Dobry doktor i jego maszyna, Robocop 2014

Nowe ciało Robocopa jest dostosowane do tego, jak wyglada obecnie "design". Niestety od lat 80-tych wydaje sie, ze jezeli chodzi o projektowanie przedmiotów, to cofneliśmy się zdecydowanie.
Nowe ciało Robocopa jest dostosowane do tego, jak wyglada obecnie “design”. Niestety od lat 80-tych wydaje sie, ze jezeli chodzi o projektowanie przedmiotów, to cofneliśmy się zdecydowanie.

Robocop Paula Verhoevena ze wspaniałą rolą Petera Wellera słusznie jest uznawany za jeden z lepszych filmów lat 80-tych. Zjadliwa satyra na społeczeństwo i media, a zarazem poważny film o człowieczeństwie wymieszany z opowieścią o Jezusie Chrystusie, zdobył sobie uznanie tak krytyków, jak i widzów. Doczekał się także dwóch kontynuacji kinowych, jak i wielu wersji na małym ekranie. Od pewnego czasu na horyzoncie pojawiały się wskazówki, że są plany remake’u tego filmu. Jest to o tyle dziwne, że nie jest on typowym materiałem na remake, gdyż nie tylko był wyprodukowany relatywnie niedawno, ale także ciężko mówić o mało znanej historii. W kontekście tej planowanej wtedy produkcji pojawiały się różne nazwiska. Przez pewien czas głównym kandydatem na reżysera był Daren Arfonosky, który podobnie jak miało to miejsce z Batmanem, uciekł przed rozpoczęciem zdjęć i zrezygnował z przygotowywania filmu. Wedle wszelkich wieści było to z korzyścią dla obydwu bohaterów.

 
 
 
 

W momencie, kiedy promowany reżyser zrezygnował studio sięgnęło po ryzykowne rozwiązanie. José Padilha pochodzi z Brazylii i zasłynął dwoma, niezwykle brutalnymi i przygnębiającymi filmami o tamtejszych oddziałach specjalnych walczących w dzielnicach biedy. Obie części Elitarnych były wielkim sukcesem tak w samej Brazylii, jak i poza nią. Filmy te były bardzo kontrowersyjne, a wręcz oskarżane o tak zwany faszyzm. Stąd wybór akurat tego reżysera do przygotowania remake’u Robocopa, także filmu „faszystowskiego”, wydawał się dobrym pomysłem. W końcu po długiej produkcji w tym roku na ekrany kin weszła nowa wersja Robocopa. Po nienajlepiej przyjętych zapowiedziach i zdecydowanie budzącej zdziwienie decyzji o nadaniu temu filmowi bardzo niskiej kategorii wiekowej, widzowie wreszcie będą mieli okazje sami ocenić, czy dorówna on poziomowi oryginału.

Sam, kiedy usłyszałem o planach robienia nowej wersji miałem bardzo negatywne zdanie. Była jednak jedna nadzieja na to, że mimo wszystko powstanie dobry film: twórcy zapowiadali, że nie będą próbowali robić Robocopa na nowo, a zamiast tego spróbują na jego motywach nakręcić nowy film o policjancie zamienionym w maszynę. Film rzeczywiście mocno stara się odróżnić od oryginału, acz niestety w kilku miejscach twórcy postanowili niepotrzebnie się do niego odnieść dosłownie. Choćby poprzez wykorzystanie fragmentu muzyki Polidourisa, czy kilku charakterystycznych cytatów.

Panie doktorze, czy na ręce z metalu mogą wyrosnąć włosy?
Panie doktorze, czy na ręce z metalu mogą wyrosnąć włosy?

Pomimo jednak takich kilku nawiązań sam film bardzo wyraźnie się różni od tego, co widzieliśmy u Verhoevena. Od razu należy stwierdzić, że jest to jego zaleta. Sam pomysł cybernetyzacji człowieka może być bardzo dobrym wstępem do wielu różnych historii. Zresztą można wskazać na inspirowany Robocopem odcinek A.D. Police Files, jako dobry przykład takiej wariacji na ten temat. Tam także mamy do czynienia z policjantem zaklętym w maszynie, z którego ciała został mózg i język.

