhh Ameryka lat 70-tych. Już wtedy modne były głowo-plakaty.

Vicowi towarzyszy w tym świecie jedynie pies Blood. Nie jest to jednak zwykły czworonóg. Na kilka lat przed wojną, która zniszczyła cywilizację, udało się ludziom wyhodować grupę ras psów obdarzonych nie tylko inteligencją, ale także zdolnościami telepatycznymi. Stąd też Blood rozmawia z Viciem i służy mu pomocą w znajdywaniu kobiet, ale także jest jego opiekunem. Nauczył go czytać i stara się go wyedukować w odniesieniu do historii świata – niektórzy zresztą wskazują, że pod wieloma względami Blood jest alter ego autora[1]. W zamian Vic zapewnia Bloodowi pożywienie. Psy bowiem po uzyskaniu telepatii straciły zdolność polowania.

Ich partnerstwo funkcjonuje całkiem sprawnie aż do momentu, gdy na swojej drodze Vic spotka dziewczynę Quillę June. Zadurzy się w niej, a być może i zakocha. Gdy ta od niego ucieknie (po kilku stosunkach płciowych – z których tylko pierwszy był gwałtem pod fizyczną presją – co ma znaczenie tak dla opowieści, jak też i reakcji Vica) ten uda się za nią w pościg ku jednemu z podziemnych miast. Tam czeka go zetknięcie z duszną i nieprzyjemną cywilizacją.

Ekranizacja Chłopca trafiła na ekrany w 1975. Film stosunkowo szybko zyskał status kultowego. Do roli Vica zatrudniono Dona Johnsona, który choć miał już wtedy pod 30 lat, to wyglądał na nastolatka. W rolę Blooda wcielił się weteran seriali Tiger. Trzeba przyznać, że interakcja pomiędzy psem, a Johnsonem to przykład jednego z lepszych duetów aktorskich. Bez problemu można uwierzyć, że Blood nie tylko myśli, ale i posiada cyniczno-złośliwy charakter. Jones, który przygotował scenariusz, utrzymał go zaskakująco wręcz wiernym tekstowi Ellisona. Są w nim pewne zmiany, z czego jedna najważniejsza wzbudziła zresztą potworne kontrowersje. Dość powiedzieć, że znana feministyczna krytyczka S-F Joanna Russ wprost przyrównała film (i do pewnego stopnia opowiadanie) do Triumfu Woli Leni Rieffenstahl. Ze względu na nad wyraz „spoilerową” naturę tych uwag odniosę się do nich na końcu odpowiednio to oznaczając.

Czy można w związku z przedstawionym powyżej zarysem fabuły, jak też i opisem świata mówić o inspiracji Millera Chłopcem? W gruncie rzeczy jedynym podobieństwem jest pustynia. Nawet i pies, który towarzyszy Maxowi w Roadwarriorze jest zdecydowanie inną postacią. Jeżeli jakiś cykl grzeszy mocną inspiracją Ellisonem, to pierwsze gry z serii Fallout, gdzie były zresztą wprost odniesienia do postaci Blooda. Na szczęście dla twórców Ellison słynie z pogardy względem tego medium, więc może nawet o tym nie wiedzieć.

Gdzie w związku z tym szukać inspiracji Millera? Jeżeli poczyta się jego wypowiedzi, to szybko znajdzie się jego uwagi, że duży wpływ na powstanie filmu miała jego praca w pogotowiu ratunkowym. Widział wtedy wiele ofiar wypadków samochodowych. Stąd w jakimś stopniu pomysł na film oparty na pościgach samochodowych. Z tym się wiąże sytuacja kina w Australii.

Australia słynie z restrykcyjnej i mocno kuriozalnej cenzury. Obecnie ogranicza się ona głównie do gier komputerowych, ale podobnie ostra była kiedyś względem kina. Odpowiednie regulacje zostały jednak zmienione w latach 70-tych i z miejsca powstał gatunek Ozploatation. Filmy nagle stały się brutalne i pełne (jak na ówczesne standardy purytańskiego kraju) seksu.

Gang filmowy, to Gravediggers, jego członkowie mają kolczyki z truposzkami.
Gang filmowy, to Gravediggers, jego członkowie mają kolczyki z truposzkami.

