Jak powstaje legenda (Captain Power and the Soldiers of the Future 1)

Gary Goddard jest producentem, który z dużym sukcesem tworzył przedstawienia i atrakcje dla parków rozrywki. Wiele z owych miejsc był albo własnością, albo też było ściśle związanych z dużymi studiami produkującymi filmy. Możliwe, że ów kontakt z lepszym światem sprawił, że z czasem postanowił on spróbować swojej ręki w innej dziedzinie rozrywki. Mając dobre kontakty i odpowiedni dorobek w spektakularnych atrakcjach związanych z kinem, a także współpracując z różnymi studiami, nic dziwnego, że udało mu się dostać stanowisko reżysera kinowego He-Mana. Z tym filmem wiązał się duży budżet i wielkie nadzieje producentów.

W czasie, gdy Masters of the Universe zmierzało do kin Goddard chciał wykorzystać sytuacje, w której się znajdował. Oto miał w rękach w założeniu filmowy przebój, oraz już sprawdzone ścieżki do odpowiednio ważnych ludzi gwarantujących pieniądze na nowe projekty. Miał też od pewnego czasu odpowiedni pomysł na serial science-fiction. Miał on opowiadać o walce dzielnych ludzi z robotami. Przygotowawszy odpowiedni zestaw reklamowy składający się z haseł i rysunków udał się do korporacji, z którą miał dzięki Masters dobre relacje. Chodzi mianowicie o Mattel, która wtedy zarabiała ogromne pieniądze na produkcji zabawek skierowanych do chłopców. Pod tym terminem kryły się figurki żołnierzy i tego typu rzeczy, które producenci zabawek standardowo kierowali do chłopców (acz, co pewien czas próbowano poszerzyć grono odbiorców o dziewczynki, czego przykładem jest She-Ra). Lata 80-te to czas świetności tego rynku, który zaowocował wieloma serialami, które miały reklamować poszczególne produkty. Takim serialem był He-Man, ale też opisywane już tutaj Robotix. Zaznaczmy, że to jednak ledwie wierzchołek góry lodowej i właściwie przez pewien czas prawie wszystkie seriale animowane były reklamami zabawek.

Wojna na nowe technologie dotarła także do zabawek. Dzisiaj już niewiele z tej elektroniki zostało w użyciu i produkcji.
Wojna na nowe technologie dotarła także do zabawek. Dzisiaj już niewiele z tej elektroniki zostało w użyciu i produkcji.

Trudno stwierdzić, co przekonało Mattel do pomysłów Goddarda, ale firma ta postanowiła wyłożyć pieniądze na produkcję serialu o tytule Captain Power and the Soldiers of Future. W gruncie rzeczy nawet bardziej niezwykłe niż sama zgoda Mattel, była decyzja, aby to był serial aktorski. W dosyć drastyczny sposób zwiększało to koszty produkcji, a co za tym idzie budżet na odcinek. Chodzi tutaj na sporą, jak na owe czasy i typ serialu sumę 500 000$ za odcinek. Obiektywnie nie były to duże pieniądze, jak na serial z aktorami, ale należy pamiętać, że mówimy tutaj o 20 paro minutowej reklamie zabawki. Piszę o reklamie, ponieważ jednym z elementów pakietu było wyprodukowanie przez Mattel kolekcji zabawek. Miały one pewną cechę charakterystyczną, mianowicie interaktywność. W każdym odcinku musiały być przynajmniej 2 minuty scen walki, kiedy to poprzez sygnał świetlny następowała komunikacja z czujnikiem znajdującym się w zabawce. Za sygnał odpowiadało czerwona lampa (a raczej nałożona w post produkcji poświata) umieszczona na torsie robotów. Widz mógł dzięki temu „walczyć” razem z bohaterami przeciwko tym złym. Zwycięstwo było ogłaszane na wyświetlaczu, porażka zaś oznaczała, że z zabawki będącej formą myśliwca katapultowany był pilot. Z tego, co wiem, zabawki nie współpracują z obecnie produkowanymi telewizorami.

