Obcość Marsa i Księżyca

Oto i trzecia część opowieści o Burroughsie, Le Rouge i Żuławskim. Pierwsza i druga są odpowiednio tu i tu.

 
Film Andrzeja Żuławskiego na motywach Trylogii księżycowej charakteryzuje się tym, że jest strasznie ciemny i właściwie ledwo widać Szernów. Poza tym, że są trochę tandetnie zrobieni.
Film Andrzeja Żuławskiego na motywach Trylogii księżycowej charakteryzuje się tym, że jest strasznie ciemny i właściwie ledwo widać Szernów. Poza tym, że są trochę tandetnie zrobieni.

Podsumowując poprzednią część tekstu możemy bez problemu stwierdzić, że nasi trzej twórcy inaczej podchodzą do tego, jak wysyłają swoich bohaterów na obce globy. Dalsze różnice w sposobie tworzenia opowieści jeszcze mocniej zobaczymy, jak porównamy rasy inteligentne, jakie, żyją na tych globach. Żuławski wymyślił sobie, że Księżyc jest zamieszkały przez mrocznych i tajemniczych Szernów. Rasę pokrytą czarnym włosiem, przypominającą trochę wielkie ptaki. Są bardzo inteligentni, posiadają rozwiniętą cywilizacje i komunikują się przy pomocy pewnej formy telepatii. Mają także dwie białe macki, które mają szczególne zastosowanie w powieści. Dotykając nimi ludzkich kobiet sprawiają, że zachodzą one w ciąże, których efektem będzie Morc. Morcowie to ludzie wybrakowani, nie do końca rozwinięte mutanty. W pierwszej powieści Szernowie są ledwie zapowiadani i dopiero w drugiej przyjmują rolę głównych złych, choć to określenie nie jest do końca właściwe. Wypada tutaj dodać, że ludzie żyjący na Księżycu różnią się od nas. Są bladzi i niscy, co jak tłumaczy Żuławski wynika z różnicy w przyciąganiu obydwu globów. Można powiedzieć, że są oni dosyć groteskową parodią ludzkości, co zresztą widać w ich skłóconym i skomplikowanym społeczeństwie. Są oni też zdecydowanie słabsi od Szernów, którzy ich bez problemu podbijają. Pomimo tego, że ludzie są tutaj sługami Szernów, to zawsze starają się zabijać wszystkich Morców.

Misjonarz wśród krasnoludków. Ich pulchność wskazuje, że mają wielu misjonarzy (wyjaśnienie dowcipu dalej w tekście)
Misjonarz wśród krasnoludków. Ich pulchność wskazuje, że mają wielu misjonarzy (wyjaśnienie dowcipu dalej w tekście)

U Le Rouge mamy natomiast początkowo dwie rasy inteligentne. Pierwsza to dosłownie krasnoludki. Ubrani zgodnie z powszechnym wyobrażeniem tychże żyją spokojnie, jedząc i tyjąc. Są oni zabawni, pocieszni i nieporadni. Obawiają się oni jednak Eloorów, czyli wampiro-podobnych istot. Z czasem jednak okazuje się, że nie są one aż tak inteligentne i raczej należy je uznać za bardziej zmyślne zwierzęta. Pomimo tego byli oni wielkim zagrożeniem dla owych krasnoludków. Na szczęście dla nich przybył Robert, który sprawił, że potrafili oni sobie poradzić z tym zagrożeniem. Tutaj powiedzmy sobie wprost, że powieść Le Rouge’a jest zdecydowanie rasistowska, tudzież ma bardzo wyraźne tego typu odcienie. Sposób konstruowania relacji pomiędzy bohaterem, a obcymi ma charakter wręcz groteskowego przerysowania. Oto przybywa Francuz, który uczy obcych wszystkiego. Obala ich fałszywych bogów, daje ogień i uczy jedzenia pieczonego mięsa. To ostatnie jest szczególnie zabawne, gdyż krasnoludki żywiąc się dotąd surowizną od razu zasmakują w pieczystym. Dodajmy do tego, że ci biedni obcy od razu uznają Roberta za boga. Zresztą ową francuską wyniosłość widać także w Więźniu na Marsie. Tam w opisie wydarzeń na Ziemi mamy postać murzyna Zaruka, który jest opisany przy użyciu wszelkich możliwych kalek, a i znajdzie się tam uwaga o jego wyglądzie: „Czoło miał wyniosłe i rysy regularne, a wargi nie były tak wstrętnie grube jak zwykle u Negrów.

