Granica, jako cel bohatera

Człowiek od zawsze ma potrzebę przekraczania granic. Nigdy nie jest tak, że poddajemy się, gdy widzimy gdzieś nieznane. Zawsze w naszej podświadomości czai się potrzeba odkrycia nie odkrytego. Stąd też podróżnicy wyruszali na podbój nieznanych krain, częstokroć mając raczej skromną wiedzę na temat tego, co ich czeka po drugiej stronie oceanu, rzeki, czy gór. W XIX wieku liczyła się sława, która popychała ludzi do odkrywania źródeł Nilu. W XVI wieku natomiast liczyli oni na skarby i pieniądze, które miały być efektem szaleńczych wypraw. Zawsze jednak wyprawa opierała się na przekraczaniu granicy znanego.

Historie i opowieści o Cortezie, czy Pizarro były głęboko osadzone w marzeniu o odkryciu, a zarazem o sławie. Była tam też obecna myśl o podboju krainy, czy królestwa, ale nawet w opowieściach zdobywców wyraźnie widać, że nie tylko to pchało ich do wyruszenia po przygodę. Tego typu myśli, o ujarzmieniu obcego świata były bardziej wyraźne w świecie anglosaskim. To, co nas tutaj jednak interesuje, to nastawienie się na samotną grupę szaleńców, którzy dokonują niezwykłych czynów. Mamy bohaterów, którzy są bardzo silnymi jednostkami. Ważnym elementem ich samoświadomości jest niedopasowanie do otoczenia. Pizarro, biedny bękart (acz w ówczesnej Iberii nie był to duży problem) postanowił zmienić swoje życie. Najbardziej zaś niezwykłe jest to, że udało mu się to osiągnąć.

Był jednak jeden warunek do zdobycia sławy. Bohater musiał opuścić swój dom, rozumiany tak dosłownie, jak też i metaforycznie. Sława należy do ludzi, którzy wyruszają porzucając bezpieczną przestrzeń i próbują się w zderzeniu z nieznanym. Stąd też potrzeba granicy. Jest bardzo dużo rozważań odnośnie znaczenia Dzikiego Zachodu w kształtowaniu się Amerykańskiej świadomości. Western jako gatunek literacki nie tylko kultywował pamięć o wielkich czynach, ale w równie dużym stopniu stanowił próbę zapełnienia pustki, jaka powstała, gdy już Zachód został ucywilizowany. Nagle zniknęła granica, która ściągała odważne jednostki. Dla ludzi, którzy chcieli, czy też mieli być bohaterami zabrakło przestrzeń sprawdzenia się.

Oto Tarzan w każdej książce znajdującej się w mieście Tarzan
Oto Tarzan w każdej książce znajdującej się w mieście Tarzan

Nie bez powodu powieści Edgara Rice’a Burroughsa działy się w generalnie dzikich krainach. Tu nawet nie chodzi tylko o Tarzana, który (upraszczając trochę) w każdej książce trafiał do nowego nieznanego regionu. Schemat odkrywania nieznanego był obecny i w opowieściach o Marsie. Tam zresztą owo poszukiwanie tego, co nie zostało jeszcze odkryte i granicy, za którą znajdował się obcy świat, było nawet przeniesione na wyższy poziom. Nie dość, że powieści działy się na obcej planecie, to i w ramach tego obcego świata bohaterów rzucano na jeszcze bardziej nieznane regiony planety. Stąd choćby mogli oni trafić na księżyc Marsa, a pod koniec i poza Czerwoną planetę. Autor nie mógł pozostawić wymyślonych przez siebie postaci w bezpiecznym miejscu, a cóż począć, jeżeli tym bezpiecznym miejscem był obcy świat?

Zresztą takie rzucanie bohaterami i wyganianie ich z domostw, to stały element nawet nie tylko współczesnej literatury, ale sięga głębiej. Dom gwarantuje bezpieczeństwo, stąd też dla opowiedzenia historii musi go być pozbawionym. Dlatego Odyseusz musiał przez tyle wersów zmierzać do domu, dlatego też i rycerze króla Artura najczęściej przebywali poza jego dworem. Podobnie i drużyna greko-podobnego ulicznego gangu w Warriors musi wydostać się z siedziby wrogów i film opowiada o ich długiej drodze do domu. Bohater cały czas musi testować siebie, inaczej przestaje być bohaterem.

Co ważne, w samej opowieści stworzenie domu także jest formą zderzenia z dzikością. Dlatego Robinson Crusoe mógł przez walkę z przeciwnościami losu zbudować sobie miejsce do mieszkania i nic nie stracić ze swojej bohaterskości. Podobnie grupa ludzi rzucona na Tajemniczą wyspę Verne’a nie miała problemu ze stworzeniem wspaniałego miejsca do życia i nie została pozbawiona swojej aury bohaterstwa. Wszystko, dlatego, że sukces osiągali pokonując kolejne przeciwności losu. Może to być walka z bronią w ręku, ale też i budowanie swojego własnego miejsca.

