Cyberpunk w polskiej kresce (Status 7)

Robert Adler i Tobiasz Piątkowski znani są głównie z komiksowej serii 48 stron, która zdobyła im popularność w prasie o grach komputerowych. Humorystyczne i mocno absurdalne opowieści drukowane na łamach “Resetu” doskonale wpisywały się w popkulturowy charakter tego czasopisma, które wypączkowało z “Secret Service”. Choć z pozoru było to pismo o grach komputerowych, to jego charakter sięgał znacznie dalej i tak jak w poczciwym Ssie istniały działy poświęcone różnym nie-growym rozrywkom, tak “Reset” czasem z zewnątrz robił wrażenie pisma, gdzie te proporcje odwrócono.

Okładka prosta i z komputerową zielenią.
Okładka prosta i z komputerową zielenią.

W każdym razie obok radosnych i często nieprzyzwoitych zabaw z popkulturą w 48 stron Piątkowski i Adler mają na koncie także inną komiksową serię, którą zdecydowanie warto przypomnieć. Chodzi o Status 7, w ramach którego ukazały się dwa albumu, Breakoff i Overload. Choć niepozbawione humoru, były to jednak opowieści znacznie poważniejsze i co ważne, posiadające konkretną fabułę. Ich akcja toczy się w cyberpunkowej Polsce niedalekiej przyszłości. Przy czym, co warto zaznaczyć, jest to rzeczywistość mocno przetworzona przez popkulturowe klisze i na swój sposób wyraża ironiczną tęsknotę, czy też chęć, aby być równym zachodowi. Stąd Warszawa przyszłości z linią metra łączącą Bemowo z Chomiczówką jest bardziej podobne do Tokio Ghost in the Shell, niż do rzeczywistej metropolii. Widać to zresztą po pierwszym kadrze komiksu (obraz pastelami?), który kreską, jak i kolorami przywodzi na myśl choćby kolorowe strony z oryginalnej mangi Ghost in the Shell.

Są też odniesienia do innych tekstów kultury. Mamy czcionkę z Blade Runnera, czy też cyberprzestrzeń niczym z Johnny Mnemonica. Bardzo wiele z tych elementów jest porozrzucanych w tle, gdzie część z nich spokojnie może umknąć oku. Część zresztą przywodzi na myśl słynną monetę z Funky Kovala – czytelnik nie mógł dostrzec szczegółów rysunku, ale sam Polch doskonale wiedział, co tam jest. Przykładowo, w kinie Pacific poza filmem Górsky&Butch mamy także i trzy inne produkcje, lecz odczytać da się tytułu tylko Emmanuelle 2004 i Pulp Fiction 2.

Przy czym od razu zaznaczmy, że to jest element bardziej obecny w Breakoffie. Overload jest znacznie bardziej poważny pod tym względem i też mniej zabawowy. Znajdzie się w nim sporo nawiązań, ale już nie są one tak wszechobecne. Różnice pomiędzy dwoma albumami na tym się nie kończą. Trzeba dodać, że zmienia się także podejście do fabuły i jej konstrukcji. Pod pewnymi względami Breakoff to zabawa i próba podejścia do pewnej koncepcji. Overload jest już świadomym tworzeniem opowieści w znanym autorom środowisku. Dodatkową różnicą jest podejście do broni, Overload jest popisem fetyszu broni. O ile w Breakoffie mamy bardzo dużo rysunków roznegliżowanych kobiet, gdzieś tam obecnych w tle, co ma się wpisywać w wizję dekadenckiej przyszłości, tak kontynuacja jest zdecydowanie bardziej grzeczna w tym departamencie. Zamiast tego mamy bardzo wiele komentarzy odnośnie różnych narzędzi zagłady. Karabiny i inne takie są opisane, czasem humorystycznie, a czasem z wyraźnym uwielbieniem.

Nokia forever, nawet w cyberpunku
Nokia forever, nawet w cyberpunku

Choć formalnie mamy do czynienia z cyklem, to poza Warszawą przyszłości wspólne dla albumów jest obecność dwóch postaci. Hackera Switcha i najemniczki (złodziejki) Lany. W rzeczy samej jednak ich rola w kontynuacji jest znacznie ograniczona i pojawiają się oni ledwie na kilka kadrów.

