Pociągi, czyli kultura drogi

Jeżeli spojrzeć na książki, filmy, czy w ogóle kulturę, to łatwo dostrzec, że pociąg odgrywa w niej specyficzną rolę. Przeważnie nie zastanawiamy się na temat tego, jak wielkie mają one znaczenie. Zresztą charakterystyczne, że istnieje pojęcie „kino drogi”, a nie ma koncepcji „kina szynowego”. To akurat jest chyba efektem tego, że w Ameryce, która odgrywa dalej czołową rolę jeżeli chodzi o tworzenie filmów, kolej nie odgrywa wielkiego znaczenia.
Oczywiście, ktoś słusznie wskaże, że tak jest dopiero od czasu wojny, czyli już prawie niecałych 70 lat. Jak na medium, które ma grubo ponad sto lat, to nie jest tak dużo. Tym bardziej, że najczęściej wspominanym pierwszym filmem w historii kina, jest nagranie pociągu wjeżdżającego na stację. Także i pierwszy western opowiada o napadzie na pociąg. Nie wspominając o tym, że pociąg stanowił wielkie zagrożenie dla wielu kobiet przywiązywanych do torów w rozlicznych mrożących krew w żyłach niemych filmach. Nawet więcej, jeżeli spojrzymy na historię Stanów Zjednoczonych, to szybko dostrzeżemy, że wybudowanie sieci kolejowej było jednym z najważniejszych momentów w dziejach, tego młodego kraju.

Poważny, pesymistyczny film. Plakat nie.
Poważny, pesymistyczny film. Plakat nie.

Wydaje się, że więcej filmów powstało o budowie tras, aniżeli o korzystaniu z nich. Motyw układania torów, sporów i konfliktów wynikających z tego powodu, doczekał się wielu realizacji. Możemy tutaj wskazać choćby Dawno temu na dzikim zachodzie. Film Leone jest pod wieloma względami świetnym przykładem, chociaż jest to tak zwany spaghetti western. Pomimo włoskiej proweniencji doskonale pokazuje on charakter Ameryki. Widać wyraźnie, że dzieli się ona na świat przed i po wybudowaniu kolei, co widać w Człowieku, który zabił Liberty Valance’a. Bohater filmu zyskał sławę zabiwszy tytułowego rzezimieszka. Film rozpoczyna się od jego przyjazdu pociągiem do miasta, gdzie się to wydarzyło i toczy się na dwóch planach; na pierwszym jest rozmowa bohatera z dziennikarzem, a na drugim opowieść z przeszłości. Od początku zresztą nie pasował on do otoczenia reprezentując wartości bliższe wielkomiejskiej cywilizacji, co w zderzeniu z typowo westernowym miasteczkiem musiało wzbudzać konflikty. Rozmowa bohatera w pociągu pokazuje, że mamy do czynienia już z cywilizacją, a nie z Dzikim Zachodem. W każdym razie obraz konstruowania torów pozwalał pokazać dramatyzm różnych wyborów, ale też i podkreślał koniec pewnego świata. Wcześniej (i zresztą później także) dominowały dyliżanse. Były one też stałym motywem westernowym, począwszy od filmu z Johnem Waynem, a skończywszy na tak samo zatytułowanym albumie o przygodach Lucky Luke’a.
Nawet bracia Marx wyruszając na Dziki zachód skorzystali z pomocy dyliżansu. Jest jednak pewien motyw, w którym pociąg bije pojazd napędzany końmi. Pojawia się on zresztą we wspomnianym filmie z braćmi Marx. Są ludzie, którzy nie chcą, aby pociąg dotarł na miejsce. Najczęściej chodzi tutaj o napad rabunkowy. Stąd mamy całą serię opowieści o specjalnych transportach złota, czy też innych drogocennych rzeczy, które grupa złych ludzi próbuje przechwycić. Relatywnie późnym, ale pod wieloma względami najlepszym przykładem takiej realizacji mamy do czynienia w filmie Wielki napad na pociąg z Seanem Connery’m i Donaldem Sutherlandem. Oparta na faktach historia wielkiego rabunku trzyma w napięciu. Nie tylko dlatego, że mamy do czynienia ze spektakularnie przedstawionym włamaniem. Elementem wzmacniającym emocje jest specjalny charakter tegoż. Cała operacja odbywa się w ruchomym obiekcie. Każdy zły krok może spowodować śmierć bohaterów. Poza tym sam pomysł dostawania się do zamkniętego wagonu, kiedy jest on w ruchu, sprawia, że widz ciekaw jest, jaki bohaterowie mają plan.

