Po prostu i zwyczajnie: Gamergate

Kobiety też grają w gry, co więcej, kobiety także wspierają gamergate.
Kobiety też grają w gry, co więcej, kobiety także wspierają gamergate.

Dodatek 1: W związku z tym, że różni obrońcy moralności nie mają w zwyczaju czytać tekstów, tylko rzucać oskarżenia, to dodaje taką małą serię uwag:

-Jakiekolwiek napastowanie, grożenie, czy inne tego typu zachowania są naganne;

-Abstrahując od interpretacji wyboru “slajdów” (bo to jest essential facts, a nie raport), warto zauważyć, że odnosi się on do wszystkich graczy, a ja pisałem tutaj o graczach komputerowych/konsolowych. Fajnie byłoby, gdyby więcej kobiet grało;

-Zachowania “matrymonialno-miłosne” nie są fajne, nie powinno ich być, ale nie należy ich interpretować, jako chęci usunięcia kobiet, czy też próby stworzenia hobby tylko dla mężczyzn;

-Jeżeli ktoś interpretuje moją opowieść o kobiecie zmuszanej do wycofania zarzutów, jako pochwały takiego zachowania, to ja dziękuje. Napiszę krótko i zwięźle: zmuszanie kogoś przy użyciu nacisków i brutalnej siły do wycofania oskarżeń o molestowanie i gwałt jest skandaliczne i powinno być zwalczane. Niestety się zdarza i właśnie o przykładzie takiego zachowania pisałem, tyle, że akurat oskarżającym był mężczyzna;

-Nie jestem MRA, nie mam ich poglądów, ale bardzo mi się podoba, że od razu próbuje się odmienny głos podczepić pod KKK/Nazi, bo tak jest prościej. W ten sposób ci sami ludzie od razu sprowadzili Gamergate do nienawiści względem kobiet, czego mieliśmy ostatnio przykład w… podziękowaniu ze strony Zoe Quinn (tak, TEJ ZOE QUINN) osobom z Gamergate, które zaangażowały się w zwalczanie osób, które ją prześladują. To na pewno tylko trick mizoginów;

-Jeżeli ktoś nie rozumie mojej złośliwości względem fandomów pewnych produkcji, to nie mój problem;

-Podoba mi się wizja, że toksyczne relacje to zawsze jest jednostronny układ, tak trzymać polemiści;

-Jak pisałem, sprawa Zoe Quinn była impulsem, a nie jest kwestią, o którą chodzi w Gamergate, ale wiem, że ciężko jest pozbyć się utartej wizji i schematu myślenia;

-Jeżeli ktoś zarzuca mi, że upraszczam to, czym jest SJW, stwierdzając, że mamy tam do czynienia ze sprowadzoną do absurdu sprawiedliwością społeczną, a zarazem mówi, że Gamergate to sfabrykowana afera, w której chodzi tylko o atakowanie kobiet, to ja dziękuje za taką polemikę;

-Na koniec zaś, w tekście jest obrazej Vivien Jones, postaci stworzonej przez 4chana w ramach kampanii mającej zebrać pieniądze na promowanie tworzenia gier wśród kobiet. Z wielkim rozbawieniem widzę, że dla niektórych jest to dowód, że kobiet w ruchu Gamergate nie ma. To zapewne są wszystko brudni faceci… ale chwila, przecież ja o tym pisałem poniżej… smutne jest to, że dla niektórych internetowych wojowników kobiety istnieją tylko wtedy, gdy się z nimi zgadzają… Koniec dodatku i smutna konstatacja się nasuwa, że dla niektórych istnieje tylko jedna wizja i jedna racja.

Jak już kiedyś pisałem unikam odnoszenia się do aktualnych spraw. Czasem jednak człowiek się zdenerwuje i ma ochotę krzyczeć. Stąd też dzisiejszy wpis może zostać odebrany, jako dosyć ostry, czy też wręcz agresywny. Zarazem jednak postaram się, aby wywód pozostał jasny i klarowny – acz w przeciwieństwie do normalnych tekstów tutaj, nie przeszedł on “kwarantanny” na opadnięcie emocji. Na końcu będzie skrót tekstu dla leniwych.

