Centurion: Total Defender of Rome War

Salantor z Bobrownii w ramach swoich zachwytów nad ostatnią częścią cyklu gier Total War postanowił odnieść się do prahistorii tej serii. Napisał niewątpliwie ciekawy tekst o grze Birthright z 1997 roku, w którym dostrzegał niejako ideowego poprzednika Rome: Total War i następców. Z takim postawieniem sprawy mam jednak pewien problem. Główna koncepcja Total Wara polega na połączeniu gry turowej, w trakcie której zarządzamy państwem z prowadzeniem bitew w formie strategii czasu rzeczywistego.

Takie połączenie z pozoru nie jest oczywiste. Chociaż trzeba zaznaczyć, że jest wiele dobrych gier, które łączą w sobie zarządzanie państwem z prowadzeniem bitew. Dobrym przykładem jest już trochę zapomniany Conqueror AD 1086. Ta gra wydana w 1995 przez firmę Sierra była dosyć rozbudowanym i niezwykle ciekawym połączeniem kilku różnych gatunków komputerowej rozrywki. Z jednej strony mieliśmy zarządzanie zamkiem, które przywodziło na myśl SimCity, czy Caesara. Gracz mógł wskazywać pola uprawne, budować budynki użyteczności wiejskiej i ogólnie dbać o swoich poddanych. Czasem jednak trzeba było wziąć zbroje i iść na bitwę. W tym momencie gra przemieniała się w – dosyć koślawego – bitewniaka.

Niezwykle mnie dziwi głośne pokrzykiwanie na okładkę/reklamę gry Barbarians, która miała wprowadzić jakoby seks do gier. Defender of the Crown ze swoim nawiązywaniem do klasyki kina (jak ktoś nie widzi, to znaczy, że nie widział Erola Flynna i całej masy filmów o R. Hoodzie) jakoś pozostaje zapomniany.
Niezwykle mnie dziwi głośne pokrzykiwanie na okładkę/reklamę gry Barbarians, która miała wprowadzić jakoby seks do gier. Defender of the Crown ze swoim nawiązywaniem do klasyki kina (jak ktoś nie widzi, to znaczy, że nie widział Erola Flynna i całej masy filmów o R. Hoodzie) jakoś pozostaje zapomniany.

Na tym nie koniec tego, co można było robić w grze. Były też i inne dostępne graczowi rozrywki. Tutaj możemy wskazać na turnieje, w trakcie których można wsiąść na konia i brać udział w starciach lancą. Poza tym można także bawić się w formę walk w klatce, które polegają na starciu dwóch drużyn przy użyciu drewnianej broni. W przerwach zaś można podrywać jedną z panien dworu, albo w celach matrymonialnych, albo, aby uzyskać pomoc w zabiciu smoka. Gra jest różnorodna i wieloraka, acz poszczególne elementy pozostawiają wiele do życzenia. Nie jest to najwybitniejsza strategia. Nie jest to najlepszy FPS (ale sword, a nie shooter). Jako kombinacja jest zaś bardzo fajna. Zarazem przywodzi na myśl i inną grę, która także działa się w średniowieczu, czyli pierwszego Defender of the Crown.

Ta popularna strategia miała swoją kontynuację, o której chce tutaj napisać. Chodzi mianowicie o wydanego w 1990 roku Centurion – Defender of Rome. Jest to w gruncie rzeczy Rome: Total War, tylko zrobionym wiele lat wcześniej. W grze wcielamy się w Rzymskiego przywódcę, który ma za zadanie podbić ówczesny, śródziemnomorski świat. Zarządzanie imperium robione jest w systemie turowym. Możemy podwyższać podatki, przesuwać wojska i pilnować granic. Raz na jakiś czas mamy do czynienia z buntami, albo też z atakiem z zewnątrz, czy to Kartaginy, czy Persji.

Po co grafika 3D, skoro jest mapa?
Po co grafika 3D, skoro jest mapa?

O ile główna strategia odbywa się w turach, to bitwy prowadzimy w czasie rzeczywistym. Tutaj liczy się nie tylko wielkość armii, ale także jej skład (wynikający z rangi, którą posiadamy). Zaczynamy od prostych oddziałów piechoty, aby z czasem mieć coraz liczniejszą kawalerię. Bitwy są dosyć proste. Wydajemy oddziałom rozkazy poprzez wskazywanie kierunku, w którym mają one iść. Poszczególne oddziały przedstawione są w formie kwadratów, których tylko jeden bok jest tym atakującym. Na szczęście sam komputer automatycznie obraca oddział w kierunku przeciwnika (ale tylko w momencie, gdy on stoi – jeżeli jest atakowany podczas ruchu, to trzeba samemu reagować).

Wojenka, wojenka.
Wojenka, wojenka.

