Na planecie robotów (Robotix – Skallor: Planeta robotów)

Teraz trudno sobie to wyobrazić, ale w latach 80-tych seriale animowane bardzo rzadko były samodzielnymi produktami. Tak jak Transformery były reklamą dla serii zabawek Hasbro, tak i inne firmy próbowały podobnego sposobu promowania swoich produktów. Jedną z takich firm było Milton Bradley Company. Produkowali oni zabawki, ale też i gry planszowe. Jednym z ich chyba bardziej udanych produktów była seria zabawek o wspólnej nazwie Robotix. Były to zestawy części do konstruowania robotów. Coś w stylu Lego Technics, tylko, że bardziej rozbudowane. Zestawy pozwalały konstruować proste roboty, którymi można było sterować przy użyciu odpowiedniego sterownika. Zabawki okazały się pewnym sukcesem, produkowano je do początku lat 90-tych. Obecnie istnieje przynajmniej jedna firma, która dalej produkuje tak zestawy, jak i poszczególne części do robotów kompatybilne z oryginalnymi produktami.

 
 
 
 
 
 

Zaznaczmy od razu, że zestawy pozwalające budować roboty nie zakładały, że będą one w stanie w sposób znaczący zmieniać kształtu, acz były w stanie transformować się z maszyn kroczących w coś w rodzaju transporterów opancerzonych. Zapewne z wymogów konstrukcyjnych wynikała pewna nieporadność projektów poszczególnych maszyn. Daleko im do wdzięku Optimusa Prime, czy też popularnych mechów. Jednakże w przeciwieństwie do tychże, zabawki Robotix pozwalały na dużo bardziej różnorodną zabawę, a na pewno były bardziej edukacyjne.

Skoro mamy już zabawki, to możemy przejść do właściwej części dzisiejszego wpisu. Milton Bradley postanowiło zrobić swoim produktom dodatkową reklamę. Za jej przygotowaniem i produkcją odpowiadał Sunbow Productions oraz Marvel Productions. Tej drugiej firmy raczej nie trzeba przedstawiać, natomiast wypada wspomnieć o tej pierwszej. Sunbow powstało jako specjalna firma założona przez właścicieli agencji reklamowej do produkcji seriali telewizyjnych, głównie służących jako forma reklamy dla różnych produktów. To oni odpowiadali między innymi za animowanymi GI Joe, czy Transformersami. Przy czym, jak to często wtedy bywało, o ile producenci byli w Ameryce, to samą animację zlecano na zewnątrz. W tym wypadku było to znane japońskie studio Toei. Efektem tego, że za produkcję odpowiadało Sunbow było też to, że w Robotix mogliśmy słyszeć wielu aktorów, którzy pojawiali się choćby we wspominanych Transformersach, jak choćby Peter Cullen, czyli Optimus Prime.

Sam serial nie okazał się sukcesem. Interesująca jest jego oryginalna forma, mianowicie był on nadawany jako 15 odcinkowy serial, gdzie każdy epizod trwał około 6 minut. W wyniku tego przy późniejszym wydaniu na kasetach VHS, powstał z Robotixa 90 minutowy film. W tej formie trafił on także do Polski, jako Skallor: Planeta Robotów. Kiedy oglądałem kolejne odcinki cały czas zastanawiałem się, czy widziałem go w dzieciństwie, czy nie? Tytuł polski brzmi znajomo, jak i kojarzę poszczególne kadry. Biorąc pod uwagę charakter zdobywania i oglądania kolejnych bajek we wczesnych latach 90-tych jest wielce prawdopodobnym, że nieświadomie wracałem do mojego dzieciństwa.

Serial opowiada o grupce ludzi, która ścigana przez tajemniczy statek rozbiła się na powierzchni planety Skallor. O ile ścigający zrezygnowali z dalszego pościgu, to na tym nie skończyły się przygody bohaterów. Zaraz po tym, jak opuścili oni pokład swojego statku obok nich wyrosły z ziemi dwa walczące roboty. Wkrótce dołączyły do nich kolejne. Okazuje się, że przed wiekami na tej planecie żyły dwie rasy inteligentne, pokojowi Protectoni i wojowniczy Terrakorzy. Ci pierwsi wyglądali trochę jak Sullustianie z Gwiezdnych wojen, natomiast ci drudzy przypominali trochę głównego złego w Mario. Takie jaszczurki. Nim jednak Terrakorzy mieli możność podbić całą planetę doszło do bliżej nieokreślonej katastrofy naturalnej. Kiedy okazało się, że wszyscy są zagrożeni, postanowili się porozumieć i poddali się procesowi hibernacji zostawiając swoje ciała pod opieką specjalnie zbudowanego komputera. Niestety zabezpieczenia okazały się niewystarczające i wszyscy zginęli. Na tym jednak nie skończyła się ich egzystencja. Ich umysły zostały przeniesione przez ten komputer do wielkich robotów w liczbie 8 (potem doszły kolejne), które były zbudowane do odbudowy planety po tejże katastrofie.

