Zagłada miasta na Dzikim Zachodzie (High Plains Drifter)

Grafika ta, w różnych wariantach, pojawia się na okładkach płyt i plakatach reklamujących film. Jest ładna.
Grafika ta, w różnych wariantach, pojawia się na okładkach płyt i plakatach reklamujących film. Jest ładna.
 
 

Kariera Clinta Eastwooda zawsze była związana z westernami. Począwszy od pracy w serialu Rawhide, a skończywszy na ostatecznym uznaniu go przez krytykę za artystę dzięki filmowi Bez przebaczenia. Pomiędzy tymi produkcjami trzeba umieścić filmy Sergio Leone, które dały podbudowę dla jego gwiazdorskiego statusu, czy też Wyjętego spod prawa Josey Walesa. Ten ostatni film był świetnym przykładem pewnego buntu przeciwko stereotypowemu postrzeganiu westernów. Zarazem wiele innych filmów w dorobku Eastwooda było próbą trawestacji westernowych motywów w innym środowisku. Najlepszym przykładem jest Blef Coogana. W tym filmie mamy do czynienia z dosłownym przeniesieniem Dzikiego Zachodu do współczesnego miasta. Samotny szeryf z Arizony wkracza w obcą dla niego rzeczywistość i swoimi manierami, czy sposobem działania, sprowadza na swoją głowę wiele problemów.

 

Eastwood przy tym od początku nie kręcił normalnych westernów. Właściwie od samego początku kariery filmy z jego udziałem mogły tylko wzbudzać niechęć purystów. Kiedy spojrzeć na jego filmografię okaże się, że produkcje, w które był zaangażowany są zdecydowanie bardziej krytyczne względem mitu Zachodu, niż mogłoby się wydawać. Z tego punktu widzenia Bez przebaczenia nie jest pod żadnym względem filmem przełomowym. Jest to zdecydowanie raczej kontynuacja jego wizji Zachodu, jako miejsca nieprzyjemnego. W ten nurt postrzegania wpisuje się trochę zapomniany film Eastwooda, czyli High Plains Drifter (nie używam polskiego tytułu, gdyż nie jest on tak przyjemnie ambiwalentny, jak oryginalny). Był to dopiero drugi przez niego wyreżyserowany film i jak sam żartował, pochował on w nim swoich reżyserów. Dosłownie i w przenośni, gdyż pojawiające się w filmie groby mają nazwiska Siegela, Leone i Briana G. Huttona.

High Plains Drifter pod wieloma względami nawiązuje do tego, co mogliśmy zobaczyć w słynnej trylogii dolarowej. Tam Eastwood grał mocno ambiwalentnego, ale jednak pozytywnego bohatera. Człowieka znikąd, który zaprowadza porządek. Może nie zawsze działającego w dobrym celu, ale kiedy trzeba pomagającego niewinnym. Był to bohater, który w końcowym rozrachunku dał się lubić. Była to postać na wskroś sympatyczna. W gruncie rzeczy filmy Leone nie były rozliczeniem z mitem, a raczej jego rozwinięciem. Próbą adaptacji do nowych czasów wizji Dzikiego Zachodu, a w role Eastwooda spokojnie mógłby się wcielić któryś z wielu aktorów, którzy łączyli swoją karierę z siodłem i sześciostrzałowcem.

Stąd też dla widzów High Plains Drifter może być zaskoczeniem. Podobnie jak w filmach Leone, głównym bohaterem jest tajemniczy małomówny nieznajomy. Przybywa on do miasteczka, w którym jak należy się domyślać, źle się dzieje. Jednak w ciągu kilku pierwszych minut okazuje się, że ciężko nazwać postać graną przez Eastwooda pozytywnym bohaterem. Jest bezwzględnym mordercą, a nawet gwałcicielem. To wszystko widzimy w przeciągu pierwszych kilku minut i nagle wyobrażenia widza odnośnie tego, co będzie oglądał są rozbite w drobny mak. Tego typu postać nie może być pozytywnym bohaterem, a przecież gwiazda filmu musi grać postać, z którą widz będzie się utożsamiać. Eastwood jednak od początku starał się zaskakiwać widzów. Tak jak w swoim reżyserskim debiucie, czyli Zagraj dla mnie Misty, obsadził siebie w roli prześladowanego Dja, tak tutaj gra de facto negatywnego bohatera filmu.