Na tym nie kończą się związki pomiędzy Captain Power, a Mattel i w gruncie rzeczy z He-Manem. Większość dostępnych przekazów na temat produkcji serialu w gruncie rzeczy pomniejsza rolę Goddarda. Miał on przedstawić pomysł, pewne założenia pierwszego odcinka, wymyślić hasło, które miało go sprzedać i stwierdzić, że to będzie taki Dr Who. To ostatnie może zdziwić część czytelników, jak to w 1987 ktoś reklamował swój serial w Ameryce porównaniem do produkcji BBC? Odpowiedź jest jednak banalna, gdyż wiele osób zapomina, że w latach 80-tych na antenie PBS (publicznym nadawcy w Stanach) nadawano seriale BBC. Jednym z popularniejszych był Dr Who i nawet sami producenci przygód podróżnika w czasie starali się korzystać z tejże popularności choćby umieszczając amerykankę, jako towarzyszkę Doktora. Poza Dr Who także choćby Blake’s 7 (1, 2, 3 i 4) było lubiane w Ameryce. Serial Nationa doczekał się nie tylko fanzinów, ale też fanów, którzy mieli potem wpływ na wygląd telewizji.

Jednym z nich był człowiek, który odpowiadał za właściwe wymyślenie fabuły i konwencji serialu. Był to młody scenarzysta, który relatywnie niedawno rozpoczął karierę. Jego imię to J Michael Straczynski, a w świecie filmu i telewizji pojawił się dzięki napisaniu scenariusza do serialu animowanego o He-Manie. Producentom się on spodobał i zatrudnili go, czego efektem były kolejne scenariusze. Wtedy też zaprzyjaźnił się z Larrym DiTillio, z którym współpracował przy produkcji serialu o przygodach She-Ra’y. O ile JMS odpowiadał za początek Captain Powera, to w pewnym momencie odszedł on z ekipy producenckiej – nie jest jasne, czy miało to miejsce już po zakończeniu pracy nad pierwszym sezonem, czy jeszcze w trakcie. Sam pisze, że jego decyzja była związana z coraz większą ingerencją Mattela w produkcję serialu. Miał już jednak pomysł na to, co będzie dalej i Mattel zgodził się z jego propozycją, aby władzę nad Captain Powerem przejął jego przyjaciel, wspominany tutaj Larry DiTillio.

Pomysł, jaki miał JMS przystępując do pracy nad Captain Power przywodzi na myśl jego późniejsze scenariusze kontynuacji V (1 i 2 i 3), która nigdy nie powstała ze względu na zbyt duże koszty produkcji. Nim jednak przejdę do omawiania fabuły i tłumaczenia, czym właściwie jest Captain Power, trzeba trochę napisać o samym JMSie. Pod koniec lat 80-tych zaczął on coraz poważniej myśleć o serialu, który na przestrzeni kilku lat opowiadałby konkretną i spójną historię. Miała to być długa saga, a efektem tych pomysłów był serial Babylon 5. JMS zdawał sobie jednak sprawę, że tego typu pomysły trzeba przetestować i nie wolno iść z nimi na żywioł. Wiele przykładów nieudanych produkcji tego typu uczy pokory. Stąd, kiedy zaproponowano mu pracę przy Captain Powerze postanowił wykorzystać ją, jako sprawdzian pomysłów na coś poważniejszego.

Wiem, że to niepoważnie wygląda, ale jest poważne!
Wiem, że to niepoważnie wygląda, ale jest poważne!

Nie znaczy to, że Captain Power był niepoważny. Jednak, jako serial traktowany tak przez stacje telewizyjne, jak i recenzentów, jako reklama zabawek nie mógł on liczyć na zbytnią uwagę. Natomiast sam JMS wielokrotnie podkreślał, że w trakcie pracy nad serialem nie przejmowali się oni produktami Mattela, chociaż musieli umieszczać w serialu owe wspomniane minuty interaktywności. W trakcie produkcji były oczywiście różne problemy, ale związane one były głównie z budżetem. Była to zresztą nauka dla JMSa, który przy Babylon 5 bardzo starał się nie przekraczać przydzielonego mu budżetu, co było bardzo częste przy innych serialach s-f tamtych czasów.

W poniedziałek kontynuacja.

Leave a Reply

Your email address will not be published.