Nowy Robocop opowiada o policjancie z Detroit, Alexie Murphym, który jest detektywem. Przez przypadek wpada on na trop prowadzący do wielkiej afery z handlem bronią z policyjnych magazynów, która trafia do rąk handlarza tego typu towarem Antoine Vallona. Kiedy ten dowiaduje się o tym, że Alex i jego partner Jack Lewis są na jego tropie postanawia się ich pozbyć. Pod samochód Murphy’ego podłożono bombę, w wyniku eksplozji której Alex nie tylko traci wzrok, słuch, ale też nogi i rękę. Właściwie zamienia się w spalony korpus. Równolegle dowiadujemy się o działaniach szefa OmniCorp, Raymonda Sellarsa, który dostarcza roboty amerykańskiej armii. Działają one także w służbach policyjnych większości państw świata. Chce jednak wejść na rynek amerykański, lecz przeciwko sobie ma prawo przeprowadzone przez senatora Dreyfussa zakazujące używania robotów na amerykańskiej ziemi. Sellars wpada wtedy na pomysł, aby zaproponować produkt, który niechętni robotom mieszkańcy Stanów pokochają. Człowiek w maszynie miałby wpłynąć na zmianę zdania opinii publicznej. Żeby udało się wykonać ten projekt Sellars potrzebuje odpowiedniego specjalisty. Jego wybór pada na doktora Nortona.

Pracuje on w dziale tworzenia protez dla osób, które straciły kończyny. Wyraźnie zaznaczał on, że nie będzie pracować nad projektami wojskowymi, albo takimi, które mogą czynić krzywdę. Sellarsowi, który jest jego przyjacielem, jednak udaj się go przekonać. Jego argumenty są logiczne i sensowne, jeden super policjant ratuje życie bardzo wielu osobom. Rozpoczynają się poszukiwania kandydata, lecz początkowo nie dają one rezultatu. Pierwszy nie jest wystarczająco reprezentatywny, inni nie są wystarczająco stabilni, aby dało się ich używać do tak dalekiej cybernetyzacji. Wtedy pojawia się idealny kandydat: Alex Murphy. Jego żona postawiona przed wyborem, albo jej mąż będzie tylko resztkami człowieka, albo będzie można go uratować zgadza się, aby poddano go cyborgizacji. Nortonowi udało się zbudować maszynę i odpowiednio połączyć ją z umysłem Murphyego, z którego w wyniku różnych operacji został tylko mózg, twarz, płuca i serce, a także zachowana prawa dłoń. Celem jednak nie jest tylko uratowanie Alexa, ma on także być super policjantem. Jest on jednak znacznie wolniejszy od maszyn, które nie zastanawiają się nad moralnością i nie mają wątpliwości. Stąd Norton, aby ratować cały projekt, systematycznie coraz bardziej ingeruje w człowieczeństwo Murphy’ego. Bohater ma być super policjantem, w związku z tym musi przestać zachowywać się jak człowiek.

Co byłoby lepsze, jako ochroniarz w super markecie: taki robot, czy człowiek?
Co byłoby lepsze, jako ochroniarz w super markecie: taki robot, czy człowiek?

Tak rodzi się Robocop i jak wszyscy zapewne widzą, jest to bardzo odmienna historia, niż ta znana nam z oryginału. Zniknęły elementy Cyber-Chrystusa, także i inne są motywy działalności korporacji. Także i sam proces przygotowywania Robocopa jest znacznie dłuższy, gdzie w oryginale było to ledwie kilka scen. Nowy film natomiast skupia się na innych kwestiach, niestety w bardzo problematyczny sposób.

