Bohaterowie Marsów, bohaterowie księżyca

W poprzedniej części opowieści przedstawiłem obce globy, na które trafiają bohaterowie powieści naszej trójki autorów. Teraz zapraszam na kontynuację, tym razem będzie o podróży.

 
 
 
 

Jednakże jak bohaterowie powieści trafiają na te globy? Może jednak najpierw napisze, kim oni są. Dla Le Rouge głównym bohaterem jest Robert Darvel, francuski odkrywca i wynalazca. Posiadał narzeczoną, którą była córka potężnego bankiera, lecz ze względu na utratę majątku w wyniku nieudanego eksperymentu nawiązania komunikacji z Marsem i zarazem utratę przyjaźni ze strony planowanego teścia, został zmuszony do przyjęcia propozycji tajemniczego Hindusa Ardweny. Tenże postanowił go zatrudnić, aby połączyć odkrycia nauki z tajemną wiedzą joginów. W powieści widać wyraźne fascynacje ówcześnie modnym wschodem. Aż dziw, że Helena Blavatsky nie pojawia się na jej kartach.

 
 

Żuławski nastawił się na bohaterów zbiorowych. Mamy w Na srebrnym globie O’Tamora – pomysłodawcę wyprawy; Piotra Varadola – portugalskiego inżyniera; Jana Koreckiego – czyli tego, który sfinansował wyprawę; Tomasza Woodbella – lekarza. W ostatniej chwili wycofał się Niemiec Braun. Zamiast niego (potajemnie) do ekipy dołącza Marta, czyli narzeczona Woodbell. W wyniku różnych wydarzeń ekipa zmniejsza się do Marty, Varadola i Koreckiego. W drugiej części, głównym bohaterem jest niejaki Marek. U Burroughsa bohaterów jest wielu i nie będę się tutaj na ten temat rozpisywał. Zaciekawieni mogą sięgnąć do moich innych wpisów na temat cyklu. Wypada jednak zaznaczyć, że na Barsoom w każdej z powieści jest para głównych bohaterów – kobieta i mężczyzna – w okuł których toczy się akcja. Ich wzajemne relacje i napięcie erotyczno-miłosne ogniskuje w sobie całą fabułę.

Czasem warto wrócić do Verne'a
Czasem warto wrócić do Verne’a

Widać od razu i wyraźnie, że mamy tutaj pewną drastyczną różnicę pomiędzy tym, jak swoich bohaterów widzą autorzy. Chociaż we wszystkich występuje miłość, jako ważne uczucie, to jest ono inaczej rozgrywane. Dla Le Rouge jest ona tylko czymś odległym i niespełnionym. Burroughs opiera się natomiast na gloryfikacji tejże, wraz ze słusznym dodatkiem erotyki wynikającym choćby z tego, że bohaterowie biegają po kartach powieści nago. U Żuławskiego natomiast miłość i seks, to pewien problem. W Na srebrnym globie mamy problem potrzeby zaludnienia planety, choć pomiędzy bohaterami nie ma miłości. Problem jest tym większy, że Marta jest w ciąży ze swoim zmarłym mężem. Urodzony syn bez towarzystwa będzie wieść tragiczne życie, lecz kto ma być ojcem reszty mieszkańców planety? Jak zostanie dokonany ten wybór i jak Marta wychowa swoje ukochane dziecko wraz z dziećmi zrodzonymi nie z uczucia, a z pragmatyzmu?

Sytuacje jeszcze bardziej komplikują wydarzenia opisane w Zwycięzcy. Druga część trylogii opowiada o przybyszu na księżyc, który trafił tam już po ustabilizowaniu się nowego społeczeństwa. Marek, bo tak mu na imię, jest samotnym człowiekiem, który postanawia zmienić nowy świat i dokonać na nim daleko idącej rewolucji społecznej. Pomimo tego, że na kartach utworu pomagają mu to raz i drugi inni mieszkańcy Księżyca, to w gruncie rzeczy cały wysiłek spoczywa tylko na jego barkach. Zarazem opowieść w pewnym stopniu nie tyle dotyczy Marka i jego wysiłków, a tego jak wydarzenia, które poznaliśmy w Na srebrnym globie, zostały przetworzone przez religię i naukę mieszkańców Księżyca. Owa konfrontacja rzeczywistości i tego, co powstaje w wyniku jej opisywania przez następne pokolenia stanowi jeden z głównych elementów powieści. Stąd, chociaż teoretycznie mamy tutaj jednostkowego bohatera w postaci Marka, to w rzeczywistości bohaterem jest społeczeństwo i sposoby jego reagowania na różne impulsy. Charakterystyczny zresztą jest koniec powieści, gdyż tak naprawdę nie jest on o przybyszu z Ziemi, a o tym, jak społeczeństwo, różne jego odłamy i grupy, zareagowały na jego działania i los.