Anglosaski internet w swojej części poświęconej grom od ponad dwóch miesięcy żyje problemem Gamergate. Ostatnio sprawa ta zaczyna przelewać się do polskiego światka, acz bardziej tego poświęconego popkulturze, aniżeli grom. Stąd też pojawił się tekst Zwierza, czy też Misiaela. W moim odczuciu obydwa są pełne błędów i przeinaczeń, ale z powodów, które zaraz wyjaśnię, skupie się na tekście Zwierza.

Napisała ona tekst na temat problemów Anity Saarkesian. Czytelnik dowie się z niego, że, od kiedy ta krytyczka zaczęła się interesować kwestią gier komputerowych rzuciło się na nią niezliczone multum wściekłych graczy zarzucając ją rozlicznymi groźbami. Motywem przewodnim było tutaj odwołane spotkanie w Utah po anonimowej wiadomości, że jeżeli wystąpi na tamtejszym uniwersytecie, to zacznie się strzelanina. W tekście Gamergate się pojawia tylko na marginesie, ale w rzeczywistości Zwierz odnosi się do tego ruchu. Po pierwsze poprzez grafiki mające pokazać, że oto gracze mają problem z akceptacją tego, że kobiety także grają w gry komputerowe. Po drugie, linkując na końcu wpisu do tekstu, który jest przedstawiany jako, upraszczając, słuszna wykładnia tego, czym jest Gamergate. Tekst ten jest żenującym popisem niewiedzy i nienawiści i tyle można o nim powiedzieć. Polemizować z nim nie ma sensu.

Ze Zwierzem natomiast, zakładam, że można. W swoim wpisie Zwierz próbuje być neutralna, poprzez dodanie lekkiej krytyki tak zwanych Social Justice Warriors, czyli grupy osób wojujących aż do przesady o sprawy sprawiedliwości społecznej. Owa przesada jest tutaj ważna, bo w ramach tej walki nie tyle walczy się z seksizmem, czy rasizmem, co z jakimiś wydumanymi tworami, które nie mają związku z rzeczywistością. Stąd film o wikingach może być zły, gdyż, choć dzieje się cały w zapyziałej wiosce gdzieś na dalekiej północy Skandynawii, to nie ma w nim ani jednej osoby o innym niż biały kolorze skóry. Dlaczego w takim razie polemizuje z tekstem Zwierza? Bo pomija on cały kontekst sprawy i tworzy fałszywe wrażenie, że Gamergate, jako ruch, odpowiada za groźby względem Sarkeesian.

Ma racje Misiael pisząc, że Gamergate nie zaczęło się teraz, myli się jednak pisząc, że ma to coś wspólnego z wydumaną wrogością nerdów/geeków do kobiet i próbą utrzymania w posiadaniu tego „poletka”. Nie chodzi tutaj nawet o to, że według statystyk gracze w gry komputerowe to w dalszym ciągu w przeważającej mierze mężczyźni, ale o to, że kobiety zawsze były obecne wśród geeków i nerdów. Oczywiście nie znaczy to, że ktoś kiedyś nie powiedział czegoś złego, czy mizoginistycznego, ale tworzenie wyobrażenia, że gracze wyszli z ciemnych piwnic i teraz bronią się przed tym, aby kobiety grały z nimi w gry komputerowe jest, co najmniej zabawne. Argumenty, że w grach online gracze podejrzewają każdą kobietę, że jest mężczyzną wyciągane jako argument za jakąś mizoginią jest zaś pocieszny. Żeby tak myśleć, to trzeba było bardzo mało poznawać graczy, bo by się szybko taka osoba dowiedziała, że ogromna liczba postaci kobiecych w grach online prowadzona jest przez mężczyzn.

Pomyślmy jednak jak mężczyźni reagują na kobiety-graczy? Z nienawiścią? Wrogością? Odpowiedź jest dla każdego, kto grał trochę dłużej w jakiekolwiek gry (nie tylko komputerowe) dosyć jasna: z radością. W praktyce każda kobieta, która grała w gry miała dużego „plusa” wśród mężczyzn. Tyczy się to tak RPGów, jak i komputerowej rozrywki. Był tam obecny oczywiście wątek „matrymonialno-miłosny” – najczęściej niechciany przez kobietę – ale znowuż pokazuje to, że mówienie o tym, że gracze chcą się zamknąć przed kobietami jest o wiele za daleko idącym uogólnieniem.

