Gwiazdorskie jedzenie sushi z torturami i przemocą (Sushi Girl)

Małe filmy są fajne. Ich twórcy się starają, mają pewien pomysł i próbują przy małym budżecie opowiedzieć historię. Czasem tego typu filmy są przebojami, a czasem wie o nich kilka osób i jedyna ich nadzieja w uzyskaniu opinii filmu kultowego. Raczej z tej drugiej kategorii jest produkcja w reżyserii Kerna Saxtona: Sushi Girl. Prosty, ale bardzo efektowny i efektywny kryminało-dreszczowiec, który pojawił się na przełomie 2012 i 2013 roku.

Sushi dla osób lubiących ołów
Sushi dla osób lubiących ołów

Fabuła nie jest w żaden sposób udziwniona, oto z więzienia wychodzi Fish. Początkowo nie wiemy, za co do niego trafił. Z czasem okazuje się, że wszystko jest związane z przestępstwem, które miało miejsce 6 lat temu. Oto na uwolnionego Fisha czeka przyjęcie zorganizowane przez Duke’a. Był on szefem gangu, który ukradł torbę brylantów. Wszystko było dobrze zaplanowane, a Fish miał jej pilnować w trakcie ucieczki. Coś jednak nie wyszło. Został złapany przez policjantów, którzy stwierdzili, że torba jest pusta.

Teraz koledzy Fisha chcą się dowiedzieć, co on zrobił z towarem? Dlatego zbierają się wszyscy na kolację w postaci sushi jedzonego z ciała nagiej dziewczyny. W ten sposób do stołu siadają wspomniani Duke i Fish, a także mający duże problemy z kontrolowaniem swojej agresji Max, do niedawna uzależniony od narkotyków Francis oraz Crow, czyli homoseksualny (albo biseksualny) sadysta.

Wszystko będzie dobrze, podzielą się łupem z napadu i pójdą w swoją stronę. Fish jednak twierdzi, że nie wie, gdzie są brylanty. Nie ukradł ich, nie ukrył przed policją oraz towarzyszami i nie jest w stanie im niczego powiedzieć. Spędził w więzieniu 5 lat i nigdy nie ujawnił swoich wspólników, stąd też uważa, że nie jest im niczego winien. Jednak towarzysze przy stole są innego zdania. Obwiązują go taśmą klejącą i na zmianę torturują chcąc poznać prawdę. Szybko się okazuje, że to nie jest jedyna tajemnica łącząca osoby zebrane przy stole. Są też i inne i w pewnym momencie pojawia się pytanie: kto właściwie jest zdrajcą i o co tutaj tak na prawdę chodzi? Czego w rzeczywistości chce Duke? O co chodzi Francisowi, który zachowuje dystans względem kolegów? Czy Fish oszukuje, a może mówi prawdę? Wreszcie, kim jest ta naga dziewczyna, która przez cały film leży na stole przykryta jedynie surową rybą?

Saxton zrobił film, oszczędny. Większość dzieje się w małym pomieszczeniu o wystroju pseudo-azjatyckim, gdyż Duke ma obsesję na punkcie Japonii. Także prawie cały film opiera się na ledwie 6 osobach. Nie ma tutaj mowy o spektakularności, jest to nawet skromniejszy film niż Reservoir Dogs Tarantino. Jest zresztą wyraźna wspólnota akurat z tym filmem, gdyż podobnie jak w tym bardziej znanym obrazie, tak i tutaj przemoc tortur jest pokazana dosyć dosłownie. Sushi Girl nie jest filmem dla osób o słabych żołądkach. Biedny Fish jest maltretowany w taki sposób, że widzom nie zostaje nic innego niż tylko mu współczuć. Co jednak ważne, owe tortury nie służą tylko szokowaniu widza, to nie jest przykład bezsensownej brutalizacji, a raczej pokaz jak ją wykorzystać w celu opowiedzenia historii.

Groteskowość okładki nie oddaje charakteru filmu. Jest on zdecydowanie poważniejszy.
Groteskowość okładki nie oddaje charakteru filmu. Jest on zdecydowanie poważniejszy.

Poza dobrym scenariuszem (który wspólnie napisali Saxton i pojawiający się w małej roli Destin Pfaff) tego typu produkcje potrzebują dobrej obsady. Patrząc na film, trudno wyobrazić sobie lepszą. W roli Duke mamy Tony’ego Todda znanego z Candymana. Wielki i wzbudzający odpowiednio dużo niepokoju murzyn góruje nad swoimi towarzyszami. Jest złym człowiekiem, ale jego zło jest wyrafinowane. Dba o symbole i wygląd. Inaczej niż Max, którego gra telewizyjny aktor Andy Mackenzie. Bardzo sprawnie wciela się on w rolę agresywnego człowieka, który najpierw bije, a potem bije jeszcze raz. James Duval gra Francisa z odpowiednią dozą niepewności i strachu. Jest także Noah Hathaway grający Fisha, a znany bardziej z granie jednego z bohaterów Niekończącej się opowieści oraz dzieciaka w oryginalnej Battlesar Galactica.

W tle mamy ładny zestaw gwiazd kina szeroko rozumianej przemocy, które pojawiają się na kilka sekund. Stąd też mamy Danny’ego Trejo, Micheala Biehna i Jeffa Fahey’a, oraz Sonny’ego Chiba. Zestaw, chyba każdy przyzna, całkiem ładny. Co prawda nie są to role rozbudowane, ale mają swoje znaczenie dla fabuły.

Film jednak kradnie dwójka aktorów: Mark Hamill i Cortney Palm. On wciela się w Crowa i robi to z niezwykłym urokiem i wprawą. Mamy różne drobne gesty, czy też sposób mówienia jakże daleki od Luke’a Skywalkera. Film trochę przypomina, że Hamill doskonale czuje się w roli psychopatycznych złoczyńców i co więcej, pokazuje, że nie chodzi tylko o podkładanie głosu, ale też i o grę ciałem. To jest prawdziwie psychopatyczne zło i trzeba nam go na ekranach więcej!

Podano do stołu, ale co na to stół?
Podano do stołu, ale co na to stół?

Cortney Palm natomiast miała dosyć niewdzięczną rolę. Musiała leżeć nieruchomo przez cały film. Niby wydaje się to rzeczą prostą i niewiele wymagającą od aktorki, prawda jest jednak inna. Palm, jako tytułowa dziewczyna sushi musiała okazywać emocję oczami, bardzo delikatnymi ruchami mięśni twarzy. Z jednej strony jej nie ma, a z drugiej orientujemy się, że oto mamy nagą dziewczynę, a tuż obok odbywa się brutalne przesłuchanie z torturami. W gruncie rzeczy często to na niej skupia się uwaga widza.

Wspominałem tutaj, że nie jest to film dla osób, które mają opory przed przemocą. W oczywisty sposób mamy też tutaj całkiem sporo, jak na obecne standardy, nagości. Tym, co jednak trzyma film, to umiejętnie poprowadzenie fabuły. Nie jest ona odkrywcza, ale też taką nie musi być. Ważne jest, że się dobrze ogląda i nie żałuje spędzonego przy Sushi Girl czasu. Kern Saxton jest sprawnym reżyserem, miał dobrą obsadę i opowiedział wartko ciekawą historię. Nie jest ona dla wszystkich, ale ci, którzy lubią opowieści z przemocą będą się doskonale bawili.

Leave a Reply

Your email address will not be published.