Opowieści różne z jedną czołówką

Dzisiaj jest poniedziałek. Wtorek, to tylko iluzja. Stąd też dzisiejszy wpis jest poniedziałkowym.

Telewizja w miarę regularnie, raz na kilka lat próbuje wykorzystać znane i uznane formaty rozrywki. Nie chodzi tutaj o teleturnieje, ale, nawet w większym stopniu, o seriale. Stąd też, jeżeli rozłożymy poszczególne produkcje na czynniki pierwsze, to bardzo często okazuje się, że to wszystko już kiedyś było. Czasem jednak właśnie „to wszystko” jest w rzeczy samej głównym elementem produkcji. Problem, czy też raczej sprawa powracania do uznanych koncepcji dotyczy nie tyle motywów wykorzystywanych w opowieści, a w równym stopniu sposobu konstruowania samej produkcji.

Chciałbym tutaj przedstawić czołówki do reprezentantów pewnego gatunku telewizyjnej rozrywki, który na razie stracił na popularności w formie właściwej, ale zapewne za parę lat wróci do łask. Chodzi tutaj o telewizyjne antologie, które obecnie istnieją chyba wyłącznie pod postacią seriali, gdzie cały sezon podporządkowany jest jednemu motywowi. Nie tak dawno jednak modne były antologie, gdzie każdy odcinek gwarantował samodzielną opowieść. Gatunek ten, jak w praktyce wszystko w telewizji, wywodził się zresztą z radia, gdzie tego typu produkcje były bardzo popularne. Wspominałem zresztą kiedyś o Cieniu, który właśnie zaczynał jako antologia, aby potem zostać superbohaterem i ważną postacią dla kultury popularnej.

Zaczynamy od Strefy mroku. Serial Roda Serlinga, który nie tylko go wymyślił i wyprodukował, ale także napisał scenariusze większości odcinków. Strefa była i jest uważana za jeden z najważniejszych seriali telewizyjnych w amerykańskiej telewizji. Zarazem jest to prawdopodobnie najlepszy serial fantastycznych (tak horror, jak i s-f), jaki tam powstał. Choć dzisiaj może wydawać się niesamowitym, że kiedyś udawało się zmieścić rozbudowaną fabułę w 30 minutach, ale tamci scenarzyści potrafili to zrobić.

O swego rodzaju sukcesie serialu najwięcej mówi to, że bardzo wiele odcinków było potem przerabianych na zdecydowanie mniej udane filmy kinowe. Dodajmy też, że na tymże serialu wychowało się całe pokolenie amerykańskich filmowców, którzy potem wielokrotnie się doń odwoływali.

Czołówka jest bardzo charakterystyczna. Głos Serlinga tłumaczy nam pokazywany obraz. W duchu trochę radiowym (przywodzącym na myśl między innymi Inner Sanctum) informuje nas o tym, że właśnie otwieramy drzwi, które mają nas wprowadzić do opowieści.

Wypada w tym miejscu zaznaczyć, że Strefa nie była w latach, kiedy ją nadawano jedynym serialem tego typu. Oprócz niej mieliśmy także całkiem popularne (i nią inspirowane) The Outer Limits, które jednak miało znacznie dłuższe odcinki. Elementem, z którego chyba obecnie najbardziej znany jest ten serial są dwa odcinki do scenariuszy Harlana Elisona: Demon with a Glass Hand i Soldier. Ten pierwszy dzięki wykorzystaniu budynku Bradbury’ego, który potem zawitał do Blade Runnera. Ten drugi zaś, gdyż Elison zawarł umowę ze studiem Hemdale i z Orion Pictures, które przyznało (wbrew reżyserowie), że Terminator Camerona został oparty na jego scenariuszu.

Nie pokazuje tutaj jednak oryginalnej czołówki serialu, a jego swego rodzaju kontynuacji. Oto w latach 90-tych kanadyjscy producenci przygotowali serial oparty na podobnym schemacie i wykorzystujący licencję The Outer Limits. Różnił się on jednak wyraźnie od oryginału pewnym elementem narracyjnym. Serial był nadawany w tak zwanej kablówce (w stacji Showtime, potem Sci-Fi Channel), stąd też jednym z elementów mających zachęcić widzów do jego oglądania były sceny rozbierane. Przeważnie groteskowe i tandetne.

