3 do 10

Pozostając w XIX wieku i proto-fantastyce, to wypada mi wspomnieć o dwóch jeszcze autorach z tamtego czasu. Pierwszym jest Juliusz Verne i jego 20000 mil podmorskiej żeglugi. Jest to chyba najbardziej znana powieść Verne’a, której fabułę znają nawet ci, którzy nigdy nie mieli książki w ręku. Opowiada o grupie osób porwanych przez tajemniczego kapitana Nemo, dowódcę łodzi podwodnej, który grasuje po morzach i oceanach.

2222Choć głównego negatywnego bohatera wszyscy znają, a i sam Nautilus jest nazwą dla wszystkich jasną, to relatywnie mało osób czytało samą powieść. Problem ten zresztą dotyczy całej twórczości Verne’a, która według niektórych się źle zestarzała. Część osób nie wie przy okazji, że nie wiele brakowało, a Nemo byłby naszym krajanem. W pierwotnej wersji powieści był on Polakiem mszczącym się na Rosjanach. Wydawca Verna miał jednak zbyt dużo interesów z Rosją i przekonał Verne’a do zmiany nacji pochodzenia Nemo, a także wroga, którego on nienawidził. W ten sposób stał się on Hindusem atakującym Anglię. Tutaj nie było już problemu biznesowego.

Co ciekawe zresztą, Verne bardzo długo był relatywnie nieznany w świecie anglosaskim. Wiązało się to z bardzo złej jakości tłumaczeniami. Mniej więcej na poziomie pierwszych tłumaczeń Sienkiewicza, gdzie w trylogii „Czołem” w zdaniu „Czołem mości panowie”, tłumacz oddał jako „Forehead”. Zresztą, jako pewną ciekawostkę wspomnę, że Verne miał dużego pecha do tłumaczy. Dopiero po wielu latach Verne’a odkryto wraz z lepszymi tłumaczeniami.

20000 mil jest powieścią ciekawą, ale pod wieloma względami trudną. Ważna jest dla mnie ze względów bardzo osobistych, natomiast już dziecięciem będąc dostrzegałem jej główne wady. Niestety Verne wykorzystał ją do przedstawienia czytelnikom bardzo szczegółowej ówczesnej wiedzy o morzach i oceanach. Miejscami książka staje się wręcz podręcznikiem biologii morskiej. Jednakże pomimo tej wady nie sposób odmówić wielkiej roli, jaką powieść ta miała dla rozwoju literatury. Kolekcja motywów, jak też i samo bardzo staranne oddanie technologicznych możliwości stworzenia takiego świata sprawia, że nie można obok niej przejść obojętnie. Jeżeli jednak ktoś chce przeczytać dobrą powieść Verne’a to powinien raczej sięgnąć po Tajemniczą wyspę, aniżeli katować się 20000 mil.

Zrobię tutaj zresztą małe oszustwo, bo XIX wiek zasługuje na kilka dodatkowych uwag odnośnie literatury. Chodzi tu między innymi o arcyważną Księżniczkę Marsa, o której tutaj wiele pisałem, więc nie ma sensu się powtarzać (ciekawi mogą kliknąć). Książka, która świetnie się czyta pomimo tego, że ma już ponad sto lat! Choć formalnie wydana już w wieku XX, to skoro miało to miejsce przed wojną, to można ją spokojnie zaliczyć do wieku poprzedniego.

Drugim utworem w ramach mojego oszustwa są opowiadania o Sherlocku Holmesie. O ile powieści z tym bohaterem są dosyć specyficzne, a i dzisiaj wzbudzałyby szaleńcze krzyki wojowników z nietolerancją, tak opowiadania są tym, w czym Arthur Conan Doyle najlepiej sobie radził. Nie chodzi tyle o brak kontrowersyjności, co raczej o znacznie lepszą konstrukcje historii. Dalej czyta się je świetnie, choć w gruncie rzeczy nie mamy do czynienia z kryminałami w rozumieniu współczesnym. Zagadek, które sam czytelnik mógłby rozwiązać tutaj raczej nie ma. Jest natomiast ciekawy bohater i sprytnie prowadzona opowieść.

222Będąc niejako przy historii możemy przejść do kolejnej książki. Tym razem będzie to historia czysta, czyli Żywoty Cezarów Swetoniusza. Powodów dla umieszczenia akurat tego tekstu tutaj jest kilka. Chociaż dzieło Swetoniusza było bardzo ważne dla późniejszej literatury i historiografii, to wspominam o nim, dlatego, że jest to wspaniała historia o władzy, seksie i przemocy. Podczas lektury każdy znajdzie coś dla siebie, co uzna za ciekawe, czy też interesujące. Mamy miłość i oddanie, ale też skandale. Tu nie chodzi nawet o takie słynne rybki Tyberiusza, ale o całościowe ujęcie ludzi, którzy byli kiedyś panami świata.