Breakoff jest opowieścią o najemniku/bandycie Kennerze. Wszystko zaczyna się od tego, jak konkurencja podrzucając trupa ochipowanego przestępcy sprowadza kontrolę policji na jego najnowszy nielegalny biznes. Zmuszony do ucieczki, na dodatek utraciwszy wszystkie pieniądze z kont, musi na nowo budować swoją pozycje. W tym celu tworzy ekipę ze wspomnianymi Laną, Switchem oraz najemnikiem-żołnierzem Nikolaiem. Robią drobne szwindle i kanty do czasu, gdy w sposób dość brutalny kontaktuje się z nimi kolega Kennera z wojska. Oferuje im robotę polegającą na zdobyciu Psyloba, programu do zrzucania świadomości do sieci. Konstrukcyjnie opowieść jest dosyć prosta, kolejne strony prowadzą do zakończenia. Fabuła jest liniowa i właściwie cały czas trzymamy się Kennera i Switcha, jako głównych bohaterów. Nie znaczy to, że nie ma zaskoczeń, czy też nagłych zwrotów akcji. Są one obecne, zgodnie z wymogami gatunku.

Trochę inaczej do tematu autorzy podeszli w Overloadzie. Tam początek jest związany z szantażem wymierzonym w Warszawę, gdzie jeden hacker domaga się zapłaty okupu w zamian za to, że nie zdetonuje bomby logicznej w sieci. Aby ją dezaktywować należy użyć obrazu losowo wybranej siatkówki. Hacker ma jednak pecha, gdyż zostaje odstrzelone przez grupę lewicowych rebeliantów/terrorystów, którzy chcą żeby mimo wszystko owa bomba została zdetonowana. Równocześnie mamy pokazywane sceny z warszawskiej filii korporacji Pharmatec. Okazuje się, że dane dotyczące operacji tejże nie zgadzają się. Są wyraźne różnice pomiędzy tymi w Warszawie, a kopiami zrobionymi na potrzeby ćwiczeń w Brazylii.

Nie, to wcale nie jest nawiązanie do takiego małego filmu z Sean Young.
Nie, to wcale nie jest nawiązanie do takiego małego filmu z Sean Young.

Głównymi bohaterami opowieści są dwaj gliniarze: Górski, murzyn z wielodzietnej rodziny na Pradze Południe i Franc. Próbują oni rozwiązać zagadkę tajemniczego morderstwa i usunięcia siatkówek u jednego z mieszkańców Warszawy. Dokonane ono zostało przez wspomnianych terrorystów, którzy pomylili się zabijając mężczyznę, choć jak się potem okazało, powinni zabić jego syna. Rozpoczyna się krwawy pościg pełen przemocy i wybuchów.

Jak wspomniałem, pod względem scenariuszowym mamy do czynienia z o wiele bardziej poważnym podejściem do tematu w części drugiej. Także i rysunki są tam zdecydowanie bardziej dojrzałe. Można zauważyć, że Adler na etapie Breakoffa lubił umieszczać w tle różne grafiki, czy mangowe rysunki. W kontynuacji mamy tylko raz tak wprowadzone zdjęcie. Na przestrzeni tych dwóch albumów widać jednak pewne wyraźne wspólne elementy dla stylu tego rysownika. Kreska czasem postrzępiona, często świadomie niedokładna, gdzie widać inspirację mangą. To nie jest plastyczny Hard Boiled, tylko raczej coś robionego szybko i na czas. Tutaj nie ma miejsca na wielkie obrazy (wyjątkiem jest wspomniany kadr otwierający Breakoff), co nie znaczy, że kreska jest brzydka, czy byle jaka. Jest to zdecydowanie pewna konwencja, która w gruncie rzeczy pasuje bardzo dobrze do tematu.

Trup, trup, trup! Poza tym, fajna giwera.
Trup, trup, trup! Poza tym, fajna giwera.

Status 7 raczej na pewno miał mieć kolejne części. Te niestety jednak nie powstały. Podobnie jak i 48 stron komiks pozostaje porzucony przez autorów. Szkoda, acz taki jest często los różnych historii, a już na polskim rynku komiksowym, jest to stały jego element.

Jak ktoś chce przeczytać całość, to może i tutaj: link!

ps: Aż dziw, że nie powstał rpg na podstawie Status 7.

6 comments

Leave a Reply

Your email address will not be published.