Przed bitwą możemy także wybrać ustawienie oddziału i bazową taktykę, która może polegać na wciąganiu przeciwnika w pułapkę, albo na zdecydowanym ataku. W trakcie starcia jest tylko jedno ograniczenie odnośnie wydawanych oddziałom rozkazów. Chodzi o jakość dowódcy. Dobrzy posiadają odpowiednio donośny głos, dzięki czemu mogą wydawać rozkazy wszystkim oddziałom znajdującym się na polu bitwy. Gorszych musimy przerzucać po całej powierzchni w ramach wydawania rozkazów, co może sprawić, że może nam się zapodziać gdzieś oddział, jeżeli za bardzo odbiegnie on od dowódcy. Poza tym dowódca wpływa także na morale żołnierzy. Przy czym, jeżeli zostanie on ubity, to cała armia może pójść w rozsypkę.

Oznaczało to, że z jednej strony trzeba było wysyłać ich blisko przeciwnika, a z drugiej cały czas pilnować, aby nie wpadli oni w pułapkę. Tym bardziej, że jeżeli nawet oddziały nie uciekną z pola, to i tak nie ma, kto im wydawać rozkazów. W takiej sytuacji były już tylko małe szanse na uratowanie sytuacji i ostateczną wygraną, acz takie przypadki mi się zdarzały. Te same reguły dotyczą zresztą przeciwników, stąd szczególnie w walkach z barbarzyńcami warto było polować na dowódcę. W przypadku jego ubicia reszta starcia była dosyć prosta. Tutaj pomagało także barbarzyńskie wysuwanie dowódcy na czoło armii – w przeciwieństwie choćby do Kartagińczyków, gdzie trzeba było ominąć znaczne siły przeciwnika, aby do niego dotrzeć. W tej sytuacji pomocne były szybkie oddziały kawalerii, ale jak wspomniałem, trzeba było pilnować, by pozostawały one w zasięgu rozkazów dowódcy.

Dyplomacja potrafi być pełna komplikacji
Dyplomacja potrafi być pełna komplikacji

Kiedy już podbijemy przeciwnika, ustawimy podatki, trzeba zająć się i innymi rzeczami. Po pierwsze, poszczególne prowincje mogą domagać się rozrywek. Trzeba w związku z tym wydawać pieniądze na igrzyska, choć chciałoby się zamiast tego wystawić kolejny legion. Jeżeli jednak tego nie zrobimy, to ludzie będą źli, mogą się buntować, że o problemach z podatkami nie wspomnę. Głównie jednak trzeba się martwić o sam Rzym. Tam też mieszkańcy chcą igrzysk. Im lepsi gladiatorzy, im dłuższa i bardziej krwawa walka, tym większa radość widzów. Trzeba tutaj zresztą uważać przy wskazywaniu, czy gladiator ma na końcu zginąć, czy też nie. Walka odbywa się w sposób znany nam choćby z Barbarians, proste ciosy i przyjemne wycinanie wroga.

Jeżeli znudzi nam się machanie mieczem możemy także zorganizować wyścigi rydwanów. Tutaj możemy dużo zarobić na zakładach. Nasz rydwan, ciężki i wytrzymały, albo żwawy i delikatny, musi pierwszy przekroczyć linię mety. Ważna jest nie tylko szybkość, ale też i to, aby nie zostać rozbitym. Łatwo stracić tam koło i wypaść z wyścigu.

Centurion jest już stareńką grą. Grafika jest prosta, ale sama rozgrywka nic nie straciła ze swojego uroku. Lubię od czasu do czasu podbijać świat małym miastem i o wiele chętniej wracam właśnie do tej gry, niż do wielu nowszych i teoretycznie lepszych tytułów. W przeciwieństwie do takiego Rome: Total War, twórcom Centuriona udało się wymieszać wszystkie elementy w odpowiednim stężeniu i nie ma tutaj sytuacji, że po jakimś czasie nuży nas powtarzanie tych samych czynności. Za Rzym!

A tutaj można (dzięki archive.org) zagrać w gre.

3 comments

  1. Salantor says:

    Ach, Caesar, Defender of the Crown, Centurion! Pamiętam, że tego ostatniego ukończyłem w godzinkę albo dwie, bo i nie należał do specjalnie trudnych czy skomplikowanych. Dzięki za przypomnienie mi o istnieniu tych zacnych tytułów ^^

    PS: Zainstaluj Disqusa ;p

    • hihnttheadmin says:

      Centurion jest na godzine, ale mozna robic kilka kolejnych godizn, a dzieki temu, ze szybko sie konczy, to nie ma problemu zniechecenia 🙂
      Co do Disqua, ja mam gdzies notke, dlaczego disqus to zlo 😛
      Poza tym, dla tych trzech komentarzy na ruski rok instalowac cos? Przerost formy nad trescia 😀

Leave a Reply

Your email address will not be published.