Swetoniuszowi niewątpliwie pomaga to, że zebrał on w swoim dziele wiele plotek i opowieści opowiadanych w tajemnicy, a następnie wymieszał to z dokumentami, do których miał dostęp. Nie jest to historia skandalizująca sensu stricte, za taką raczej należy uznać Historię sekretną Prokopiusza. Ludzie chcący dowiedzieć się czegoś więcej o możliwych bezeceństwach raczej sięgnął tam. W przypadku Swetoniusza mamy raczej próbę zebrania wszystkich informacji w jednym miejscu, co jednak prowadzi do tego, że dowiadujemy się wielu sprośności.

Pomimo jednak takiego mojego raczej chaotycznego omówienia, Swetoniusz pisze w sposób jasny i przejrzysty. Jest on zrozumiały dla każdego, nawet dla osób niezbyt zorientowanych w wydarzeniach. Poza tym, oprócz tytułowych Cezarów mamy też całkiem spore grono pobocznych postaci, które są warte uwagi. Choćby Helwidiusz Prisk, o którym (a raczej, o którego głowie) Mikołaj Juliusz Wachowicz napisał swego czasu opowiadanie.

Część osób zdziwi się, czemu akurat Swetoniusz trafia do tej 10ki, a nie na przykład Liudprand z Cremony, czy Wincenty Kadłubek, ale odpowiedź jest prosta. O ile ci dwaj wspominani autorzy stworzyli arcyciekawe opowieści. Ich dzieła pełne są intrygujących pomysłów, ale to właśnie Żywoty Cezarów były lekturą, bez której nie sięgałbym dalej w mroczne zakamarki przeszłości w poszukiwaniu przyjemnych lektur na zimowe wieczory.

Ostatnią zaś książką, którą tutaj wymienię jest Ciemna Strona Mocy Timothy’ego Zahna. Autor jest sumiennym amerykańskim rzemieślnikiem produkującym kolejne powieści z bardzo dużą regularnością. Ciemna Strona Mocy, to druga część tak zwanej trylogii Thrawna, czy też jak oficjalnie się ją określa, trylogii imperialnej. Są to powieści osadzone w świecie Gwiezdnych wojen, które w dużej mierze zmieniły to, czym są Gwiezdne wojny dzisiaj. Wraz z grą X-wing i grą RPG z pamiętanego z sentymentem filmu stworzyły prawdziwe medialne monstrum. Wiele osób nie pamięta, że pomimo powstawania różnych filmów telewizyjnych i seriali, Gwiezdne wojny przestały pod koniec lat 80-tych być modne. Dopiero wspominane gry, jak i właśnie powieści Zahna przypomniały ludziom, że coś takiego jak saga Lucasa jest.

Dlaczego wspominam tutaj akurat o Ciemnej Stronie Mocy? Bo według mnie jest to najlepsza powieść tak trylogii, jak i w ogóle najlepsza powieść osadzona w świecie Gwiezdnych wojen. Zahn umiejętnie poprowadził bohaterów znanych z filmów, jak też i wprowadził całą grupę nowych postaci, które są na tyle interesujące i dobrze skonstruowane, że na stałe weszły do tego uniwersum. Począwszy od Mary Jade, aż po wspominanego Thrawna, nie sposób nie dostrzec, że Zahnowi udało się odcisnąć bardzo mocne piętno na świecie wymyślonym przez Lucasa.

Jednakże nawet nie to sprawia, że jego powieść jest ważna. W dużej mierze za to odpowiada to, że w jego powieści Gwiezdne wojny spoważniały. To już nie była prosta opowieść o dobrych walczących ze złymi. Bardzo wyraźnie zostało poprowadzone, że mamy pozytywnych bohaterów, ale walczą oni raczej z „szarymi”, aniżeli z czarnymi bohaterami. O ile pierwsza część, czyli Dziedzic Imperium jest typowym wprowadzeniem, a Ostatni rozkaz trochę zbyt szybkim zakończeniem opowieści, tak to właśnie w Ciemnej Stronie Zahn umieścił najciekawsze wątki, które dzięki odpowiedniej ilości stron mogły zostać odpowiednio dobrze wykorzystane i zaprezentowane.

The End.

One comment

  1. rob says:

    ja verna lubiłem przeczytałem wszystkie jego książki jakie były w bibliotece od 20000mil po robura i łowców meteoru ;)do tego pasjami SF każdą dostępną w tym opowiadania drukowane w problemach czy młodym techniku 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.