Kim jest jednak ten tajemniczy obcy? Może, są powody, dla których tak się zachowuje? Okazuje się, że są. Nieznajomy jest aniołem zagłady, który przybywa do górniczego miasteczka. Dokonano tam zbrodni za zgodą i poparciem prawie wszystkich mieszkańców. W brutalny sposób zamordowano szeryfa, bo chciał przestrzegać prawa. W tym wypadku okazałoby się to katastrofą dla kompanii górniczej, a co za tym idzie, dla mieszkańców. Dlatego też zdecydowali się oni go pozbyć. W tym celu najęli trzech bandytów, którzy następnie zakatowali szeryfa na śmierć w środku miasteczka i to na oczach wszystkich. Nikt nie próbował ich powstrzymać. W praktyce nikt nie miał wątpliwości i wszyscy się cieszyli. Jedynie żona właściciela hotelu próbowała protestować. Także i mieszkający w miasteczku karzeł, choć nic nie zrobił, to widać było, że nie zgadzał się z tym, co się działo. Mieszkańcy jednak mieli świadomość tego, co zrobili, w związku z tym postanowili się pozbyć niebezpiecznych świadków, czyli bandytów. Zostali oni oskarżeni i skazani za kradzież pieniędzy należących do kompanii górniczej. Wyrok jednak był dosyć krótki i po roku okazuje się, że wyjdą oni na wolność. W trakcie procesu zapowiedzieli oni, że się zemszczą. Na mieszkańców miasteczka pada blady strach.

Zło.
Zło.

Wtedy też właśnie przybywa do niego nasz Tajemniczy Nieznajomy. Kiedy zabija trzech zabijaków –pozujących na ochroniarzy – najętych przez należącą do mieszkańców spółkę górniczą orientują się oni, że może on ich uratować. Wynajmują go w zamian oferując wszystko. Nieznajomy korzysta z oferty. Czyni szeryfem i burmistrzem karła, którym wszyscy pogardzali. Następnie bierze sobie wszystko, co jest w mieście i systematycznie upokarza wszystkich jego mieszkańców. Przygotowuje jednak miasteczko do przyjęcie bandytów. Lago, bo tak nazywa się ta miejscowość, zamienia jednak w Piekło. Każe pomalować wszystkie budynki na czerwono. Właściwie cały film ogranicza się do długiej sekwencji systematycznego niszczenia społeczności. Doprowadza do ruiny sklepikarzy, niszczy budynki. Widz właściwie gubi się w tym, o co chodzi w filmie. Kiedy w trakcie przygotowań karzeł pyta Nieznajomego, co będzie miało miejsce po tym, jak pokonają bandytów, ten odpowiada cierpko: będziecie musieli z tym żyć.

Kiedy wreszcie bandyci przybywają naszego Nieznajomego nie ma w Lago. Sami mieszkańcy mają stawić czoła zagrożeniu. Nie są oni jednak w stanie tego uczynić. Wielu z nich ginie, a i inni pobici i poranieni są przez bandytów przesłuchiwani. Wtedy też Nieznajomy wraca i wszystkich przestępców zabija, zostawiając mieszkańców miasteczka w ten, czy inny sposób zmienionych. Żona hotelarza wyjeżdża, a karzeł pisze w końcu imię zabitego szeryfa na jego dotąd nieoznaczonym grobie. Kim jest jednak postać grana przez Eastwooda? Duchem szeryfa, który przybył do miasteczka, aby zapłaciło ono cenę za swoje przewiny. Jego zachowanie – brutalne i nieprzyjemne – było takim starotestamentowym ukaraniem grzeszników. Nagle western zamienia się w bardzo nieprzyjemną opowieść o zbrodni, jak i karze. Do tego dochodzi niepokojąca, lekko psychodeliczna muzyka, która bardziej kojarzy się z horrorami, aniżeli westernami. Kiedy w związku z tym ktoś zakrzyknie, że Eastwood dopiero w Bez przebaczenia niszczył mit Dzikiego Zachodu, to można go odesłać do High Plains Drifter, aby się dokształcił z kina.

Reprezentatywna dla filmu muzyka jest na początku zapowiedzi.

 
 

Leave a Reply

Your email address will not be published.