5 na opowieść (Babylon 5, Supernatural i sezony)

Zwiększona ostatnimi laty różnorodność seriali sprawiła, że ich twórcy zostali w znacznie większym stopniu zmuszeni do pilnowania wewnętrznej ich spójności. Wynika to w dużej mierze z drastycznej zmiany w sposobie oglądania seriali, który to różni się wyraźnie od tego, z czym mieliśmy do czynienia jeszcze nie tak całkiem dawno temu. Zmiana spowodowana jest z jednej strony popularnością oglądania seriali w internecie, jak też, co chyba w gruncie rzeczy ma znacznie większe znaczenie, oglądania i kupowania całych sezonów na płytach DVD. W czasach VHSu była to w oczywisty sposób przyjemność dla nielicznych. Nie chodzi tylko o koszt nośnika, ale nawet o samą logistykę transportowania kilku-kilkunastu kaset video.

Spinning Steel
Spinning Steel

To, a także fakt, iż telewizje nigdy nie były wiarygodne, jeżeli chodzi o nadawanie odcinków w odpowiedniej kolejności, sprawiało, że większość seriali musiała być konstruowana w formie popularnego “monster of the week“. Tymże potworem do zabicia mógł być przestępca, ale także i kosmiczne zagrożenie. Oczywiście były wyjątki od tej reguły. W gruncie rzeczy było ich całkiem sporo, jednakże w skali całości telewizyjnej produkcji nie była to liczba robiąca wrażenie. Dominowało wtedy skupienie na pojedynczych odcinkach, aniżeli na szerszym, “sezonowym” podejściu. Seriale takie jak V były nawet krytykowane za „telenowelowate podejście” do tematu, właśnie za łączenie ze sobą fabuły poszczególnych odcinków.

Obecnie takie nastawienie jest w dużej mierze przeszłością. Mamy teraz sytuację wręcz odwrotną. Twórcy, częstokroć na siłę i nieudolnie tworzą wątki, które mają spajać całe sezony serialu. Nie chodzi tutaj mi nawet o krytykowanego przeze mnie nowego Dr Who, ale też, a może nawet bardziej o takie seriale jak CSI, gdzie można odnieść wrażenie, że pomysł na ową główną niby opowieść powstawał tuż przed nakręceniem ostatniego odcinka sezonu.

W dużej mierze trzeba przyznać, że ów upadek i koniec seriali opartych na schemacie “monster of the week” jest dosyć smutną sytuacją. Jak wspomniałem w przypadku wielu produkcji twórcy nie mając pomysłu na główną narrację porzucają na jej ołtarzu scenariusze poszczególnych odcinków. Oznacza to, że na koniec dnia mamy nie tylko nieudany serial, ale co gorsza, serial, gdzie nie ma nawet odcinka nadającego się do oglądania.

Promobracia
Promobracia

Trzeba też dodać, że wraz z pojawieniem się owych niekończących się (wręcz czasem telenowelowatych) seriali, pojawił się pewien zasadniczy problem. Dokąd ów serial będzie zmierzać? Czy twórcy mają pomysł, jak go zakończyć, czy też, co jest dla nich fabularnym celem? Charakterystyczne, że wiele z seriali, które mniej lub bardziej słusznie wskazuje się na winnych – acz zdecydowanie bezpodstawnie – owej zmianie w konstruowaniu seriali, nie miało wymyślonego zakończenia w momencie, gdy rozpoczynano produkcję. Chodzi tu między innymi o Twin Peaks, Crime Story, czy też najstarsze z tego grona V. Dlatego też zakończenia ich, przeważnie przedterminowe, najczęściej prowokowały do pytań i w jakimś stopniu niezadowolenia fanów. Tym większego, im lepiej wychodziło konstruowanie głównej opowieści.

Dlatego też warto wskazywać i pokazywać seriale, które konsekwentnie tworzyły spójną opowieść. Taką, która przynajmniej w podstawowych założeniach była gotowa już w momencie, gdy rozpoczynano produkcję serialu. Takimi, chyba najlepszymi do moich uwag są: Babylon 5 i Supernatural. Obydwa związane z fantastyką i co ciekawe, obydwa mają po 5 sezonów (tutaj ograniczam Supernatural do „właściwej” opowieści Kripkiego, kolejne sezony to nowa historia, za którą odpowiadają już inni ludzie). Mamy tutaj zresztą dodatkowy element, gdyż Babylon 5 powstał w czasach, kiedy jedynym sposobem na oglądanie seriali była telewizja i to od niej zależało, czy widz będzie w stanie zrozumieć skomplikowaną fabułę serialu. Supernatural zaś, to serial już nowej, internetowej ery.

Prawie cała zgraja z pierwszych sezonów B5. Prawie.
Prawie cała zgraja z pierwszych sezonów B5. Prawie.