Dlaczego kobiety rzadziej grają w gry (podkreślam, rzadziej: to, że „ty” grasz, nie znaczy, że statystycznie kobiety grają)? Czy odpowiada za to seksizm i mizoginia tego medium? Według mnie zdecydowanie nie, szczególnie biorąc pod uwagę produkcje kultury popularnej, które mają szczególnie sfeminizowany fandom. Złośliwie bym powiedział patrząc na pewne seriale, że chyba gry są za mało seksistowski i mizoginistyczne, aby były modne wśród kobiet. Pomijając tutaj tę złośliwość, przyznam, że powody, dla których mamy tę dysproporcje są mi nieznane.

Wiem jednak jedno, że jeden z argumentów podnoszonych przez Jenn Frank w jej tekście w Guardianie jest tak samo głupi, jak pewna konkluzja słynnego tekstu w Gazecie Wyborczej o gwałtach w RPGach. W tym ostatnim w pewnym momencie czytelnik mógł się dowiedzieć, że kobiety są (co jest wręcz skandalicznym pomysłem!) de facto zbyt głupie, aby wziąć podręcznik i poznać zasady gry, więc są skazane na złych mężczyzn. Jenn Frank zaś napisała, że kobiety przestały grać, kiedy Nintendo wypuściło jedną ze swoich kolejnych konsol, gdzie pad był niewygodny, a gry stały się trójwymiarowe. To ostatnie szczególnie miało sprawić, że kobiety uznały, że gry są dla mężczyzn. Każdy chyba przyzna, że jest to skrajnie obraźliwy argument względem kobiet.

W związku z tym, kiedy zaczęło się Gamergate? Od gróźb kierowanych do Sarkeesian? Nie, zaczęło się w momencie, w którym media o grach zaczęły coraz bardziej odchodzić od swoich odbiorców. Nigdy nie grałem w Mass Effect (żadną część), ale lektura artykułów odnośnie kontrowersji dotyczących zakończenia trzeciej części cyklu dosyć dobrze pokazuje pewien problem. Gracze wyrazili niezadowolenie z tego, jak gra się kończy. W odpowiedzi zostali zwyzywani od najgorszych przez dziennikarzy. Od razu pojawiły się oskarżenia o różne fobie i co bardziej fascynujące, oskarżenie, jakim prawem gracze domagają się satysfakcjonującego ich zakończenia gry? Wyobraźmy sobie czytelników narzekających na to, że Martin zakończył Grę o Tron pojawieniem się wielkiej asteroidy, która zabiła wszystkich mieszkańców tamtego świata. Następnie zaś wszystkie gazety zaczęły pisać o homofobicznych psychopatach, którzy chcą, aby ważny dla nich cykl miał sensowne zakończenie… Czy też realny przykład, narzekanie na Mroczne widmo, jakoś nikomu z prasy filmowej nie przyszło do głowy pisać o fanach sagi, że są zakałą ludzkości…

Gamergate jednak wybuchło znacznie później niż premiera Mass Effect 3. Impulsem była opowieść byłego chłopaka modnej twórczyni gier indie: Zoe Quinn. Opowieść dotyczyła ich prywatnych relacji i jej potwornie toksycznych zachowań. Z jego tekstu wyłania się obraz kobiety, która na różne sposoby wykorzystuje i okłamuje chłopaka cierpiącego na depresję. Znęcającego się nad nim na różne sposoby. W tym, według jej własnej filozofii życiowej – którą mu dokładnie tłumaczyła – dokonującej regularnych gwałtów na nim. Poza tym, regularnie zdradzającej go z innymi osobami. Na marginesie dodajmy, że obraz osoby manipulującej i toksycznej pojawił się potem we wspomnieniach fotograficzki, która współpracowała z Quinn.