Klasyka plakatu kina akcji
Klasyka plakatu kina akcji

Warto dodać, że czasem celem tych złych nie jest jakiś skarb, a konkretny człowiek. Ostatni film Roberta Shaw – Avalanche Express – pokazywał go jako agenta KGB, który zmienił stronę i uciekł na Zachód. ZSRR jednak nie zapomina o swoich ludziach i w pościg za nim wysyła gotowych na wszystko ludzi. Kluczowe sceny filmu mają miejsce w pociągu, który jest na różne sposoby atakowany. Mamy spektakularne ujęcia lawin przygotowane przez Johna Dykstrę, któremu zdecydowanie lepiej wychodzą kosmiczne bitwy.
Czasem oczywiście racja jest po stronie tych, którzy nie chcą dopuścić do tego, aby pociąg dotarł na miejsce. Są to przeważnie różne wariacje na temat, czy to zarazy, czy to bomby, która jest w stanie zniszczyć ludzkość. Wydaje się, że Alister MacLean szczególnie upodobał sobie tego typu wątek. Tak w powieściach, jak i w scenariuszach filmowych. Przychodzi tu na myśl na przykład jeden z filmów z Brosnanem o UNACO, czyli ONZowskim oddziale specjalnym walczącym z terroryzmem. Chodzi o Death Train, gdzie Chirstopher Lee, jako sowiecki generał, postanowił pobudzić świat w sposób dość brutalny.
Pewną wariacją na ten temat jest druga część Under Siege, czyli u nas Liberatora. Pierwszy film z serii bez wielkiego ryzyka można uznać za najlepszy w dorobku Stevena Seagala. Była to chyba jedyna produkcja z jego udziałem, gdzie jego rola nie była sprowadzona do poziomu średnio udanego filmu kopanego. Duża w tym zasługa była nie tylko Tommy Lee Jonesa w roli szalonego dowódcy piratów-renegatów, ale także umiejętnego wykorzystania motywów znanych z Die Hard. Samotny mściciel działający w zamkniętej przestrzeni, początkowo traktowany z pewnym pobłażaniem na końcu sprawia, że misterny plan przestępców się nie udaje. Liberator podszedł do sprawy trochę inaczej. Ryback, choć oficjalnie jest kucharzem, to stosunkowo szybko zostaje odkryta jego prawdziwa tożsamość. Kasowy sukces filmu był chyba dla wszystkich sporym zaskoczeniem, ale oczywistym było wtedy, że czas na drugą część. O ile pierwsza toczyła się na starym okręcie, który płynął w swój ostatni rejs, to teraz cała akcja toczyła się w pociągu mknącym przez Stany Zjednoczone. Został on wybrany przez szalonego geniusza, który chce zaszantażować rząd, jako miejsce swojej operacji. Stamtąd łączył się z satelitą zdolnym „zniszczyć świat”. Oczywiście jego plan został udaremniony, ale pociąg gwarantował tutaj dodatkowe napięcie polegające na stworzeniu owej zamkniętej przestrzeni.
W podobny sposób pociąg wykorzystała Agata Christie w Morderstwie w Orient Expressie. Tam jednak siła motywu pociągu, jako oddzielnej przestrzeni wynikała nie tyle z ruchu, co jego zaprzestania. Kolej, to ruch, stąd w momencie, gdy jest on zablokowany, to sytuacja ma pewien element niepokoju. Porządek jest zburzony, co łączy się ze zbrodnią, która ma miejsce w jednym z wagonów. W pomyśle Christie zamknięta przestrzeń pociągu jest dodatkowo oddzielona od świata przez niespodziewaną lawinę. Jednakże pociąg ma także inne znaczenie. Wystarczy poczytać opowiadania Stefana Grabińskiego, gdzie łączy on w sobie erotyczne napięcie i grozę prędkości, oraz ruchu. To są historie, gdzie poprzez autor poprzez staranne kreowanie napięcia wzbudza u czytelnika niepokój wynikający z poruszania się wagonów.
Pociąg jest doskonałym miejscem na zbrodnie, stąd też nic dziwnego, że pojawił się jako ważny element w opisywanym tutaj Last Express. Nie jest to jednak jedyna gra, która wykorzystuje kolej do kreowania ciekawej rozgrywki. Nie chodzi mi tutaj o symulatory poszczególnych lokomotyw, które – choć nigdy nie zdobyły popularności symulatorów lotu – miały i mają grono oddanych wielbicieli. Nie mam też na myśli gier ekonomicznych typu Transport Tycoon. Chodzi mi tutaj o sławetne (i stare) The Train: Escape to Normandy. Wcielaliśmy się w niej w zbiegłego z obozu jenieckiego pilota, który w czasie drugiej wojny światowej musi przedzierać się przez Francję. W tym celu udaje mu się porwać pociąg i rozpoczyna się długotrwały pościg. Gra łączyła elementy symulacji i zręcznościówki w sposób popularny na początku lat 90-tych zeszłego wieku. Jednakże sama idea opierała się na pomyśle pociągu, jako drogi do wyzwolenia.