W kryminałach strzelba wystrzeli, w fantastyce rakieta.
W kryminałach strzelba wystrzeli, w fantastyce rakieta.

Idąc dalej, charakterystyczną różnicą pomiędzy wszystkimi tymi seriami, jest to, w jaki sposób ich autorzy widzieli podróż na obce globy. Żuławski, wyraźnie przyznając się na inspirację Vernem i jego powieściami o wyprawie na księżyc, obmyślił sobie, że podróż odbędzie się dzięki specjalnemu działu, które wystrzeli bohaterów na księżyc w starannie wykonanym pocisku. Droga powrotna miała zostać zagwarantowana przez wysłanie osobnego pocisku, w którym znajdowałby się sprzęt konieczny do wybudowania drugiego działa, mniejszego, które pozwoliłoby wysłać kapsułę z powrotem na Ziemię. Sytuacja jednak potoczyła się odmiennie.

Całkowicie inny pomysł miał Le Rouge. W ramach swoich fascynacji wschodem obmyślił on, że Robert odkrył sposób na zbudowanie baterii, w której można by przechowywać moc joginów. Dzięki temu można by całkowicie zmienić gospodarkę planety, która zamiast opierać się na węglu i podobnych materiałach, zaczęłaby zbierać energię od ludzi. Można zażartować, że mamy tutaj do czynienia z przewidzeniem Matrixa, ale wypada zaznaczyć, że to był akurat duch tamtych czasów. Wtedy to różni teofizyci wpadali na podobne pomysły łączenia nauki i duchowości wschodu. W każdym razie pomysł ten, choć dobry, miał jednak pewne negatywne konsekwencje dla naszego bohatera. Okazało się, że Ardwena w tym momencie przestał potrzebować naukowca i korzystając z baterii, a raczej z przechowywanej w niej energii wysłał w odpowiednio skonstruowanej kapsule Roberta na Marsa. Spełnił tym niejako jego życzenie, gdyż ten chciał dowiedzieć się jak wygląda powierzchnia planety i liczył na kontakt z obcymi. Tym bardziej, że na poprzedniej – nieudanej – próbie zatracił swój majątek.

Lecim!
Lecim!

Burroughs natomiast postanowił wykorzystać w swojej historii pomysł projekcji astralnej. Choć nigdy tego tak nie nazywa, to wydaje się, że to najlepsze określenie metody transportu na czerwoną planetę. John Carter i Ulyses Paxton trafiają na Barsoom dzięki swoim myślom i chęci znalezienia się na jego powierzchni. To właśnie decyduje o tym, że nagle przenoszą się ze swojskiej Ziemi wprost na obcy glob. W innym cyklu (Wenusjańskim) Burroughs pomyślał o opisaniu działa, które miało wystrzelić bohatera w kapsule na Marsa, ale w wyniku błędu w obliczeniach trafił on właśnie na Wenus. Oba cykle są ewidentnie osadzone w jednym większym świecie, stąd wypada powiedzieć, że i w ten – bardziej pragmatyczny – sposób można się dostać na Barsoom. Tym bardziej, że w jednej z powieści Carter przylatuje na Ziemie korzystając ze specjalnie skonstruowanego statku. Wybór projekcji astralnej był w wypadku Burroughsa oparty nie tyle na braku bardziej realnego przeniesienia się na obcą planetę, co raczej wynikał z pragmatycznej decyzji autora. Pozwalało to stworzyć wrażenie pewnego absurdalnego realizmu. O wielkim dziale wystrzeliwującym bohatera hen daleko byłoby głośno. Pierwsza powieść cyklu jest natomiast pisana z pewnym nastawieniem, że mamy do czynienia z realnymi wydarzeniami. Całość udawała wspomnienia z prawdziwych przygód, stąd mniej realny sposób podróżowania był zarazem bardziej realistycznym elementem powieściowego świata.

Ciąg dalszy nastąpi, w którym omówie obcych i pozostałe kwestie warte poruszenia.

ps, ilustracje pochodzą z różnych, XIX wiecznych wydań ksiązek Verne’a o podróży na księżyc.

 
 
 
 

2 comments

    • hihnttheadmin says:

      Teofizyci i cala reszta wielbicieli “mistycznego Orientu” bardzo mocno odcisneli swoje pietno na tym, jak postrzega sie Azje. Pamietam, jak kiedys w Tygodniku Ilustrowanym Swiat czytalem o polskich XIX wiecznych sztukach teatralnych dziejacych sie w Japonii. Byly bardzo “specyficzne”. Warto jeszcze wspomniec o Miescie Swiatlosci Smolarskiego, gdzie stary Japonczyk jest duchowym przewodnikiem bohatera.

Leave a Reply

Your email address will not be published.