Opowieść o złym człowieku (Bronson)

Zawsze chciał być kimś sławnym
Zawsze chciał być kimś sławnym

Nicholas Winding Refn, znany obecnie z Drive, nakręcił w 2008 roku film o najniebezpieczniejszym więźniu Wielkiej Brytanii. Michael Peterson, który później zmienił swoje imię na Charles Bronson, pochodzi z normalnej rodziny, ale od młodości ciągnęło go do złego. Był agresywny i w końcu w 1974, w wieku 22 lat, napadł z (nie nabitą) bronią w ręku na pocztę, z której ukradł 26 funtów. Został za to skazany na 7 lat więzienia. Wyszedł z niego dopiero w 1988 roku. Tak długa odsiadka spowodowana była systematycznym przedłużaniem wyroku z powodu złego zachowania się Petersona. Dlatego też większość czasu swojego uwięzienia spędził w izolatce. Na wolności przebywał jedynie 69 dni. Znowu opuścił mury więzienia w 1992 by po ledwie 53 dniach znowu wrócić do celi. Obecnie jest skazany na karę dożywocia bez możliwości wcześniejszego zwolnienia. O nim jest film, o jakże zaskakującym tytule: Bronson.

Nie byłem zły... zły zły.
Nie byłem zły… zły zły.

Patrząc po ilości lat spędzonych w więzieniu można pomyśleć, że mamy do czynienia z mordercą, lecz rzeczywistość jest niesamowita: Bronson nikogo nie zabił, cały jego wyrok i długość odsiadki są efektem agresywnego zachowania w więzieniu i wielokrotnych porwań strażników i pracowników systemu penitencjarnego. By było jasne: nie jest to dobry człowiek, ale znamy z historii znacznie gorszych ludzi, którzy spędzili mniej czasu w więzieniu. Dzięki swojej aktywności za murami różnych więzień Bronson stał się znanym człowiekiem, swego rodzaju bohaterem, czy też celebrytą. Pisze książki, wiersze (za które bywał nagradzany przez fundacje opiekującą się więźniami), maluje. Po prostu współczesna gwiazda, już nie rocka, a kajdan.
Nic dziwnego, że w końcu zainteresowało się nim kino. Film Refna, który dotychczas znany był głównie w Danii z opowieści o drobnych przestępcach (trylogia Pusher, która zapoczątkowała między innymi karierę Madsa Mikkelsena), robi wrażenie. Główną rolę gra Tom Hardy, kojarzony u nas głównie z roli w Incepcji (gdzie grał Eamesa), czy ostatniego Batmana, w którym wcielił się w rolę Bane’a. Trzeba przyznać, że rola Hardy’ego spokojnie może być rolą jego życia. Gra w sposób wręcz popisowy.

Więzienie było... wspaniałe!
Więzienie było… wspaniałe!

Bronson Refna i Hardy’ego jest osobą przerażającą. Człowiekiem bez ambicji, bez celu w życiu. Osobą, która odnajduje się tylko w przemocy. Początkowe akty agresji stają się coraz bardziej wysublimowane, ale cały czas w praktyce nic nim nie kieruje. On nie chce uciec z więzienia, nie chce wygłosić kazania, które miałoby zmienić świat, nawet nie chce poprawy warunków odsiadywania wyroku. Trzeba tutaj zaznaczyć, że film jest dosyć brutalny. Poszczególne akty agresji, choć nie są pełne filmowej krwi, są przedstawione w sposób dosłowny i przez to znacznie brutalniejsze. Wszystko to pokazywane jest w otoczeniu standardów operowych i muzyki klasycznej. Bohater filmu radzi sobie z rzeczywistością i z ludźmi tylko wtedy, gdy z nimi walczy – w innych sytuacjach jest nieśmiały, nieporadny i osamotniony z za ciasnym ubraniem i dużym wąsem. Jest człowiekiem, na którego nikt nie zwróciłby uwagi. Jest jednak osobą, na którą należy uważać.
Opowieść o życiu Bronsona przerywana jest jego wyimaginowanymi rozmowami z widownią, która śmieje się z jego dowcipów, które przyprawiają o ciarki na plecach. Dowcipów psychopaty z zadawania przemocy. Refn nie broni swojego bohatera, nie mówi, że to społeczeństwo, czy też, że to zła kobieta sprawiły, że trafił on do więzienia, ani nie potrafił powstrzymać swojej agresji. To sam Bronson jest sobie winien, to on wybiera, co ma robić i to on odpowiada za swój los. Hardy gra go w sposób przerażający, raz wzbudzając uśmiech, czasem sympatie, która szybko zamienia się w przerażenie i odrazę. To nie jest dobry człowiek, to nie jest pozytywny bohater filmu, a łatwo byłoby zrobić z tej samej historii opowieść o ofierze. Gdy okazuje się, że Bronson może wyjść z więzienia, dokonuje kolejnego aktu agresji by w nim zostać. By nie być wolnym i nie musieć odpowiadać za siebie, dokonywać wyborów życiowych.
Film ten nie jest dla wszystkich, nie należy do najprzyjemniejszych. Pełen przemocy i wulgaryzmów jest jednak przedziwnym studium człowieka bez właściwości innych niż silne ręce. Fascynuje i choć dosyć swobodnie obchodzi się z faktami, to chyba dobrze oddaje duszę prawdziwego Charlesa Bronsona. Pewne wydarzenia pokazane w filmie nie miały miejsca, lecz dzięki nim historia jest ciekawsza, a i charakter bohatera wyraźniejszy. Otrzymujemy biografie człowieka, którego nikt nie chciałby spotkać, lecz który przez swoje negatywne cechy fascynuje. Doskonale pokazuje, że zło nie musi być pod postacią arcyłotra. Równie zły może być człowiek nie mający celu w życiu. Skrzywdzi on bliskich, bo tak mu będzie wygodniej, a na świat się obrazi, bo musiałby sam decydować o swoim losie. Łatwiej jest w więzieniu, gdzie można się pobić, pobawić i być gwiazdą przez złamanie nosa strażnikowi. To jest klawe życie Charlesa Bronsona. Poza tym, co może nie przebija się z tego tekstu, Bronson jest świetną komedią dla osób o psychopatycznym poczuciu humoru. Ja się świetnie bawiłem na tym filmie i zaśmiewałem się wiele razy.

ps: tekst jest przedrukiem. Oryginalnie umieszczony został przeze mnie w serwisie mojeopinie.pl parę lat temu. W ramach wykopalisk i porządkowania rzeczy umieszczam go tutaj – w wersji zmienionej i miejscami uzupełnionej.

2 comments

Leave a Reply

Your email address will not be published.