O dyskusji, czyli o tym, jak to dawniej w internecie się rozmawiało

W internecie zawsze ktoś ciebie obserwuje.
W internecie zawsze ktoś ciebie obserwuje.

Bardzo często od pewnego czasu pojawiają się komentarze i opinie, że internet nie jest miejscem na dyskusje. Jak ktoś chce na poważnie porozmawiać na jakiś temat, to na pewno nie w sieci, która jest zbiorowiskiem trolli i ludzi, którzy chcą się tylko wyżyć w pyskówce i kłótni. Można odnieść wrażenie, że celem egzystencji niektórych ludzi jest tylko wyżycie się na wrogu, jakim jest drugi człowiek żyjący na przeciwnym krańcu kraju. Internet tutaj służy ujawnieniu się wszystkich negatywnych cech danej osoby. Dzięki temu, że usiadła przed komputerem z miłej istoty o spojrzeniu pełnym intelektualnego dystansu, zamienia się w wulgarnego i agresywnego potwora. Stąd wiele osób patrzy z wyższością na tych, którzy udzielają się w dyskusjach w internecie.

 

Jest to zresztą spektakularny upadek medium, które przecież kiedyś było widziane jak narzędzie ludzi inteligentnych. Wyższe wykształcenie miało być wyznacznikiem tego, kto przebywa w światowej sieci. W ciągu kilku lat percepcja się całkowicie zmieniła i teraz już rzadko kiedy spotkamy się z taką pozytywna opinią na temat użytkowników internetu. Dlaczego nagle owi mili intelektualiści w okularach zostali przemienieni w dresiarzy piszących wulgaryzmy na ścianach bloków?

Dla każdego, kto był w internecie te parę lat temu oczywistym jest, że ten wyidealizowany obraz sieci nie ma nic wspólnego z prawdą. To nie tylko te tak zwane „dzieci neostrady” stanowiły problem. Od samego początku, już w czasach, kiedy w praktyce wszyscy polscy internauci łączyli się przez modemy telefoniczne na numer dany nam łaskawie przez TePse, Internet był pełen brutalności, agresji, chamstwa i innych negatywnych zachowań. Dziennikarze zwyczajnie dopiero od niedawna dowiedzieli się, jak obsługiwać komputery i odkryli, że ich wizja młodych = inteligentnych nie ma wiele wspólnego z prawdą.

Pomimo tego mojego dystansu i zdecydowanie ironicznego spojrzenia na odkrycie odnośnie tego, czym jest internet i kim są internauci, to zgadzam się, że obecnie ciężko jest prowadzić poważne rozmowy w sieci. Nie znaczy to jednak, że zawsze było tak źle, jak teraz, jeżeli chodzi o jakość dyskusji i debat. Parę lat temu internet rzeczywiście był miejscem, gdzie można było wymieniać się poglądami, a nawet kłócić na cywilizowanym poziomie. Wynikało to jednak nie z ludzi, a z technologii. Już widzę, jak niektórzy podnoszą brew ze zdziwienia. Technologia się rozwija, komputery są coraz lepsze, a internet wygodniejszy w korzystaniu. Cała banda ludzi od net usability i innych tego typu koszmarków skrzętnie poprawia nam nasze sieciowe otoczenie. Komentarze poprzez facebooka, czy inne tego typu systemu skutecznie obdzierają użytkowników z anonimowości, co wpływać ma na to, że będą lepiej dyskutować. W strachu oczywiście przed tym, że sąsiad dowie się, że mieszka drzwi w drzwi z trollem.

Prawda jest jednak taka, że zarazem ten postęp niszczy debatę, tak jak net usability sprawia, że korzystanie ze stron internetowych jest coraz mniej wygodne, bo są one tak idioto-odporne, że nadają się tylko dla idiotów. Technologia ma ogromny wpływ na rozmowę, tak jak i taki banał, jak format gazety wpływa na jakość wiadomości w niej przekazywanych. Używając anglosaskich określeń, jeszcze parę lat temu gazety dzieliły się na broadsheety i tabloidy. Różnica, poza treścią, polegała na tym, że te pierwsze – poważne i stateczne – miały większy format. Dawna „Rzeczpospolita” była tego typu gazetą. Tabloidy natomiast, to nie tylko seks, przemoc i skandale, ale także mniejszy – bardziej poręczny – rozmiar gazety. Jednakże owa różnica to nie tylko efekt założenia, że broadsheety czyta się w fotelu, a tabloid w autobusie. Różne formaty sprawiają, że inaczej na każdej stronie prezentują się wiadomości. Jedno zdjęcie, czy rysunek automatycznie dominuje stronę w tabloidzie. Nagle każdy kolejny temat to jedna strona. W broadsheetcie poszczególne wiadomości, czy artykuły nie dominują. Są równoważone przez inne teksty. Widać to doskonale, jak obok siebie położy się gazety w różnych formatach. Nawet poważny dziennik przekształca się w stereotypowy tabloid, jeżeli tylko ma taki sam format. Nie wynika to z błędów dziennikarzy, a z wpływu tego, że na stronie tytułowej musimy mieć jeden ostry materiał, który zwróci uwagę czytelnika. Kilka już się nie zmieści.