Jadąc bez końca do celu
Jadąc bez końca do celu

Zresztą pociąg jest takim symbolem zmiany. Tak jak we wspomnianych westernach zapowiadał nowe czasy, tak i w różnych innych tekstach kultury miał dodatkowe symboliczne znaczenie. Wypada tutaj wspomnieć Get Carter z Michaelem Cainem. Mroczny i pesymistyczny dramat o gangsterze z Londynu, który wraca na prowincję pochować brata. Odkrywa wtedy mroczne sekrety, które tylko komplikują wszystko. Film zaczyna się od ujęcia tytułowego Cartera jadącego pociągiem. Widzimy go kursującego pomiędzy fotelami, ale też mamy przebitki na tory. W tle gra niepokojąca melodia, która wyraźnie podkreśla, że ta podróż ma znaczenie. Jest to powrót do dzieciństwa, do czasów, kiedy Carter był zwykłym chłopakiem, a nie bandytą. Zarazem jednak nie jest to wyprawa dobrowolna, gdyż wiąże się z cierpieniem i koniecznością wypełnienia obowiązków względem rodziny. Prowadzi to do sporu o lojalność, a to przełamanie wskazujące, że dla Cartera zmienia się świat jest symbolizowane właśnie przez podróż.
Tak i odbiorca kultury podróżuje ze swoimi bohaterami. Czasem ku dobremu, a czasem ku złemu.

3 comments

  1. rob says:

    mamy nawet kosmiczny pociąg w a anime galaxy express 999 mknący przez kosmos a jakże 😉 i expres polarny do bieguna północnego to z tych mniej zwyczajnych :)pozdrawiam

  2. Borys says:

    Fajny wpis. Pociągi mają w sobie to coś, bez dwóch zdań. Pozwolisz, że dorzucę kilka tytułów? Dość długi epizod szynowy (i to w Orient Ekspresie) znalazł się w “Pozdrowieniach z Rosji”, drugim filmie o Bondzie. Kolejowym niewypałem okazał się natomiast “Transsiberian”, stosunkowo świeży thriller sprzed kilku lat, który zamiast wykorzystać w pełni schemat zniknięcie-w-pociągu uciekł w naciąganą strzelaninę.

    Jeśli chodzi o książki, to nadzwyczaj ciepło wspominam pierwszy rozdział (a może nawet tylko kilka pierwszych stron?) “Sobowtóra profesora Rawy” Alfreda Szklarskiego. Natomiast Grabiński zainspirował Łukasza Orbitowskiego do napisania “Serca kolei”, wyśmienitego opowiadania otwierającego zbiór “Wigilijne psy”. Nie zapominajmy, że przełomowa scena “Lalki” również rozegrała się w pociągu (a Wokulski chciał potem ze sobą skończyć przy pomocy pociągu właśnie).

    Gry: Przede wszystkim stara “Transarctica”, gdzie jeździło się pociągami w postapokaliptycznym, przykrytym śniegiem świecie. Grzech nie wspomnieć. Oraz japońska seria symulatorów pociągów “Densha de Go!” , którymi zachwycał się swojego czasu Loki na łamach “PSX Extreme”.

    A na deser coś hardkorowego: http://www.youtube.com/watch?v=zZ7LORizfZg

    • hihnttheadmin says:

      W Transarctice zawsze chcialem zagrac, ale jakos nigdy nie wychodzilo. Zreszta idea pociagu w swiecie postapokaliptycznym dalej zyje, czego przykladem jest/bedzie Snowpiercer, czyli koreanskie s-f oparte o francuski komiks.
      Dziekuje za inne polecenia, bede sie rozgladal za tymi, ktorych wczesniej nie kojarzylem.

Leave a Reply

Your email address will not be published.