Wojowniczki idą przodem
Wojowniczki idą przodem

Jeżeli już, to problemy dla bohaterów pojawiają się nie w momencie kontaktu z szeroko rozumianym dzikim i nieznanym, a dopiero wtedy, gdy następuje zderzenia ze zwykłym i normalnym. Bohaterowie, niczym rycerze i wojownicy, spełniają się tylko w przygodzie. Normalne życie nie jest dla nich. Dlatego też powrót do cywilizacji nie jest dla nich wyjściem. Prawdziwy bohater musi iść dalej i odkrywać nowe miejsca. Przeżywać kolejne przygody, bo inaczej przestaje być sobą. Dlatego bohater Glory Road na końcu zostawia ukochaną i idzie na nową wspaniałą przygodę. Nie znaczy to, że jej nie kocha. Wręcz przeciwnie, zawsze będzie do niej wracać, ale też, jeżeli ma pozostać tym, kim jest, to nie może zostać w domu. Dlatego też bohaterowie Tajemniczej wyspy w gruncie rzeczy się od swojej wyspy nigdy nie uwolnili. Nawet, jeżeli zamieszkali potem w Ameryce, to i tak wykreowali sobie pewnego rodzaju nową wyspę.

Do tej zresztą potrzeby bycia pionierem odwoływał się Lazarus Long w Time Enough for Love Heinleina. Cywilizacja zabija i pozbawia ludzi ich życiowej energii. Po przekroczeniu pewnego progu każda planeta przestaje być miejscem dla nas. Lepiej jest spakować najpotrzebniejsze rzeczy i ruszać na spotkanie nieznanego.

Wspominałem o rycerzach i żołnierzach, bo trzeba pamiętać, że dla bohaterów sposobem na testowanie się poza odkryciem może też być wojna. Dlatego też tak jak rycerze błąkali się po Europie w poszukiwaniu konfliktu zbrojnego, tak i teraz w domu nie ma dla żołnierzy miejsca. Dlatego bohater Hurt Lockera musiał iść walczyć dalej, podobnie i Chris Kyle regularnie wracał do Iraku. Życie i kultura przeplatają się przypominając nam, że tak jak my jesteśmy kreowani przez lektury, tak i rzeczywistość wpływa na to, co zostaje zapisane jako motywy i konstrukcje literackie. Topos wojownika jest doskonale przebadany w kulturze, a i tak ludzie są zaskakiwani, gdy okazuje się, że osoby realne żyją dokładnie w ten sam sposób, co bohaterzy literaccy.

Mamy granicę, jako miejsce, gdzie musimy działać. Miejsce, którego potrzebujemy. Dlatego w Star Treku mowa jest o przestrzeni kosmicznej, jako ostatecznej granicy. Jest jednak pierwsza granica, bardzo silnie zapisana w kulturze. Chodzi o Marsa, który stał się w gruncie rzeczy konstrukcją kulturową. Czerwona planeta istnieje jako obiekt westchnień i marzeń. Czytamy o niej u Burroughsa, tam też Heinlein umieścił obcą cywilizację, z którą kontakt wpłynie na ludzkość. Dlatego też na Marsa ruszają bohaterowie Bradbury’ego i innych. Jest to nasza pierwsza granica, do której dążymy.

Dlaczego akurat Mars? Oto mamy najbliższą nam planetę. Na tyle daleką, że nie widzimy jej powierzchni gołym okiem. Jest ledwie czerwoną kropką na niebie. Księżyc znamy dobrze, widzimy go nocą i tylko jego ciemna strona, to miejsce horrorów i strasznych istot, tudzież tajemniczych cywilizacji. Mars jest natomiast w całości nieznany. Magiczny, ale zarazem na tyle bliski, że aż człowiek wierzy, że za jego życia na niego dotrzemy. Niewątpliwie Heinlein żył z takim przekonaniem, że nawet, jeżeli nie będzie tego świadkiem, to już następne po nim pokolenie zacznie kolonizować ten glob.

Jak zrobić ładną, prostą okładkę: mieć pomysł.
Jak zrobić ładną, prostą okładkę: mieć pomysł.

Nic z tego jednak nie wyszło. Bardzo charakterystyczne jest, że ostatnia głośna powieść mająca akcję na Marsie – Marsjanin Weira – nie ma w sobie nic z tego optymizmu. Dobrze będzie, jeżeli wylądujemy na tej planecie. Kolonizacja, to daleka przyszłość. Taka wizja jest o tyle ciekawa, że mamy do czynienia z powieścią nad wyraz staroświecką. Jest to czytadło, które mogłoby powstać spokojnie i 50 lat temu. W tym też leży siła i sukces tej właśnie powieści. W natłoku coraz bardziej wysublimowanych powieści takich autorów jak Charles Stross, czytelnicy zapragnęli tej staroświeckiej prostoty.