Mam bardzo mieszane odczucia odnośnie do opowieści Erona, zwrócę jednak uwagę, że historie dokładnie z tego samego gatunku, acz pisane przez kobiety, nie spotykają się z tym, co jego spotkało. W efekcie publikacji rozpoczęła się zmasowana kampania nienawiści skierowana względem jego osoby. Jeden twórca gier komputerowych – po bardzo dużych wątpliwościach -, który napisał na twitterze, że Quinn go napastowała seksualnie został następnie mówiąc kolokwialnie sprowadzony do parteru. Zmuszono go serią agresywnych ataków do wycofania oskarżenia i przeproszenia. Podkreślę, człowiek, który napisał, że jest ofiarą seksualnego ataku, został zmuszony przez ludzi mediów i kolegów hipotetycznego napastnika do wycofania zarzutów. Wyobraźmy sobie tę historię inaczej, kobieta oskarża kolegę z pracy o to, że ją molestował. Reakcją kolegów „oskarżonego” jest wyzywanie jej od najgorszych i dodawanie, że jej w firmie nikt nie chce i że ma przeprosić. Kobieta przeprasza i wycofuję się z zarzutów. Drodzy czytelnicy, widzicie chyba problem?

Jednakże sprawa Gamergate, nie dotyczyła relacji Erona i Quinn. Toczyła się ona dookoła czegoś innego. Zastanawiającego milczenia mediów jak Kotaku, które przy innych okazjach nie miało oporów przed dotykaniem prywatnego życia twórców gier. Jaka była reakcja na owe pytania? Na stronach takich jak reddit, czy 4chan masowo zaczęto kasować posty i banować użytkowników. Nagle znikały – bez żadnego wytłumaczenia – wątki mające po 17000 postów. Zaraz też pojawiły się na portalach o grach komputerowych artykuły robiące wrażenie zmasowanego ataku na graczy. Ich wspólnym mianownikiem było: „gracze muszą umrzeć”.

Na twitterze rozpoczęła się równie agresywna kampania przeciwko wszystkim pytającym o działania media. Natychmiast dziennikarze i SJW stworzyli obraz, że to biali mężczyźni atakują Zoe Quinn i biednych dziennikarzy. Kiedy twitterowi zwolennicy Gamergate odpowiedzieli kampanią #notyourshield skupiającą graczy kobiety/osoby o innych niż biały kolorze skóry, czy też należących do innych mniejszości. Jak na to zareagowali dziennikarze i SJW? Oskarżeniami, że to biali gracze tworzą fałszywe konta. Czasem nie pomagało nawet, gdy ktoś robił sobie zdjęcia z odpowiednią kartką. Zrzeszą, gdy jedna osoba – kobieta – nieopatrznie zrobiła zdjęcie, po którym można było dowiedzieć się gdzie studiuje, to dostała szczególnie agresywne groźby, (które w domyśle miały sprawić, że zostanie usunięta z uczelni). Były też przypadki, że po zmasowanych atakach osoby – nie tylko z #notyourshield – traciły pracę, bądź też były zawieszone.

Na tym nie kończyły się ataki, ostatnio dziennikarze Kotaku/Gawkera z radością pisali na twitterze, że nerdów należy bić i prześladować (to buly). Pracownicy innych mediów nie byli wiele lepsi. Czy w tej sytuacji groźby w odniesieniu do Sarkeesian stają się mniej „złe”? Nie, ale warto pamiętać, że w internecie w praktyce każda osoba dostaje groźby od anonimowych trolli. Jest tego całe multum, ale większość atakowanych osób o tym nie pisze i w żaden sposób o tym nie wspomina. Taka jest natura trolli, które korzystając z anonimowości atakują ludzi o najprzeróżniejszych poglądach i opiniach. Trolle w ten sam sposób uderzają wszystkich mniej lub bardziej znanych. Natomiast osoby związane z Gamergate atakują w trollerski sposób – co złośliwie jest przypominane – najczęściej uprzywilejowani biali heteroseksualni mężczyźni pracujący dla różnych mediów.