Czołówka jest w rzeczy samej powtórzeniem oryginału. Łącznie z narracją, która informuje widza, że stracił kontrolę nad telewizorem, a widoczne zakłócenia, to nie jest awaria anteny, czy odbiornika, a świadectwo tego, że właśnie trafił pod władzę tajemniczych twórców programu. Trzeba przyznać, że owe „prosimy nie regulować odbiorników” jest chyba najlepszym przykładem jak bardzo zmieniła się w przeciągu wielu lat telewizja.

Skoro jesteśmy przy nagości wspomnieć wypada o pod tym względem najbardziej zaskakującej antologii, czyli Hunger. Serial wyprodukowany przez spółkę Ridley’a i Tony’ego Scotta korzystał z nazwy znanego filmu z Catherine Deneve i Davidem Bowie. Fabularnie nie miał wiele z nim wspólnego, poza tym, że dotykał spraw nadnaturalnych. Drugim wspólnym elementem był narrator, o ile w pierwszym sezonie każda opowieść była wprowadzana i kończona przez Terence’a Stampa, który wypowiadał różne mądre słowa, tak w drugim sezonie rolę tę pełnił już David Bowie, co miało stanowić wyraźne nawiązanie do oryginału. Trzecim elementem wspólnym była natomiast nagość. Było jej tyle, że nawet panowała i panuje opinia, że było to właściwie takie soft-porno dla intelektualistów, którym wstyd się było przyznać, że chcą obejrzeć Pamiętniki czerwonego pantofelka. Stąd też dzięki Hunger mieli ten sam poziom nagości, ale z dodanym pseudointelektualnym sosem. Ów intelektualizm widać po czołówce, która jest niezwykle artystyczna.

W gruncie rzeczy najciekawsze jest to, że w tejże produkcji wystąpiło całkiem sporę grono znanych potem aktorów i aktorek, a reżyserowali ludzie raczej uznani. Ciekawe, że rzadko się wspomina, iż Daniel Craig zaczął karierę od roli łotra w Sharpie i złotej rączki w pornosie…

Czołówki niestety nigdzie nie ma, ale w dużej mierze zapowiedź pierwszego sezonu ją dobrze oddaje. Mamy dużo dziwnych obrazów, trzeszczącą muzykę i napisy mające wzmóc w widzach niepokój i zdenerwowanie. Taki tam horror.

Ostatnią antologią, o której chcę wspomnieć są Opowieści z krypty. Serial oparty na starym komiksie grozy z lat 50-tych zyskał sobie niewątpliwą popularność. W dużej mierze dzięki temu też, że podobnie jak miało to miejsce w przypadku Hunger, reżyserowali i grali znani filmowcy. Z pewnego pokolenia Hollywood chyba prawie wszyscy twórcy zawitali do krypty. Czołówka jest pięknym wykorzystaniem modeli. Najpierw mamy otwierającą się bramę, potem stare domostwo, tajne przejście, a na końcu czeka nas krypta. Tam przebywa (w komfortowej trumnie) strażnik tejże, który będzie zapraszał nas do historii. Mamy tutaj do czynienia z opowieściami z dreszczykiem.

Antologii było wiele. Nie ma tutaj miejsca, aby omówić wszystkie. Wymienione tutaj charakteryzują się jednak bardzo starannym przygotowaniem czołówki. Wyjątkiem jest Hunger, ale i tam widać było pewien pomysł. Co także jest ważne, sama czołówka jest pewnego rodzaju opowieścią. Wynika to z tego, że ma ona połączyć w jednolitą całość bardzo wiele różnorodnych historii. Dlatego też trzeba o wiele uważniej podejść do tego, jak się ją konstruuje. Nie wystarczy tylko wrzucenie kilku scen z całego sezonu serialu, zamiast tego, trzeba stworzyć pewnego rodzaju ramę, na której będą wisieć kolejne odcinki.

Leave a Reply

Your email address will not be published.