Siła Marsjanina leży w tym, że Weir powrócił do dobrze znanego motywu zderzenia bohatera z granicą. Jego problemy i beznadziejna walka astronauty porzuconego na obcym globie automatycznie przywodzi na myśl nie tylko Crusoe, ale też i Verne’a. To jest też typ bohatera znanego z twórczości Heinleina, czy Burroughsa. Samotny człowiek stający do walki z otaczającym go światem. Będzie pewny siebie i niczym bohaterowie młodzieżowych powieści Heinleina, nie podda się jakimkolwiek przeciwnościom losu. Jest to bohater, jak często błędnie się mówi, na wskroś amerykański. W rzeczywistości mamy do czynienia z bohaterem typowo indoeuropejskim (czy też może i ogólnoludzkim!). Heros, który poradzi sobie z każdymi kłopotami, a nie będzie załamywać rąk i płakać.

Taki bohater oczywiście stanowi problem dla pewnej części odbiorców, którzy chcieliby usunąć tego typu myślenie z naszej kultury. Wiele mówiące są problemy z niektórymi krytykami, jakie miał ostatni film Nolana: Interstellar. Fascynującą lekturą są zarzuty, jakie stawia mu część odbiorców. W tym miejscu nie chodzi mi o kwestię oceny, czy film jest dobry, czy zły, ale o zarzuty natury ideologicznej. Otóż film Nolana jest zły, bo każe bohaterom opuścić Ziemię. Ma to przywodzić na myśl właśnie amerykańskie poszukiwanie granicy, co jest elementem imperializmu i wszelkiego zła.

Do przodu, do gwiazd.
Do przodu, do gwiazd.

W tym myśleniu, po pokonaniu granicy bohater staje się wyrazicielem negatywnych cech. Wśród nich obecna jest agresja, jak też i wojowniczość. Zamiast tego, w myśl owej krytyki, ludzie powinni przybrać zdecydowanie bardziej pasywne podejście do świata. Stąd też każdy bohater jest podejrzany, bo łamie ustalone schematy i sam decyduje o swoim losie. Według tego ducha, to jednak nie jednostka powinna działać, a społeczne masy. Jest to myślenie, że liczy się tylko tłum, dlatego działania jednego człowieka nie mogą w żaden sposób zmienić rzeczywistości.

Tego typu myślenie, jak łatwo zauważyć, stoi w całkowitej sprzeczności wobec kultury. Ludzkość nie ma umrzeć, bo zostanie pokonana przez świat. Ma zamiast tego poznać wszechświat i zebrawszy się wyruszyć do gwiazd ku poznaniu. Nawet, jeżeli na końcu historii czeka bohatera powrót na Ziemię, to nie czyni on tego jako pokonany, ale jako zwycięzca. Bohater Marsjanina wygrywa z przeciwnościami losu, tak jak czynili to przed nim i czynić będą po nim kolejni ludzie zderzeni z nieznanym i obcym. Inaczej nie byliby bohaterami.

Pewien stereotyp każe patrzeć na to, jak na element tradycyjnej męskości. Oto chłopcy mieli stawać się mężczyznami poprzez właśnie zderzenie z granicą. Chodzi o sytuację gdzie nie działają normalne prawa i nie ma cywilizacji, która pęta bohatera niepotrzebnymi zasadami. To może być stan wojny, gdzie reguły działania są proste i przejrzyste i właśnie w ten sposób taka sytuacja miała stanowić jedną z podstaw męskości. Nie ulega wątpliwości, że tak jest i co więcej, że jest to naturalny element egzystencji człowieka. Zarazem jednak jest to za daleko idące uproszczenie. W tym motywie chodzi nie tyle o przejście chłopca w mężczyznę, a o stawanie się bohaterem. Równie dobrze może nim być i kobieta.

Z kopa go bohaterko!
Z kopa go bohaterko!

Dobrze jest spojrzeć do, jak się powszechnie uważa, pierwszego komiksu o superbohaterce pisanego przez kobietę. Chodzi o serię Black Fury/Miss Fury Tarpé Mills z 1941 roku. Opowiada ona o kobiecie, która dostała tajemniczy kostium, który sprawił, że zaczęła walczyć ze złem. Jest to komiks, w którym czuć, że jego odbiorcą miały być dziewczyny. Chodzi nie tylko o fakt, że mamy bohaterkę płci żeńskiej, ale co więcej o to, że jest ona osadzona w bardzo romansowym układzie z otaczającymi ją mężczyznami. Miłość jest bardzo ważnym wątkiem opowieści. Nas tutaj jednak interesuje coś innego, oto bohaterka w ramach odkrywania swojej tożsamości superbohaterki zostaje rzucona przez autorkę hen daleko w brazylijską jungle. Mamy tutaj przykład klasycznego zderzenia z granicą, która jest nawet wzmacniana przez dodanie grasujących tam nazistów planujących przejęci władzy nad tym krajem. Stąd też można, a nawet trzeba mówić o granicy jako po prostu miejscu, gdzie tworzy się bohatera. Nie ważne, jakiej płci. Jeżeli usuniemy granicę, to nie pozbędziemy się męskości, a samej idei bohatera.

Leave a Reply

Your email address will not be published.