Czy jednak ataki na Sarkeesian są anonimowe? Okazuje się, że osoby zaangażowane w Gamergate same zaczęły szukać i zgłaszać przypadki osób, które jej grożą. Nagle się okazuje, że ci źli biali mizogini (jak wspomniałem powyżej, #notyourshield dla przeciwników Gamegate, to oszuści – ewentualnie głupie, zmanipulowane osoby, którym biały dziennikarz musi wytłumaczyć, że się mylą) rusza w obronie kobiety, która zrobiła karierę na atakowaniu ich.

Taki jest kontekst, który Zwierz pominą, a raczej, którego Zwierz nie jest świadom. Kontekst, który sprawia, że łatwa czarno biała wizja, że mamy kobietę i grożących jej mężczyzn, jest fałszywa.

Gamergate jest ruchem, który chce, aby dziennikarze piszący o grach komputerowych robili swoją pracę. Gdzie w tym kontekście pojawiają się kobiety, o których najczęściej mowa w całej sprawie? Jeżeli Zoe Quinn oskarży (a dzięki temu zrobiło się o niej głośno) forum osób chorych psychicznie – na depresje i podobne, a nie psychopatów postalowych – fanów jednego filmu o czarownicach, o to, że sprawili, że jej gra nie dostała się na steam, to dziennikarze powinni sprawdzić informacje. Niczego takiego nie było, a oskarżenie trafiło na czołówki portali, choć użytkownicy forum zaprzeczali, że coś takiego miało miejsce. Podobnie, jak w wywiadach nikt nie pyta Sarkeesian o słynne nagranie z jej wykładu, gdzie mówi, ze nie jest graczem i nie gra w gry (od 12:25 – poza tym Flight of the Conchords “serious”??? mam nadzieje, że czegoś tutaj nie zrozumiałem…).

To jest też sprawa, aby nie było sytuacji, że nagrody w konkursach na grę indie dostają koledzy organizatorów nagrody (czy też wprost osób czerpiących zyski z tejże gry!). To jest także domaganie się, aby dziennikarze wobec dużych firm komputerowych zachowywali standardy. Żeby nie dochodziło do tego – jest to jedna spraw, która wyszła przy okazji Gamergate – że przez wiele miesięcy wiedziano o wycieku danych z jednego oficjalnego forum pewnej gry, a żaden dziennikarz o tym nie napisał. Czy też, że kiedy pojawia się inicjatywa mająca na celu zachęcić kobiety do tworzenia gier komputerowych, to nie zapada zmowa milczenia, bo projekt nie podoba się jednej wpływowej kobiecie.

Czy to znaczy, że wszyscy zaangażowani w Gamergate są wspaniałymi ludźmi? Nie, są tam źli bucowaci faceci i złe bucowate kobiety. Jest to ruch masowy i jako taki ma w swoim gronie osoby fajne i takie, którym się raczej ręki nie podaje. Nie zmienia to tego, że jako całość sprowadzanie go do gróźb wobec kobiet jest nie tylko absurdalne, ale co więcej, fałszuje rzeczywistość. Kobiety i mężczyźni zaangażowani w tę sprawę mają różne poglądy (według wszelkich wskazówek, wśród osób aktywnych w ruchu dominują osoby o lewicowych poglądach, a na drugim miejscu są ci o libertariańskich).

Skrót: wysyłanie gróźb jest złe, napastowanie seksualne jest złe. Czy sprawca jest mężczyzną graczem, dziennikarzem, czy wojującą feministką, czy MRA, nie ma to żadnego znaczenia.

Dla zainteresowanych tematem polecam:

Tekst A SJW Squirrel o groźbach i napastowaniu i podejrzeniu, że za nimi może stać forum Something Awful.

Tekst Erika Kaina z Forbesa, który stara się zachować dystans do całej sprawy.

Forum Escapist, czyli jedno z niewielu miejsc w internecie, gdzie nie panuje cenzura w tej sprawie, przez co strona była atakowana (nie tylko słownie, ale też poprzez ataki DDOS).

ps: tekstów w zeszłym tygodniu nie było ze względu na sprawy prywatne. Przepraszam.

ps2: dla uproszczenia nie rozrozniam “video games” od “computer games”; zdaje sobie sprawę z różnic, ale wprowadzałoby to niepotrzebne zamieszanie.

ps3: skąd się wziął pomysł, że Anity Sarkeesian nikt nie krytykował przed sprawą gier? była wtedy mało znaną groteskową postacią youtube’a, ale bez problemu można znaleźć polemiki z jej tezami, a i pewnie, jak się poszuka, różne inne rzeczy.