Oglądając Robocopa 2014 odnosiłem wrażenie, że oglądam dwa, czy trzy bardzo dobre filmy, które niepotrzebnie zostały połączone w jeden. Na jednym planie mamy całą politykę stojącą za wprowadzaniem robotów na ulice miast. Sellars i jego ludzie od marketingu ustalający elementy sprzedawania Robocopa publice, a także ich próby wpłynięcia na senat, tak, aby zmienił prawo. Pomocny w tym jest Pat Novak, dziennikarz niczym żywcem wzięty z telewizji informacyjnych, który udaje obiektywnego, a w rzeczywistości głosi dosyć wyraźnie jednoznaczne poglądy. Tutaj też bardzo ważna jest rola doktora Nortona.

Wszyscy pamiętamy, że w oryginale głównym złym był jeden z członków rady nadzorczej OCP. Tutaj nie ma tak wyraźnie jednoznacznie negatywnego człowieka. Sellars jest zimnym, Steve Jobsowym biznesmenem, który ma wizję nowego porządku. Jest zły, ale nie aż tak, aby można go było nazwać „tym złym”. Można nawet stwierdzić, że jego argumenty za wprowadzeniem robotów policjantów są słuszne. Sam film zresztą pokazuje, że to słabości ludzi są największą bolączką systemu sprawiedliwości. To dopiero późniejsze wybory Sellarsa sprawiają, że konsekwencje jego czynów będą coraz gorsze. W tej sytuacji na głównego bandytę wyrasta doktor Norton. Film opowiada jak ten dobry człowiek stopniowo, zawsze w szczytnych celach, zamienia się w typowego doktora SS. Zawsze dobry, zawsze odpowiedzialny i dbający o ludzi dokonuje kolejnych wyborów prowadzących do coraz gorszych konsekwencji. Ten niejako cybernetyczny Mengele ma całą masę świetnych scen i trzeba przyznać, że Gary Oldman w tej roli błyszczy. Jego interakcja z Michaelem Keatonem w roli Sellarsa jest świetna i doskonale się oni uzupełniają.

W tym układzie mamy film o polityce i nauce. Całkiem ciekawe i interesujące studium działań i wyborów, których konsekwencje nie zawsze są dobre. Nie jest to prosty schemat złego biznesmena i złego naukowca, a raczej przypadek dwóch osób, które w ogólnym rozrachunku chcą dobrze, ale wszystko wychodzi inaczej. Tutaj też doskonale wpisują się sceny z testów Robocopa, z prób ujarzmiania człowieka, który powinien działać jak maszyna. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że dla filmu byłoby lepiej, gdyby ograniczyć rolę Robocopa do ledwie kilku minut. Powstałaby wtedy ciekawa opowieść.

Jak jednak wspomniałem film ma także i inne oblicze. Mamy tutaj kryminał o odkrywaniu, kto zlecił zamach na Murphy’ego. W tych sekwencjach film jest świetną cyberpunkową zabawą i pokazywaniem świata totalnej kontroli. Rzeczy, które już teraz są w użyciu (nawet u nas, patrz sprawa piętra w Mariocie), są w bardzo ładny sposób wpisane w sposób działania Robocopa. Mamy też bardzo fajną scenę akcji, która co prawda przypomina trochę grę komputerową, ale w tym przypadku się to doskonale sprawdza. Bohater nie działa jak normalny człowiek, a jak właśnie maszyna. Z jego perspektywy walka nie może być realna, a zamienia się w jakąś fantazję, przez co z jednej strony ma swoje piękno, ale też i pewną grozę.

W filmie też są ciekawe elementy dochodzenia do siebie Murphy’ego, jego żony i syna. Oto mamy rodzinę, gdzie ojciec nie jest do końca człowiekiem. Wątpliwości Murphy’ego, strach syna i problemy żony są pokazane w sposób wiarygodny, ale jest za mało czasu w filmie, aby mogły one coś rzeczywiście znaczyć.

Tutaj wracamy do zaznaczonego powyżej problemu. Wszystkie trzy opowieści świetnie nadawałyby się na własny film. Niestety zlane zostały w jedną 120 minutową opowieść i zwyczajnie brakuje czasu, aby wszystko pokazać. Bardzo wiele elementów historii wygląda, jakby były między nimi połączenia, które zostały usunięte. Choćby pytanie, czy Vallon miał coś wspólnego z OCP? Oglądając film miałem wrażenie, że spełnia on rolę podobną do Clarence’a Boddickera z oryginału, czyli osobę podkręcającego przestępczość w mieście, ale nijak nie zostało to wyjaśnione w filmie. Są wskazówki, ale znowuż, miałem wrażenie, że gdzieś wycięto kilkanaście minut filmu.