Spośród kilku produkcji, które wtedy trafiły do kin na wyróżnienie zasługuje Stone w wielu miejscach wskazywany jako inspiracja dla Mad Maxa. Także i na plakatach i opakowaniach reedycji filmu, gdzie znalazło się hasło „Przed Mad Maxem i Roadwarriorem był Stone”. Film Sandy’ego Harbutta był wielkim przebojem. Wpisywał się w popularny gatunek opowieści o motocyklistach, o ile jednak takie produkcje jak Easy Rider były w gruncie rzeczy skupione na osobach, tak Stone był filmem akcji z elementami filozofii motocyklistów. W tej produkcji zwraca uwagę nie tylko Hugh Keays-Byrne w roli Toada, który u Millera zagrał Toecuttera. Ważny jest pewien nastrój braku wiary w społeczeństwo. Zamiast prawa funkcjonują gangi i to one mają lepszy kontakt ze zwykłymi ludźmi chroniąc ich przed większymi zagrożeniami.

Sprawiedliwość rozumiana jako działanie sądów i państwa przestaje funkcjonować. Nastał czas siły i prawa, które gwarantują buntownicy przeciwko społeczeństwu. W jakimś stopniu charakter filmu przypomina takie produkcje jak Życzenie śmierci. Lata 70-te na całym świecie były okresem utraty wiary w państwo, mówiono o dramatycznym wzroście przestępczości. To jest też okres dramatycznego poszukiwania bohatera, który da nadzieje na porządek. Stąd niezwykła popularność filmów o Brudnym Harrym, który ze swoim magnum stał się szybko herosem dającym nadzieje na sprawiedliwość.

W takim społecznym nastroju powstawał film Millera. Widać w fabule wyraźne odwołania z jednej strony do upadku społeczeństwa, jak też i – zresztą deklarowaną przez przełożonego Maxa – potrzebę bohatera, który może uratować świat. Takiego człowieka, który pokaże, że może być lepiej.

Sam świat filmu jest daleki od post-apokaliptycznej otoczki. Zresztą osadzenie go w przyszłości wynikało z kwestii budżetowych. Było bowiem taniej nakręcić go jako historie dziejącej się gdzieś za rok, gdyż można było wtedy zrezygnować z wielu kostiumów, jak też i scenografii (takich jak funkcjonujący posterunek policji). Stąd też Mad Max jest filmem, któremu bliżej choćby do Wojowników Waltera Hilla niż do Chłopca.

Film Millera okazał się dużym sukcesem, w dużej mierze dzięki temu, że fabularnie mamy do czynienia z bardzo konsekwentnym zaprzeczeniem oczekiwań widzów. Koniec jest daleki od happy endu. Strata Maxa nie sprawia, że staje się on silniejszym bohaterem. Wręcz przeciwnie, ostatecznie zostaje przypieczętowane, że świat nie ma już bohatera, który go uratuje.

Druga część filmowych przygód Mad Maxa jest bardzo wyraźnie innym filmem. Scenariusz inspirowany koncepcją drogi bohatera Campbella oraz świat po nuklearnej zagładzie wprowadzają widzów do innej rzeczywistości. Tutaj już nie ma cywilizacji, społeczeństwa, zamiast tego mamy grupy ludzi walczących o przeżycie. W tym świecie Max jest bohaterem wyjętym żywcem z westernowej mitologii i takim pozostanie w kolejnych częściach cyklu. Przywodzi na myśl choćby głównego bohatera Eastwoodowego Mściciela, czy też późniejszego Niesamowitego jeźdźca.

W tym względzie jedynym realnym podobieństwem filmu Millera do Chłopca jest sama koncepcja post-apokalipsy. Jest to jednak relatywnie słaby punkt odniesienia, gdyż wynika z pominięcia tego, że całe lata 70-te to czas poszukiwań wiarygodnej opowieści o końcu cywilizacji. Brak wiary w społeczeństwo nakłada się tutaj na ewidentne zmęczenie Zimną wojną, która wreszcie wybuchła w fikcyjnych opowieściach. Wiele z tych produkcji jest niestety trudno dostępnych, czy wręcz wprost nigdy nie została wydana.

Z pana w średnim wieku, który w filmie lata bez koszuli wychodzi stary szwed... brzmi jak materiał na nowy horror Cronenberga.
Z pana w średnim wieku, który w filmie lata bez koszuli wychodzi stary szwed… brzmi jak materiał na nowy horror Cronenberga.