Wampir, panie, wampir atakuje.
Wampir, panie, wampir atakuje.

Potem w powieści pojawiają się jeszcze inni przedstawiciele obcej rasy. Chodzi tutaj o tajemniczych Niewidzialnych. Podobnie jak ma to miejsce z przyrodą, są oni skonstruowani w celu zdziwienia. Z logicznego punktu widzenia nie mają za bardzo uzasadnienia. Owi Niewidzialni są wielkimi głowami, które mają dwoje szaro-bladych skrzydeł podobnych do tych u ważek. Poza tym posiadają po pięć macek z każdej strony (w sumie 10). Każda macka jest uzbrojona w 3 ssawki. Ich twarze nie posiadają powiek, nosy są szerokie, a usta czerwono-krwistego koloru są ledwo widoczne. Co ciekawe, chociaż posiadają usta, to porozumiewają się dzięki telepatii, która pozwala im także komunikować się z Robertem. Nie są oni jednak na szczycie piramidy żywienia, chociaż ich pokarmem są Eloorowie. Niewidzialnych terroryzuje Wielki Mózg, który ich zjada (wyrzucając macki i skrzydła). Mieszka on na Wyspie Śmierci. Sama wyspa, to tak na prawdę czaszka wielkości Mount Blanc, a w środku znajduje się tenże mózg otoczony „szybą przezroczystego kamienia”. Na wyspie poza tym był metalowy las zbierający energię elektryczną z burz, która pobudzała komórki nerwowe Mózgu. Krew niewidzialnych dostarczała mu natomiast fosforu. Ta przerażająca istota powstała być może z połączenia na przestrzeni wielu set lat rozlicznych umysłów.

Na tym tle Burroughs przedstawia nam zdecydowanie bardziej rozbudowane życie na obcej planecie. Mamy wiele różnych ras, w tym, co warto zaznaczyć, Kaladanów, którzy chcieli stworzyć coś w stylu Wielkiego Mózgu. Jednakże jest to jedynie fantazja dziwnej rasy, a nie realny byt. W każdym razie w trakcie lektury tego cyklu trafimy na całe społeczeństwa, które są opisane w sposób składny i spójny. Poznamy Zielonych Ludzi Marsa, którzy są więksi i wyglądają bardziej drapieżnie od ludzi, ale trafimy także na Czerwonych, Żółtych, Czarnych i Białych Marsjan, którzy wyglądem przypominają rasy zamieszkujące Ziemię. Dodajmy, że chociaż Burroughs wielokrotnie był oskarżany o rasizm, to, co ciekawe, na kartach tych powieści tego nie dostrzeżemy. Carter jest oczywiście bohaterem, jest silniejszy od innych mieszkańców planety, ale nie jest od nich lepszy w tym sensie, w jakim Robert góruje nad rasami Le Rouge’owego Marsa. Oczywiście nie twierdze, że Burroughs nie miał (z naszej perspektywy) problematycznych poglądów na kwestie rasy, ale podczas lektury jego książek z cyklu o Barsoom trzeba jednak dużej złośliwości, żeby oskarżyć go o pisanie rasistowskich powieści.

W gruncie rzeczy owo oskarżenie raczej pokazuje, że Burroughs rzeczywiście osiągnął sukces. Jest czytany, a stąd osoby przeczulone i doszukujące się w literaturze kwestii problematycznych prędzej, czy później trafią na jego utwory. Znacznie gorszy Le Rouge będzie czytany jedynie przez wielbicieli starych książek stąd też nikt nie zwróci uwagi na problematyczne kwestie. Czytelnicy tacy są bowiem świadomi, że mają do czynienia ze specyficzną literaturą.

Ciąg dalszy nastąpi.

 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.