Dodajmy też i różne kontrowersyjne zmiany względem oryginału, jak zmiana płci Lewis. W filmie Verhoevena była to bardzo fajna twarda kobieta, a tutaj dostaliśmy typowego murzyna. Jaki był cel tej zmiany poza próbą odcięcia się od oryginału nie wiem. Są wskazówki, że w pierwotnym scenariuszu miało to dodatkowe znaczenie, ale nic z tych elementów nie zostało do filmu. Z drugiej strony Warren Reed został kobietą, więc parytet zmian płci został zachowany.

Wypada jeszcze wspomnieć o efektach specjalnych i innych technikaliach. Trzeba powiedzieć, że póki film ogranicza się do tradycyjnych efektów specjalnych, to jest całkiem nieźle. Parę sekwencji CGI także przyjemnie się oglądało, acz w żadnym wypadku nie są i zresztą nie powinny być to efekty zwracające specjalną uwagę. Służą one historii, a nie ją zastępują. Stąd należy stwierdzić, że bardzo dobrze spełniają one swoją rolę. Trochę gorzej jest z muzyką. Właściwie jak potem słuchałem jej samodzielnie, to jest ona całkiem przyjemna. Niestety nie czuć jej jednak w żaden sposób w filmie. Coś tam gra, ale właściwie mogłoby jej nie być. Lepiej jest z wykorzystywanymi piosenkami, które są dosyć przewrotnie umieszczone, czasem ku dużemu zaskoczeniu widzów. Na koniec wypada wspomnieć, że niestety film powstał przy wykorzystaniu kamer Arri Alexa i Red EPIC, czyli na cyfrze. Biorąc pod uwagę, że wiele scen filmu dzieje się w nocy, to widać tutaj wszystkie słabości tej technologii i szkoda, że nie skorzystano z taśmy filmowej.

Czy nowy Robocop to dobry film? Nie ma łatwej odpowiedzi na to pytanie. Pod pewnymi względami tak, pod innymi nie. Mamy do czynienia z bardzo nierówną produkcją, która przy pewnych zmianach mogłaby spokojnie być jednym z lepszych filmów ostatnich lat. Nie możemy jednak mówić, że jest to zły film. Jest sprawnie nakręcony, ma ciekawy i pomysłowy scenariusz, a także historię, która jest warta uwagi. Twórcy nie traktują widza, jak idioty, ani też nie skupiają się na ładnych eksplozjach. Zamiast tego próbują przekazać pewne pomysły i idee. Stąd też nowego Robocopa zdecydowanie warto obejrzeć. W porównaniu do wielu innych filmów, które trafiały na nasze ekrany, jest zdecydowanie lepszy, acz boli, gdyż mogliśmy mieć do czynienia z produkcją, o której pamiętalibyśmy nie tyle jako o remake’u filmu z lat 80-tych, a o po prostu świetnym filmie.

 
 
 

5 comments

  1. Pani Recydywa says:

    Dobra recenzja, zdecydowanie lepsza niż artykuł z Nowej Fantastyki. Nie zgadzam się tylko, co do wyboru piosenek w filmie – czasem są ok, ale tworzą miejscami kiczowaty zestaw, który ze sobą “nie gra”. No i jakaś mała wzmianka o Jennifer Ehale?

    • hihnttheadmin says:

      Fantastyka nie ma szczescia do artykulow o filmach. Pamietam zreszta jak kiedys mieli mozliwosc skorzystania z dobrych artykulow o Star Warsach przy okazji premiery Epizodu 3, ale w ostatniej chwili sie wypieli i dali wlasne “pseudo teksty”…
      Jennifer Ehle zasluguje na pochwaly, ale pomyslalem, ze napisze tekst o typie postaci, ktora ona gra 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.