Podobieństwa jednak, na które chce tutaj wskazać uwagę, nie ograniczają się tylko do długości seriali. Bardzo charakterystyczny jest sposób konstruowania pierwszego sezonu, który w obydwu serialach jest nadzwyczaj podobny. Tak Babylon 5, jak i Supernatural w swoim pierwszym roku podążały właściwie formułą „monster of the week”. Kolejne odcinki, bardzo luźno ze sobą związane, na widzu mogły robić wrażenie całkowicie niezależnych. Na swój sposób mógł on odnieść wrażenie, że ma do czynienia z historią skonstruowaną w ten sam sposób, jak miało to miejsce choćby w Drużynie A, Airwolf, czy Remingtionie Steele’u. We wszystkich tych serialach mieliśmy do czynienia z powtarzającymi się wątkami, lecz były one podporządkowane kolejnym odcinkom. Tak w Drużynie A był to pościg ze strony prawa, a w Steele’u domyślanie się, kim naprawdę jest główny bohater. Airwolf natomiast przypominał nam, że główny bohater szuka brata, acz jakoś przez większość czasu zajmował się innymi sprawami.

Tak też i Supernatural z poszukiwaniem ojca głównych bohaterów, jak też i Babylon 5 w początkowej swej fazie nie zapowiadały, że mamy tutaj do czynienia z prawdziwą, spójną opowieścią rozciągniętą na kilka sezonów.

Owo oszustwo miało pewne zalety. Widzowie mogli w gruncie rzeczy lepiej poznać bohaterów serialu. Kolejne, różnorodne wyzwania przed nimi stojące sprawiały, że nie tyle byliśmy świadkami ciągłej ewolucji bohaterów, a wręcz przeciwnie, poznawaliśmy ich charaktery, jako pewne stałe. Dzięki temu byliśmy, jako widzowie, w stanie się do nich dobrze przywiązać i zrozumieć ich motywację. Potem, wraz z kolejnymi sezonami, mogliśmy odbierać ich przemiany w lepszy sposób. Były one konsekwencją opowieści, a nie jak to często się zdarza, przypadkowym pomysłem scenarzysty. Dlatego też widzowie znacznie lepiej mogą docenić i przeżyć przemianę, jaką przechodzi G’Kar, czy też Londo Mollari na przestrzeni kolejnych sezonów.

Drugim elementem łączącym Supernatural i Babylon 5, jest moment, kiedy twórcy niejako odkrywają karty. Jest nim ostatni odcinek pierwszego sezonu. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z cliffhangerem, który ma sprawić, że widz z niepokojem będzie oczekiwać na kolejny sezon. Nie to jest jednak ważne, a to, że w obydwu serialach właśnie wtedy ujawniono, że pewne sceny i wydarzenia z całości pierwszego sezonu miały drugie, czy czasem trzecie dno.

Oczywiście część widzów była w stanie się połapać w tej konstrukcji już w trakcie pierwszych odcinków serialu, ale nie zmienia to tego, że to właśnie zakończenie pierwszego sezonu było pewnego rodzaju punktem przełomowym. Drugi sezon stanowił natomiast powolne odkrywanie kart, które prowadzi do potężnego trzęsienia ziemi na zakończenie trzeciego sezonu. Z jednej strony Z’ha’dum, które oznacza koniec pewnej opowieści, z drugiej zaś zakończenie kontraktu podpisanego przez Deana Winchestera z demonem skrzyżowań. To jest punkt, który sprawia, że dalsza opowieść w znacznie większym stopniu jest podporządkowana głównemu wątkowi.

Pewną różnice stanowi sezon 4 w Babylon 5. Okazuje się, że twórca serialu, czyli JM Straczynski oszukał w nim widzów, gdyż główny wątek okazał się inny, niż ten przez wszystkich oczekiwany. Także i piąty sezon, którego początkowo mogło nie być, ma trochę inny charakter. Nie wynika to jednak ze zmiany konstrukcyjnej, a ze zmiany typu zagrożeń i konfliktów, które dotykają bohaterów. Dodajmy też, że Babylon 5 przez swoją bardzo nietypową fabułę, nie jest serialem, który potrzebuje określonego końca „całości”. Mamy w nim bardzo wiele wskazówek ku innym opowieściom, czy wręcz wojnom toczonym przez bohaterów. Zarazem samo zakończenie dotyczy ich samych, a nie świata przedstawionego. Stąd też fakt, że wiemy o Wojnie Telepatów, w żadnym względzie nie ma znaczenia dla fabuły skupionej na losach Sheridana, Delenn i reszty „radosnej” gromadki. Ich opowieść ma koniec, ale świat leci dalej na wojnach i konfliktach.

W rzeczy samej
W rzeczy samej

Trzeba tutaj dodać, że nastawienie na 5 sezonów ma dużo zalet. Nie tylko ze względu na możliwość odpowiedniego konstruowania fabuły, wraz z dobrze zaplanowanymi punktami kulminacyjnymi. Chodzi też o danie sobie odpowiedniej ilości czasu na z jednej strony przygotowanie fabuły, a z drugiej na jej odpowiednie i sensowne zakończenie. Sezon więcej mógłby spokojnie sprawić, że opowieść stałaby się sztuczne wydłużona. Sezon krócej mógłby zaś niepotrzebnie przyśpieszyć pewne elementy fabuły.

Ze smutkiem jednak należy stwierdzić, że w całym natłoku seriali opowiadających owe długaśne opowieści, Babylon 5 i Supernatural, to nieliczne przykłady historii, które mają początek i koniec.

Leave a Reply

Your email address will not be published.