Tutaj wspomnę tylko o Ultimate Warrior Roberta Clouse, który zdobył zasłużone uznanie reżyserując Wejście smoka. W tej jego produkcji główną rolę Carsona gra Yul Brynner, dla którego był to jeden z ostatnich występów na dużym ekranie. Jego bohater, to samotny wojownik, który trafił do miasta, gdzie oferuje swoje usługi. Chce z nich skorzystać Baron (Max von Sydow). Przewodzi on małemu osiedlu ludzi i potrzebuje ochrony przed gangiem Carrot (William Smith). Bohater Brynnera jest silny, bezwzględny i jest doskonałym wojownikiem. W dużej mierze jeżeli ktoś mówi o inspiracjach Roadwarriora Chłopcem, to aż dziwne, że nie wspomina o Ultimate Warrior. Uzasadnienie jest jednak dosyć proste, Ultimate Warrior nie było wielkim sukcesem, a Chłopiec zdobył Nebulę jako opowiadanie i Hugo jako film.

George Miller kręcąc pierwsze dwie części Mad Maxa nie inspirował się opowiadaniem Ellisona. Trudno w tym przypadku mówić o jakiejś konkretnej inspiracji. Mamy raczej do czynienia z oddaniem ducha epoki, gdzie z jednej strony upadała cywilizacja, a z drugiej wszyscy czekali na atomową bombę, która ich wyzwoli z resztek społeczeństwa.

[1] Patrz choćby: E. Weil, G.K. Wolfe, Harlan Ellison: the edge of forever, Columbus 2002, s. 150

Obiektywnie rzecz ujmując, patrząc na plakat, co by kultura popularna zrobiła bez takiego jednego koszmarnego okresu w historii...
Obiektywnie rzecz ujmując, patrząc na plakat, co by kultura popularna zrobiła bez takiego jednego koszmarnego okresu w historii…

Chłopiec i spoiler (aby przeczytać zaznacz):

Film Jonesa wzbudził kontrowersje zakończeniem. Podobnie jak i opowiadanie historia kończy się tym, że Vic zabija dziewczynę, aby uratować Blooda. Karmi swojego psa jej ciałem, acz sam nie dotyka ani kawałka. Film dodaje tutaj jednak na koniec posępny żart, gdy Blood stwierdza: „Powiem, że na pewno miała doskonałą umiejętność oceniania, Albercie, acz nie do końca dobry smak” („Well, I’d certainly say she had marvelous judgment, Albert, if not particularly good taste”). Sam Ellison był wściekły na tę zmianę i była to jedyna rzecz, którą chciał zmienić. Uważał, że Blood nigdy nie powiedziałby czegoś tak niskiego. Z drugiej strony jak sam w jednym z wywiadów przyznał, stwierdzenie to było czarnym humorem próbującym skomentować coś, co trudno komentować. Swego rodzaju ratunkiem dla psychiki.

Russ i wiele innych osób tak tego jednak nie odebrała. Dla niej cała scena, jak też i pojawiające się wcześniej odniesienia do gwałtu miały świadczyć źle tak o autorze opowiadania, jak też i twórcach filmu. Wydaje się, że gdzieś po drodze jednak zginęło rozróżnienie pomiędzy twórcą, a jego bohaterem, jak też i wymyślonym przez niego światem. Brutalna post-apokaliptyczna rzeczywistość nie daje miejsca na łagodne i łaskawe spojrzenie na życie. Ów pesymizm Ellisona był jednak pomijany przez krytycznie nastawione doń osoby.

Żart filmowego Blooda mieści się w konwencji znanej choćby widzom M*A*S*Ha. O ile w krótkim opowiadaniu tego typu komentarze są zbędne, tak w filmie pomagają przetrwać tragiczne zakończenie. Sam fakt zabicia biednej (acz w filmie nie jest ona aż tak niewinna, jak w opowiadaniu) dziewczyny pokazuje tragizm i beznadzieje sytuacji. Bez Blooda żadne z nich by nie przeżyło… zamiast mówić o mizoginii w tym wypadku trzeba raczej pomyśleć o tym, że świat i życie nie zawsze należy do najprzyjemniejszych. Szczególnie, jeżeli bohaterami opowieści nie są dobrzy ludzie i dobre psy.

2 comments

  1. rob says:

    ha dlaczego kurcze w mojej głowie ten tytuł kojarzył się zawsze z Fritz Leiberem ??;-) nawiasem inteligentne psy próbujące ratować cywilizacje to stary pomysł już w opowiadaniu “Faithfull” (wierny jak pies) Lestera Del Reya występujący, o “dziwnym johnie” stapeltona nie wspominam bo tam jak dobrze pamiętam był to przejściowy efekt 🙂

    • hihnttheadmin says:

      Bo w gruncie rzeczy, to sa troche Leiberowskie klimaty 🙂
      Co do psow… co jak co, ale koty by cywilizacji nie ratowaly 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.