Co to wszystko ma wspólnego z internetem? Wbrew pozorom bardzo wiele. Nim nastała era portali społecznościowych ludzie także dyskutowali. Nie w komentarzach na stronach, bo tam nigdy nie można było oczekiwać jakiejkolwiek przyzwoitości. Przez wiele lat dla dorosłego internetu podstawowym miejscem wymiany poglądów były emailowe listy dyskusyjne. Było ich wiele i użytkownicy prowadzili zażarte spory odnośnie różnych tematów. Powstawały i umierały, ale ludzie zawsze garneli się do jakiejś rozmowy. Jednakże konieczność posiadania programu pocztowego, adresu email z automatu sprawiało, że dyskusje prowadzone były na wyższym poziomie. Napisanie listu było i będzie zawsze bardziej wymagające niż rzucenie komentarza na stronie, czy facebooku. Owa trudność i konieczność pokonania pewnej bariery sprawiały, że kiedy już człowiek siadał do odpowiadania drugiej osobie, że jest idiotą, to napisanie tego w trochę bardziej finezyjny sposób nie stanowiło problemu. Owa bariera nie wynikała z wieku, wykształcenia, czy innych obiektywnych rzeczy. Na liście mailowej spokojnie mógł dyskutować 12 latek z doktorem habilitowanym.

Owa konieczność męczenia się z systemem sprawiała, że powstawała pierwsza bariera, która usuwała większość osób nie zainteresowanych rozmową na poziomie. Jeżeli warunkiem dyskusji byłą chęć i ochota, to większość osób niezbyt nadających się do rozmowy z niej rezygnowała. Nowe systemy komentarzy w stylu disqusa, czy innych tego typu mechanizmów działają tylko połowicznie. Jeżeli już raz założy się konto, to można grasować na wszystkich dostępnych portalach i siać śmierć i zniszczenie. Automatyczne logowanie, które większość osób ma włączone, sprawia, że można się wyżywać niczym na typowym portalu.

Nie znaczy to, że nie trzeba było od czasu do czasu stosować metod policyjnych. Moderatorzy i administratorzy pilnowali, czy ktoś niepoważny nie zachowuje się niewłaściwie. Przeważnie wystarczyło jednak pilnować, czy ktoś umie odpowiadać na emaile, czy też pamięta, że jednozdaniowe maile są bezsensu. To drugie wynikało z problemów ze ściąganiem poczty. Nie ma nic gorszego niż mieć 100 listów pełnych jednozdaniowych uwag. Szczególnie, gdy płaci się za minutę połączenia. Była to dodatkowa bariera względem nic niewnoszących komentatorów, gdyż, aby się wypowiedzieć musieli coś zaproponować. Dzięki natomiast wymaganiu pewnych zasad odnośnie pisania listów można jeszcze dzisiaj rozpoznać, kto, kiedy zaczął przygodę z internetem. Jeżeli ktoś odpowiada wewnątrz maila, na poszczególne myśli, to mamy do czynienia z kimś, kto ma swój staż w sieci. Ci, którzy odpowiadają ponad treścią listu, to młodzież, dla której gmail, to podstawowy, czy też pierwszy adres pocztowy, jaki posiadają.

W pewnym momencie jednak mailowe listy dyskusyjne zaczęły popadać w kryzys. Każda grupa potrzebuje regularnej dostawy świeżej krwi, inaczej rozmowa zamiera. Stąd też, kiedy na podwórku Gwiezdno wojennym pojawiły się inne miejsca, gdzie można było porównać poszczególne myśliwce, tak i powoli czołowa lista dyskusyjna (sw-pl) popadała w coraz większy marazm. Trudno powiedzieć, czy forum podłączone pod Imperial City Online, czy też komentarze pod Bastionem sprawiły, że potencjalni nowi dyskutanci szli na łatwiznę i zatrzymywali się na poziomie jednego, czy drugiego forum.

Wraz z upadkiem sw-pl zniknęło miejsce, gdzie na poziomie można było dyskutować o Gwiezdnych wojnach. Podobnie było z innymi tematami i zagadnieniami. Wygoda, łatwość obsługi sprawiały, że znikała bariera wymuszająca od użytkownika, aby temu rzeczywiście chciało się prowadzić rozmowę. Wygrała cywilizacja komentarza i to nie dlatego, że ludzie stali się głupsi. Nie dlatego, że nagle stracili dobre maniery, a dlatego, że łatwiej jest im działać w sieci. Wygoda i postęp stały się egzekutorkami jakości. Dziennikarze i inne gadające głowy wypowiadające się w różnych mediach na ten temat, nie mają jednak pojęcia o tym, czym był internet. Wystarczy to niestety obecnie, do bycia specjalistą, który powie te słowa, że „sieć to nie miejsce na dyskusje”.

 
 
 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.