O ile pokój przetrwał apokalipsę, to nie dotrwał do odbudowania planety. Drobne starcie przerodziło się w konflikt, który mógłby się skończyć jedynie eksterminacją przeciwnika. Kiedy Ziemianie dotarli na planetę owa eksterminacja właśnie się odbywała. Wtedy też, dosyć przypadkowo, okazało się, że ludzie są w stanie nie tylko wejść do kokpitu owych robotów i w ten sposób wspomóc ich w walce. W wyniku dosyć szybkiej decyzji decydują się pomóc Protectonom i chociaż wydawało się, że nie mają oni szans w starciu z Terrakorami, to dzięki pomocy ludzi wygrywają walkę. Wojna jednak się nie kończy, gdyż napastnikom udaje się uciec.

Teraz Ziemianie chcą wydostać się z planety, acz dochodzi pomiędzy nimi do konfliktu. O ile część, pod kierownictwem kapitana Exetera Galaxona chce korzystając z pomocy Protectonów naprawić uszkodzony statek, to inni, prowadzenie przez Kanawka decydują się opuścić obozowisko. Jak się okazuje ich planem było porozumienie się z Terrakorami i skorzystanie z ich statku do opuszczenia Skallor. Rozpoczyna się w ten sposób walka pomiędzy dwiema grupami tak maszyn, jak i ludzi. Będziemy mieli w jej trakcie wiele różnorodnych przygód, jak i będzie długi wątek zdrajcy w szeregach.

Animacja i rysunki nie odbiegają od standardu dla lat 80-tych. Widać tak rękę japończyków, jak i amerykańskie pieniądze. Choć początkowo poszczególne lokacje wyglądają raczej monotonnie, to z czasem pojawiają się ciekawiej zaprojektowane scenografie. Trzeba też zdecydowanie pochwalić osoby podkładające głosy, a już szczególnie wszystkich, którzy byli w stanie wymówić imię Exetera Galaxona nie pokładając się ze śmiechu. Pewną ciekawostką jest muzyka. O ile ta w samym serialu jakoś specalnie nie zapada w pamięci, to melodia wykorzystywana w czołówce niesamowicie przypomina motyw przewodni Ghostbusters. Who puts the future in your heads?

Sama fabuła nie jest zła. Dużo się dzieje w poszczególnych odcinkach, chociaż miejscami chciałoby się, aby twórcy trochę bardziej rozbudowali pewne wątki. Jednym, niezwykle zastanawiającym elementem Robotixa, jest praktycznie całkowita absencja kobiet. Niby jest jeden robot kobieta, ale w sytuacji, kiedy mamy kilkanaście postaci ludzi i wszyscy są mężczyznami, to jest jednak dziwne. Tym bardziej, że w kwestii innych, nazwijmy to równości, starano się zachować równowagę i w drużynie mamy oczywiście jednego murzyna. Brak kobiet jest tym bardziej komplikujący sytuacje, że znając charakter tego typu seriali, bohaterowie nigdy nie opuściliby planety. Dodajmy, że Robotix jest pod tym względem wyjątkowym serialem, gdyż przeważnie starano się zawsze gdzieś umieścić jakiś „kwiatek do kożucha”.

Robotixa ogląda się przyjemnie. Jest dobrze napisany, ma parę pomysłów i da się przeżyć średnio udane projekty robotów. Niestety miejscami jest trochę nudny i statyczny. Także bohaterowie raczej nie wzbudzają większych emocji. Poza tym ich imiona brzmią jak wyjęte z podręcznika, jak nie nazywać bohaterów, ewentualnie zebrano je z jakiejś kuriozalnej kolekcji po-RPGowych wpadek. Nie dziwi w związku z tym, że powstał tylko jeden sezon, ale w gruncie rzeczy szkoda. Skallor został przedstawiony jako bardzo ciekawa, różnorodna planeta. Miejscami można było odnieść wrażenie, że twórcy mieli wiele pomysłów odnośnie tworzenia sensownego i różnorodnego obcego świata, co zawsze jest miłe. W każdym razie, jeżeli ktoś lubi wspominać czasy VHSowych bajek i oglądania wszystkiego, co było dostępne, to się nie zawiedzie. Tego typu seriali już się nie robi, a już tym bardziej nie stosuje się tradycyjnej animacji.

 
 
 
 

6 comments

  1. dzemeuksis says:

    Widziałem dawno temu, ale od razu pełny metraż na VHS. Pamiętam, że byłem zachwycony i łaknąłem kolejnych produkcji tego typu, ale wówczas nie bardzo było, jak do nich dotrzeć.

    • hihnttheadmin says:

      Byly chyba tylko Transformery jeszcze. Natomiast odnosnie formatu, w Polsce bylo to tylko jako “pelen metraz”. Serial nigdy nie byl nadawany, a i nie jestem pewien, czy poza VHSem bylo to kiedykolwiek u nas dostepne.

  2. Dra'gon says:

    A ja swego czasu zobaczyłem gdzies plakat w necie i tka mi sie przypomniale, ze z kolega katolwaliśmy kasete kiladziesiat (set?) razy. Szkoda, ze pomysl nie znalazl rozwiniecia…

    • hihnttheadmin says:

      Tak to czesto bylo wtedy. Sunbow zrobil wtedy (tzn, razem z Robotixem) kilka seriali i choc niektore wydaja sie ciekawe, to tylko dwa dostaly pelny “normalny” sezon :/

Leave a Reply

Your email address will not be published.