5 comments

  1. Pusiu says:

    “Nie chodzi tutaj nawet o to, że według statystyk gracze w gry komputerowe to w dalszym ciągu w przeważającej mierze mężczyźni”

    No cóż, chyba nie do końca, chyba że dla Pana tą “przeważającą” miarą są cztery punkty procentowe. Poniżej linki do raportu ESA za rok 2013 i 2014. Raportów jest oczywiście więcej, w tym także zleconych różnym agencjom. Te które prezentuję to po prostu pierwsze wyniki z wyszukiwarki. Potrzeba naprawdę dużo złej woli, albo ignorancji, by stwierdzić że gry to medium typowo męskie.
    https://www.theesa.com/facts/pdfs/ESA_EF_2013.pdf
    http://www.theesa.com/facts/pdfs/ESA_EF_2014.pdf

    “Pomyślmy jednak jak mężczyźni reagują na kobiety-graczy? Z nienawiścią? Wrogością? Odpowiedź jest dla każdego, kto grał trochę dłużej w jakiekolwiek gry (nie tylko komputerowe) dosyć jasna: z radością. W praktyce każda kobieta, która grała w gry miała dużego „plusa” wśród mężczyzn.”

    Jak rozumiem zna Pan ten koszmarny twór zwany “każdą kobietą”? Czy kobiety, które były prześladowane w grach swoje opowieści zmyśliły?

    • hihnttheadmin says:

      Nie wiem czemu post trafil do “spamu”, ale jak tylko zobaczylem, to go odhaczylem.
      W kazdym razie, to nie jest tyle raport ESA, co ladne tabelki i liczby. Co sie za nimi kryje? Rzeczywistosc troche bardziej skomplikowana. Raport ESA do tej rubryki zastosowal bardzo szerokie pojecie “gracza”. W ten sposob otrzymalismy 48% kobiet, jako graczy. Co wiecej, jako “graczy” w ogole, gdzie uwzgledniono osoby grajace na przyklad na komorkach. Nie bez powodu uzylem okreslenia “gry komputerowe” i “gry konsolowe”.
      Dlaczego ten tekst ESA podaje niepelne dane? Bo jego celem jest zrobienie ladnego obrazu. Poza tym, wszystkim zalezy na zdjeciu z gier latki zabawy dla “samotnych chlopcow siedzacych w piwnicy”, wiec taka wiadomosc jest z radoscia podkreslana. Polecam dla porownania: The American Freshman: National Norms Fall 2013 Expanded Tables (http://www.heri.ucla.edu/tfsPublications.php) strony 63 i 89.
      Zarazem jednak zgadzam sie, ze gry nie sa medium typowo meskim i tym bardziej zastanawia mnie dlaczego mamy tak wyrazne roznice w ilosciach kobiet i mezczyzn grajacych w gry komputerowe?

      “Jak rozumiem zna Pan ten koszmarny twór zwany “każdą kobietą”? Czy kobiety, które były prześladowane w grach swoje opowieści zmyśliły?”

      Nie, wcale nie uwazam, ze kobiety przesladowane w grach zmyslily swoje opowiesci. Wiecej, spora czesc tekstu jest o tym, jak miedzy innymi kobiety nalezace do ruchu gamergate sa atakowane i wyzywane, a bardzo czesto takze, udaje sie, ze nie istnieja. Czy one nie maja prawa istniec? Nie maja miec prawa do gloszonych przez siebie pogladow?
      W kazdym srodowisku – w tym wsrod graczy plci meskiej – znajdzie sie cham, buc, czy tez kretyn wyzywajacy innych (nie tylko zreszta kobiety, w niektorych grach panuje ogolna brutalnosc wypowiedzi). Zarazem, nie zgadzam sie z mysleniem, ze jako ogol kobiety “sekowano” od gier. Nie widze podstaw do mowienia o jakiejs zmasowanej kampanii nienawisci do kobiet, ktora ma sprawic, aby pozostawily one to hobby mezczyznom.

      • mccork says:

        Błąd.
        Raport podaje ile godzin średnio chłopcy i dziewczyny w liceum spędzają na graniu w gry (self-reported), a nie czy grają w ogóle. Nie wynika z niego w żaden sposób ilość graczy, co najwyżej średni level of dedication. Ogólnie ze względu na różnice metodologiii trudno wyciągnąć z tego raportu wnioski które dałyby się porównać z danymi ESA…

  2. SStefania says:

    No właśnie szkoda, że flejm pod wpisem Zwierza się urwał i nie dostałam odpowiedzi, czemu groźby wobec kobiety są tak bardzo straszniejsze wobec gróźb wysyłanych mężczyźnie. W ogóle irytuje mnie to we współczesnym feminiźmie (wiem, odłamach) to całe robienie z kobiet delikatnych kwiatuszków których trzeba przed wszystkim bronić, bo “unsolicited compliments are literally rape”, czy coś w tym stylu. I że jak zasugerujesz, że podstawy samoobrony mogą być przydatne, to jesteś progwałtowy.
    No ale wiem, że Zwierz nie ma obowiązku nikomu odpowiadać, nie wkurzam się na nią, chciałam poznać jej zdanie, bo nie jest twardogłową SJW 🙂
    Przynajmniej dzięki tamtej wymianie poglądów zainteresowałam się tematem, poczytałam trochę, dokształciłam się i HOLY SHIT WHAT THE FUCK
    Teraz jestem wręcz przekonana, że Anita sama sobie wysłała te “manifesto in her spilled blood”, odsubskrybowałam parę toksycznych rzeczy, zasubskrybowałam paru wspaniałych ludzi (czemu wcześniej nie miałam TotalBiscuita w feedzie to nawet nie wiem) i czuję się częścią czegoś naprawdę wspaniałego.
    Gracze to najlepsi ludzie, jakich w swoim życiu spotkałam. Żadna grupa religijna, polityczna, zainteresowaniowa, z żadnego miejsca, klasy czy grupy w szkole lub na studiach nie dała mi tyle, co ta niesamowicie zróżnicowana banda klikaczy, klawiaturowych stukaczy, macaczy ekraników, wyginaczy analogów i machaczy łapami. W każdej innej grupie ludzi zawsze się okazuje, że ci najfajniejsi to też gracze. Pracuję w grach, nigdy nie byłam dyskryminowana z powodu płci, dużo częściej z powodu leworęczności 🙂 Tak, zdarzali się creepy podrywacze, którym chyba odbijało, że OMG KOBIETA odpisuje na ich mejla, ale serio, mam robić z siebie ofiarę bo jakiś Francuz o mnie fantazjuje?
    Tak, wysyłanie gróźb jest złe, nie ma chyba dojrzałego, rozsądnego człowieka, który myśli inaczej. Problem w tym, że dostają je i kobiety i mężczyźni z tej i z tamtej strony. Widziałam głosy, że GG powinno mieć jakiegoś lidera, żeby ich pilnował, ale to nadal nie wyeliminuje podszywów i paru głośnych świrów. Also, ludzie uznani za liderów przez antyGGowców, jak Boogie czy Shoe0nhead, dostali sporo złych rzeczy, oni jakby czekają, żeby taką osobę pożreć.
    Tyle wydarzeń, watków i rzeczy, że trochę rozumiem ludzi, którym nie chce się samemu nic dowiadywać, a wolą przeczytać jeden artykuł i wydać wyrok.
    Dzięki za ten wpis.

    • hihnttheadmin says:

      Nie wydaje mi sie, zeby Anita wysylala sobie samej grozby, nie ulega jednak watpliwosci, ze niektore artykuly na ich temat sa “zaskakujace”. Jak tekst na kotaku o grozbie zamachu bombowego zaraz po tekscie ujawniajacym liste dyskusyjna dziennikarzy growych. Znowu wracamy, jak widac, do tematu dziennikarzy i ich problemow.
      W kazdym razie, to ja dziekuje za komentarz 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *